sobota, 19 lipca 2014

Eurowakacje

Czekałam na tą chwilę długo. Bardzo długo. I nie dlatego, że to "euro" tam widnieje, to raczej taki "przekąs" mój malutki ;) Ale wakacje! Wyjazd, odpoczynek (haha dobre :P), zmiana klimatu, miejsca, coś nowego i przede wszystkim nowość dla Em! Z moimi rodzicami na wakacje jeździliśmy co roku, na wycieczki również. Ja z Em na wycieczki niestety nie jeżdżę. Źle mi z tym, ale tak samej... Jakoś się zebrać nie mogę. Za to wakacje - mus!!

Jestem taka, że muszę mieć wszystko zaplanowane wcześniej, dopięte na ostatni guzik, takie oczekiwanie uwielbiam :) I nawyk nauczycielski - zeszycik, rozpiska, lista i odhaczanie ;) W tym roku nie ja planowałam niestety... Nie ukrywam, że jestem wykończona tym oczekiwaniem, tą niepewnością, a to przecież nie koniec...
Od stycznia prosiłam, pytałam co z wakacjami. Czekaj do maja - czekałam. Czekaj do czerwca - czekałam. W końcu doczekałam się w połowie lipca - super nie?? Dla mnie tragedia... No ale... Jedziemy do Belgii. Zostałam niejako przymuszona, bo Młodej to w zasadzie wszystko jedno ;) O Belgii i przygotowaniach do wyjazdu, jeszcze coś się pojawi. Myślę, że w tym tygodniu nadchodzącym ;)

Prawdą jest to co piszą i mówią - im dłużej żyje się z dala od siebie, tym gorzej. Oczywiście są rodziny, którym taka rozłąka nic nie robi. Żyją jak dawniej. Znam i tych nielicznych, których rozłąka zbliżyła do siebie. A ja?? U nas rozłąka posypała do końca to, co już i tak było w rozsypce...
Ja to teraz już nie wiem co czuję... Z jednej strony mi źle jak się nie odzywa, chociaż i tak już tematów do rozmów nie mamy. Boję się i martwię jak ma jechać, czy szczęśliwie dojedzie, nie potrafię sobie wyobrazić co by było... Nie, nawet nie chcę o tym myśleć...
Z drugiej strony się krępuję, wstydzę... Dziwne, bo to przecież mąż od lat 4 ponad, a ja mam wrażenie, że obcy człowiek... Że po prostu jakiś facet mieszka sobie tymczasowo... Kiedyś jeszcze doczekać się nie mogłam, a po ostatnim pobycie, gdzie siedzieliśmy w jednym pomieszczeniu jak obce "jednostki", to już spokojniej do tego podchodzę.
Mimo wszystko mam stres... Bo to pierwszy tak "długi" AŻ 3 tygodniowy pobyt razem od roku...
Po raz pierwszy nie ja planuję. Po raz pierwszy jestem zdana na niego w pełni - jego miasto, jego kąty, jego znajomi, jego samochód, jemu dobrze znana trasa... A ja?? Ja sama z maluchem w obcym miejscu, wśród obcych ludzi. Bez znajomości języka. Po raz pierwszy za granicą...

Będzie dobrze! Musi być...
Ik geloof erin!
(I belive in it!)

3 komentarze:

  1. grunt to pozytywne nastawienie. jak będziesz mysleć o tym co was dzieli, to za cholere fajnie nie bedzie. niech sie wykarze! niech pomysli, niech dba o was, niech rozpieszcza i kocha ciebie i córkę. niech wie, że jesteście rodzina, niech wie że ma zonę, a ty wiedz, że masz męża. a jak po tych 3 tygodniach nic sie nie stanie, to będziesz wiedzieć. pamiętaj tylko: nie myśl o tym co złe i co dzieli!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cytując ciebie - będzie dobrze! :)
    Mnie rozłąka z mężem czeka już w niedalekiej przyszłości... I boję się tego, co podkreślone w tekście.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pewnie że dobrze będzie. Masz małą, to nie masz wyjścia i musisz sobie dać radę :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo