środa, 18 czerwca 2014

O blogowaniu inaczej...

Ostatnio głównym tematem na blogach były aferki, rankingi blogów i "tłumaczenia" co znaczy bloger, dobry bloger.
Patrząc na to wszystko, to ja blogerem nie jestem ;) Nie mam miliardów wejść, nie jestem sztuczna, nie słodzę, nie podróżuję po całej Polsce, nie mam miliona współprac, nie pokazuję dziecka swego, nie mam wyłącznie kolorowego życia.
Nie biorę udziału w aferkach, praktycznie nikt mnie nie zna. Nie dostaję tysięcy maili, mam takie swoje zamknięte grono, które czyta, komentuje, rozmawia. I chociaż śmieszą mnie kłótnie o rajstopki, malowanie paznokci u dzieci, zakładanie czapek itp itd, chociaż mam swoje zdanie na ten temat, to nie biorę udziału w tych słownych przepychankach. Nie ma sensu po prostu :)
Blog powstał na długo przed całą modą na blogi parentingowe, na testowanie i szkoda tylko, że został w to wszystko wrzucony. Nie chcę. Czemu?? Bo mnie denerwuje ta nienawiść, dwulicowość, ta złość, sztuczność, niechęć. Te grupki wszystkie, kółka wzajemnej adoracji.
Żałuję, że miałam moment kiedy chciałam brać udział w tym wyścigu szczurów. Kiedy poleciałam za przysłowiem "dalej parszywcy, jak jeden tak i wszyscy".
Czy zazdroszczę?? Pewnie czasem tak. Troszkę zdarzyło mi się zazdrościć. Bo czemu nie "pomoże" się współpracą komuś, kto by to szerzej wykorzystał - do realizacji planów, czemu pomaga się tym co i tak wiele mają. Może mam trochę żalu, że dzieli się dzieciaki na te lepsze co to mają wszystko i jeszcze trochę, oraz na te "gorsze" co to połowy nie mają, a jeśli już to za "ciężkie" pieniądze.

Ale w sumie ja nie o tym. Najbardziej żałuję, że dałam się skusić modzie na blogowanie w takim szerokim pojęciu. Już pomijam to wszystko co pisałam wyżej. Wiecie co mi przeszkadza?? Brak... Hmm intymności. Kiedyś pisałam tu wszystko - dobre i złe momenty. Mogłam się wypłakać i wyżalić. Mogłam pisać co mnie boli, mogłam pisać o czym marzę. Mogłam się na prawdę otworzyć i liczyć albo na wsparcie, albo na milczenie. Teraz tak nie mogę... Siedzi we mnie wiele emocji. Często skrajnych, takich które szukają ujścia, takich, które chciałabym wykrzyczeć, wypisać. Może lżej by mi było, może bym spojrzała na wszystko jakoś inaczej. Dziś przykładowo mam taki dzień. Dzień jakiego nie pamiętam od czasów szkoły, czy studiów. Dzień w którym myślami jestem daleko, w którym smutek siedzi we mnie, łzy w oczach. Taki młodzieżowy dołek bym to nazwała. Siąść i marzyć, patrzeć w niebo, płakać i liczyć, że może będzie lepiej. A może chociaż ulżę sobie płaczem...
Zrobić tego nie mogę, bo za dużo ludzi, bo pytań będzie masa.
Napisać też nie mogę... Dlaczego?? Dlatego, że w tym pędzie całym, zgubiłam swój blogowy świat. To, że mnie dużo osób czyta, wiele z Was mnie kojarzy i zna to nic. Najtrudniej mi z tym, że czytają mnie najbliżsi... Często pisząc coś słyszę później pytania - "A czemu", "A po co to piszesz", "Daj spokój" itp. Nie chcę takich pytań, nie chcę takich komentarzy. I tak nie zrozumieją o co chodzi, co we mnie siedzi...

Taki ten mój świat blogowy. Świat w którym cały czas biję się z myślami - kończyć czy nie. Zakładać hasło czy nie. I już tyle czasu myślę i nie wiem.
Taki ten mój świat i blog zwykły i szary. Bo i ja taka jestem. Zwyczajna, szara, zakompleksiona, nie wierząca w siebie i... chyba jednak pesymistyczna dziewczyna.
I źle mi z tym. A gdyby ktoś zapytał mnie jeszcze raz o moją największą wadę, to już wiem co odpowiedzieć. Największa wada to - marzycielstwo...

Dobrego wieczoru Wam życzę.

ps. Są to wyłącznie moje prywatne przemyślenia. Absolutnie nie wrzucam wszystkich do jednego wora, co zresztą można przeczytać. Po prostu znając już kilka mam w sieci i w realu, mogę powiedzieć, że garstka z nich jest sobą. Większość niestety udaje... :/

4 komentarze:

  1. Oj znam to...też chciałabym czasem cos napisac tak od serca, co boli, co przeszkadza, ale nie moge...

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz Madziu, za to Cię uwielbiam... za szczerość. Ja mam bloga i prawie nikt o nim nie wie, bardziej ona jak pamiętnik działa niż jak blog ale jest i mogę się wygadać. To co piszesz to 100% prawdy, ludzie się zabijają o popularność, bycie lepszym, bardziej interesującym itp... tylko po co... zatracili się w tym całym świecie chcąc błyszczeć na firmamentach blogowego życia... bez sensu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aniu :*
      Zgadzam się z Tobą. Kilka dni po napisaniu tej notki, zobaczyłam informację o blogerce z ameryki, która synkiem posłużyła się do zdobywania sławy... Cóż, ludzie bywają... okropni :(

      Usuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo