sobota, 27 czerwca 2015

Optymistą być...

W dzisiejszych czasach najlepiej być optymistą. Niekoniecznie takim co non stop patrzy przez różowe okulary, ale takim człowiekiem, który nie da się zastraszyć, stłamsić, zniechęcić. Najlepiej być tym, który szklankę ma zawsze do połowy pełną, bo wtedy łatwiej żyć. Tak po prostu...

Ja taka być nie potrafię. O ile szklankę zazwyczaj widzę napełnioną w połowie :P i staram się nie mówić, że mam ją pustą do połowy, o tyle ostatnio zrobiła się ze mnie pesymistka. Tak wielka i okropna, że strach mówić... Optymistką nie byłam nigdy. Nigdy nie zarażałam pozytywnym nastrojem, nie potrafiłam się odnaleźć wśród pozytywnie zakręconych osób. Byłam realistką. Realistką twardo stąpającą po ziemi. Co się ze mną podziało ostatnio?? Nie wiem, nie mam zielonego pojęcia...

Mój mąż mawia "co sobie wkręcisz w głowę, to to będziesz miała". Ma rację. Zazwyczaj jest tak (przynajmniej u mnie), że czego się boję, co sobie wciskam, to później to niestety mam. W szkole, na studiach, że nie zdam jakiegoś egzaminu, że coś mi się nie uda, w pierwszej ciąży niestety też sobie tak mówiłam. Albo inaczej, miałam jakieś przeczucia, a ja mam czasem cholernie głupie przeczucia, które się sprawdzają...

Dlaczego piszę o tym wszystkim?? Dlatego, że potrzebuję się wygadać... W ciąży z Em bałam się, to oczywiste. Ale równocześnie byłam spokojna, praktycznie pewna, że wszystko będzie dobrze. Nawet w momencie gdy 2 razy leżałam w szpitalu. Kompletowałam wyprawkę, chwaliłam się na lewo i prawo, byłam szczęśliwa.
Teraz?? Teraz coś nie daje mi spokoju... Nie wiem co to jest, nie potrafię a może nie chcę tego nazwać. Siedzi we mnie jakiś lęk, niepokój, którego nie umiem oswoić... Nie kompletuję wyprawki, nie potrafię powiedzieć "dziękuję" na gratulację, boję się... Wsłuchuję się w swoje ciało jak głupia... Może wiem więcej, ale nie boję się porodu, nie o to chodzi. Więc o co?? Nie wiem... Boję się i ten strach nasila się przed każdą wizytą. A ta akurat w poniedziałek, przesunięta o tydzień ze względu na sezon urlopowy. Mam tylko nadzieję, że wszystko będzie dobrze, że mój lęk to jakiś śmieszny żart od mózgu, że zniknie a ja w końcu uwierzę, zdam się na naturę bo sama już nie wiele mogę zrobić...

Jeszcze muszę się do czegoś przyznać... Po stracie, bardzo pomogło mi pewne forum, gdzie było wiele dziewczyn w podobnej sytuacji, gdzie mogłyśmy się wypłakać i znaleźć wsparcie, zrozumienie. Wczoraj przypadkiem, gdy Em spała otworzył się dział strat... Starych tematów brak, a nowe... 16tc, 18tc, 21tc... Byłam pewna, że zgodnie z tym co piszą mądre książki, II trymestr jest bezpieczniejszy. Nie powinnam tego czytać, wiem o tym...

Zaczęłam 16tc... Trzymajcie kciuki. Pozwalam też krzyczeć na mnie, ustawiać mnie do pionu ;) Powinni mi przeszczepić kilka klepek w głowie, gdzie w ogóle podziałam się dawna ja??
Nie mam pojęcia...
Spokojnego weekendu!

5 komentarzy:

  1. Nie ma opcji aby coś było nie tak! Ja wiem że będzie dobrze, musi być, choć też mam obawy (ale z Martynką też miałam) i dopiero po porodzie odetchnę że maluszek jest cały i zdrowy. Lecz nie wolno się tymi złymi myślami zadręczać, pozytywnie trzeba patrzeć w przyszłość :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Trzeba zacząć to robić, bo inaczej idzie oszaleć. A stres to i maluchowi nie jest potrzebny. Musi być dobrze i już! :)

      Usuń
  2. Powiem tak- mam podobnie...ale stawiam Cię do pionu- będzie dobrze, musi być dobrze i tego się musisz trzymać!!! Innej opcji nie ma

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo za postawienie do pionu :) Tego mi trzeba! ;)

      Usuń
  3. Madzia, przeczucia czasem (CZASEM!) faktycznie człowiek ma, ale co innego przeczucia a co innego zwykły cykor hehe. Ja tam sobie myślę, że z tą obawą to może tak trochę podobnie jak u mnie z Dorciem - po prostu bardzo Ci zależy, a masz czas by o tym myśleć. U mnie nie było co prawda poważnych problemów, ot tam każda ciąża zagrożona porodem przedwczesnym... Ale przy ciążach z dziopami nie miałam czasu, by się w dupę poskrobać, bo praca, dom, wykopki, sianokosy, rozwód, małe dziecko, więc nie było kiedy myśleć o ciąży. A Młody był planowanym dzidziem, pierwszym dzieckiem mojego 40letniego wtedy męża, ja też już miałam 10 lat więcej niż przy pierwszej ciąży i bardzo bardzo chcieliśmy, by wszystko było cacy, no a że siedziałam wtedy na bezrobociu to miałam czas zastanawiać się i czytać o najdrobniejszym problemiczku, co powodowało, że jak doktor czyms tam straszył, to już jakieś czarne myśli, już przeszukiwanie internetu co to może powodować... przeżywałam każde zwykłe badanie jak mrówka okres (a ze względu na wiek miałąm badania co tydzień), każde usg, badanie krwi, choć na prawdę nie było wielkich powodów do obawy... Przeto może tak być też u Ciebie, że też nie masz (albo nie możesz) czymś ciekawszym się zająć, to siedzisz i czytasz, i myślisz, i szukasz dziury w całym ;-) Ciesz się lepiej, że Dzidzior spokojny jest, bo jak się urodzi to też spokojny będzie, a nie to co mój drań. Zuzia w brzuchu prawie się nie ruszała, na KTG telepali mi brzuszyskiem nawet, ale tylko tętno się zwiększało a ruchów rzadnych i teraz też rzadko ją słychać. Tereska już dawała do pieca nieźle i tak jej zostało, ale Dorcio - bosssze ruchy czułam od 17 tygodnia tak wyraźnie, że aż dziwiłam się temu, a 2 ostatnie miechy to przechodził sam siebie w tym brzuchu - on prawie w ogóle nie spał tylko fikał koziołki, no ja też prawie nie spałam, bo się nie dało, gdyż fikanie było bardzo bolesne. Po urodzeniu spał góra pół godziny na raz, w nocy 15 razy wstawał na cyca i dopiero od kilku miesięcy przesypia noc, a jak Ci wiadomo ma 3 lata.... Więc ciesz się spokojną dzidzią - bo może będziesz się mogła wysypiać, jak już się urodzi :-)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo