niedziela, 7 sierpnia 2016

Trudna miłość

Oczekując pierwszego dziecka, jesteśmy pełni radości, nadziei, strachu, ale też przekonani, że będziemy je kochać całym sercem.
Przy każdym kolejnym, nasze odczucia nieco się zmieniają. Przede wszystkim zastanawiamy się czy zaakceptuje je starsze rodzeństwo, jak będą wyglądały relacje między nimi, czy my będziemy w stanie pokochać tak mocno...
Przynajmniej ja miałam takie myśli. Byłam praktycznie pewna, że nie pokocham Tosi tak mocno jak Emilki. Bo to druga córka, to przecież nie moja malutka Misia. Oczywiście kontakt starałam się nawiązać z nią już podczas ciąży, mówiłam do brzuszka, ale nie rozmawiałam tak jak w poprzedniej ciąży. Nie było czasu, podejrzewam też, że nie miałam aż takich chęci.
Gdy Antosia się urodziła, nie było nawet mowy o tym, że jej nie kocham. Nie potrafiłam zrozumieć, jak mogłam nawet pomyśleć o tym, że nie będę potrafiła wykrzesać w sobie tego uczucia do niej. Podczas jej problemów martwiłam się ogromnie, kochałam coraz mocniej, starałam się spędzać z nią każdą chwilę. Widzę, że traktuję ją inaczej niż jej starszą siostrę. Bardziej chucham i dmucham, jestem bardziej przewrażliwiona, wystraszona tym, że może jej się coś stać.

Najtrudniejsza jest jednak miłość rodzeństwa...

Co innego gdy starszy maluch ma na co dzień oboje rodziców. Co innego, gdy rodzice traktują go sprawiedliwie. Co innego, gdy w życiu starszego dziecka, nie ma wielkich zmian. Wtedy powinno być łatwiej, aczkolwiek nie uwierzę, że jest jakieś rodzeństwo, które nie ma żadnych spięć, żadnych konfliktów. Nie wierzę :)

U nas sytuacja jest ciężka...
Emilka była tylko ze mną przez 3 lata. Wszędzie same, wszędzie razem. Bardzo tęskniła za tatą i wiedziała, że jak na świecie pojawi się Tosia, będziemy mieszkać razem. Na siostrę bardzo czekała. Może nie tak, jak czasem opisują (też mi ciężko w to uwierzyć), ale pytała co u niej, dotykała brzucha, cieszyła się na kopniaki, rozmawiała. W jej planach siostra się pojawiała, nie mogła się jej doczekać, martwiła się jej zdrowiem...
Na początku grudnia nadszedł dla Emi trudny czas. Nagle zniknęła jej mama. Widziała ją tylko przez chwilę w szpitalu, wiedziała o operacji, czuła, że coś jest nie tak. Później miała nas wszystkich tylko przez chwilę, bo Tosia z rodzicami trafiła do szpitala. Misia znowu była sama, wystraszona... Po szpitalu byłyśmy razem. Było fajnie, chociaż zaczynał się mały bunt. Mama nie była na każde jej zawołanie. Musiała przecież karmić i przewijać dzidziusia. Mimo wszystko Misia pomagała, uczestniczyła w każdej pracy przy siostrze. Czytała jej bajki, pomagała kąpać i przewijać.
W marcu nadszedł kolejny trudny czas. Chyba najtrudniejszy. Wyjechaliśmy do Belgii. Emilka została wyrwana ze swojego środowiska, bez ukochanych dziadków i wujka, bez koleżanek, w całkowicie obcym miejscu, z obcym językiem i masą załatwień. Nie było chwili żeby posiedziała i się zaadoptowała. Dużo spacerowałyśmy, ale to marna pomoc. Co najgorsze, miała trudne kontakty z tatą. Z początku się go wstydziła, potem on zaczął ją odpychać coraz bardziej i bardziej. Emi zaczynała się buntować, złościć. Przestała lubić siostrę, nie chciała się z nią dzielić, była zła, że muszę się nią zajmować.
Ja po 10 godzin sama codziennie, zaczęłam wysiadać. Chyba głównie psychicznie a potem poszła reszta. I ja też zrobiłam w pewnym momencie wielki błąd... Stworzyłam swój świat, do którego nie wpuściłam nikogo. O ile Tosia jeszcze jest mała i tak tego nie odczuła, o tyle Emi została sama sobie...

Podczas wakacji w Polsce, Emi nie chce u nas być. Woli zostawać z dziadkami. Stwierdziła, że nienawidzi swojej siostry. Zdarzało się jej mocno ścisnąć, uderzyć. Nie chce na nią spojrzeć, nie chce siedzieć koło niej, bawić się z nią, ani dzielić. A Tosia?? Tosia jest dużą dziewczynką i ciągnie do starszej siostry. Świata poza nią nie widzi. Śmieje się do niej, zaczepia. Nic nie rozumie, ale gdy zostaje odepchnięta, widać, że jest jej smutno...

Zaczynam pracę nad zmianą atmosfery i siebie. Nie może być tak, że ja krzywdzę dzieci. Że one się nie lubią. Nie może być tak, że starsza jest nieszczęśliwa, nie lubi młodszej i czuje się odrzucona. Nie może być tak, że ojciec odrzuca jedno dziecko z powodu znanego tylko jemu. Na to wszystko na co mam wpływ, będę starała się zaradzić. A reszta? Mam nadzieję, że się ułoży, bo na powrót do Polski póki co liczyć nie możemy...

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo