Featured

wtorek, 29 kwietnia 2014

Wtorek z Książką vol.11

Jakiś czas temu naszą akcję książkową wsparło Wydawnictwo Babaryba. Otrzymałyśmy od nich kilka książek, w tym światowe hity - o nich jednak innym razem.
Dziś pokażę Wam nasze trzy hity tego wydawnictwa, które absolutnie podbiły serca.
Ulubiona książeczka do snu, czytana już wiele razy. To nic, że opowiada zimową historyjkę ;) "Gąska Zuzia i pierwsza gwiazdka" to fantastyczna opowieść o... spełnianiu marzeń, dążeniu do ich ziszczenia i wielkiej przyjaźni.
Gąska wraz z przyjaciółmi zachwyca się Bożonarodzeniowym drzewkiem. Kiedy spostrzegają, że brakuje na nim gwiazdki, Zuzia postanawia ją zdobyć. Próbuje i próbuje, walczy z całych sił. Kiedy już się poddała, zauważa, że się zgubiła i stwierdza ze smutkiem, że została sama bez gwiazdki i bez przyjaciół. W tym momencie... :)
Przygody gąski Zuzi to przepiękna historia ukazująca prawdziwą przyjaźń. To książka cudownie wydana - twarda oprawa, z przepięknymi ilustracjami na kredowym papierze.
A co wzbudziło mój największy zachwyt? Jej dwujęzyczność :) Wydanie w języku polskim i angielskim. Dzięki temu, ja mam okazję zobaczyć jaki jest mój poziom znajomości języka i ewentualnie go podciągać, a Emi może się z językiem obcym powoli zapoznawać :) Dla mnie bomba i polecam ją serdecznie!
Kolejny hit na naszej liście, to "Na budowie".
Jest to książeczka w której nie znajdziemy ani jednego słowa. Na kilku grubych stronach przedstawiono pewną historię za pomocą obrazków. Bardzo kolorowych i w miarę realnych - w miarę, dlatego, że spotkać możemy seledynowego zająca czy różowego kota.
Ta książka to idealna propozycja na spędzanie czasu z dzieckiem, na snucie miliona różnych opowieści, lub po prostu rozmowę o tym co maluch widzi i o zmianach jakie następują.
Od pierwszych stron znajdujemy się na placu budowy w pewnym małym i pięknym miasteczku. Prace ruszają jesienią, więc aż do lata mamy okazję podziwiać ich przebieg i zgadywać cóż to powstaje.
Dla nas - genialne! Będę polować na podobne książki :)
 Ostatnia pozycja to książka Zbigniewa Lengrena "Gałgankowy skarb", z ilustracjami samego autora.
Jest to krótka, rymowana opowieść o małej Kasi, która zgubiła ukochaną szmacianą lalkę. W jej poszukiwania zaangażowana jest cała rodzina, niestety nikt nie potrafi jej znaleźć. Humor dziewczynce poprawia dopiero jej pies, który odnalazł zagubioną szmaciankę.
Cała książka jest tak fajnie napisana, że daje możliwość prób powtórzeń przez dzieci jej poszczególnych fragmentów. Zdania są bardzo proste i łatwe do zapamiętania. Ilustracje wykonane przez autora są proste, zrozumiałe i przejrzyste.
Kolejna fajna pozycja do domowej biblioteczki.
Jeszcze raz dziękuję Wydawnictwu Babaryba za przesłane egzemplarze i wsparcie cyklu :)
Polecam serdecznie :)


sobota, 26 kwietnia 2014

Wrażenia po akcji "Dwa słowa na dwa lata to o 270 słów za mało"

Nim poszłyśmy na spotkanie z Panią logopedą to sobie poczytałam o takich diagnozach, pamiętam też czego uczyli mnie na studiach. 1,5 godziny - tyle mniej więcej powinno trwać spotkanie. Nasze trwało... 30 minut. To mnie zaskoczyło i trochę jestem zła. Akcja darmowa okej, ale kurczę powinno być obliczone ile dzieci Panie są w stanie przyjąć, a nie tak szybko szybko. A co jeśli jakieś dziecko ma problem z "otwarciem" się przed obcym??

Na szczęście moja córa problemów nie miała, a ja jestem z całej reszty spotkania zadowolona. U Pani logopedy został przeprowadzony mini wywiad - od kiedy Emi nie używa smoczka, czy posługuje się łyżeczką, czy żuje i gryzie, czy ogląda TV, jak ruchowo się zachowuje, którą rączką się posługuje, kiedy zaczęła mówić, czy miała jakieś problemy.
Dowiedziałam się, że na mówienie prawidłowo "r" jeszcze ma czas do 5/6 roku życia (tak jak myślałam), na prawidłowe wymawianie głosek "k" i "g" ma czas do 3 urodzin, ale dostałyśmy wykaz ćwiczeń. Głoski "s", "z" i "dz" powinna powoli doskonalić. Generalnie wszystko w normie, jest wygadaną, fajną, pytającą i rozumną dziewczynką :)
Z ciekawostek - jest oburęczna ze skłonnością do praworęczności. Mam to obserwować i w okolicy 3 urodzin zacząć wspomagać tą rączkę, którą Emi wybierze sobie na mocniejszą.
Ponieważ jako niemowlę było u Młodej podejrzenie problemów z napięciem mięśniowym, zostałyśmy od razu wysłane do Pani fizjoterapeutki...

Jakie było moje zdziwienie gdy mąż mi mówi, że rowerek biegowy jest nie dobry dla dziecka. Stałam w szoku i nie mogłam pozbierać brody z podłogi - przecież co innego trąbią, piszą. Fakt, nie ma ani jednego złego komentarza, co jest trochę dziwne, ale...
Pani fizjoterapeutka oceniła rozwój ruchowy Emi bardzo dobrze. Ma jeszcze lekko wysunięte biodra w przód, ale zaczyna ruchy jakie obecne są u starszych dzieci (w tym momencie to już fachowych nazw nie znam). Te jej bioderka powodują ułożenie nóżek do środka, dlatego też mamy siadać po turecku i... nie jeździć na rowerku biegowym. Wypytałam o wszystko i cóż się dowiedziałam?? Że to wymysł. Generalnie dziecko jeżdżąc na rowerku 3 kołowym, ustawia sobie miednicę i biodra w pozycji prawidłowej i wzmacnia mięśnie brzuszka. Jeżdżąc na biegówce, nienaturalnie wykręca nóżki (podobnie jak podczas siedzenia na kolanach w V lub W), co u Nas jest niewskazane i generalnie nie polecane u dzieci. Emilka na biegowym jeździć nie chce i już kiedyś myśleliśmy aby sprzedać. Teraz już wiem, że tak zrobimy. Poza tym ta jej niechęć do biegówki może mieć coś wspólnego z minimalnie za małym napięciem i... problemami z wymową "k". Obserwacja i kontrola po wakacjach. Dodatkowo poleciła i pochwaliła jazdę na hulajnodze.
Na FB wiele z Was krytykowało ostro takiego lekarza który poleca hulajnogę - to zło. Polecam więc krótki filmik Pana Zawitkowskiego i jego opinię o hulajnodze ;) Oj mamy mamy, nie zawsze jesteśmy mądrzejsze od lekarza :P Filmik TU

Generalnie jestem zadowolona :) Lecę sprzedawać biegówkę, skoro młoda woli hulajnogę i jej zalecają. Poza tym będziemy stawiać na rowery zwykłe - wszyscy :P

Pozdrawiam :)

środa, 23 kwietnia 2014

Wtorek z Książką vol.10

Poczytajki 2-latka i Poczytajki 3-latka dostałyśmy niedawno od Wydawnictwa Muza. Są to cienkie książeczki, które zawierają w sobie krótkie, rytmizowane opowieści w sam raz dla małych uszu. Nie nudzą dzieci, a ciekawią. Wyjaśniają codzienne sprawy, opowiadają o tym, co najbardziej interesuje najmłodszych. Dodatkowo są doskonałym pretekstem do wspólnych chwil z rodzicami, wspomagają rozwój maluchów i zachęcają do czytelnictwa już od najmłodszych lat.
W książeczce dla dwulatków znajdziemy krótkie i proste opowiadania o codzienności - poranek, śniadanie, zabawa, popołudniowa drzemka i wiele więcej. W książeczce dla trzylatka oprócz opowieści znajdziemy wierszyki, dotyczące codziennych spraw i sytuacji - o koleżance, zabawkach, zwierzątkach, mieszkańcach łąki itp.
Obie książeczki mogą być dedykowane, to doskonały pomysł na prezent!

 Wydawnictwo Muza podarowało nam także Wierszyki 2-latka tom II.
Jest to zbiór prostych, łatwych do zapamiętania i powtórzenia, tradycyjnych wierszyków dla dzieci. Doskonałe do czytania i zabawy, do ćwiczenia pamięci. Wiele rymowanek Emi potrafi już sama powtórzyć. Wśród autorów rymowanek znajdziemy, np. Panią Ewę Szelburg-Zarembina czy Annę Kamieńską. Rymowanki o śpiącym niedźwiedziu, rudym lisku, latającej osie czy kominiarzu z pewnością każdy zna. A tam jest ich jeszcze więcej. Wierszyki dwulatka również można spersonalizować, dodatkowo dodam, że ukazały się pozycję dla trzy i czterolatków.
Wszystkie książki od Wydawnictwa Muza o których dziś wspomniałam, to bardzo piękne wydania. Twarda oprawa, kredowy papier, żywe kolory i piękne ilustracje - to na pewno zachęci do częstego zaglądania na ich strony. Starszym dzieciom z pewnością do gustu przypadnie duża i wyraźna czcionka. Dziękujemy za prezent!
Dla mam (i nie tylko) mam dziś do polecenia książkę J. W. Bastille "Zerwana więź" wydanej dzięki Wydawnictwu Novae Res. Jest to pamiętnik, historia młodej dziewczyny i zakazanej, wielkiej miłości. Główna bohaterka Agata, swoje zapiski odnajduje przypadkiem. Wspomnienia z młodości, dotyczące wielkiej i tragicznej miłości znowu odżywają.
Wraca młoda, zagubiona dziewczyna, wraca jej historia pełna problemów, wracają wspomnienia a w nich samotność i zagubienie.
Agata jako nastolatka wiele przeszła. Zaplątała się we własnych uczuciach i kłamstwach. Zagubiła się w strachu i poczuciu samotności. Nie potrafiła sobie poradzić z tym co podarowało jej życie, nie potrafiła być silna, bała się ludzi, ich reakcji.
Kiedy na jej drodze, podczas pielgrzymki na Jasną Górę stanął młody ksiądz, powoli zaczęła wracać wiara i siła. Nie wielka, najważniejsze jednak, że dziewczyna przestała dusić siedzących w niej odczuć, zaczęła pisać i w ten sposób oczyszczała swoje sumienie. Czy jednak udało jej się uporać z tym wszystkim??
"Zerwana więź" to książka dosyć ciężka, powiedziałabym nawet, że poniekąd psychologiczna, ale czyta się ją szybko i w napięciu. Historia która mogłaby spotkać każdego z nas, czasem warto zastanowić się nad tym jak my byśmy postąpili w danym momencie.
Polecam - dla zastanowienia się nad całą historią, dla "rozrywki" również, bo człowiek czyta i książka pochłania go bez reszty.
Wydawnictwu Novae Res dziękuję za wsparcie akcji i lekturę.



piątek, 18 kwietnia 2014

Wesołych :)

Młoda śpi, zostało nam upiec 2 baby i odkurzyć, więc korzystam i wpadam z życzeniami :)

Zdrowych, rodzinnych i pogodnych Świąt moi drodzy :) Uśmiechów na twarzach, szczęścia, pysznego święconego i mokrego dyngusa :)
A jak już pogadacie i się najjecie, to idźcie na spacer, korzystajcie z pogody, coby brzuszki nie urosły ;) A jeśli już, to niech Panom idzie w muły a nam... W co tam chcemy ;)
Alleluja :)
 

środa, 16 kwietnia 2014

Zabawa z Ciepełkowo ;)


Od 15.04 do 1.05 do 23:59 zapraszam na rozdawajkę w Ciepełkowo TYLKO osoby które są wśród fanów bloga na FB bądź wśród obserwatorów - tak jak kiedyś obiecałam.

Jeśli ktoś polubi teraz i się wpisze to niestety nie będzie brany pod uwagę.

Do wygrania skrzyneczka dla mamy/taty lub pudełko na kredki/skrzyneczka dla dziecka. Motyw itp ustalamy po wynikach. W zależności od chętnych, być może wylosuję 2 osoby ;)

Wpisujemy chęć zabawy POD tym postem w komentarzu. Dodajemy czy chcemy dla siebie czy dla dzieciaczka i imię/nazwisko/pseudonim pod jakim widniejemy jako fan na fb lub obserwator - będę złośliwa i będę sprawdzać :P Nie musimy udostępniać, chyba, że ktoś chce to proszę bardzo :)

Wyniki do 3.05 - później potrzebuję czas na zakup i wykonanie, także cierpliwości.

Zdjęcia nagród są przykładowe. Facebook nie ma żadnych korzyści z tej zabawy.

Zapraszam :)

wtorek, 15 kwietnia 2014

Wtorek z Książką vol.9





Kinder niespodzianka - znana również jako jajko z niespodzianką, to ulubiony przysmak chyba każdego dziecka. W zwykłym opakowaniu kryje się pyszna, mleczna czekolada, a dalej plastikowe pudełeczko kryjące niespodziankę - coś na co dzieci czekają najbardziej.

Nie, nie jest to opis czy reklama dziecięcego przysmaku. Będzie to krótka zachęta do zapoznania się z naprawdę fantastyczną książką z Serii z fasonem - Dobrze skrojona literatura kobieca. Jako pierwsza z tej serii ukazała się powieść scenarzystki serialu "Na dobre i na złe" Agnieszki Krakowiak-Kondrackiej, nosząca tytuł "Jajko z niespodzianką". Tytuł idealny, bo zarówno książka, jak i historia w niej opowiedziana, może zostać porównana do czekoladowej pyszności wspomnianej na początku.
Pod zwykłą okładką, kryje się ciekawa, bardzo życiowa i wciągająca historia Ady i jej małej córeczki. Historia mówiąca o trudach samotnego macierzyństwa, o walce i strachu o dziecko, o poszukiwaniu przedszkola i ludziach z wyższych sfer, o pracy i jej utracie. Po tych wszystkich wątkach czytelnik dochodzi do ostatniego - najfajniejszego wątku, na który każdy czeka jak dziecko na zabawkę - historii dwojga rodziców zakończonej happy endem.
"Jajko z niespodzianką" to powieść wydana dzięki Wydawnictwu Literackiemu, powieść w której znajdziemy wiele wzruszających chwil i zabawnych momentów. Powieść, którą przeczytamy jednym tchem i odprężymy się przy niej po ciężkim dniu.
Debiut Agnieszki Krakowiak-Kondrackiej, uważam za niezwykle udany. Mam nadzieję, że kolejne części Serii z fasonem będą równie ciekawe i wciągające. Będę na nie polować.
Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz tej książki, a tym samym wsparcie wtorkowej akcji.
Polecam serdecznie :)

Dziś chciałam Wam jeszcze pokazać inną książkę - dla dzieci tym razem, ale nie tylko :) Jest to książka jaką otrzymałyśmy od Wydawnictwa BIS.
"Misiowe składanki" Ewy Zielińskiej, to zbiór fantastycznych zabawek z kartonu, do samodzielnego złożenia. Ilustracje w książce na prawdę przypominają mi te, jakie pamiętam z dzieciństwa :)
W środku znajdziemy szablony, z których po wycięciu i sklejeniu otrzymamy klocki, zwierzątka, wiatrak i wiele innych.

Każda karta jest wykonana niezwykle starannie, z dbałością o szczegóły. Każda zabawka pomalowana jest żywymi, naturalnymi barwami. Do każdej zabawki jest instrukcja jej wykonania, a także strzałki wskazujące miejsca sklejenie, wycięcia i zagięcia - gdyby czasem jakiś rodzic obawiał się zabaw kreatywnych ;)
Książka to idealny pomysł na deszczowe dni dla dzieci starszych, bądź na zabawę maluchów razem z rodzicami. Każde dziecko ćwiczy posługiwanie się nożyczkami - oczywiście pod bacznym okiem rodzica lub opiekuna, klejenie; składanki rozwijają wyobraźnię, poprawiają sprawność motoryczną, wyciszają.
Korzystając z wczorajszej deszczowej aury i zbliżających się świąt, razem z Emilką zrobiłyśmy wielkanocną kokoszkę :) Zabawy miałyśmy co niemiara :) Zachęcam Was bardzo serdecznie do zapoznania się z tą pozycją, do zabaw z dziećmi i wspierania ich :) A Wydawnictwu BIS dziękuję ogromnie za tak fantastyczny prezent! :)






środa, 9 kwietnia 2014

Wtorek z Książką vol.8

Spokojnie - dziś środa - zgadza się :) Ale wczoraj z sił opadłam i cykl wtorkowy na środę przeniosłam - wyjątkowo.
Jedynie przeproszę Was za niesłowność. Napisałam wczoraj, że będą dwie książki. Będzie jedna. Święta za pasem, mnie wciągnęły zdjęcia z niedzielnej imprezy, a poza tym... Myłyśmy z Em okna, zmieniałyśmy firany, robiłyśmy pierniczki i dziewuszka dopiero padła ;)


Trzy kobiety. Trzy różne charaktery. Trzy doświadczenia, trzy postrzegania świata, trzy historie. Matka, córka i przyjaciółka. W ich historiach i burzliwych relacjach, które początkowo są dalekie od ideału (matka - córka) lub nagle ulegają pogorszeniu (przyjaciółki), jest miejsce na łzy, uśmiech, smutek, radość, nadzieję, kłótnię, zdradę i wiele więcej - całkiem jak w normalnym, codziennym życiu. Jest też miejsce dla mężczyzny - i to nie jednego.
Ela - dojrzała wdowa po pięćdziesiątce. Wkrótce po śmierci męża poznaje swojego młodego sąsiada i...
Judyta - młoda dziewczyna będąca w długoletnim związku, pewnego dnia otrzymuje upragniony pierścionek zaręczynowy, a wtedy...
Karina - wyjechała od rodziców do wielkiego miasta, gdzie pracuje, bawi się i poznaje nowych przyjaciół. Od pewnego dnia zaczyna ją łączyć coś więcej z jednym z nich. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie okazało się, że Igor jest...
Chcecie wiedzieć więcej?? To koniecznie przeczytajcie opowieść Anny Kucharskiej "Całkiem dobra książka o miłości" wydanej przez Wydawnictwo Innowacyjne Novae Res. To na prawdę dobra - świetna! - książka. Nie tylko o miłości, ale też o życiu, przyjaźni, trudnych decyzjach i ich zaskakujących skutkach. To idealna lektura do uśmiechu i uronienia łzy wzruszenia. Do chwili zadumy nad decyzjami i ich konsekwencjami. Nad życiem. Do spojrzenia na drugiego człowieka.
Książka na jeden wieczór - krótka i czyta się ją bardzo szybko i przyjemnie. Mnie się ogromnie podobała i polecam ją Wam serdecznie!
Wydawnictwu Novae Res dziękuję za wsparcie akcji i ciekawą lekturę :)
ps. Przepraszam za jakość zdjęcia - robione telefonem, bo kartę do aparatu zostawiłam u rodziców :/

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Hejter?!

Hejter - któż to taki?? Na podstawie blogowych opisów i posługując się wikisłownikiem, to osoba stale krytykująca, nienawidząca drugiej osoby i sposobu jej postępowania.
Hejterzy byli, są i będą. Zawsze. Zawsze i wszędzie znajdzie się ktoś, komu wszystko przeszkadza, ktoś kto wściubia nos w nie swoje sprawy. Nudne ma życie chyba...
U mnie hejterów nie było. Poza jednym, który sprawił, że pojawiła się moderacja komentarzy. Krytyka owszem, ale konstruktywna. Nie pozwolę by ktoś kto mnie nie zna, obrzucał mnie wyzwiskami i przeklinał. Nie. Nie u mnie.
Od tamtego momentu ani na bloga ani na pocztę nie dostawałam żadnych przykrych i chamskich uwag. A wczoraj nagle dziwna wiadomość... Że mam zamknąć blog bo czytają mnie hejterzy których znam. I udają miłych a za plecami obrabiają tyłek. Hmm nie wiem czy wierzyć czy nie, bo nic więcej się nie dowiedziałam, poza zdawkową i niezbyt miłą odpowiedzią... Mogę się domyślać skąd oni (jeśli są) i mam nadzieję, że to nie osoba którą mam na myśli...
W każdym razie nie zamknę bloga przez garstkę biednych i nudzących się osób. Czyta mnie też grupa ludzi bardzo mi bliskich, bardzo wartościowych. A hejterzy czego tu szukają?? Nie wiem, ale myślę, że ich życie musi być bardzo nudne i ubogie, skoro zamiast zająć się domem, rodziną itp wolą wtykać nos w nie swoje sprawy i krytykować. Co im to da?? Staną się lepsi?? Będą brylować w towarzystwie?? Prymitywem swoim chyba... W czym obgadują?? W życiu codziennym?? Przemyśleniach wyjazdowych?? A może cykl wtorkowy?? A z drugiej strony to ja się cieszę, że gadają. Bo to znaczy, że jestem :P Że nie jestem niewidoczna i obojętna, skoro gadają to znaczy, że daję im jakiś powód dla rozruszania "mózgu" ;)

Pozdrawiam wszystkich - biednych hejterków również ;)

piątek, 4 kwietnia 2014

Czas decyzji...

Czas decyzji zbliża się u Nas wielkimi krokami.
Już prawie rok jak mamy "rozbitą" rodzinę. Wkrótce pewnie dowiemy się co dalej, trzeba będzie zdecydować. Pewnie, bo okazało się, że G. chce zostać w Belgii. Tak na prawdę wszystko zależy teraz ode mnie.
A ja?? Ja nie wiem. Poza sprawami finansowymi - bo jak mam siedzieć tu i mieć od 1 do 1 a siedzieć tam, to jasne, że wolę tu - może się to wydać głupie, ale są jeszcze kwestie rodzinne, językowe i Emilka przede wszystkim.
Jestem bardzo związana ze swoją rodziną. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym ich długo nie widzieć. I Emi swojego ukochanego Dziadzię i Babcię i "Łobuza" Kubę ;) Przeraża mnie to, że miałabym tam być sama. Bez znajomych miejsc i kątów, ludzi, sklepów i języka. Język - to mój koszmar... Angielski nijak mi do głowy nie wchodzi. Tam trzeba znać ich język. I to nie Niderlandzki, ale odłam - Flamandzki - coś jak u nas Kaszubski... Jak się go nauczyć?? Jak się poruszać tam jak nemo jestem językowe... Do szkoły na Flamandzki tam bym poszła, ale jak się go będę uczyć?? Dopóki nie nauczę nici z pracy, z pieniędzy i koło się zamyka...
I Emilka. Wiem, że dzieci jakoś łatwiej zmiany przechodzą, łatwiej i szybciej uczą się języka, ale ona jest tak ze mną związana a tu przedszkole, żłobek, wszystko obce, język obcy... Co wtedy??
Jestem przerażona i czuję, że mnie to przerasta... Na razie może 2 tyg wakacji spędzimy w Belgii. Może, bo w sumie nie wiadomo jak się wszystko ułoży. A jeśli po myśli G. to wtedy będę musiała zdecydować... Dramat :(

Blog... Jak widzicie nic się tu nie dzieje. Nie wiem ale ja jakaś dziwna jestem. Nie interesuje mnie sztuczność, naśladowanie i udawanie kogoś kim nie jestem. Z tego powodu przestałam czytać wiele blogów jakie kiedyś czytałam. Żal trochę...
Czasu mi brak - wolę czytać, malować. Jakiś taki mnie blogowym nie chciej złapał.
Dlatego... Wtorki z Książką będą się pojawiać. A reszta... Jak mnie najdzie to owszem. FB nie wiem, póki co jeszcze istnieje, chociaż wiem, że zostaną na nim tylko "najbliżsi". Niestety zasięg bloga i FB maleje, ale nie chcę sztucznie napędzać wejść, nie chcę udawać. Jeśli będzie coś co chcę przekazać, będzie czas, to się odezwę. W wolnej chwili będę natomiast uczyć się języka. A przynajmniej się starać. Będę "normalną" matką polką :P

Do następnego :)

środa, 2 kwietnia 2014

(*)

Pamiętam jak mama zawsze opowiadała o spotkaniach z Karolem Wojtyłą. O tym jak siedzieli a On grał na gitarze i opowiadał. Zawsze jej tego zazdrościłam... Pamiętam jak mówiła o tym dniu, gdy został wybrany na Papieża. Papieża Polaka. Pamiętam opowieści o pielgrzymkach do Polski, pamiętam jak sama oglądałam transmisje z mszy.
Pamiętam jak rodzice zabrali nas kiedyś do Krakowa podczas pielgrzymki Jana Pawła II. Pamiętam chwilę gdy przeciskałam się do przodu, mama za mną, tata z bratem - byliśmy wtedy dziećmi, a Ojciec Święty był już staruszkiem... I ten moment gdy zobaczyłam go na żywo, gdy przejeżdżał i błogosławił. Widziałam go bardzo blisko i było to dla mnie ogromnym przeżyciem...
Pamiętam też chwilę gdy chorował. Byłam wtedy u rodziny w Nowym Sączu, co chwilę słuchaliśmy wiadomości. Nagle chrzestny wstał, ubrał się i poszedł do Kościoła. Kilka chwil później Papież zmarł... Pomyślałam wtedy, że będzie miał mój Dziadziuś dobrze w niebie razem z Ojcem Świętym... Pamiętam pogrzeb i moment obracania kart i zamknięcia księgi...
Pamiętam, że na pierwszą poważną randkę z G. poszliśmy pod okno Papieskie. A później chodziłam tam co rok. Modliłam się, śpiewałam, świeciłam świece. A gdy w ciąży byłam z Emilką, modliłam się do Ojca Świętego, by mi jej nie zabrał. By pomógł i by Em przyszła na świat...
W tym roku po raz pierwszy nie mogę być na Franciszkańskiej 3. Ale pamiętam. I chociaż w ten sposób mogę wysłać światełko pamięci...

(*)

wtorek, 1 kwietnia 2014

Wtorek z Książką vol.7

Korona Ziemi - najwyższe szczyty na naszym globie, które zdobyć mogą nieliczni. Najsilniejsi i najwytrwalsi. Wyprawa po dziewięć szczytów Korony Ziemi to spełnienie marzeń, ale również ryzyko, wiele wyrzeczeń, tęsknota...
"Moja Korona Ziemi" to dzienniki z dziewięciu wypraw Romana Dzidy. Zdobył on między innymi szczyt Kilimandżaro w Afryce, Mount Vinson na Antarktydzie czy Mount Everest w Azji.
Każdy pamiętnik zaczyna się w momencie pakowania bagażu, a kończy najczęściej w chwili gdy autor siedzi w samolocie w drodze powrotnej do domu. W zapiskach znajdziemy wiele ciekawych i przydatnych informacji. Opisy miejsc noclegowych, posiłków, zwyczaje tubylców, cenniki, etapy wspinaczki. Zdobywanie szczytów autor opisuje krok po kroku. Zwraca uwagę na obowiązkowe wyposażenie, na niebezpieczeństwa podczas wspinaczki, udziela cennych rad i wskazówek. Na końcu każdego rozdziału znajdują się krótkie opisy miejsc w których autor był - coś na wzór ciekawostek. Każda z wypraw udokumentowana jest kilkoma zdjęciami - obowiązkowo oczywiście z samego szczytu :)
Góry kocham - tego nie ukrywam. Bardzo podziwiam ludzi którzy się wspinają i po cichu im trochę zazdroszczę. Podziwiam ich za wytrwałość i odwagę. Dlatego też książkę przeczytałam jednym tchem - FANTASTYCZNA! O aklimatyzacji i długości takich wypraw wiedziałam. Ale o tym, że na poszczególne etapy się wychodzi po kilkanaście razy (schodzi do bazy bo pogoda zła, wychodzi na etap w celu zapoznania itp) nie miałam pojęcia. Dlatego teraz tym bardziej podziwiam takich ludzi.
Zazdroszczę siły, wytrwałości i szczęścia - tego potrzeba bardzo dużo podczas takich wypraw.
"Moja Korona Ziemi" wydana dzięki Wydawnictwu Innowacyjnemu Novae res, to lektura miła, przyjemna i odprężająca - dla każdego. Szczególnie jednak dla tych, którzy kochają góry, podróże i chciałyby się dowiedzieć czegoś więcej o, np. przebiegu takiej wyprawy. Jedyne co mnie troszkę raziło to... największe marzenie autora po zdobyciu szczytu - piwo! Tak, o piwie jest tam wiele ;) Może dlatego, że to mężczyzna, może dlatego, że Polak, a może to tylko ja zwracałam na to zbytnią uwagę ;)

Dziękuję Wydawnictwu Novae res, za ciekawą lekturę i wsparcie wtorkowej akcji :) A Was zachęcam do czytania :)

ps.
Pamiętacie, że jutro jest Dzień Książek Dla Dzieci?? :)




Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo