niedziela, 20 lipca 2014

Panika czy normalny odruch...

Wróciłam z zakupów. Samochód zostawiłam na chodniku pod blokiem, jak wszyscy inni lokatorzy.
Wieczorem zmęczona położyłam się wcześniej spać. Już prawie zasypiałam w ciemnym pokoju, kiedy wpadł brat "Gdzie masz kluczyki?? Dawaj kluczyki. Ludzie krzyczą, że się pali 2 klatki dalej, trzeba odjechać". Pamiętam, że kluczyki zostawiłam w spodniach, ale z tych nerwów nie mogłam znaleźć spodni, choć leżały na fotelu. 2 razy je macałam i nic... Znalazłam w końcu... On poleciał odjechać, tata poleciał za nim. Ja zostałam w domu z mamą i śpiącą Emi. Za bratem odjechał jeszcze jeden facet i wjechała straż. Ekspresem. Jeden wóz, drugi, za tym drugim trzeci. Stałam w oknie i patrzyłam, co kilka sekund biegłam do pokoju zobaczyć czy córa śpi.
Jeszcze pierwszy wóz się nie zatrzymał, a już wyskoczyło z niego kilku strażaków, już wyciągają sznur i biegną do klatki. W pewnym momencie wyskoczyło z niej 3 strażaków, machając rękami, biegnąc do wozu i krzycząc "Bomba! Bomba! Bomba!".

Odskoczyłam od okna... Nie wiedziałam co robić... Bomba... Znaczy, że coś może wybuchnąć, 2 klatki dalej. Uciekać?? Zostawać?? Pytam mamy co oni krzyczeli, upewnić się chciałam. Mama krzyczy, że nie wiem. Panowie na dole, nie możemy się do nich dodzwonić. Myślę idę na dół zapytam. Ale za chwilę myśl - a jeśli nie zdążę wrócić?? A jeśli mnie nie pozwolą już wejść??
Szybko zmieniłam spodnie, zostawiając tylko górę od piżamy. Szybko złapałam telefon, klucze i śpiącą Emilkę. Wybiegłam na zewnątrz, zastanawiając się po drodze czy nie będzie jej zimno, a w razie czego na dole jest mój brat z kluczykami od samochodu. Poszłam z nią na drugi koniec bloku, byle dalej... Opis długi, ale to były sekundy, momenty...

Na zewnątrz było pełno ludzi. Straż, policja, karetka i oczywiście gapie... Po kilku minutach wywieźli nieprzytomnego faceta... A potem skończyła się akcja...

A ja się zaczęłam zastanawiać, czy dobrze zrobiłam... Bo może "Bomba" w żargonie straży to butla z gazem?? Przecież nie zarządzili ewakuacji, a ja po prostu spanikowałam... Obudziłam Em, wybiegłam z nią z domu niepotrzebnie... A z drugiej strony - czy gdyby coś, to bym zdążyła?? Wiem też, że moje reakcje muszą być szybsze... Nie zastanawiać się i tracić czasu, ale działać.

Kiedyś się zastanawiałam co bym zrobiła w podobnej sytuacji. Zabrałabym najważniejsze rzeczy - córę, kluczyki od samochodu, komórkę i aparat.
Zabrałam mój najcenniejszy skarb - córę i wyszłam. Zostawiłam resztę. Komórkę chwyciłam, bo mama została w domu. Zadzwoniłabym do niej gdybym się coś dowiedziała. Tak też zrobiłam...

Być może głupia spanikowałam. Ale Em jest dla mnie najważniejsza... I tylko o tym myślałam żeby ona była bezpieczna...

2 komentarze:

  1. Nie trudno jest gdybać co by się zrobiło w danej sytuacji, ale jak przyjdzie co do czego to człowiekiem kierują emocje. Myślę, że zrobiłabym podobnie jak Ty gdybym usłyszała o bombie

    OdpowiedzUsuń
  2. Zareagowałaś insynktownie i to jest właśnie najlepsze w tym, a co by było gdyby...teraz wiesz, że nie było po co panikować, ale ile jest takich razy, że ludzie nie zareagowali i stała się tragedia...Ja bym zrobiła tak samo...

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo