Featured

piątek, 30 maja 2014

Konkurs - wygraj sesję - wyniki :)

Wczoraj zakończył się pierwszy konkurs u mnie, w którym do wygrania była sesja ;) Dziękuję za zgłoszenia i fantastyczne pomysły :) Dziękuję za chęci i pomoc w realizacji marzenia! Coś czuję, że czerwiec będzie... wyjątkowy ;)
Postanowiłam, że sesję otrzymają 2 osoby - jedna wylosowana, druga to ta, której pomysł na sesję wyróżniał się wśród innych ;)

Do środy czekam na zgłoszenia poprzez PW lub mail, w których też porozmawiamy o szczegółach sesji i jej terminie.

Wylosowana osoba zobaczy swoje dane na krótkim filmiku - z góry przepraszam za jakość, ale to komórką kręcony na szybko :) Osobą której pomysł mnie szczególnie zainteresował jest Pani Anna Gronek :)
Gratuluję i już zapraszam na kolejne sesyjne konkursy i... na sesje fotograficzne oczywiście :)

czwartek, 29 maja 2014

29 maj 2010

Tak było 4 lata temu... A dziś?? Dziś to sama nie wiem...
Kilka zdjęć do których mam sentyment :) Fajnie tak powspominać... Przy okazji widzę ile człowiek zapomina, z tego stresu chyba ulatują niektóre momenty ślubu i wesela :)

Autorem zdjęć jest Tomasz Totoń Photography :) Którego zresztą bardzo gorąco polecam :)

środa, 28 maja 2014

Wtorek z Książką vol.14

Specyficzne książki autorstwa Herve Tullet, będące światowymi bestsellerami zna chyba każdy. Ja długo o nich słyszałam, miałam okazję nawet przeglądać jedną w księgarni, jednak nie zdecydowałam się na jej zakup. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Babaryba, w naszym domu jakiś czas temu zagościły "Naciśnij mnie", "Turlututu a kuku, to ja!" i "A gdzie tytuł?".
Generalnie każda ta książka ma na celu wspólną zabawę z dzieckiem, wspólnie spędzany czas, zaangażowanie malucha w czytanie, naukę. Przynajmniej wg mnie.
"Naciśnij mnie" to polsko-francuskie wydanie, które ukazało się w 24 krajach. Książka którą trzeba naciskać, potrząsać, przekręcać, którą można oglądać od tyłu i do góry nogami, która "każe" klaskać w dłonie i dmuchać.


"Turlututu a kuku, to ja!" zabiera nas wraz z głównym bohaterem Turlututu w magiczną podróż, gdzie bardzo potrzebna będzie nam nasza wyobraźnia. Podczas czytania i podróży, będziemy musieli sterować statkiem kosmicznym, mieszać farbę, śpiewać w ojczystym języku Turlututu, rozwiązywać zagadki itp.

Ostatnia pozycja "A gdzie tytuł?" to odwiedziny przez czytelników samego autora powyższych książek. Dzieci oprowadzane są przez bajkowe postacie m.in. królewnę, świnkę, węża.

Cieszę się, że miałam okazję poznać te książki, jednak przyznam szczerze, że... nie podobają mi się. Jestem chyba jedyną osobą, która nie uważa ich za hit. Poważnie. O ile "Naciśnij mnie" na prawdę mi się podoba, bo dziecko poznaje kolory, uczy się rozróżniania gdzie dół a gdzie góra, gdzie strona prawa a gdzie lewa, o tyle ostatnia pozycja "A gdzie tytuł" w ogóle do mnie nie przemawia...
Emilka pomimo swojego młodego wieku lubi książki w których się coś dzieje, które opowiadają jakąś historię, w których jest dużo do czytania. Książki obrazkowe, czy takie jak te - interaktywne - kompletnie jej nie ruszają, podobnie jak interaktywne zabawki. Czasem zaglądnie do "Naciśnij mnie" i uważam, że jej również ta książka spodobała się najbardziej, reszta leży jednak na półce i... czeka.

Wiadomo, że każdy lubi coś innego. Każdemu podobają się różne rzeczy. Mnie te książki nie zachwyciły. Co poradzę. Ale bardzo dziękuję Wydawnictwu Babaryba za możliwość ich poznania, za inne fantastyczne publikacje, oraz za wsparcie wtorkowego cyklu.

poniedziałek, 26 maja 2014

Mamy dla Mamy - pomóżmy!

Dziś Dzień Mamy. Swoje odczucia pisałam całkiem niedawno, nasz prywatny dzień mamy obchodziłyśmy wczoraj. Zresztą ja swój prywatny Dzień Mamy mam codziennie ;)

Dziś z okazji Dnia Mamy, chciałabym żebyśmy my Mamy się razem zebrały i pomogły innej Mamie...
Magda jest młodą Mamą chorującą na raka mózgu... Leczenie w Polsce wstrzymano, lek w Polsce jest niedostępny (coraz bardziej uwielbiam NFZ :/), ale szanse są... Więcej możecie dowiedzieć się TU
Najmniejszy datek, rozesłanie wieści po znajomych - może pomóc. Pomóżmy razem, a przynajmniej spróbujmy co??

środa, 21 maja 2014

Niedziela z Mother Power

Na spotkaniu Mam byłam po raz 4. Każde spotkanie to inni ludzie, inne wydarzenia i inne wrażenia. Dziś jest środa, więc minęło trochę czasu (spotkanie było w niedzielę), ja miałam czas na analizę wszystkiego i spokojne podejście do tematu. Spokojne bo... niektórzy to jednak potrafią zaskoczyć.
Mother Power to pomysł i realizacja dwóch przesympatycznych dziewczyn - Mam blogerek - Kasi którą miałam okazję spotkać już kilka razy i Żanetki z którą widziałam się po raz pierwszy :) Spotkanie i warsztaty plastyczne odbyły się w Kryspinowie, w którym byłam chyba po raz pierwszy ;) Piękne urokliwe miejsce, cudowne wnętrza - mój klimat :) Po raz pierwszy było to spotkanie nie tylko Mam, ale całych rodzin - były cudowne dzieciaczki i ich Tatusiowie :) Ja akurat byłam sama z Em, dlatego też... moja relacja nie będzie taką relacją jak inne :P Nie opiszę Wam co kto mówił i co było robione, bo po prostu nie wiem haha ;) Wiem, że warsztaty to zabawa z PlayMais które jest hitem u nas w domu, a którego wcześniej nie znałyśmy :) Wiem, że była prezentacja produktów firmy Palmer's i koszulek Hug&Play - ale niestety nie uczestniczyłam w nich, gdyż moja córka wolała wariacje na placu zabaw ;) Cóż, moja strata ;) Jedyne w czym brałam udział, to prezentacja każdej mamy ;) Dlatego teraz coś czego miało nie być, ale już wytrzymać nie mogę... I nie byłabym sobą gdybym nie dodała swoich myśli.

Z początku czytając negatywne opinie starałam się zrozumieć blogerki które je wystawiły. Zwłaszcza jedną. Starałam się w jakiś sposób tłumaczyć jej zbyt emocjonalny wpis, myślałam żeby stanąć w obronie, bo widzę, że zaczął się "lincz" ale... nie. Przespałam się z tematem i o to co myślę.

Ludziom to się poprzewracało w tyłkach. Ludzie stali się teraz bardzo wygodni. Są matki które zapominają o tym, że nie są na tym świecie same, są takie, że bez żadnych skrupułów jedna by drugą pożarła. Teraz ludzie (nie tylko matki) wymagają najwyższych standardów, hoteli z najwyższą ilością gwiazdek, spa i wszystkiego co tylko można podać na tacy by im dostarczyć. Ja jestem nauczona innego życia i może inaczej patrzę na to wszystko. Dla mnie fajny dzień to taki gdy wracamy umorusane do domu. Wakacje mogą być w przyczepie, gdzie do łazienki trzeba dojść i graniczy ona z chlewem - to są dopiero wspomnienia! :)
Do czego zmierzam. Brak przewijaka - a na siedzeniu w samochodzie czy na ławce dziecko przwijałaś mamo?? Ja tak. I nic mi nie ubyło, mojemu dziecku również nie. A na spacer dla dziecka nie bierzesz prowiantu?? Ja biorę, wtedy też miałam bułki i soki - przygotowana na każdą ewentualność. A jeśli nie, to kilka kroków dalej restauracja była, mogłaś mamo iść i kupić zupę. Plac zabaw?? Rewelacja!! Dzieciaki wybawiły się za wszystkie czasy, mnie to absolutnie nie przeszkadzało. Dyskryminacja?? Nie zauważyłam... Złe prezenty?? No (*(^%^#% dostać coś za darmo, tyle tego!! i jeszcze marudzić i kręcić nosem... Ciekawe czy mama sama by zdołała tyle zebrać. A zresztą... Nie podobało się?? Trzeba było oddać, nikt nie kazał tego brać do domu, może jakieś biedne dziecko by się ucieszyło... Nie pamiętam zupełnie czy jeszcze coś było...
Aaa niesprawiedliwy konkurs. Tu się zgodzę, ale NIE BYŁA to wina dziewczyn! Więc nie do nich pretensje! Jasne, można było rozdać nagrody wszystkim dzieciom, zwłaszcza, że moja mała 2,5-latka bardzo przeżyła to, że nie ona dostała, ale Pan się zmył. Trzeba było jednak zabrać malucha, zająć czymś i już. Po sprawie.

Ja jestem zadowolona. BARDZO! :) Najważniejsze dla mnie to radość na buziulce Em. A ta była cały czas - zachwyt, radość, wypieki. Bieganina i wrzaski. Dzieci cieszą się z małych rzeczy i my powinniśmy się tego uczyć od nich. Ja zaczynam :)
Kasia i Żanetka na prawdę odwaliły kawał dobrej roboty! Pozyskanie tylu sponsorów, organizacja całego przedsięwzięcia. Widziałam, że czasem może stres był, ale te uśmiechy, ten power :) Ja z każdego spotkania coś wynoszę. To właśnie na mamowych spotkaniach zaczęłam myśleć o realizacji swojego marzenia, zaczęłam coś działać. I tak jest nadal, dlatego dziewczyny - DZIĘKUJĘ :)

Szczególnie DZIĘKUJĘ za... nowe doświadczenie Emilki, jej radość, błysk w oku :) Oczywiście o ognisku mowa :) Jej pierwsze ognicho w życiu!! Opowieściami o nim zanudza osiedlową koleżankę :P To musiało być niesamowite przeżycie widzieć ogień, trzymać kijacha z kiełbasą i samemu ją przyrządzać :) Bo gorąc, bo ciężkie, bo pali się, kopci, pachnie i strzela :) Miodzio!

Mam nadzieję, że to nie ostatnie takie spotkanie, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy i... uda się pogadać ;) Bo w niedzielę się nie udało. Nie dość, że mnie niezbyt łatwo przychodzi nawiązywanie znajomości, to jeszcze niektóre mamy takie niedostępne chodziły... A jak już miałam się przełamać to... dzieć mi znikał :P

Kasiu, Żanetko - dzięki i oby do zobaczenia! :)
Dominiku - Cacynkowy mężu - dzięki za super zdjęcia :)
Sponsorzy - dzięki za tyle upominków!!

Już powiem Wam nasze hity - oczywiście masa plastyczna i "chrupki", oczywiście książka i... kosmetyki dla Em :) Mamy na łapkach jakieś paskudy, a po kąpieli w Oillan to znika!! :)) Hurra :))

Zabawa i konkurs



A tak obładowane wracałyśmy do domu - nawet Em targała siaty :P






I na koniec zabawa "chrupkami" a na naszym Instagramie więcej zdjęć dla ciekawych ;)










wtorek, 20 maja 2014

Wtorek z Książką vol.13

Tygodniowe opóźnienie, ale na prawdę byłam zajęta ;) Co robiłam pokażę Wam już nie długo. Na inne moje pomysły i ich pokazywanie, jeszcze za wcześnie ;)

Przyznaję też, że książka którą mam dziś zaprezentować była dziwna... Ciężko się ją czytało i sama nie wiem co o niej napisać. Takie mam mieszane odczucia.
"O tym się nie mówi" Kai Platowskiej to historia dwóch kobiet, które poznały się w murach szpitala psychiatrycznego. Każda trafiła tam z innego powodu, każda ma za sobą ciężkie chwile, każda musi zawalczyć o nowe życie, o przyszłość. Początkowo niezbyt dobrze się rozumieją. Jedna z nich jest wycofana, wystraszona i pedantyczna. Druga swój lęk i problemy zamienia w bałagan i częste kontakty z ludźmi. Są różne, ale po pewnym czasie zaczynają się rozumieć, uzupełniać. Zaczynają się sobie zwierzać i tak na prawdę prowadzą wzajemną terapię.
Poza głównymi wątkami dwóch kobiet, poznamy życie szpitalne i problemy ludzi tam przebywających.
 Zdjęcie z www.google.pl
Książka przybliża czytelnikowi ludzkie problemy. Zwraca uwagę na to, że wśród nas, wśród wszechobecnego piękna i radości pokazywanej w mediach, są tematy trudne, wstydliwe. Tematy tabu w naszym społeczeństwie. Pokazuje jak ludzie reagują na to co inne - pogardą, śmiechem, wstydem. Nie zastanawiając się co czuje druga osoba, co jest podłożem takiego zachowania, nie starają się pomóc.
Ciężko mi było skończyć czytać tą książkę. Jak dla mnie to za dużo opisów, często podobnych, za mało pokazania życia. Takie jest moje wrażenie. Mimo to zrozumiałam, że rozmowa jest potrzebna. Że mimo oporów, wstydu, skrępowania, trzeba mówić. Wygadać się, wysłuchać. Czasem może doradzić. Człowiek musi czuć się rozumiany i potrzebny, musi czuć, że nie jest sam w tym wielkim świecie. Musi mieć na kogo liczyć by nie zwariować.

Dziękuję Wydawnictwu Novaeres za wsparcie akcji.


poniedziałek, 19 maja 2014

Czas nam ucieka...

Chociaż nikt go nie popędza, nikt go nie chce łapać na siłę garściami. Ja bym tylko trochę zatrzymać chciała, żeby dłużej móc przeżywać co piękne a nie jedynie żyć wspomnieniami, żeby móc wyrażać lepsze opinie, podejmować lepsze decyzje - tak na spokojnie, po zastanowieniu się, a nie pod presją czasu - już, teraz, tu...
Gdzie mi uciekł zeszły tydzień?? Nie wiem. Ja nie wiem gdzie mi maj uciekł, już nie mówiąc o kwietniu, nie wspominając o okresie od urodzin Em, czy nawet od jej 2 urodzin. 2 urodziny... dla mnie wczoraj były, a tu kalendarz nieubłaganie pokazuję, że 7 miesięcy temu... Za niecałe pół roku 3 świeczki na torcie. Dlaczego?? Jestem szczęśliwa, że ją mam, że jest zdrowa, rośnie, gada jak najęta. Jestem szczęśliwa gdy na nią patrzę, a jednocześnie łza się w oku kręci gdy pomyślę, że już taka nigdy nie będzie... Te wszystkie uśmiechy, tulaski, śmieszne słowa, śpiewy i wygłupy - to wszystko zostanie tylko w pamięci... Z czasem zatarte, już nie tak wyraźne. Tyle na to czekałam i tak szybko mija czas...
Za kilka dni kolejne imieniny Emci. Kolejny Emilkowy Dzień Dziecka. Pierwsze świąteczne dni kiedy nic ode mnie nie dostanie. Bo się pochrzaniło. Finansowo. I źle mi z tym, że wcześniej nie widziałam, że stop nie powiedziałam, że nie wstrząsnęłam, nie schowałam i nie dopilnowałam. Bo gdy pilnowałam ja, było inaczej. A teraz?? Nic już nie zmienię. Pozostał mi żal, płacz z bezsilności, z przykrości i kombinowanie co dalej i jak. I stres. Stres jakiego dawno nie miałam. Nawet mój organizm to odczuwa i ustawia sobie wszystko jak chce...
Za kilka dni mój trzeci Dzień Matki. Najpiękniejszy i najcudowniejszy bo mam ją. I nawet jeśli moi rodzice jej nie "przypomną" jak to robili co roku, to będę świętować. Będę ja i moja córcia. Jak zawsze tylko my dwie. Będę świętować moją najważniejszą z ról. Rolę Mamy - rolę główną w moim życiu, która dała mi wiarę, nadzieję i... miłość. Która zmieniła mnie w zupełności i już na zawsze!
Za kilka dni moja 4 rocznica ślubu... Co tu mam napisać... Nie wiem. Nie wiem co pisać, bo tego co siedzi we mnie napisać nie mogę ze względu na czytających mnie najbliższych. Będzie jak zwykle. Jak zwykle czyli... nijak. Bez świętowania, bez życzeń, bez niczego co jest pomiędzy dwojgiem ludzi. Będzie jak zawsze, czyli w samotności bez względu na to czy razem czy osobno. Pochrzaniło się... Kto czyta bloga od początku, ten wie, że pochrzaniło się prawie 4 lata temu. I tak się ciągnie. Nie wiem co z tym zrobić, nie mam już sił. W tej chwili każda podejmowana decyzja jest dla Misi. Bo mi ciężko gdy słyszę "Mamusiu a czemu Zuzia ma tatę a ja nie??", "Tatusiu wrócisz do mnie??", "Tatusiu nie musisz jechać, ja dam Ci buziaczka i zostań" - jak jej to wytłumaczyć??
Nie chodzi o to, że ją zostawił na zawsze. Tylko wyjechał i w planach nie bardzo nas uwzględnia. Nie wiem celowo czy nie, a może uwzględnia tylko gadać mu się nie chce?? Nie wiem. W każdym razie ja, mimo moich ogromnych obaw, że zostawię tutaj naprawdę najbliższe mi osoby, rodzinę na którą zawsze mogę liczyć, dla niej, dla mojej małej córeczki wyjadę... Będę sama i samotna, będzie źle bo już nie wierzę w poprawę, ale wyjadę po to, że ona była szczęśliwa. Żeby miała tatę... I chociaż jej tata umowę już podpisał na stałe, a więc w Belgii zostaje, chociaż nadal planów brak - może kiedyś będą, może się dowie, może coś powie - to ja zdecydowałam. Odłożę kupeczkę i wyjadę. Może jeszcze w tym roku, może na początku przyszłego, ale zrobię to dla niej. Dla jej szczęścia.

Miał być inny post. Miało być o tym co robiłyśmy przez cały poprzedni tydzień, o spełnianiu marzeń, spotkaniu mam i kreatywnej zabawie Em. A wyszło jak wyszło. Może wyszedł żal, może pesymizm. Ja w każdym razie chyba musiałam to z siebie wyrzucić. Bo siedzę teraz i płaczę, więc myślę, że było mi to potrzebne... I proszę, podarujcie sobie dziś teksty typu "Po co to pisałaś", "Trzeba było zachować dla siebie", "Może mu być przykro". Jestem z tym sama i mam potrzebę wygadania się. Tak po prostu. Chciałabym jeszcze wiedzieć gdzie popełniłam błąd... Ale chyba za wiele chcę...

czwartek, 8 maja 2014

Spełniamy marzenia?? :)

"Marzenia są po to by je spełniać" :)
To i ja postanowiłam zawalczyć o swoje marzenia, o to co śni mi się po nocach już długo, długo :) I choć najbliższe mi osoby, od których oczekiwałabym wsparcia, nie bardzo we mnie wierzą, to ja się nie poddam. Odważę się i... zawalczę :)
Pomożecie?? :) Liczę na Was ;) Po tym krótki wstępie zapraszam na... spełnianie marzeń - wspólnych być może :)

KONKURS!!
Wygraj darmową, dowolną sesję!

2. Udostępnij plakat.
3. Napisz jaką sesją jesteś zainteresowana/zainteresowany (jedyny warunek to taki, by była to sesja plenerowa) - zgłoszenia można wysyłać na mail magdam8611@gmail.com można wpisywać pod tym postem lub pod zdjęciem na FB.
4. Na zgłoszenia czekam do 29 maja do 23:59. Do 2 dni postaram się podać osobę z którą spróbujemy spełnić marzenia ;)
5. Sesja plenerowa musi się odbyć w Krakowie lub okolicach (do ustalenia), w terminie do 15 lipca 2014.
6. Zwycięzca wyraża zgodę na publikację zdjęć na blogu i Fan Page Magdalena Mrowczyk Fotografia - sesja poza zdobywaniem doświadczenia (czego nie ukrywam), dobrą zabawą, ma być również częścią portfolio ;)
7. Sesja trwa maksymalnie 2 godziny.
8. Do 1 miesiąca po sesji zwycięzca otrzyma płytę CD ze zdjęciami.

To co?? Zapraszam :)

środa, 7 maja 2014

Wtorek z Książką vol.12

Co by było gdyby...
- pawiany tańczyły w balecie?
- kury romansowały z lisami?
- aligatory umiały lepić pierogi?
Zastanawialiście się kiedyś nad tym? W ogóle lubicie zadawać pytania? A Wasze pociechy?
Ja uwielbiam pytać, myśleć, analizować - może czasem aż za bardzo. Emilka jest na etapie ciągłego "a co to?", "a po co?", "a czemu?", "a do czego?" :)
Z początku książki o których Wam napiszę, wydawały mi się... dziwne. Później zobaczyłam zachwyt w oczach Em, który trwa do teraz i ogromne zainteresowanie nimi pewnej 6-letniej dziewczynki. Córuś moja i jej starsza koleżanka siedziały na ławce i przez pół godziny (to na prawdę dużo!;)) analizowały książki i omawiały obrazki. Gdy na spokojnie i ja się im przyjrzałam, zmieniłam swoje nastawienie :)
Dwa tomy książeczek Przemka Wechterowicza i Doroty Wątkowskiej, o ciekawym tytule "Co by było gdyby" wydane przez Wydawnictwo Muza, to zbiór zagadek i zabaw, które zachęcają dzieci do odkrywania, rozwijają dziecięcą wyobraźnię, pobudzają ciekawość, a przy okazji zapewniają dużo świetnej zabawy.
Polecenia do zadań są tak skonstruowane, że z ich rozwiązaniem poradzą sobie nawet 2-letnie dzieci. Dobierając cień do kształtu czy kolory - ćwiczą spostrzegawczość. Prowadząc bohatera przez labirynt do celu - ćwiczą spostrzegawczość i precyzję rączki. Oczywiście są też zadania z którymi sobie nie poradzą, np. liczenie, ale od czego jesteśmy my - rodzice ;)

Obie publikacje posiadają dosyć sztywne karty w różnych kolorach, z realistycznymi obrazkami, czcionka jest duża, czytelna i wygodna do pierwszych, samodzielnych prób czytania. Mój hit! :) Emi radość i zabawa. Polecam gorąco :)

Innymi książkami Wydawnictwa Muza o których chciałam dziś wspomnieć, są "Wyprawy po Polsce - w mieście" i "Wyprawy po Polsce - na wsi".
To niezwykle kolorowe książeczki z naklejkami, opowiadające o wakacyjnych przygodach Jasia u wujka i kuzynki na wsi, oraz o wakacjach Igi u kuzyna Jasia w mieście. Pokazują różnice życia na wsi i w mieście, opisują ciekawe przygody i historie bohaterów, u naszych dzieci natomiast, doskonale ćwiczą spostrzegawczość, uczą i zaspokajają ciekawość. Dzięki nim dzieci poznają nazwy miejsc mieście i na wsi, dowiadują się do czego służą dane urządzenia, zobaczą co w danych miejscach można zrobić/zobaczyć.
Podczas wakacji w mieście Iga zobaczy jak wygląda lotnisko, pobawi się na basenie i w parku rozrywki. Jaś pojedzie na wystawę zwierząt, do stadniny i pomoże przy żniwach.
To tylko część przygód jakie spotkają dzieci podczas wakacji. Nasze maluchy poza nauką, mają zapewnioną super zabawę, a rodzice... spokój na kilka chwil, lub zabawę z dzieckiem - jak kto woli :)
Książeczki są na prawdę rewelacyjne i godne polecenia.
Bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza za przesyłkę.









Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo