niedziela, 22 czerwca 2014

Emigracja zarobkowa

Jest niedziela. W niedzielę zwykle nie piszę, ale dziś muszę to zrobić, bo temat ważny i boję się, że mi umknie...
Oczywiście będzie o pieniądzach, życiu, o pracy za granicami, o decyzjach.
Życie pisze różne scenariusze. Czasem jest łaskawe i pozwala żyć wśród najbliższych, w finansowym spokoju. Kiedy indziej każe wyjechać daleko, zostawiając tu co ważne, zmuszając do trudnych decyzji, ale w zamian za to daje poczucie finansowego bezpieczeństwa.

Osobiście zawsze chciałam wyjechać. Tutaj nie widzę dla siebie przyszłości. Ponad rok temu wyjechał mój mąż, a ja zostałam tutaj sama z córką. Jej jest coraz ciężej, coraz częściej pyta w sklepie/na ulicy "Mamusiu a czy to jest mój tatuś??" - teraz może to śmieszne, ale nie w momencie zadania pytania, zwłaszcza gdy widzisz zdziwione spojrzenie mężczyzny lat ok. 35, mówiące "Co?? Ja nie przypominam sobie". Coraz częściej słyszę czy jak da całuska to tatuś do niej wróci, coraz częstsze pytania czemu inne dzieci mają tatę a ona nie... Mnie coraz bardziej drażni ta sytuacja. To, że ona się męczy, że ja jestem non stop sama. Jak wyjdę z bratem czy tatą to widzę dookoła dziwne spojrzenia. Po ulicach chodzą rodziny, moi znajomi z żonami/mężami i dziećmi, a ja sama. Czasem z tatą lub bratem. Jest mi przykro, jest mi wstyd...
Ciągle zastanawiam się co mam zrobić. Nie wiem jaką decyzję podjąć. Mąż tam zostaje - taka decyzja, bo jemu tam lepiej. Ma "plan" ściągnięcia nas, ale ja jestem realistką. Ja liczę, a on tylko czasem wspomina o planie i tyle... Z moich wyliczeń wynika tyle, że teraz nasze życie jest spokojne. Ale tam... Tam nie wiadomo czy zdołamy się utrzymać, zwłaszcza przez pierwszy rok, kiedy ja będę bez pracy, kiedy będę chodzić do szkoły językowej. A jak mam "klepać biedę" to wolę tutaj, u siebie, gdzie mam rodziców blisko, a nie tam w obcym miejscu, sama. Dużo czytam o życiu w Belgii i jestem przerażona. Tą zawiłością spraw, tym ich podejściem do dzieci, do rodzin, do języka. Nie wiem na ile jest w tym prawdy i raczej nie dowiem się, mój mąż też tego nie wie...

Niepokojące jest to, że coraz częściej widzę w sobie złość... Na całą sytuację, na niego (męża w sensie). Mam żal, że jestem sama. Jestem zła, bo miało to wszystko inaczej wyglądać - miał wiedzieć czy poradzimy tam sobie i wtedy zostawać. Od maja został a my nadal nic nie wiemy... Mam dziwne wrażenie, że jemu tam lepiej. Jest sam, bez żadnych trosk, problemów, wrzasków. Bez takiej odpowiedzialności jak tutaj, jaka jest na mnie. Praca a po pracy wolne. Luz. Relaks. Nie to co tutaj...
Od dawna obserwuję blog Mordoklejki - jest dla mnie takim wzorem w pewnym stopniu. Siedzę, czytam. Pamiętam ich decyzje, pamiętam ich planowanie i odnoszę dziwne wrażenie, że tam u nich to na prawdę było planowane. Wspólnie podejmowane decyzje, bez zwlekania itp. A u nas?? Może zbyt dużo wymagam, ale z drugiej strony chciałabym coś wiedzieć, a nie żyć w takim zawieszeniu... Jadę czy nie?? Szukać tu pracy czy nie?? Co robimy?? 

Nie chcę już więcej być sama, nie chcę cierpienia Em - poza wymienionymi wyżej, powinnam dodać tu lęk przed opuszczeniem... Na krok się nie mogę ruszyć, bo zaraz jest pytanie "A gdzie moja mamusia", płacz, histeria... Później słyszę "Mamusiu martwiłam się, że mnie zostawiłaś", "Mamusiu płakałam bo Ciebie nie było", "Mamusiu nie zostawisz mnie??" - serce mi się ściska.
Jednocześnie patrząc na całą sytuację, mam coraz mniejszą ochotę na wyjazd tam... Im dłużej to trwa tym gorzej. Niewiadome, nowe problemy, taki "tumiwisizm" połówki będącej w Be... Smutno mi... :(

Do napisania, wygadania się, skłonił mnie post na jednym z blogów. Trafiłam tam przypadkiem, gryzłam się czy to pisać, ale musiałam jakoś ulżyć, zrobić miejsce w głowie, oczyścić myśli...
Polecam TEN post.

17 komentarzy:

  1. Wasza rozłąka jest już zbyt długa. Widać to po reakcjach Em i Twojej goryczy. Nie dziwię Ci się, doskonale Cię rozumiem. Moim zdaniem to już najwyższy czas podjąć męską decyzję. Bo im dłużej jesteście w rozłące tym bardziej się od siebie oddalacie, odzwyczajacie się od siebie. Kochana walcz o rodzinę i małżeństwo. Zresztą wiesz jak to jest.

    Nie wiem jak jest w Belgii ale w Anglii na pewno byście dali radę. Na początku małe mieszkanko, wiadomo, ale z miesiąca na miesiąc jest coraz lepiej. My od razu postanowiliśmy, że dłuższa rozłąka nie wchodzi w grę.
    Cały czas Wam mocno kibicuję. Trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciężko mi wypowiadać się w temacie, o którym nie mam pojęcia. Nie wiem co bym zrobiła na Twoim miejscu, z jednej strony bałabym się na pewno wyjeżdżać, ale z drugiej być tutaj bez męża, też źle.. Może spróbujcie chociaż na jakiś czas, na lato, na kilka tygodni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety na jakiś czas się nie da. Jeśli się uda, to może na 2 tygodniowe wakacje tam pojedziemy i to będzie "sprawdzenie" moje...

      Usuń
  3. Magda, to facet! A faceci nie czują tak jak my. nie maja ptrzeby planowania, im szybiej się jest przystosować. to my baby tak mamy, że milion myśli, przemyśleń. oja osobista rada; jedz, zobacz! Na własnych odczuciach jest łatwiej i wtedy po roku, dwóch podejmijcie decyzję- razem czy osobno...nie dręcz juz ani dziecka ani siebie...a mężowi powiedz, że przyjeżdasz (nie za miesiąc, dwa- jak najszybciej)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby się dało jak najszybciej, to pewnie już byśmy tam siedziały...
      A facet... Masz rację, ja zawsze mam z tym problem :P Zawsze jakoś idealizuję to co w głowie siedzi i oczekuję, że w realu będzie tak samo...

      Usuń
  4. Im dłuższa rozłąka tym więcej żalu i goryczy. Mnie znasz. Ja bym spróbowała. Ale to Wasz związek, Wasza sytuacja i Wasze życie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Madziu, trzymam mocno kciuki za Twoją rodzinkę i życzę, żebyście byli szczęśliwi. Wiem, z własnego doświadczenia, że decyzja o opuszczeniu rodziny, bliskich, przyjaciół, kraju, nie jest łatwa i często przygnębiająca. Sama wylałam i wylewam do dziś wiele łez tęsknoty... Ale z drugiej strony pomyśl o przyszłości swojej, Em i Waszej rodziny. Jak już się zdecydujesz, dajcie sobie czas i wtedy zobaczysz czy emigracja jest dla Ciebie czy nie, a nóż odnajdziesz się w nowej sytuacji i nawet do głowy Ci nie przyjdzie powrót do PL :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :* Piękne słowa. Takie prawdziwe. Ja też bym ryczała to pewne. Nie wiem czy bym się odnalazła tam, z inną kulturą, językiem, obcymi miejscami, ale tu nie ma perspektyw... Żadnych. I korci ten wyjazd.

      Usuń
  6. Magda, nie wiem co ci poradzić, bo nie potrafię postawić się w waszej sytuacji. Sami z mężem też nie raz rozmawiamy o mozliwości wyjazdu. Na razie są to jednak rozmowy. I mam świadomość tego, że gdyby jednak,to będzie to cholernie trudna decyzja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się... To i ja trzymam kciuki. Za te rozmowy póki co.

      Usuń
  7. Wydaje mi się, że mąż też tęskni, też przeżywa, ale na swój sposób... oni nie są tacy wylewni, nie lubią mówić o uczuciach, ale jestem pewna, że dla neigo to tez nie jest łatwa sytuacja. Moim zdaniem powinnaś jechać tam za nim... każdy dzień rozłąki jeszcze bardziej was od siebie oddala. Jeśli zależy ci na utrzymaniu rodziny w komplecie, powinnaś jechać. Strach przed nieznanym nie powinien cię powstrzymywać... w zyciu nie wytrzymałabym tyle bez męża przy boku, pojechałabym pewnie zaraz za nim...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jechanie zaraz za, nie było możliwe... I to chyba też pokomplikowało to wszystko. A z wylewnością i z podejściem do facetów, to jak wyżej pisałam, mam z tym problem i jakoś nie umiem się przestawić ;)

      Usuń
  8. Po pierwsze dziękuję za polecenie mojego posta.
    Po drugie dziękuję za komentarz na moim blogu.
    Fajnie piszesz, fajny blog, dodaję go do moich ulubionych i na pewno będę zaglądała częściej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      I dziękuję, że podjęłaś taki temat. Trudny i jakoś mało osób próbuje o tym mówić. Zebrałaś wszystko co najważniejsze, co prawdziwe i co w człowieku siedzi. Fajnie!

      Usuń
  9. Bardzo mądry i szczery wpis, podziwiam za odwagę i trzymam kciuki za pozytywne rozstrzygnięcie tej sytuacji. Mam za sobą długoletni pobyt za granicą, wprawdzie nie było dzieci, rozdzielenia rodziny i emigracji zarobkowej, ale spontanicznej decyzji o wyjeździe z jedną walizką w nieznane nie żałuję, bo mam za sobą kilka lat beztroskiego życia w pięknym przyjaznym kraju, piękne wspomnienia, piękny start w dorosłość i samodzielność. Nie chcę nic radzić, po wiem tylko tyle, ile podzieliła się Pani na blogu (i co się będę wymądrzać :), ale czasem strach ma tylko wielkie oczy, a w rzeczywistości we trójkę być może będzie łatwiej. Jeśli nie spróbujemy, to się nie przekonamy jak to jest i nigdy nie pozbędziemy pytań i wątpliwości, zawsze można wrócić. Polska to specyficzny kraj, a inne miejsca na ziemi - co tu dużo mówić - inny, lepszy świat. Pozdrawiam ciepło i buziaki dla Emilki :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo