piątek, 4 kwietnia 2014

Czas decyzji...

Czas decyzji zbliża się u Nas wielkimi krokami.
Już prawie rok jak mamy "rozbitą" rodzinę. Wkrótce pewnie dowiemy się co dalej, trzeba będzie zdecydować. Pewnie, bo okazało się, że G. chce zostać w Belgii. Tak na prawdę wszystko zależy teraz ode mnie.
A ja?? Ja nie wiem. Poza sprawami finansowymi - bo jak mam siedzieć tu i mieć od 1 do 1 a siedzieć tam, to jasne, że wolę tu - może się to wydać głupie, ale są jeszcze kwestie rodzinne, językowe i Emilka przede wszystkim.
Jestem bardzo związana ze swoją rodziną. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym ich długo nie widzieć. I Emi swojego ukochanego Dziadzię i Babcię i "Łobuza" Kubę ;) Przeraża mnie to, że miałabym tam być sama. Bez znajomych miejsc i kątów, ludzi, sklepów i języka. Język - to mój koszmar... Angielski nijak mi do głowy nie wchodzi. Tam trzeba znać ich język. I to nie Niderlandzki, ale odłam - Flamandzki - coś jak u nas Kaszubski... Jak się go nauczyć?? Jak się poruszać tam jak nemo jestem językowe... Do szkoły na Flamandzki tam bym poszła, ale jak się go będę uczyć?? Dopóki nie nauczę nici z pracy, z pieniędzy i koło się zamyka...
I Emilka. Wiem, że dzieci jakoś łatwiej zmiany przechodzą, łatwiej i szybciej uczą się języka, ale ona jest tak ze mną związana a tu przedszkole, żłobek, wszystko obce, język obcy... Co wtedy??
Jestem przerażona i czuję, że mnie to przerasta... Na razie może 2 tyg wakacji spędzimy w Belgii. Może, bo w sumie nie wiadomo jak się wszystko ułoży. A jeśli po myśli G. to wtedy będę musiała zdecydować... Dramat :(

Blog... Jak widzicie nic się tu nie dzieje. Nie wiem ale ja jakaś dziwna jestem. Nie interesuje mnie sztuczność, naśladowanie i udawanie kogoś kim nie jestem. Z tego powodu przestałam czytać wiele blogów jakie kiedyś czytałam. Żal trochę...
Czasu mi brak - wolę czytać, malować. Jakiś taki mnie blogowym nie chciej złapał.
Dlatego... Wtorki z Książką będą się pojawiać. A reszta... Jak mnie najdzie to owszem. FB nie wiem, póki co jeszcze istnieje, chociaż wiem, że zostaną na nim tylko "najbliżsi". Niestety zasięg bloga i FB maleje, ale nie chcę sztucznie napędzać wejść, nie chcę udawać. Jeśli będzie coś co chcę przekazać, będzie czas, to się odezwę. W wolnej chwili będę natomiast uczyć się języka. A przynajmniej się starać. Będę "normalną" matką polką :P

Do następnego :)

7 komentarzy:

  1. Znam to, tez z mężem przez rok byliśmy daleko od siebie. Na dłuższą metę tak sie nie da życ. Przyleciałam do niego na święta Bożego narodzenia i tak już zostałam. Syn poszedł do przedszkola, a ja siedzę z córką w domu. Nudy... zwłaszcza, że na wsi jestem nauczona, a tu miasto. Powodzenia i mądrych decyzji życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje mi się, że dzieciaki to szybko łapią... Teraz się uczą języka. Polski mają opanowany +- i ten drugi by im naturalnie wszedł. Z każdym rokiem trudniej by im było... A Ty? Cóż, ja twierdze, że jak człowiek się nie rzuci na głęboką wodę to się nie nauczy :) Najszybciej się uczyc jak nie masz wyjścia i musisz się porozumiec :)

    Powodzenia w decydowaniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madziu, zgadzam się z Elą! Emi da sobie radę, jestem tego pewna. Ba, mam nawet pewność, że i Ty rzucona na głęboką wodę dasz sobie radę. Owszem, początki nie są łatwe, ale uwierz mi nim się obejrzysz, a będziesz śmigać po Belgii jak po swojej miejscowości, o języku nie wspominając. Myślisz, że każdy, kto decyduje się na emigrację mówi perfekcyjnie w języku danego kraju? Kochana, ja do dziś, a jestem już 7 lat na obczyźnie nie mówię perfekcyjnie, wręcz czasami jestem na siebie zła, ale jak już muszę coś załatwić to nie mam wyboru i nawet słownik idzie w ruch. Teraz jestem w ciąży i znów przede mną wizyty w szpitalu. We wtorek mam przyjść na wizytę i choć pytałam aż dwóch położnych co oznacza skrót tej wizyty i one mi powiedziały, to ja nadal nie wiem po co ja tam jadę :)
      Życzę Ci powodzenia i pamiętaj, że nawet jeśli się zdecydujesz na emigrację, a po jakimś czasie przekonasz się, że to nie dla Ciebie, zawsze masz gdzie wracać... Buziaki!

      Usuń
  3. Ja nie mam pojęcia co bym zrobiła w takiej sytuacji.. Za bardzo przywiązuję się do miejsc. I nie wyobrażam sobie życia gdziekolwiek indziej. Choć może gdyby zmusiła nas sytuacja, inaczej bym na to patrzyła. Nie wiem. Spróbować możecie, jak się tam nie odnajdziesz to przecież wrócić można zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo trudna decyzja przed Wami, ale pamiętaj, ze wszystko można odwrócić.... ważne tylko, żeby nie palić za sobą mostów, coby móc po nich wrócić do punktu wyjścia :) Myślę, że po pobycie u męża trochę Ci się rozjaśni w głowie... ja po pobycie u męża (z tym, ze ja byłam tam 3 miesiące) stwierdziłam, że nie chcę być nigdzie indziej niż tam. Na ten czas mogę nawet powiedzieć, ze znalazłam w końcu moje miejsce na ziemi... i też nie znam jeszcze języka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie zazdroszczę Ci kochana decyzji, ja większość tygodni też spędzam sama, bo mąż ciągle w delegacjach, więc rozumiem co to znaczy być "słomianą wdową'". Nieznajomość języka jest przeszkodą,ale wierzę,że do przeskoczenia;-) Widzisz tak to już jest w blogowym świecie-liczą się statystyki,lajki, pisanie codziennie-po to tylko by mieć nowy wpis, nieważne,że temat jest "od czapy". Irytuje mnie to coraz bardziej i coraz mniej rozumiem zasady rządzące blogosferą...

    OdpowiedzUsuń
  6. ja bym pojechała zamężem juz dawno, gdybym była na twoim miejscu. Uważam, ze teraz to wy właśnie tworzycie rodzinę i ona powinna być najwazniejsza. Miejsca i katy i sklepy znajdziesz i tam swoje. Nie będziesz przecież w domu zamknięta siedzieć. Bądź dzielna, dasz radę!!!!

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo