Featured

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Wakacje

Szybko zleciało i znowu mamy wakacje. Całkiem jak w tej piosence, której uczyliśmy się zawsze przed zakończeniem roku szkolnego.
Rok temu marzyłam o naszym polskim morzu... Chciałam zabrać tam Em, chciałam żeby zobaczyła tyle wody, tyle piachu, żeby usłyszała ten charakterystyczny szum. Chciałam zobaczyć, uwiecznić tą jej radość, to zdziwienie małego człowieka. Bo tak sobie myślę, że jak człowiek jest starszy, jak ma już nawet te 4 lata czy 5, to już ta reakcja nie jest taka. Już nie taka typowo dziecięca, bez zahamowań. Nie wiem, może się mylę ;) W każdym razie rok temu nic nie wyszło z moich planów. Zaklepany domek w marcu, nagle na miesiąc przed wyjazdem został odwołany. Jak, czemu - tego do dziś nie wiem. Wakacje spędziłyśmy gdzie indziej, w lesie i nad jeziorem. Była woda, był piach, ale to nie to samo. Kompletnie nie...
W tym roku znowu wymarzyłam sobie morze dla Em. I znowu nic z tego nie wyszło... Miały być inne wakacje, a tu mamy lipiec i lipa niestety... Nie chcę żeby siedziała non stop w tym samym miejscu. Chcę żeby miała takie wspomnienia jakie miałam ja - co roku wakacje z rodzicami, w różnych miejscach, masa wspomnień, masa zdjęć.
Chcę pojechać z nią. Pojechać nad morze... Sama, samochodem... Nawigację mam, więc myślę, że powinnam trafić :P Mam nadzieję, że mój wóz nie zawiedzie, a nawet gdyby, to mam nadzieję, że pomogą mi tata i brat ;) Tylko tak się zastanawiam gdzie... Czy znajdę jeszcze coś wolnego w cenie która nie będzie z kosmosu?? W końcu mamy lipiec...

ps. Lipiec oczywiście jutro, a ja patrząc za oknem i na siebie, mam wrażenie, że mamy listopad co najmniej... :/

czwartek, 26 czerwca 2014

Wtorek z Książką vol.18

Lato! Mamy lato! Oby tylko pogoda była letnia, wakacyjna. Ciepło, słonecznie, bez ulew i burz. Idealnie na wyprawy małe i duże, rodzinne wycieczki, na niziny, nad morze, albo w góry. I dziś właśnie przedstawię Wam coś, co idealnie pasuje na rodzinne, górskie wycieczki :)

Kiedy wybieraliśmy się na pierwsze wakacje z Em, miała wtedy 9 msc. Były to oczywiście góry :) Pamiętam, że bardzo dużo czasu spędziliśmy na szukaniu tras spacerowych, takich po których bezpiecznie jest spacerować z małym dzieckiem. Przekopaliśmy cały internet i uwierzcie, nie znaleźliśmy nic co by nas zadowalało i spełniło nasze oczekiwania. Szukaliśmy też po księgarniach i nadal nic. W końcu kupiłam najprostszy przewodnik po górskich szlakach i na tym koniec.

Ogromnie żałuję, że wtedy nie było tej pozycji, którą dziś będę Wam wychwalać :) W każdym razie dobrze, że pojawiła się teraz, bo 2 lata to nie dużo, a Em młoda więc wycieczki będą się odbywać teraz pełną gębą :D
"Tatry z dzieckiem" to przewodnik stworzony przez małżeństwo - Annę i Marcina Szymczaków, a wydany dzięki Wydawnictwu Bezdroża.
W przewodniku tym, poza oczywiście trasami dla rodzin z dziećmi w wózkach, nosidłach i samodzielnie dreptających, znajdziemy porady praktyczne dotyczące wędrówek, zasady bezpieczeństwa, rozkład wycieczek w Tatrach, propozycje na deszczowe dni, a także informator w którym zamieszczone są spisy schronisk, ważne telefony, informacje o parkach, basenach itp. Na końcu książki i do każdej trasy wycieczkowej dołączone są mapki.
Każdy rozdział zaznaczony jest innym kolorem, dzięki czemu szybko i łatwo będzie nam się odnaleźć wśród zgromadzonych tu informacji.
W rozdziałach opisujących wycieczki górskie, poza najważniejszymi informacjami o których wspomniałam, autorzy zamieścili ciekawostki i wspomnienia mamy z wypraw.
Książka wg mnie jest super. Idealna na wycieczki z dziećmi i nie tylko. W jednym miejscu mamy zebrane wszystkie istotne informacje, szybko znajdziemy odpowiedź na pytania związane z trasą naszej wędrówki. Jest lekka, giętka i zmieści się w każdym plecaku i torebce, w wózkowej kieszonce również :)
Bardzo gorąco polecam i dziękuję Wydawnictwu Bezdroża za pomocnika w planowaniu górskich wypraw :)

Pozdrawiam!




niedziela, 22 czerwca 2014

Emigracja zarobkowa

Jest niedziela. W niedzielę zwykle nie piszę, ale dziś muszę to zrobić, bo temat ważny i boję się, że mi umknie...
Oczywiście będzie o pieniądzach, życiu, o pracy za granicami, o decyzjach.
Życie pisze różne scenariusze. Czasem jest łaskawe i pozwala żyć wśród najbliższych, w finansowym spokoju. Kiedy indziej każe wyjechać daleko, zostawiając tu co ważne, zmuszając do trudnych decyzji, ale w zamian za to daje poczucie finansowego bezpieczeństwa.

Osobiście zawsze chciałam wyjechać. Tutaj nie widzę dla siebie przyszłości. Ponad rok temu wyjechał mój mąż, a ja zostałam tutaj sama z córką. Jej jest coraz ciężej, coraz częściej pyta w sklepie/na ulicy "Mamusiu a czy to jest mój tatuś??" - teraz może to śmieszne, ale nie w momencie zadania pytania, zwłaszcza gdy widzisz zdziwione spojrzenie mężczyzny lat ok. 35, mówiące "Co?? Ja nie przypominam sobie". Coraz częściej słyszę czy jak da całuska to tatuś do niej wróci, coraz częstsze pytania czemu inne dzieci mają tatę a ona nie... Mnie coraz bardziej drażni ta sytuacja. To, że ona się męczy, że ja jestem non stop sama. Jak wyjdę z bratem czy tatą to widzę dookoła dziwne spojrzenia. Po ulicach chodzą rodziny, moi znajomi z żonami/mężami i dziećmi, a ja sama. Czasem z tatą lub bratem. Jest mi przykro, jest mi wstyd...
Ciągle zastanawiam się co mam zrobić. Nie wiem jaką decyzję podjąć. Mąż tam zostaje - taka decyzja, bo jemu tam lepiej. Ma "plan" ściągnięcia nas, ale ja jestem realistką. Ja liczę, a on tylko czasem wspomina o planie i tyle... Z moich wyliczeń wynika tyle, że teraz nasze życie jest spokojne. Ale tam... Tam nie wiadomo czy zdołamy się utrzymać, zwłaszcza przez pierwszy rok, kiedy ja będę bez pracy, kiedy będę chodzić do szkoły językowej. A jak mam "klepać biedę" to wolę tutaj, u siebie, gdzie mam rodziców blisko, a nie tam w obcym miejscu, sama. Dużo czytam o życiu w Belgii i jestem przerażona. Tą zawiłością spraw, tym ich podejściem do dzieci, do rodzin, do języka. Nie wiem na ile jest w tym prawdy i raczej nie dowiem się, mój mąż też tego nie wie...

Niepokojące jest to, że coraz częściej widzę w sobie złość... Na całą sytuację, na niego (męża w sensie). Mam żal, że jestem sama. Jestem zła, bo miało to wszystko inaczej wyglądać - miał wiedzieć czy poradzimy tam sobie i wtedy zostawać. Od maja został a my nadal nic nie wiemy... Mam dziwne wrażenie, że jemu tam lepiej. Jest sam, bez żadnych trosk, problemów, wrzasków. Bez takiej odpowiedzialności jak tutaj, jaka jest na mnie. Praca a po pracy wolne. Luz. Relaks. Nie to co tutaj...
Od dawna obserwuję blog Mordoklejki - jest dla mnie takim wzorem w pewnym stopniu. Siedzę, czytam. Pamiętam ich decyzje, pamiętam ich planowanie i odnoszę dziwne wrażenie, że tam u nich to na prawdę było planowane. Wspólnie podejmowane decyzje, bez zwlekania itp. A u nas?? Może zbyt dużo wymagam, ale z drugiej strony chciałabym coś wiedzieć, a nie żyć w takim zawieszeniu... Jadę czy nie?? Szukać tu pracy czy nie?? Co robimy?? 

Nie chcę już więcej być sama, nie chcę cierpienia Em - poza wymienionymi wyżej, powinnam dodać tu lęk przed opuszczeniem... Na krok się nie mogę ruszyć, bo zaraz jest pytanie "A gdzie moja mamusia", płacz, histeria... Później słyszę "Mamusiu martwiłam się, że mnie zostawiłaś", "Mamusiu płakałam bo Ciebie nie było", "Mamusiu nie zostawisz mnie??" - serce mi się ściska.
Jednocześnie patrząc na całą sytuację, mam coraz mniejszą ochotę na wyjazd tam... Im dłużej to trwa tym gorzej. Niewiadome, nowe problemy, taki "tumiwisizm" połówki będącej w Be... Smutno mi... :(

Do napisania, wygadania się, skłonił mnie post na jednym z blogów. Trafiłam tam przypadkiem, gryzłam się czy to pisać, ale musiałam jakoś ulżyć, zrobić miejsce w głowie, oczyścić myśli...
Polecam TEN post.

czwartek, 19 czerwca 2014

Czasie!

Zatrzymaj się, zwolnij. Choć troszkę, ociupinkę, ja Cię bardzo, bardzo proszę...
Czasie pamiętasz?? Zawsze bałam się, że będziesz pędził na złamanie karku. Że chwile będą mi szybko umykać, że nie zdążę ich nagrać by kiedyś odtworzyć. Pamięć niestety ulotna jest, złośliwa bywa i czasem nie pozwala na zapamiętanie, zachowanie w głowie tych najważniejszych obrazów...
Czasie drogi, coraz mniej mi Ciebie zostaje by się nacieszyć. Kurczysz się w tempie zastraszającym, czy tak już będzie zawsze??
Pamiętasz nie tak dawno do pracy chciałam iść, chciałam między ludzi wyruszyć, zapomnieć i wtedy dowiedziałam się, że będę mamą... Tak z zaskoczenia, tak niespodziewanie... Pamiętasz czasie te wszystkie chwile, troski, radości?? Te plany i marzenia, te myśli jak to będzie. Pamiętasz jak nie mogłam się doczekać pierwszych słów, kroków?? Spacerów za rączkę, tulasków??
Nie tak wcale dawno strach swój pamiętam i torbę spakowaną. Pamiętam ból i myśli, że już nie długo. Pamiętam tego powera na słowa "Widzę czarną główkę" - pamiętasz czasie?? Ja pamiętam... Pamiętam też moment gdy się urodziła, gdy stałam się dzięki niej mamą - rozpoczęłam swoją najwspanialszą i najważniejszą rolę życia. Pamiętam jak wyglądała, pamiętam co czułam. Pamiętam wszystko i widzę to wszystko przed oczami... I każdą z chwil wtedy chciałam przeżywać i przeżywać w nieskończoność. Te uśmieszki, tulenie się. Te wspólne poznawanie siebie nawzajem. Ale wtedy Ty zacząłeś jechać innym torem, zacząłeś przyspieszać coraz szybciej i szybciej...

Pierwszy rok... Tort, świętowanie. Pierwsze kroczki, pierwsze słowa. Wspólne wycieczki, wspólne wakacje, coraz weselsze zabawy i naśladowanie. Bieganie, jazda na sankach, na rowerku. Radość z małych rzeczy, oglądanie świata wnikliwsze niż dotychczas.
Drugi rok... Wielkie planowanie i tort żaba. A potem?? Potem śmieszne słowa i gadanie na całego. Śpiewy, tańce, wierszyki. Wspinanie się po czym tylko można i nie można również. Śmiechy i dokuczanie. Poznawanie, doświadczanie. Odkrywanie mojego świata na nowo. Na nowo jej oczami.... Widzę tyle rzeczy których kiedyś nie widziałam! Zwracam uwagę na tyle szczegółów, które kiedyś mi umykały - niesamowite! Czy wiesz, że czasem chmury układają się na wzór hulajnogi?? Albo jak fascynująca jest tęcza, która tworzy się co rano o 6:45 gdy światło wpada nam przez wizjer?? Wiesz, że śmieciarze przyjeżdżają zawsze ok 7:20?? Że podczas kąpieli da się robić pod wodą takie fajne bańki?? Że nasz samochód ma kilka fascynujących kulek?? Jak wspaniałe są gwiazdy i księżyc?? I błyskawice i tęcza na deszczowym niebie?? Ja nie wiedziałam, nie widziałam tego wcześniej, nie zwracałam uwagi... Te tulaski, małe sekrety...
Cudowny rok. Wczoraj przecież się zaczął, wczoraj na blogowym suwaczku 2 latka wskoczyły.

Zaraz, zaraz, chwileczkę! Czemu już do 3 pędzisz?? Jak to już tyle minęło?? Kiedy?? Czemu??
3 rok za moment, za chwilę szukanie, decyzje... Kiedy to zleciało?? Dlaczego tak szybko?? Monotematyczna będę, ale nie rozumiem tego, żal mi czasami...
Czy kolejny rok zniknie mi jeszcze szybciej??
Minęło 8 miesięcy... 8 miesięcy podczas których bardzo się rozgadała, urosła. Jest dużo sprawniejsza ruchowo, dużo więcej mówi... Ma takie długie nogi, już swobodnie nimi dotyka do podpórki w spacerówce! Już w wózku jeździć nie chce, na hulajnodze pędzi, na ścianki się wspina... Z przerażeniem odkrywam, że mam w domu jakąś... 4-latkę! Pogadać z nią można, przyjdzie przytuli, pocieszy, spyta "Co obczajasz" :)

Czasie drogi zwolnij troszkę...

2 lata 8 miesięcy - tyle kończy dziś mój skarb najwspanialszy... Kiedy??

środa, 18 czerwca 2014

O blogowaniu inaczej...

Ostatnio głównym tematem na blogach były aferki, rankingi blogów i "tłumaczenia" co znaczy bloger, dobry bloger.
Patrząc na to wszystko, to ja blogerem nie jestem ;) Nie mam miliardów wejść, nie jestem sztuczna, nie słodzę, nie podróżuję po całej Polsce, nie mam miliona współprac, nie pokazuję dziecka swego, nie mam wyłącznie kolorowego życia.
Nie biorę udziału w aferkach, praktycznie nikt mnie nie zna. Nie dostaję tysięcy maili, mam takie swoje zamknięte grono, które czyta, komentuje, rozmawia. I chociaż śmieszą mnie kłótnie o rajstopki, malowanie paznokci u dzieci, zakładanie czapek itp itd, chociaż mam swoje zdanie na ten temat, to nie biorę udziału w tych słownych przepychankach. Nie ma sensu po prostu :)
Blog powstał na długo przed całą modą na blogi parentingowe, na testowanie i szkoda tylko, że został w to wszystko wrzucony. Nie chcę. Czemu?? Bo mnie denerwuje ta nienawiść, dwulicowość, ta złość, sztuczność, niechęć. Te grupki wszystkie, kółka wzajemnej adoracji.
Żałuję, że miałam moment kiedy chciałam brać udział w tym wyścigu szczurów. Kiedy poleciałam za przysłowiem "dalej parszywcy, jak jeden tak i wszyscy".
Czy zazdroszczę?? Pewnie czasem tak. Troszkę zdarzyło mi się zazdrościć. Bo czemu nie "pomoże" się współpracą komuś, kto by to szerzej wykorzystał - do realizacji planów, czemu pomaga się tym co i tak wiele mają. Może mam trochę żalu, że dzieli się dzieciaki na te lepsze co to mają wszystko i jeszcze trochę, oraz na te "gorsze" co to połowy nie mają, a jeśli już to za "ciężkie" pieniądze.

Ale w sumie ja nie o tym. Najbardziej żałuję, że dałam się skusić modzie na blogowanie w takim szerokim pojęciu. Już pomijam to wszystko co pisałam wyżej. Wiecie co mi przeszkadza?? Brak... Hmm intymności. Kiedyś pisałam tu wszystko - dobre i złe momenty. Mogłam się wypłakać i wyżalić. Mogłam pisać co mnie boli, mogłam pisać o czym marzę. Mogłam się na prawdę otworzyć i liczyć albo na wsparcie, albo na milczenie. Teraz tak nie mogę... Siedzi we mnie wiele emocji. Często skrajnych, takich które szukają ujścia, takich, które chciałabym wykrzyczeć, wypisać. Może lżej by mi było, może bym spojrzała na wszystko jakoś inaczej. Dziś przykładowo mam taki dzień. Dzień jakiego nie pamiętam od czasów szkoły, czy studiów. Dzień w którym myślami jestem daleko, w którym smutek siedzi we mnie, łzy w oczach. Taki młodzieżowy dołek bym to nazwała. Siąść i marzyć, patrzeć w niebo, płakać i liczyć, że może będzie lepiej. A może chociaż ulżę sobie płaczem...
Zrobić tego nie mogę, bo za dużo ludzi, bo pytań będzie masa.
Napisać też nie mogę... Dlaczego?? Dlatego, że w tym pędzie całym, zgubiłam swój blogowy świat. To, że mnie dużo osób czyta, wiele z Was mnie kojarzy i zna to nic. Najtrudniej mi z tym, że czytają mnie najbliżsi... Często pisząc coś słyszę później pytania - "A czemu", "A po co to piszesz", "Daj spokój" itp. Nie chcę takich pytań, nie chcę takich komentarzy. I tak nie zrozumieją o co chodzi, co we mnie siedzi...

Taki ten mój świat blogowy. Świat w którym cały czas biję się z myślami - kończyć czy nie. Zakładać hasło czy nie. I już tyle czasu myślę i nie wiem.
Taki ten mój świat i blog zwykły i szary. Bo i ja taka jestem. Zwyczajna, szara, zakompleksiona, nie wierząca w siebie i... chyba jednak pesymistyczna dziewczyna.
I źle mi z tym. A gdyby ktoś zapytał mnie jeszcze raz o moją największą wadę, to już wiem co odpowiedzieć. Największa wada to - marzycielstwo...

Dobrego wieczoru Wam życzę.

ps. Są to wyłącznie moje prywatne przemyślenia. Absolutnie nie wrzucam wszystkich do jednego wora, co zresztą można przeczytać. Po prostu znając już kilka mam w sieci i w realu, mogę powiedzieć, że garstka z nich jest sobą. Większość niestety udaje... :/

wtorek, 17 czerwca 2014

Wtorek z Książką vol.17

Kolejny wtorek z książką, tym razem o czasie :) Dziś będzie coś dla dziecka, coś dla mamy, a także coś dla... taty, dziadzi, a nawet wujka :)

Hit o którym wspominałam już ostatnio (Ewelinka-Mordoklejka) zgadła co to za książka :) "Przygody z małpką" Stefani Szuchowej, to kolejna pozycja Wydawnictwa Muza, wydana dzięki uprzejmości Muzeum Książki Dziecięcej. Pierwsze wydanie tej książki miało miejsce w 1960 roku!
Zdjęcie ze strony Wydawnictwa Muza
Jest to historia o pewnym małym chłopcu, który wraz ze swoją starszą siostrą wybrał się na wycieczkę do lasu. W drodze powrotnej gubi się i... nie pamięta ani gdzie mieszka, ani jak się nazywa. Całe szczęście historia ma szczęśliwe zakończenie, ale i rodziców i małych czytelników uczula na to, jak ważne jest by dziecko umiało się przedstawić. A przynajmniej wiedziało gdzie mieszka i jak się nazywa. Tak dużo łatwiej odnaleźć rodziców. Moja 2,5-latka wie jak ma na imię, na nazwisko, wie gdzie mieszka i gdzie parkuje jej samochód :D Jakiej jest marki też wie haha :P

Bardzo gorąco polecam Wam tą rewelacyjną książkę, z bardzo mądrym przesłaniem, z pięknymi ilustracjami Janiny Krzemińskiej. Fajnie, że udało się przywrócić życie tym starym bajkom, jakie pamiętają jeszcze nasi rodzice :)
Wydawnictwu Muza bardzo dziękuję za sympatyczny prezent :)

Teraz czas na mój absolutny hit od Wydawnictwa Literackiego! Hit nie tylko dla mnie, ale i dla świata, bo książka ta stała się światowym bestsellerem, a prawa do powieści zostały sprzedane do 18 krajów!!

Ravn to znany i ceniony kopenhaski policjant, któremu pewnego dnia zawalił się świat. Wykończony psychicznie, na przymusowym urlopie, pogrąża się w pijaństwie, by zapomnieć o tym co go spotkało.
Masza - młoda Litwinka zarabiająca na życie swoim ciałem. Gdy pewnego dnia oznajmia swojemu partnerowi, że chce skończyć z takim życiem, okazuję się, że Igor ma długi. Masza zostaje przez ukochanego sprzedana i znika bez wieści...
Thomas (Ravn) zostaje poproszony przez swojego przyjaciela o pomoc w odnalezieniu dziewczyny. Początkowo nie chce się zgodzić, jednak później niespodziewanie angażuje się w sprawę i... odnosi sukcesy.
Zdjęcie ze strony Wydawnictwa Literackiego
Seryjny morderca będący psychopatą, handel żywym towarem, prostytucja, narkomania i szczęśliwe zakończenie - to wszystko co oferuje nam duński kryminał "Wykolejony", którego autorem jest Michael Katz Krefeld. Książka która trzyma w napięciu od pierwszych do ostatnich stron. Krótkie rozdziały, akcja, dialogi przewyższające swą objętością opisy miejsc i zdarzeń - to wszystko nie pozwala na znużenie tą lekturą. Nie będę Wam opowiadać całej historii, bo lepiej przeżyć ją samemu czytając - WARTO!! :) Książka właśnie ukazała się w księgarniach, więc biegnijcie na zakupy :)

Osobiście nie przepadam za kryminałami i ich nie czytam, ale jeśli każdy będzie brzmiał podobnie, to zmieniam swoje upodobania :) Jako ciekawostkę dodam, że zapoznanie się z tą nowością Wydawnictwa Literackiego i światowym bestsellerem, zajęło mi 2 wieczory :)

Dziękuję Wydawnictwo Literackie!

czwartek, 12 czerwca 2014

Kopalnia wiedzy

Internet. Kopalnia wiedzy wszelakiej. I tej, która do kosza nadaje się bez mrugnięcia okiem, bo głupoty, bo straszy, bo w zasadzie nie wiadomo o co chodzi. I takiej, która pomaga, wskazuje kierunek działań, wspiera, "kontaktuje" z pewnymi osobami.
Po sieciowe informacje sięgałam od zawsze. Buszowałam po stronach, po forach, czytałam, pytałam, analizowałam. Przestałam jakoś w ciąży, kiedy zobaczyłam, że głównie te informacje to straszydła. Przestałam po urodzeniu Em, kiedy zobaczyłam, że jest grupa "ja wiem lepiej" i innego zdania mieć nie można - to dla mnie mało obiektywne. Zupełnie nieobiektywne są dla mnie niektóre opinie ustawiane - dam Ci coś, a Ty wystawisz opinię TYLKO pozytywną. Często tak jest, często to widzę, sama nawet się z tym spotkałam osobiście (z propozycją, z której ja nie skorzystałam).

Nagadałam, nagadałam i co?? I nic :) Nic szczególnego nie chciałam ;) Pomyślałam jedynie, że skoro "znam" niektóre z Was już długo - 4 lata, czasem 3 (niektóre, bo Panowie się tu praktycznie nie udzielają :P), skoro już nie raz o czymś rozmawiałyśmy, radziłyśmy się siebie nawzajem, to ja dziś wśród Was poszukam informacji ;)

Tablet - z tych tanich - jaki?? Zastanawiam się nad kupnem najtańszego urządzenia. Po co?? Do bajek. Podróże nas czekają, więc mogłabym zgrać jakieś bajki i zamontować w samochodzie. Zawsze to 15 minut spokoju by było ;) Znacie jakieś firmy godne uwagi?? A może macie złe doświadczenia z tabletami w samochodzie?? Piszcie :) Przyznaję, że ciężko mi sobie wyobrazić 12 godz w samochodzie z Em...

Póki co więcej pytań nie mam ;) Głowę zaprzątają mi zmiany :) Nowe logo, strona, praca wre :) A ja buszuję po sieci i szukam, piszę, planuję - kocyki, owijki, opaski, czapki, koszyczki, tła - ciekawe czy uda się wśród natłoku tiulu, różu, robienia z dziewczynek małych miss i "starych malutkich", robienia z dzieci "zwierzątek" pokazać coś normalnego, stonowanego... Zobaczymy ;)

Na koniec jeszcze mała dla Was, a dla mnie OGROMNA prośba :) Dużo Was tutaj, pomóżcie mi spełnić marzenie co?? Kurs drogi, UP nie sfinansuje bo im się nie opłaca, a są szanse (malutkie ale zawsze) by go wygrać... Trzeba tylko zagłosować - 1 adres mail = 1 głos do 30 czerwca. Trzeba mieć konto na stronie sklepu empik, ale to tylko chwilunia, głosujecie, potwierdzacie w linku w mailu i dostajecie 50% zniżki na odbitki :)
http://www.empikfoto.pl/kfe,zdjecie,7343,scored.html

Będę wdzięczna :)

środa, 11 czerwca 2014

Wtorek z Książką vol.16

Dziś nasze ukochane wydawnictwo :) Takie, których książki są zawsze kolorowe, wesołe, które często uczą i są wprost uwielbiane przez dzieci :)
"Liczenie jest fajne" to zbiór wierszy z ilustracjami Anny Gensler, a wszystko ukazało się dzięki Wydawnictwu Muza.
Prosty, szybki i przyjemny sposób na naukę matematyki, lub przemycanie dziecku od małego liczb, nauki liczenia itp :) Za kolorową, schludną i jak zawsze przemyślaną, twardą oprawą, znajdziemy m.in. wiersz Juliana Tuwima "Trudny rachunek", Joanny Kulmowej "Gdybym miał dziesięć rąk..." czy Izabeli Mikrut "Dzik liczy w dziczy". Emilka chociaż jest mała, to książką była bardzo zainteresowana i coś tam się nauczyła ;) Potrafi zliczać dźwigi podczas jazdy samochodem i w liczeniu do 4 jeszcze się nie pomyliła ;)
Warta zainteresowania jest również pozycja "Ortografia jest fajna" której my nie mamy, a z pewnością powinna znaleźć się na półce każdego ucznia :)
Czytając kolejną książkę miałam wrażenie, że ktoś codziennie podpatruje mnie i Em, a później napisał o niej wiersze ;) "Ciekawska" - bo milion pytań dziennie wypowiada - "po co", "czemu", "dlaczego", "a jak nie przyjdzie to co" itp itd, "Weź lekarstwo na kaszel. Czekam, łyżka nalana. - Zaraz wezmę, za chwilę". "Zaraz" to ostatnio najukochańsze słowo Emilki ;) A jak gdy słyszę je po raz 50 w ciągu pół godziny to... :P Kolejny hit "Bolą ząbki na gołąbki, a na ciasto jakoś nie! Brzuszek wcale nie chce klusek, lecz deseru chce!" i tak mogłabym Wam pisać i pisać i pisać :) Cóż poza tym?? Kto na spacerach wszędzie wchodzi - w kałuże, drzewa, trzepak?? Kto krzyczy najgłośniej?? Kto na rączki chce gdy mama/babcia siat w nich pełno niesie?? Mysz oczywiście, a poza Myszą... bohaterowie wierszy Ireny Suchorzewskiej. Wszystkie fantastyczne wiersze znajdziecie w książce "Wiersze dla dzieci grzecznych i niegrzecznych", do której o kolorowe i energetyczne ilustracje zadbała Kasia Kołodziej. Książka REWELACYJNA!! :))

Na koniec jeszcze jedna książka. Pełne i ogromne zaskoczenie dla mnie. Jest to książka na nowo powołana do życia, dzięki uprzejmości Muzeum Książki Dziecięcej. Tłumaczona na kilkanaście języków, z cudownymi ilustracjami Teresy Wilbik, opowiadająca historię o tym, że lwy dojrzewają również podczas deszczu :) Historia małego chłopca i wielkiej odwagi, opowieść o zmianach i dorastaniu. Wspaniała i mimo, że jej ilustracje są dawne, a więc dosyć ciemne, wzbudza zainteresowanie maluchów. "Leonek i Lew" Wandy Chotomskiej, to książka o której piszę i którą polecam Wam bardzo gorąco. Pierwsze wydanie miało miejsce w 1976 roku!!

Wydawnictwo Muza ogromnie dziękujemy za prezent!! :)
Za tydzień przedstawię Wam drugą część naszego prezentu tego, który dostał drugie życie :)

piątek, 6 czerwca 2014

Warsztaty z Olympusem i marzeń kilka :)

Czekałam na nie i czekałam i... już jest po nich. Czas ucieka jak zawsze... Ponieważ trułam o nich na FB dosyć często, jestem winna Wam (przynajmniej niektórym) jakieś tam moje luźne spostrzeżenia ;)
Warsztaty miały miejsce w Rozwojowa Cafe w Krakowie - miejscu dla mnie nieznanym, ale od czwartku absolutnie genialnym :) Pięknie tam, raj dla dzieci - przynajmniej dla mojej Em ;) Zwłaszcza pokój doświadczeń z kulkami (świecącymi??). Panie animatorki też wspaniałe. Miłe, ogarniały rozbiegane dzieciaczki i co najważniejsze - moja córa jako pierwsza z nimi poszła! Tak! Zostawiła mamusię i poszła! Co prawda później raz zdarzył się płacz za mamą, ale szybko sobie poszedł :) Dzielna ta moja dziopka :)
Zajęcia dla nas prowadziło rodzeństwo - Diana i Rafał Krasa - znaleźć ich można na ich stronie http://dr5000.com :) Stworzyli świetną atmosferę, na luzie, z możliwością zadawania wielu pytań ;) Na końcu, już podczas zajęć praktycznych bacznie obserwowali czy aby na pewno każdy pracuje na trybie manualnym i oczywiście udzielali cennych rad i wskazówek :)


Co do samych warsztatów... Hm... Ja osobiście się nudziłam :P Dlatego, że do zdjęć rajdowych muszę zmieniać i wiedzieć co to jest i od czego zależy preselekcja czasu i przysłony również ;) Robiąc zdjęcia dynamiczne muszę pracować migawką. Zależało mi na pewnych zdjęciach dlatego dużo czytałam, próbowałam i... teraz się nudziłam :P Gdyby nie to, to na serio zajęcia na fajnym poziomie, wszystko jasno objaśniane, pokazywane na przykładach - łatwo można zrozumieć :)

Po 2 wcześniejszych warsztatach słyszałam opinię o tym, że aparaty Olympus (twórca warsztatów) są ekstra i większość znanych mi mam o takim marzy :) Podczas tych również słyszałam gdzieś takie głosy ;) Cóż... Dla mnie to super cacuszka, ale takie... zabawki bardziej. Jestem przyzwyczajona do mojego Nikona, kocham go wręcz i strasznie niewygodnie było mi trzymać tego maleńkiego Olympusika ;) Te przyciski takie nieporęczne dla mnie ;) Słyszałam też opinie, że jest łatwiejszy w obsłudze. Jest - zgadzam się :) Jest dużo łatwiejszy, bo w Nikonach to wszystko jest bardziej złożone, a tutaj to mam wrażenie, że zdjęcia są często robione "za nas" jak w cyfrówkach. Tu też moim zdaniem wychodzi moda na lustra - kiedyś to było coś, a potem lustro miał każdy bloger, każdy człowiek - dla szpanu itp. Nie zgodzę się natomiast z opinią, że Nikon przekłamuje kolorami i jest wolny - z takimi spotkałam się już nie raz. Nie wiem, może ja mam wyjątkowy egzemplarz jakiś ;)

Podsumowując Olympus - cudna zabaweczka, z milionem możliwości, z pełną gamą obiektywów gdzie każdy pasuje (nie jak w Nikonie :P). Gdyby nie moje plany i uwielbienie do N. to pewnie chciałabym sobie takie cacuszko sprawić ;) A tak pozostanę wierna mojemu wielkiemu, trudnemu N. a kolejnym plusem warsztatów jest to, że wiem jaką chcę stałkę :P
Poniżej kilka ujęć z Olympusa - zdjęć córy oczywiście nie pokazuję, choć jest ich masa - pięknych ;) A te są takie sobie - dla wypróbowania ;)









Takie jest moje osobiste odczucie :) Fajnie, że tam byłam, że mogłam napatrzeć się na cudowności w wykonaniu Diany i Rafała, że mogłam się czegoś nauczyć na części praktycznej :) Było świetnie! :)

Jeśli zaś o marzenia chodzi... Kilka prezentów imieninowych na mnie czeka ;) Tło i stelaż mocujący ;) Po niedzieli przyjedzie mam nadzieję nowy obiektyw, który zresztą wybrałam dzięki pomocy Rafała Krasy i generalnie całych warsztatów :)
A co mi się marzy?? 2 rzeczy... Kobieca torba na aparat, obiektyw i kilka babskich pierdółek od Stylebox.pl widzieliście?? Przepiękne są!! Są cudowne wręcz i bardzo, bardzo by mi się przydały w realizacji moich planów i marzeń!
O taka przykładowo...
Zdjęcie ze strony www.stylebox.pl
Niestety ich cena jest dla mnie póki co zabójcza :( Dlatego torby od stylebox.pl pozostają w sferze moich marzeń. Wielkich marzeń...
Drugim moich marzeniem jest... Nikkor AF-S 70-200mm f/2.8G - bajka...
Zdjęcie z google.pl
Do moich rajdów i nie tylko idealny, ale cena... Przewyższa wartość mojego samochodu, więc... :P To już marzenie z tych o domku z bali itp - czyli nierealnych hehe ;)

Dobrej nocy!





środa, 4 czerwca 2014

Wtorek z Książką vol.15

Dziś pokażę Wam 4 rewelacyjne publikacje, które otrzymałyśmy dzięki uprzejmości Wydawnictwa Ovo :)
"Mały zbój. Tuzin wierszy dla urwisów" Anny Dmytruszyńskiej to zbiór fantastycznych, krótkich, wesołych i łatwych do zapamiętania wierszyków dla małych urwisów.
Podczas czytania poznamy historie Demona Prędkości, znikających skarpetek, potwora atakującego śpiącego tatusia, a także dowiemy się w co wierzą rodzice a o czym nie wiedzą. To tylko część wierszyków jakie znajdują się w tej książeczce. Dzięki żywym, kolorowym, pobudzającym wyobraźnię i wzbudzającym ciekawość ilustracjom Kasi Kołodziej - "Mały zbój" to pozycja która z pewnością zainteresuje najmłodszych czytelników. Nie tylko urwisów i nicponi ;)

"Zdziwiona wrona i inne wiersze" to tomik poezji Agaty Majdzik. Znajdziemy w nim wiele zabawnych wierszyków, w których znaleźć można życiowe rady, morały i wskazówki.
Wiersze dotyczą głównie tematyki Bożonarodzeniowej, ale nie przeszkadza to w czytaniu ich latem :) W środku tomiku poezji dla dzieci, odnajdziemy historię znajomości Bałwana i wrony, list dziewczynki do Świętego Mikołaja - który mnie jako mamę rozbawił szczególnie ;) Zdradzę Wam tylko, że mała dziewczynka jest bardzo niezadowolona z prezentu jaki dostała zeszłego roku ;) Znajdziemy też spostrzeżenia psiego lenia - bardzo trafne zresztą, bo "...Czy już nikt z was nie pamięta, na czym polegają Święta?" - właśnie. Często o tym zapominamy ;) I wiele innych. Całość opatrzona jest pięknymi, oryginalnymi i wesołymi ilustracjami Natalii Tomaszewskiej-Szalc.


Julianna Michorczyk jest autorką książeczki "A jak urosnę". Książeczki, która absolutnie mnie zachwyciła! "A jak urosnę" to zbiór wierszyków dla dzieci. Znajdziemy ich tu wiele, a każdy jest z... dedykacją.
Jest wiersz "Wiosna w sadach" dla Róży, dla Klaudii i Witka wiersz o tym, jak ciężka jest praca przedszkolaka, wiersz dla rodzinki od Lenki pod tytułem "Nie wiem, dlaczego?" i wiele innych. Wiersze z dedykacją dla dzieci i od dzieci to nowość, z jaką nie spotkałam się dotąd w żadnej podobnej publikacji. Kolejnym nowatorskim pomysłem jaki odkryłam są ilustracje wykonane przez... dzieci! Rewelacja! :) Każdy wiersz opatrzony jest obrazkiem stworzonym przez dziecko - kolorowym, pełnym dziecięcego rozmachu i wyobraźni. Wspaniałe! I jakie interesujące dla małego czytelnika :)

Na końcu przedstawię Wam nie tomik poezji, ale opowieść :) Justyna Bajda stworzyła "Wakacje z Lawendynką".
Historię małej Natalki, której przyśniła się Lawendynka - fioletowa przyjaciółka. Szukała jej u siebie w domu, wypytywała o nią zdziwioną mamę. Pewnego dnia, mama Natalki wpadła na pomysł wakacji. Zabrała córkę do krainy fioletowego nieba, fioletowych kwiatów i pól, pośród których dziewczynka znalazła swoją wyśnioną, fioletową przyjaciółkę. Od tego momentu, zaczynają się przygody dwóch dziewczynek - poznają Ochrowe Ludziki, szukają tęczy, zażywają morskich kąpieli.
Pięknie napisana bajka, z przepięknymi, kolorowymi obrazkami. A w bajce cudowna historia o marzeniach, o poszukiwaniu. My ją bardzo lubimy :) Wydanie jest przepiękne. Twarda oprawa, karty na papierze kredowym, schludne ilustracje bez niepotrzebnego bałaganu i zamieszania.
Gorąco polecam wszystkie wymienione przeze mnie pozycje :) Nie znałam wcześniej Wydawnictwa Ovo i nie wiedziałam, że spod jego skrzydeł wychodzą tak genialne książki! Polecam i dużym i małym czytelnikom, a Wydawnictwu jeszcze raz dziękuję za dary i za wsparcie wtorkowo-środowych spotkań z książką :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo