piątek, 13 listopada 2015

Unijna papierologia

W sieci burza :) Kłótnie o 1000 zł i 500 zł, które ponoć mają być przyznawane. Nikt nie wie od kiedy, czy na pewno, nikt nie wie kto dostanie, ale kłótnie są. No bo teraz będzie produkcja dzieci dla pieniędzy, bo tylko będą wspierać patologie.

Nawet nie wiecie jak się cieszę, że zaszłam w ciążę nim pojawiły się te plany i nikt nie może zarzucić mi, że "produkuję" dla pieniędzy ;) Zresztą ja i tak się nie łapię, ale nie o tym chciałam ;)

Jako matce zajmującej się dzieckiem, które nie ma przedszkola i innej opieki, a matka tym samym pracy, należy się dodatek rodzinny wypłacany z Belgii. Problem w tym, że w Polsce ciężko to zrozumieć. Z tego też powodu cała papierologia przeciąga się w nieskończoność, napotykam masę problemów. Największym z nich jest udowodnienie wszystkiego i tłumaczenie pliku dokumentów na wybrany język. Co śmieszne, w mojej mieścinie nie znajdę tłumacza niderlandzkiego, bo to podobnie jak język francuski, nie jest język unijny! Tak! Człowiek uczy się całe życie :)
Z dokumentami więc jeździłam specjalnie do Krakowa. W tym roku z racji mojej mniejszej mobilności, wszystko tłumaczone było w Belgii. Powiem Wam, że obie opcje mają swoje minusy, do których zaliczyć można różnicę w cenie, wysyłkę dokumentów pocztą, za którą płaci się nie mało i jest ryzykowna, jeżdżenie w poszukiwaniu biura tłumaczeń itp.

Ponieważ czeka mnie jeszcze kilka załatwień, wysyłania papierów, a na bieganie po mieście czasu brak, zastanawiam się nad skorzystaniem z internetowego biura tłumaczeń, typu http://www.centrumtlumaczen.pl/ To z pewnością wygodniejsze, mniej problemowe i czasochłonne, a w moim przypadku prostsze do zrealizowania. Dokumenty wysyłam mailem i mailem otrzymuję ich tłumaczenie, a może nawet jest szansa umówienia się na wysyłkę lub odbiór osobisty?

Ciekawa jestem czy w Waszych miastach również mają inne wymogi języków unijnych, niż te zaakceptowane przez samą UE? :) I może macie jakieś doświadczenie w kwestii tłumaczenia na języki mniej popularne?

4 komentarze:

  1. Biurokracja wszędzie się szerzy. Ja nie korzystałam nigdy z tłumaczeń internetowych więc nie pomogę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj szerzy, ale komu ona potrzebna?? Nie wiem...

      Usuń
  2. A więc u Ciebie problemem jest język. Też dobry powód, by człowiekowi nie wypłacić pieniędzy, które się prawnie należą. Nie wiem, czy ci urzędnicy zazdroszczą tych paru euro, czy ki czart. Koleżanka czekała kilka lat na kasę z Niemiec. Ja byłam podejrzewana o próbę wyłudzenia pieniędzy, bo najpierw słynny na całą Polskę (np z zabierania rodzicom dzieci) MOPS w Nisku wstrzymał mi wypłaty rodzinnego i alimentów, potem zaządał ode nie oświadczenia, że sama z tego dobra zrezygnowałam (a ja sprzedałam ostatnie pamiątki rodzinne, bo nie miałam co dzieciom dać jeść, gdy mi zabrali alimenty i rodzinne, chodziłam do MOPSU 5 km na nogach z maleńkim dzieckiem przez zaspy, choć sąsiadeczka była pracownica MOPSU i mogła mi przynieść dokumenty te czy tamte, czy w ogóle coś pomóc). Jako, że totalnie olałam ich chore pomysły, bo byłam już w Belgii, to mieli braki w papierach. Więc potem, gdy starałam się o to zaległe rodzinne w ROPSie, te gnoje parszywe wnieśli sprawę do sądu twierdząc, że prawdopodobnie mi się nic nie należy, bo sa jakieś niejasności w dokumentach. Dzięki zasranym polskim urzędom do dziś nie dostałam tych bagatela 2 tysięcy euro, ale z jakiś miesiąc temu przyszło pismo do mojej siory, która jest moim pełnomocnikiem w PL, że jako że nie wyjaśniłam tej sprawy, to oni sami są zmuszeni wysłac odpowiednie dokumenty do Belgii. Kuśwa po prawie 3 latach sie zorientowali, że dokumenty można wysłać, szkoda że nie wiedzą, ze można tez przefaksować abo przemejlować, debile! Może bucom Belgia kiedyś wytłumaczy, że faktycznie mam dzieci i faktycznie pracujemy i mieszkamy w Belgii i że faktycznie kiedyś mieszkaliśmy w Polsce i że w ogóle my to my a nie Maja z Rafałkiem i może kiedyś, jak już będę na emeryturze dostanę nawet tą kasę, ale mam nadzieję, że wcześniej tym kutafonom z MOPSÓW ROPSÓw kiedyś głód porządnie do dupy zajrzy i jakieś plagi na nie spadną, czego im życzę z całego wiedźmowego serca. To są chore urzędy w których pracują debile i inna patologia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah Madzia, a co u mnie problemem nie jest ;) Język to najbardziej, później praca męża, zarobki, wypłacane świadczenia, ich pomyłki za które ja muszę odpowiadać. Mogłabym pisać i pisać i pisać i książka by powstała ;)
      Trzymam kciuki żeby Ci w końcu wypłacili to, co się należy :)

      Usuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo