poniedziałek, 27 czerwca 2016

Belgijska cwaniara

7 grudnia był ważnym dniem, nie tylko z powodu narodzin Antosi. Tego samego dnia, mąż podpisał umowę wynajmu. Wydawało się, że wszystko zaczyna się układać. Nowy dom, nowe życie, w końcu po 3 latach razem. Teraz już wiem, że tylko nam się wydawało...
Od stycznia do marca trwał remont. Za wszystko płaciliśmy my, remontował mój mąż z kolegami. W tym czasie płaciliśmy też czynsz. W tej chwili już wiem, że babsko nas wyrolowało. To ona powinna remont przeprowadzić, lub też obniżyć czy umorzyć nam czynsz...
Przyjechałam tu z dziewczynami w marcu. Ściana na przedpokoju wyglądała dziwnie. Odchodził lakier. Mąż myślał, że może gryzie się farba z czymś tam, dokładnie nie wiem. Potem zaczęły pojawiać się włoski, ściana w dotyku była wilgotna. Kontaktowaliśmy się z właścicielką, stwierdziła, że to nasza wina bo mieliśmy zła farbę i źle malowaliśmy...
Jakiś miesiąc później zaczęła bardzo wyłazić pleśń. Dziewczynki zaczęły mieć problemy zdrowotne. Noski zatkane, tylko rano, nic nie można z nich ściągnąć, kaszel, duszność. Rajdy po lekarzach i nikt nic nie wie... Znowu kontakt z właścicielką, znowu zaproszenie do nas. Nie, ona nie ma czasu. Wcześniej takich problemów nie było, to jest wina tego, że dom obok jest pusty...
Kilka razy był u nas jej brat i sam stwierdził że ściany mokre. Miała kupić nam farbę specjalną i do dziś cisza. Miała naprawiać rynny i cisza. Miała dach w garażu dawnym robić i cisza...

Dziewczynki lepiej się czuły, dużo chodziłyśmy, były 2 tyg pięknej pogody. Od 3 tyg w Belgii pada... Gdy jest ciepło staramy się wietrzyć, ponieważ dom nie ma żadnego ciągu, żadnego wywietrznika. Podczas deszczu w pokoju u dziewczyn z sufitu leci woda... Ściana po stronie Antosi zaczyna pękać i odpadać... Ich zdrowie znowu się pogorszyło, mamy tragedię w domu. Pleśń ogromną, ściany mokre dookoła nawet od strony zamieszkanego budynku na wysokość kolan i pasa. Śmierdzi mokrą ścianą. Drzwi napęczniałe nie da się ich otworzyć ani zamknąć. Ubrania non stop wilgotne i śmierdzą... :( Wstyd mi puścić Emi do przedszkola, bo cuchniemy jak jakieś kloszardy...




Pisałam do właścicielki ale ma to głęboko w dupie. Wydarła na mnie gębę, że nie mam prawa się odzywać bo na umowie jest tylko mój mąż, a ja jestem nie wiadomo kim. Ciekawe, że kasę od nie znanej osoby bierze i nie mówi, że nie ma jej na umowie... Najważniejsze że ma kasę na koncie. A my co? Co ze zdrowiem córek?
W tej chwili sprawdzamy co możemy, ale na adwokatów i rozprawy sądowe to nas nie stać. Szukamy innego domu lub mieszkania ale ciężko bo tu umowa do stycznia, my mamy psa a na psa się nie godzą, trzyma nas odległość od pracy męża i szkoły Emi.




Boję się prosić o pomoc asystentkę socjalną żeby nie było sytuacji jak w Niemczech. Tu niestety nie patrzą na to co my chcemy, tu ważniejsi są oni - Belgowie - właściciele mieszkań.
Powyżej zdjęcia naszego super domu. Zdrowy prawda??

Nie wiem co robić...
Jeśli znacie jakiś Polaków w Belgii, udostępnijcie ten post. Jeśli wiecie o jakimś domu czy mieszkaniu do wynajęcia dajcie znać.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo