środa, 15 lipca 2015

Co czuje maluch, gdy mama spodziewa się rodzeństwa?

Ciąża. Dla jednych to czas radosny i w miarę beztroski. Dla innych radosny, ale pełen zmartwień, walki i czekania na to, co przyniesie nowy dzień. Ciąża to szczęście, albo utrapienie. To radość, albo niechciana wpadka, której czasem kobiety próbują się pozbyć. A czym jest ciąża dla naszego starszego dziecka??

Zdaję sobie sprawę, że temat jest dość kontrowersyjny. Zapytacie - co do mojej ciąży ma moje dziecko? Nic. To decyzja dorosłych, czy chcą kolejnego malucha czy nie. To nasza decyzja kiedy to nastąpi. Ale jeśli ma to być kolejne dzieciątko, warto pomyśleć o jego starszym rodzeństwie. Nie jest to sytuacja, która w ogóle go nie obchodzi. Która jest jakby poza siostrą czy bratem. Nie jest to sytuacja w której nagle w domu pojawia się nowy członek rodziny i nic się nie zmienia. Może być ciężko, zwłaszcza jeśli starsze dziecko jest na tyle duże, że zauważa pewne rzeczy, widzi, słyszy i stara się to wszystko jakoś poukładać w swojej główce...

Jak to wygląda u nas? Pisałam kiedyś, że długo nie mówiłam Em o tym, że będzie miała rodzeństwo. Podczas kiedy inne dzieci wiedziały już od 7tc mamy, moja dziewczynka cały czas myślała, że mama jest chora... Wiedziała, że muszę leżeć, nie mogę jej nosić, ani żadnych innych ciężarów, że nie wolno mi skakać po brzuchu, ani kopać. Było jej ciężko, ale pomagała jak tylko mogła. Moja dzielna, duża czterolatka... Ja czułam się okropnie, kiedy po każdej wizycie moja malutka biegła wystraszona z pytaniem czy jestem zdrowa, czy mogę chodzić, albo czy chociaż może się przytulić... Kiedy musiałam jechać do szpitala, a ona z łzami w oczach spytała kto będzie jej mamusią, a potem siedziała koło mnie na korytarzu. Widziałam, że cała sytuacja zaczynała ją przerastać, dlatego w końcu gdy zaczęłam 4 miesiąc, powiedziałam jej, że mama ma w brzuszku dzidziusia, pokazałam zdjęcie. Przez 2 dni zarzucała pytaniami - jak się tam dostał, jak wyjdzie, czy słyszy. Co jakiś czas przychodzi puka i całuje, tuli się, albo woła "Hej dziewczynko", chociaż my wcale nie wiemy kto tam siedzi :) Kiedy idziemy gdzieś razem pomaga mi, wciąga za rękę gdy złapie mnie zadyszka, pilnuje, pyta czy ok - rozczula mnie tym :)
Stopniowo wszystko ucichło. Dla mnie tak lepiej, że nie pyta codziennie czy już zima, czy zaraz dzidziuś się pojawi. Wie również, że muszę uważać, łykać leki żeby dzidziuś spokojnie rozwijał się, żeby się udało i pojawił się u nas w grudniu, a przecież o wszystko trzeba dbać, walczyć, pomagać.

Przyjęła do wiadomości i wszystko było dobrze do chwili, kiedy jednak wg lekarza konieczne było wprowadzenie insuliny... Wtedy jakby pękła. Uciekała z pokoju gdy tylko wyjmowałam pet, płakała, tuliła się do babci. Nie chciała żebym robiła sobie zastrzyki, nie wiem, dla niej to chyba było coś złego, pogorszenie... Nie wiem. Tuliłam ją, uspokajałam i mówiłam, że to dla dobra dzidziulka żeby się rozwijał i żeby się pojawił u nas. Po jakimś tygodniu minęło, w tej chwili mogę spokojnie wkłuć się przy niej, nawet asystuje mi i pomaga :)

Chociaż teraz jest w miarę dobrze, wiem ile musiało ją to wszystko kosztować. Wiem też, że nadal jest niespokojna i czeka co się jeszcze wydarzy. Nie wiem co dokładnie siedzi w jej główce, ale obawiam się, że jest tam strach przed stratą mamy. Ma w końcu tylko mnie, tak na co dzień i wie, że może na mnie liczyć. Niby tata jest tam gdzieś, ale nie przyjedzie jak Em prosi, bo nie może...
Tak więc oczekiwania na nowego, małego człowieczka nie zawsze jest kolorowe. Czasem przeżycia są ogromne, zwłaszcza gdy ciąża nie przebiega książkowo i bezproblemowo.

Mam nadzieję, że podołam obowiązkom i moja ukochana córcia nie poczuje się odsunięta, samotna, wystraszona. Nie chciałabym tego i póki co, udaje mi się to w miarę dobrze :)

7 komentarzy:

  1. Moja druga ciąża przebiegała niemal bezproblemowo i książkowo ale lęk i obawy u młodszej córki też się pojawiały. Podobnie jak ty nie widziałam potrzeby zaprzątania jej małej główki tym tematem od samego początku. Informacje o rodzeństwie rosnącym w brzuszku pojawiały się w miarę jak pojawiał się brzuszek. A i tak te kilka miesięcy czekania na to co się wydarzy i co będzie jak pojawi się maluszek było trudne. Tak samo dla mnie jak i dla niej.
    Mimo, że wcześniej zasypiała przy asyście taty, to kiedy dowiedziała się o rodzeństwie, wróciła potrzeba zasypiania z mamą. Potem oczywiście usypiałam obie córki razem. Noszenie noworodka w chuście pozwalało mi na to by ręce nadal były do dyspozycji córki i by podołać codziennym obowiązkom w sytuacji gdy maleństwo za nic na świecie nie chciało sobie poleżeć.

    Trzymajcie się. Dacie radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo dla takiego malucha czas strasznie się wlecze. Nam się dłuży a co dopiero mały człowieczek, który chciałby już i teraz i zaraz.
      Oj ciekawa jestem jak to będzie u nas. Póki co jest pełna deklaracja pomocy ;)
      Dzięki!

      Usuń
  2. Wydaje mi się że twoja córcia jest bardzo wrażliwa, tak jak moja Zosia i że jak się urodzi maluszek może się zmienić, to będzie dla niej na pewno ciężka sprawa, nasza Zosia po urodzeniu Helki zaczęła znowu siusiać w majtki a już tego nie robiła i zaczęła nam robić na złość ale w stosunku do siostry była bardzo grzeczna, więc każde dziecko inaczej to przyjmuje, ważna jest rozmowa i wplątywanie dziecka w codzienne obowiązki mamy, pomaganie przy pampersach przy młodszym rodzeństwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, wrażliwa to ona jest. Mam zamiar wplątać ją aktywnie w pomoc przy maluchu, ona już wie i pyta, czy będziemy przewijać, karmić, bawić itp. Póki co pozytywnie, ale wiem, że to może się zmienić. Bo my wiemy jak to wygląda, a czterolatek nie ;) Mam jednak nadzieję, że uda nam się uniknąć problemów z akceptacją malucha i adaptacją młodej do nowej sytuacji. Chciałabym oszczędzić stresów wszystkim.

      Usuń
  3. Dzieci bywają bardzo wrażliwe. My byliśmy teraz u mojej przyjaciółki i jej 3-miesięcznej córeczki i powiem Ci, że strasznie mnie rozczulało, kiedy Kuba podchodził do Pili i ją delikatnie głaskał po główce lub całował po nóżkach. Brał pieluszkę, wycierał buzię. Był bardzo troskliwy. Twoja córka pewnie ma podobny charakter. Musisz jej dużo tłumaczyć żeby przygotować ją na to, że pojawi się małe dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale słodko! :) Mysz od jakiegoś czasu nudziła o rodzeństwo ;) Ja to puszczałam mimo uszu, pamiętam jednak jak wygląda jej zachowanie w obecności malutkiego dzidziusia. Jest taka hmm nieśmiała, zafascynowana :) Cichutko mówi, wpatruje się, wszystko ją interesuje. Wiem, że będzie cudowną siostrą, obawiam się tylko lekko zmiany w naszych relacjach. Bo teraz ona jest mamusina i z mamusią non stop. Później też będzie mamusina co oczywiste, ale mamusia już będzie nie tylko dla niej...

      Usuń
  4. Między moimi babami jest równe 2 lata różnicy. Nie pamiętam od kiedy Zu wiedziała o mojej ciąży, bo wtedy byłam w trakcie zakańczania związku z tzw ojcem i sporo z tamtego okresu zostało wymazane z mojej pamięci mimochodem... Jednak pamiętam, że Zu czekała na przywiezienie siostrzyczki, przytuliła ją, ucałowała - co było słodkie, ale potem bardzo przeżyła zetknięcie z realiami, bo już mama nie była cała dla niej. Gdy Tesa leżała gdzieś tam obok w koszu, na materacu, w wanience była super kochaną "Tiską", nawet gdy ja trzymałam na kolanach nic się nie działo. Starsza się przytulała, głaskała. Natomiast nie mogła znieść przystawiania do cyca... Raz pędziła na młodą ze swoim plastikowym krzesełkiem ogrodowym, raz z miotełką... Może dlatego, że sama cyca doiła ponad rok i pewnie pamiętała, że to jej jedzenie było. Musisz bowiem wiedzieć, że dzieci raczej nie lubią się dzielić z rodzeństwem ulubionymi rzeczami. Czasem jest to poduszka, czasem ukochana maskotka, czasem stara pielucha, a czasem cycuś :-) Em pewnie też - mimo, że trochę jest starsza - będzie chciała zostawić coś dla siebie nietykalnego dla małego smrola. Jak Doro się urodził, to dziewczyny - wielkie już baby wtedy - miały obrzyd na wszystko czego dzidziuś dotykał, bo na pewno "było obślinione". Dziewuchy też się o mnie martwiły, gdy nosiłam w brzuchu Izydora, zwłaszcza, gdy trzeba było siedzieć w szpitalu parę dni i przeżywały wszystko, ale też pukały do niego i mówiły, żeby wyłaził już, bo chcą go zobaczyć, opierniczały go, gdy szalał w brzuchu... A teraz go uwielbiają, choć daje im się we znaki czasami.

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo