poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Po urlopie

Witajcie! :)
Nie było mnie/nas 3 tygodnie i chyba też tyle nie było życia na blogu. Urlop się skończył, czas wracać do codzienności, do pracy i obowiązków ;) Obiecuję, że znowu będę pojawiać się tutaj regularnie, a na pewno częściej :)

Wakacje - długo wyczekiwane, zaplanowane. Ogromna radość i ulga, gdy dostaliśmy na nie pozwolenie. A na miejscu wielkie rozczarowanie, lekki żal. Mamy pecha po prostu...

Wróciliśmy 2 tygodnie temu. Nie jesteśmy ani opaleni, ani specjalnie wypoczęci ;) Taki wakacyjny peszek trzyma się nas od jakiegoś czasu.
Urlop nad morzem - Ustronie Morskie. Ceny jak w Tunezji, pogoda wiadomo. Lało, wiało, było tylko 9 stopni... Tak, tak, akurat trafiliśmy na TEN paskudny tydzień... Nawet nie mieliśmy jak jodu się nawdychać. Ośrodek w którym byliśmy, odbiegał niestety od tego co czytałam i oglądałam na zdjęciach, a także od zapewnień mailowych. Nie polecę. Sama miejscowość?? Bardzo tłoczna. Masa ludzi, często zmanierowanych młodych kobiet (jak inaczej nazwać 20-kilkulatkę - na oko - która płacze bo Em będzie przed nią jechać na koniku??), pijanych, pełno przekleństw. Zjeść nie było specjalnie gdzie. Zdaję sobie sprawę, że to może wina miejsca - praktycznie samo centrum, o czym nie wiedzieliśmy. W każdym razie wiem jedno, jeśli jeszcze kiedyś pojedziemy nad nasze morze, chcę wsi, ciszy i głuszy. Tak żeby odpocząć. Np. Gąski moje uwielbiane, które odwiedziliśmy wracając. Inni ludzie, inna atmosfera i choć masa turystów, jest jakoś inaczej. Póki mąż pracuje tak gdzie obecnie, nie mamy szans na wyjazd poza sezonem, który z całą pewnością byłby lepszy i spokojniejszy.

Ja - ciężarówka - na takie wyprawy to się jednak nie nadaję. 8 tygodni leżenia, później urlopowe pozwolenie, więc ciężko mi usiedzieć na tyłku. 800 km jazdy, potem spacer Ustronie - Sianożęty - morze - i brzegiem morza powrót do nas. Łącznie kilka kilometrów, później stres bo boli, kłuje, ciągnie. Przygody same ;)

Cieszę się jednak, że Em zobaczyła nasze morze i latarnie morską! Rok o niej mówiła i w końcu się udało :) Ta radość z ogromu piasku, fal, zachwyt w jej oczach - to wszystko bezcenne i dlatego właśnie warto było łazić w ten mróz (pomimo mojego małego, wcześniejszego narzekania ;))
Udane wakacje musiały obejmować jazdę na koniu :) Jeździła na takim ogromnym! Pooddychała, całe dni spędzała na polu (oczywiście kiedy nie padało) - to mnie bardzo cieszy :)

Żal trochę, że po powrocie takie upał nad morzem mieli, słońce i cudną pogodę. Chociaż jak widzę te okopy wielkości naszego pokoju, stawiane od 5 rano, to śmiech mnie ogarnia ;) Polak to jednak wygodny jest i tylko o sobie myśli ;)
Ale jest dobrze, jest pięknie. Byliśmy, szczęśliwie wróciliśmy, kiedyś jeszcze do Kołobrzegu chcę ją zabrać. Żeby port zobaczyła i statki i duże molo. Ale to już pojadę z dwoma moimi dzieciaczkami mam nadzieję i dopiero będzie wesoło! :)

4 komentarze:

  1. Rozumiem Twój żal i rozdrażnienie. Następnym razem na pewno będzie lepiej. A tym czasem życzę domowych i blogowych sukcesów. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że będzie :) Dziękuję :)

      Usuń
  2. Na pocieszenie powiem Ci, że podczas brzydkiej pogody więcej jodu się wdycha niż przy pięknej pogodzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak :) Tylko nie jak się siedzi w domu :P

      Usuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo