piątek, 25 września 2015

"Wujek" Google dobry na wszystko

Przez jednych nazywany "wujkiem" google, przez innych "doktorem" google. Tak naprawdę jest to powszechnie znana, zwykła wyszukiwarka internetowa, która wiele "wie", ale czy wszystko??


Znalezione na www.google.pl (oczywiście ;))
Żeby jakaś informacja pojawiła się w wyszukiwarce, musi ją tam umieścić ludzka ręka - to mam nadzieję każdy wie. Opierać się na tych informacjach możemy jeśli chodzi o, np. historię, przyrodę, a najlepiej wyszukiwanie sklepów i firm ;) Powinniśmy jednak mieć swój rozum i wiedzieć, że "wujek" google nie zastąpi nam lekarza, nie jest wyznacznikiem zdrowia i choroby. Ufajmy ludziom, którzy lata zdobywali swoją wiedzę, ufajmy sobie i swojej intuicji.
Dlaczego piszę to wszystko? Dlatego, że jestem przerażona ludźmi - kobietami najczęściej i całym zjawiskiem internetowym, jakie obserwuję od pewnego czasu.

Jakiś czas temu, sama w google szukałam informacji o własnym stanie zdrowia i niepokojących symptomach. Powiem Wam, że wg. tego co znalazłam, to prawdziwy cud, że żyję ;) Przeszło mi to na szczęście, aczkolwiek zdarza mi się poszukać od czasu do czasu ulotki na stronach medycznych, adresu sklepu itp. Całkiem normalne poszukiwania i reakcje.
Źródło jak wyżej ;)
Odkąd jestem w ciąży i cierpię na bezsenność, z ciekawości "katuję" się przypadkowymi forami i stronami, gdzie znajduję dziwne pytania i problemy... Kilka przykładów:
1. "Jestem w ciąży (7tc) i jestem chora. Lekarz przepisał mi antybiotyk x. Brać? Nie wiem co robić"
2. "Byłam dziś na wizycie w 34tc i lekarz powiedział, że (tu wymieniona dana choroba, wynik, miara) czy wiecie może co to znaczy? Czy to groźne?"
3. "Co brać na zapalenie pęcherza - 12tc"
4. "Krwawię, czy mam jechać na IP?"
Kurcze blade! Co się dzieje z tymi kobietami? Przytoczyłam Wam tu zaledwie kilka dziwnych pytań, jakie zapadły mi w pamięć dzisiejszej nocy. Chciałabym wierzyć, że to ktoś robi sobie jaja, ale co jeśli tak nie jest?
Jaki jest sens chodzić do lekarza, któremu się nie ufa? Nie wiem. Podobnie jak nie rozumiem czemu nie spytają się te mamy lekarza o rzeczy których nie rozumieją. Przecież od wiadomości w sieci najczęściej można osiwieć! Co do leków, to przecież tylko lekarz może decydować! Albo nie wiem, położna (ja swoją męczę, głównie za pośrednictwem mamy, ale zawsze). Jeśli zaś chodzi o krwawienie, to nie wiem co powiedzieć. Ja od razu jechałam na IP, próbowałam skontaktować się z własnym lekarzem. Do głowy by mi nie przyszło pytać na jakimś serwisie i co, czekać aż ktoś udzieli odpowiedzi? Trochę to nieodpowiedzialne...
"Wujek" google to fajny wynalazek, ale korzystajmy z niego z głową i odpowiednim dystansem.
Ps. Znalazłam jeszcze takie perełki, które jednak lepiej pozostawię bez komentarza...
1. "Jestem w ciąży i nie mam okresu. Czy dziecko wypija moją krew?"
2. "24 tc - są wielkie upały, boję się, że maluch ugotuje się w moich wodach. Jak je schładzać?" 

10 komentarzy:

  1. Kiedyś polubiłam na fejsie profil Beka z mamuś na forach i czasem jak mi coś na głównej wyskoczy zaglądam - tam to dopiero kwiatki znaleźć można ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak.. Wujek google to nie lekarz, a my go za stworce swiata wgl uwazamy.. Sama doniego pierwszego lece po rade

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja też latam coś poczytać, ale od kilku lat patrzę przez palce, bo szkoda się zamartwiać :)

      Usuń
  3. Zaglądam czasem do porad wujka Google...ale nauczona perełkami tam znalezionymi na temat zdrowia się nie edukuję w necie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem Ci, że ja też nie ufałam lekarzom w Polsce i czasem wolałam się zapytać wujka googla, choćby po to by się dowiedzieć, jakie inni mieli doświadczenia w takim przypadku. Znam wiele przypadków (znajomi), że lekarz byłby wykończył pacjenta, gdyby jakaś babcia poczciwinka nie kazała temu pacjentowi odwiedzić na wszelki wypadek innego lekarza, bo jej się dziwne wydawało, co ten przepisał, czy zalecił. Mój kuzyn został zabity przez ginekologa, bo dał leki na wstrzymanie porodu, gdy był to poród o czasie, o czym ciocia dowiedziała się dopiero po kilku latach rodząc córkę, bo położnej się wymsknęło niechcący... Sama ledwo co uszłam z moją Najstarszą z życiem, bo pech chciał, że zachciało jej się rodzić we święta, gdy normalni lekarze mieli wolne a na dyżurze był tylko debil, któremu nie zleciłabym nawet postawienia diagnozy dla swojego szczura (przyjechałam do szpitala z 'zielonymi wodami' wieczorem, ale pan doktor nie uznał tego za cos ważnego, jakby nie położna to nawet antybiotyku by nie przepisał (i jeszcze sie zdziwił, że "TERAZ to w zastrzykach są" ), a potem poszedł spać, a położne wróciły do przerwanej im bezczelnie przeze mnie pogawędki. Lekarz z porannej zmiany, gdy wybudził mnie z narkozy po cesarce, oznajmił, że było źle, ale dobrze się skończyło. Od tego czasu ten szpital się zmienił, ale mi uraz pozostał do końca życia. Poza tym mieszkałam na zadupiu - 10 km od szpitala (w którym często dyżur na I.P. miał w/w debil), nie miałam samochodu i pieniędzy, do przystanku 3km. W tej sytuacji częstokroć musiało mi wystarczyć to, co podpowiedziała sąsiadka lub wujek google. Mogłam tylko zazdrościć tym, co chodzą do prywatnych doktorów i dzwonią z każdą głupotką do nich, żeby się upewnić, że to nic. Nawet w przypadku wspomnianego krwawienia mając daleko do szpitala (poznałam na oddziale gin babke, która miała 60 km do szpitala), nie mając nikogo, kto by cię zawiózł też byś pewnie zadała pare głupich pytań na forum, zanim bys obudziła sąsiadkę, żeby cię wiozła na pogotowie, zwłaszcza jakbys była w domu sama z małym dzieckiem, z którym nie wiadomo, co w takiej sytuacji czynić. Nasz rodzinny lekarz był wspaniałym człowiekiem, lekarzem z powołania i jemu jedynemu zawsze ufałam, ale on nie we wszystkim mógł pomóc. Gdy potem mieszkałam w miasteczku to do szpitala miałam 20 minut na piechotę i też szłam, gdy tylko mnie coś niepokoiło, byli tam fajni doktorzy, mili, uprzejmi, troskliwi i kompetentni, ale - wierz mi - w PL często lekarze to banda śmierdzących gnoi, którzy studia skończyli tylko dlatego, ze tatuś/mamusia byli doktorami, którzy pacjentów mają totalnie w d... i wtedy naprawdę lepiej zapytać na forum. Zresztą tu też jest taki jeden kretyn z PL, do którego trafiłam na początku, bo usłyszałam, że "wszyscy Polacy do niego chodzą". Po tym jak kazał mojej córce podskoczyć i na tej podstawie wystawił diagnozę, że to nic poważnego (objawy: 3 tygodnie bólu brzucha, krew w moczu) i jeszcze nakrzyczał na mojego małego, bo mu poruszał nowe rolety w gabinecie, powiedziałam: nigdy więcej polskich lekarzy. Fakt faktem - ludzie zadają w internecie często dziwne pytania, bez wątpienia lepiej skonsultować się z doktorem - to nie ulega kwestii spornej. Tyle, że czasem są problemy z dostaniem się do doktora godnego zaufania, w ogóle do doktora specjalisty. Czasem ludzie rzeczywiście liczą na to, by ktoś przez internet postawił diagnozę, a najlepiej wyleczył na odległość, ale niektórzy też chodzą do wróżki i znachorów wszelakich albo wierzą w horoskopy czy magiczną moc wody święconej... Ja jednak często szukam odpowiedzi w internecie, nawet jeśli już mam zaplanowaną wizytę, bo uważam że im wiecej wiem o mojej czy dzieci dolegliwości, tym łatwiej mi zasięgnąć opinii lekarza. Pytania typu, czy od "pocałunku można zajść w ciążę" albo "czy dziecko wypija moją krew" są zadawane przez jakieś głupie pindzie (nie brak takich na tym świecie) albo są zwykłym wygłupem internetowym - nie wszystko trzeba traktować poważnie ;-) Reasumując - wszystko dla ludzi, ale z umiarem i rozsądkiem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam inne doświadczenia (w przeważającej części), może dlatego, że mam stałą lekarkę odkąd sama byłam mała i mam mamę, dzięki której nie ma co ukrywać, wiele mogłam się dowiedzieć od lekarzy i nie tylko. Ale i ona spotkała się z chamstwem i na to się nic nie poradzi.
      Zgadzam się z podsumowaniem :)

      Usuń
  5. I wujek FB, zdjęcia dziecięcych opuchniętych rączek, poparzeń, wysypki.... I pytanie co to jest? Jak sobie z tym porodzić? Po co komu lekarz jak się ma internet :-D :-D :-D Ja się już wyleczyłam z takiego szukania pomocy w necie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, FB też ostatnio (od jakiegoś czasu) zaczyna bawić się w wujka i doktora...

      Usuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo