środa, 14 października 2015

Samochody - moja pasja

Wątek samochodowy na blogu, pojawiał się nie raz. Ostatnie pytania na jakie odpowiadałam w zabawie Liebster Blog Award, skłoniły mnie do małego podsumowania siebie jako kierowcy ;)

Nie będę ukrywać, że nie jeżdżę jak baba, a kobiety za kierownicą uważam za coś strasznego. Ok, zdarzają się wyjątki, ja skupiam się jednak na przeważającej większości, z jaką miałam do czynienia przez wszystkie lata za kółkiem.
Prawo jazdy posiadam już 11 lat (o rety!) i przez ten czas wiele się zmieniło. Jest dużo więcej samochodów, kierowcy są gorsi - zwłaszcza niestety mężczyźni... Dawniej, łatwiej było odróżnić "babę za kierownicą" od faceta. Teraz? Teraz to bez różnicy, czasem nawet kobieta jeździ lepiej. Najgorsza zmiana to brak kultury jazdy i generalnie agresja na drodze. Kilka już razy zdarzyło mi się zatrąbić na starszego faceta (tacy są chyba najgorsi), który cofał wprost na mnie nawet o tym nie wiedząc. A ten zamiast przeprosić lub chociaż naprawić swój błąd, wyskakuje z samochodu do bicia... Żal.
Przez te kilkanaście lat również samochody się zmieniły. Gdy zaczynałam jeździć, każde auto miało kluczyk, ciężko było wrzucić jedynkę podczas jazdy (nie była zsynchronizowana skrzynia), bez klimy itp. Teraz zamiast kluczyka mam kartę, przycisk start/stop, klimę, mądre światła i wycieraczki, które same się włączają. Wiadomo, że piszę o sobie, inni może już dawno jeżdżą takimi furami ;)
Inaczej naprawiało się samochody. Samemu, często regenerowało się części, kupowało używane a czasem nowe, np. w http://www.mamauto.pl/Pamiętam jak chciałam być mechanikiem :) W sumie to żałuję, że nie poszłam do szkoły i nim nie zostałam, tym bardziej, że ostatnio mój mąż stwierdził, że mechanik byłby ze mnie całkiem dobry, bo moje diagnozy są trafne :P
W tej chwili części nadal się kupuje, ale nie wiem czy dalej tyle osób bawi się w regenerację starych części samemu. Nie wiem dlatego, że moje auto siłą rzeczy serwisowane jest praktycznie w Belgii, a tak każdy kupuje nową część lub wręcz nowy samochód - stać ich :)
Ciężko stwierdzić kiedy było lepiej. Na pewno każdy okres o którym wspomniałam, ma swoje plusy i minusy. Ja niezmiennie uwielbiam jazdę, samochody, a za kółkiem czuję się wspaniale :)

9 komentarzy:

  1. Ja mam prawo jazdy znacznie krócej, coś ponad 4 lata. Na szczęście nie jestem niedzielnym kierowcą. Mieszkam na wsi z dala od wszystkiego i tylko na spacery nie jeżdżę samochodem. Jestem jednak zaskoczona Twoją obserwację jeśli chodzi o kulturę jazdy. Jako pasażer jeździłam sporo i przynajmniej jesli chodzi o Warszawę obserwowałam jak się sytuacja poprawia. Jeszcze 12 lat temu kto miał większą i nowszą furę ten był na drodze panem i nie zważał na innych. O wpuszczaniu przy spóźnionej zmianie pasa czy w miejscu trudniejszego wyjazdu z bocznej nie było mowy. Z biegiem czasu robiło się coraz lepiej Teraz nawet suwak na kończącym się pasie nie jest dla większości problemem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Warszawie byłam 2 razy i to dość dawno, więc lepiej mówić o obserwacjach nie będę ;) ale fajnie, że się coś zmieniło. Tu suwak to marzenie. Nie wpusci Cie nikt. Możesz stać pół dnia i jak na sile się nie wepchniesz to nikt nie wpusci. Mało tego, dojezdzaja do zderzaków żebyś czasem dzioba nie wstawila. Tak już jest...

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. Nie spotkałam się z brakiem kultury jazdy i z agresją na drodze. Próbuję sobie przypomnieć jakąś sytuację i nie umiem :) Wręcz bym powiedziała, że jest bardzo uprzejmie i nie ma problemu z wpuszczaniem innych aut.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To u nas widać muszą się wiele nauczyć, może też kwestia ilości jazdy, bo mój tata ma podobne zdanie, my jadąc na wakacje przez Wasze okolice również... Ten dziadek co ostatnio wyskoczył do bicia, to akurat nie jechałam sama i wszyscy w szoku. Nie wiem czemu odpuścił bo zobaczył obce blachy czy może nie faceta?? Ciężko stwierdzić, ja tylko żałuję, że nie mam kamerki ;) a generalnie to powiem Ci, że odkąd jeżdżę na obcych blachach to mi łatwiej ;) prędzej wpuszcza itp.

      Usuń
    2. To u nas widać muszą się wiele nauczyć, może też kwestia ilości jazdy, bo mój tata ma podobne zdanie, my jadąc na wakacje przez Wasze okolice również... Ten dziadek co ostatnio wyskoczył do bicia, to akurat nie jechałam sama i wszyscy w szoku. Nie wiem czemu odpuścił bo zobaczył obce blachy czy może nie faceta?? Ciężko stwierdzić, ja tylko żałuję, że nie mam kamerki ;) a generalnie to powiem Ci, że odkąd jeżdżę na obcych blachach to mi łatwiej ;) prędzej wpuszcza itp.

      Usuń
    3. To u nas widać muszą się wiele nauczyć, może też kwestia ilości jazdy, bo mój tata ma podobne zdanie, my jadąc na wakacje przez Wasze okolice również... Ten dziadek co ostatnio wyskoczył do bicia, to akurat nie jechałam sama i wszyscy w szoku. Nie wiem czemu odpuścił bo zobaczył obce blachy czy może nie faceta?? Ciężko stwierdzić, ja tylko żałuję, że nie mam kamerki ;) a generalnie to powiem Ci, że odkąd jeżdżę na obcych blachach to mi łatwiej ;) prędzej wpuszcza itp.

      Usuń
  3. W Belgii to raczej jednak nowy samochód się kupuje, bo po pierwsze części się żywcem nie opłaca (zwłaszcza do niektórych marek - coś wiem na ten temat) o cenach u mechaników już nawet nie wspominam, po drugie przegląd w Belgii to nie jest pic na wodę jak w PL każdy duperelek jest sprawdzany bardzo dokładnie i jak tylko coś nie chodzi, jak należy to każą naprawić i wrócić ponownie (a każda wizyta kosztuje), no i opłaty - im klamot starszy tym większy podatek. W końcu powszechnie znany fakt - dzisiejsze auta nie nadają się do naprawy. Po to się ich tyle produkuje, żeby je sprzedać, więc robi się je tak, by zbyt długo nie pojeździły bezawaryjnie, dowala się tyle elektroniki, by byle Jasiek nie mógł nawet żarówki czy koła sam zmienić - to jest biznes :-) No i - tak jak mówisz - ludzi stać to co se bedo jak se mogo.

    Jeśli ktoś uważa, że w Polsce jeździ się z kulturą, to albo mieszka w jakiejś dziwnej części tego kraju albo nigdy nie był np w Belgii. Polecam przyjechać, popatrzeć i wrócić od Polski - ja przez pierwsze miesiące co raz musiałam szczenę z asfaltu zbierać ze zdziwienia, że można nie drzeć ryja przez okno, środkowego palca nie pokazywać, zatrzymywać się przed KAŻDYM przejściem dla pieszych, jeździć na suwak itd. Mój po powrocie z ostatnich wakacji opowiadał, że jak wpuścił jakiegoś gościa z bocznej drogi, to ten mało z auta nie wysiadł w biegu, żeby mu podziękować, bo dziesiątki ludzi przejechało i nikt się nie zatrzymał i to nie był jednorazowy przypadek. Nie piszę tego po to, by pokazać jaka to zagranica jest zajebista, bo i tu bezmózgów i szaleńców na drodze nie brakuje, ale ogólnie ludzie są dla siebie bardzo mili i to jest nie bez znaczenia dla dobrego samopoczucia i bezpieczeństwa naszego i naszych berbeci.

    Zaś co do babskiej diagnostyki to moja siora robiąc kurs na prawko zdiagnozowała instruktorowi auto po jakichś tam nieprawidłowych odgłosach podczas jazdy - oczywiście prawidłowo. Był czas, że nasz brat i jej facet byli posiadaczami Polonezów (i należeli wszyscy z siorą włącznie do klubu FSO). Wtedy popularnym widokiem była moja osobista siostra leżąca pod samochodem, z twarzą ociekającą przepalonym olejem, smarem we włosach, delikatnymi damskimi dłońmi i pomalowanymi paznokietami, które tylko proszek do prania mógł odczarnić trochę. Ta wariatka kilka razy samodzielnie rozebrała silnik od poldka, wymieniła jakieś ustrojstwo i poskładała do kupy. Miała nawet propozycję pracy na diagnostyce, ale powiedziała, że nie zamierza całe życie chodzić brudna (a z wykształcenia jest cukiernikiem i tą dziedzinę na szczęscie też ogarnia). Nasza matka jest elektrykiem z wykształcenia i z zamiłowania, sama też naprawiała swój motorek, odkurzacze i maszyny do szycia z całej wsi. Tylko ja się mamusi nie udałam, bo nie znoszę śmierdzącego smaru na rękach i nie lubię samochodów ani innych mechanizmów (umiem posługiwać się narzędziami i naprawić różne rzeczy, ale hobby to to nie jest). Ja chciałam być informatykiem, ale matka powiedziała, ze to nie dla dziewczyn hahaha moja matka po szkole elektrycznej! A ja mając 15 lat byłam za głupia by ten fakt zrozumieć i postawić na swoim. Potem chciałam byc policjantem albo żołnierzem, ale też się rozminęłam z celem (w sumie dobrze, bo dziś mam inne priorytety i cele). Życie jest pełne skrzyżowań i bocznych dróg, na szczęście do celu prowadzi zwykle kilka, różnią się tylko atrakcjami i wybojami, a czasem są skomplikowane objazdy :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam prawo jazdy 15 lat, ale jeżdżę jak baba - mam problemy na parkingu i unikam dużych miast :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo