Featured

niedziela, 30 marca 2014

Żeby w szyjkę ciepło było :)

Matko jedyna! Czy wiecie jak ciężko coś napisać po... dość długiej jak na mnie nieobecności?? Gdy w głowie tematy siedzą, ale zebrać się ciężko bo jakiś "nie chciej" blogowy mnie napadł?? I gdy z nosa się lało, głowa pękała?? Nic to, narzekać nie będę ale zaległości mam bardzo dużo! Ogromnie!
Czas się wziąć do pracy, chociaż nie ukrywam, że blog... Nabożeństwa mi brak... Ale o tym innym razem.

Na początku miesiąca pisałam pewien zbiorczy post, w którym znalazła się wzmianka o chusteczce na szyje, jaką Em dostała od MyMinky :) Post możecie przeczytać TU :)
Tak jak wspominałam MyMinky szyje różne rzeczy - apaszki, poduszki, kocyki, robi przepiękne bransoletki i ciągle się rozwija :) Na pewno każda mama i każda mała królewna (i nie tylko, bo królewicze również) znajdą tam coś dla siebie :)
Apaszka która do Nas przyjechała, to połączenie dwóch materiałów - jednolitego różowego i kolorowego we wzorki. Nie pytajcie mnie o rodzaj, bo ja się nie znam ;) Obstawiam bawełnę :P Oczywiście kolory i wzory są do omówienia, do wyboru, do koloru :)
Z początku myślałam, że Emilkowa apaszka jest w sówki. Okazało się jednak, że mamy fantastycznie zwierzęcą osłonkę na szyje :) Są sówki i sarenki i zajączki nawet i kwiatuszki - wszystko w pięknych, pastelowych barwach :)
Apaszka test brudzenia i prania przeszła pozytywnie ;) Na zabrudzenia jest dosyć wytrzymała, aczkolwiek wiadomo, że na jasnym materiale widać szybko. Prałam ją jak wszystkie ubranka Em w 40 stopniach. Nie skurczyła się, nie farbuje. Po wyschnięciu wystarczy wyprasować i gotowa do użycia :) Na słońcu kolory nie blakną.
Wykonanie jest na prawdę bardzo staranne. Co bym dodała od siebie?? Metkę :) Żeby było wiadomo od kogo jest :) Taką malutką nawet, w końcu trzeba się reklamować :)

Em chusteczkę uwielbia. Najchętniej by się z nią nie rozstawała. Jednak ostatnio apaszka służy jako część ubioru żaby w domu ;) Zrobiło się u Nas bardzo ciepło, a podwójna apaszka jest jednak na ciepłe dni za ciepła (masło maślane :P). Jest duża, z łatwością obejmuje szyjkę większych dzieci i na pewno wystarczy nam na jesień i zimę i może kolejną wiosnę :)
Gdybym miała znowu wrócić do przydzielania ocen i punktów, to na 6 daję 6 :) Na prawdę jest świetna, jestem z niej bardzo zadowolona - cieszy mnie zwłaszcza jej wielkość :) Bardzo polecam MyMinky i dziękuję za możliwość sprawdzenia, poznania i prezencik :)

ps.
Mam nadzieję, że z postem innym niż wtorkowy, pojawię się za momencik ;)



wtorek, 25 marca 2014

Wtorki z Książką vol.6

Na dzisiejsze wtorkowe spotkanie z książką, otrzymaliśmy publikację z portalu iCzytam.pl Portal prowadzony jest przez Fundację Festina Lente, która wydaje książki dla dzieci w wieku 2-12 lat oraz specjalizuje się w e-książkach uważając, że dzięki wydaniom multimedialnym, łatwiej o zainteresowanie czytelnictwem najmłodszych. Choć osobiście e-booki uważam za ten "gorszy" sposób czytania, to nie mogę nie zgodzić się z założeniem Fundacji. W dzisiejszym świecie, w którym rodzic jest wiecznie zajęty, zabiegany i ciężko mu znaleźć czas na cokolwiek, w świecie w którym od najmłodszych lat dzieci doskonale posługują się tabletami, smartfonami i laptopami, książka elektroniczna to na prawdę świetny pomysł. Takie e-wydanie to najczęściej połączenie dźwięku, obrazu, animacji. To "idealne" wyjście dla niektórych rodziców, na zajęcie dziecka. A multimedialna książka jest z pewnością lepsza niż często ogłupiające i nowoczesne bajki w TV.
Na portalu iCzytam.pl mamy możliwość bezpłatnego pobrania aplikacji z bajkami. Znajdziemy na nim praktycznie wszystkie wersje książek "papierowych", oraz e-booki i audiobooki nie mające wersji drukowanej. Zapraszam na FanPage portalu KLIK :)
Fundacja Festina Lente prowadzi również portal dla dorosłych czytelników - Chmura Czytania - ale o nim opowiem Wam innym razem.

Książka jaką otrzymała Emilka, to opowieść o rodzinie niedźwiadków i złotowłosym dziewczątku. Dziewczynka zabłądziła podczas zbierania kwiatków i przypadkiem trafiła do chatki w lesie. W chatce tej się posiliła, przespała, wypoczęła... a później wrócili domownicy i przerażona uciekła ;) Bajeczka jest krótka, ale opowiada ciekawą historyjkę. Przy okazji w fajny sposób "ćwiczy" u dzieci zauważanie różnic, np. duży tata, maleńkie dziecko, gorąca zupa, zimna zupa. Pokazuje też hierarchie w rodzinie - mama, tata i dziecko, wspólne posiłki itp.


Co jest fajne i mnie się bardzo spodobało, to to, że książka wydana jest w dwóch wersjach - polsko i angielskojęzycznej. Przyznam Wam się, że z tej po angielsku zrozumiałam niewiele... Wstyd. Wersja Polska wydana jest w twardej oprawie. W środku znajdziemy piękne rysunki, dużą, czytelną czcionkę. W wersji Angielskiej poza samą bajką, mamy strony "aktywnego czytania" - znajdziemy tam rebusy, zagadki, kolorowanki - do niektórych z nich umieszczono na końcu książki odpowiedzi.
"Bajka o niedźwiedziach, niedźwiedziątku i o małym złotowłosym dziewczątku" została napisana w I połowie XX wieku przez poetkę Franciszkę Arnsztajnową. Ilustracje do niej wykonał Zbigniew Lengren w 1968 roku. Dodatkowo bajeczka dostępna jest w formie audiobooku na płycie CD (format mp3) wraz z innymi utworami wchodzącymi w skład "Mali, mili przyjaciele". Można również pobrać interaktywną wersję bajki na tablety i komórki.


Bardzo dziękuję Fundacji Festina Lente za wsparcie Wtorków z Książką i możliwość poznania tej ciekawej lektury :)
Wszystkim gorąco polecam :)

poniedziałek, 24 marca 2014

Kolorowe miejsca dla dzieci w szpitalach - Pokoje Życzliwości - wpis gościnny

"Pokój Życzliwości" to zbudowana od początku lub odświeżona świetlica w szpitalu na oddziale dziecięcym. 20 metrów kwadratowych - wstęp tylko dla dzieci. Przytulne sofy, specjalna kolorowa ściana, z okrągłymi półkami i dywan w szachownicę. Tak właśnie wyglądają Pokoje Życzliwości. Ideą projektu jest stworzenie na szpitalnych oddziałach takich pomieszczeń, w których dzieci czują się jak u siebie w domu oraz chociaż na chwilę zapominają o trudnej rozłące z rodzicami i szpitalnym leczeniu.
"Pokoje Życzliwości" składają się w czterech stref: artystycznej, zabawy, edukacji i czytelni. Dzieci mogą tam korzystać ze sprzętu komputerowego, telewizyjnego, gier edukacyjnych i przyborów szkolnych a profesjonalny personel dba o bezpieczeństwo i prawidłowy przebieg każdej aktywności dzieci. W ten sposób możliwe jest połączenie podczas pobytu w szpitalu zarówno zabawy jak i edukacji.
Do tej pory udało nam się wybudować/wyremontować już cztery takie świetlice: 2 we Wrocławiu, 1 w Żorach oraz 1 w Oławie. Kolejna świetlica powstanie w Szpitalu Wielospecjalistycznym w Jaworznie. Jednak kolejne 40 placówek z całej Polski czeka na swoją kolej.

Przekazując 1% Twojego podatku Sam/Sama możesz pomóc w akcji i przyspieszyć czas oczekiwania na nową świetlicę w kolejnych szpitalach! :)
KRS 0000280273

pokojezyczliwosci.pl

Stowarzyszenie Pozytywne.com

Niestety ja nie mogę pomóc. Bo wspaniałe nasze Państwo nie pozwala każdemu oddać 1%... Niektórym po prostu nie starcza... Nie wiem jakim cudem, ale tak jest. Śmieszne...
W każdym razie, gdyby ktoś z Was nie wiedział na kogo przeznaczyć, to może wspomóc Pokoje Życzliwości.

sobota, 22 marca 2014

:)

Emilka założyła na głowę czerwoną czapkę z daszkiem, daszek do tyłu - przypomniało mi to pewien dosyć znany serial ;) Ivo, Mili i te sprawy ;)
Ja: Emilka wyglądasz jak zbuntowany Anioł :)
E (z oburzeniem): Nie jestem żaden anioł! Jestem strażakiem!
To się dowiedziałam ;)

Od pewnego czasu moja córcia ma manię dłubania w uchu i smakowania co tam jest... Dziś znowu podjęła próbę, na co zareagował dziadzia
Dziadzia: Emilko nie wyjadaj z uszu. Przecież nie jesteś Shrekiem.
E: Czekaj, zaraz będę.
Buhahaha :D

Tak się cieszę, że już jej lepiej! Wczoraj 3 raz w ciągu 2,5 roku miała gorączkę. Dziś już nie, już spacerek zaliczyłyśmy. Jedynie katarek nam został, ale mam nadzieję, że i on minie szybko. Nie lubię jak ona taka bidna...

czwartek, 20 marca 2014

"2 słowa na dwa lata, to o 270 słów za mało"

To hasło bezpłatnych konsultacji logopedycznych, jakie odbędą się 26 kwietnia w całej Polsce i nie tylko. Obejmują wszystkie dzieci od urodzenia do 3 roku życia. Więcej na ten temat dowiecie się TU. Lista placówek które wezmą udział w konsultacjach, jest nadal uzupełniana.

Ja wstęp do logopedii miałam na studiach. Zaciekawił mnie on do tego stopnia, że nawet chciałam podyplomówkę zrobić, ale z pewnych przyczyn zrezygnowałam.
Pamiętam jak zaczynałam się denerwować, gdy w wieku ok. 2 lat Emilka jeszcze nie wiele mówiła. W głowie miałam wykłady, przed oczami młodsze od niej dzieci które mówiły więcej. Nie zawsze "zrozumiale" ale jednak więcej. Zastanawiałam się gdzie popełniłam błąd. Zdawałam sobie sprawę, że każde dziecko jest inne, że powinnam dać jej czas, ale gdzieś w głębi nie potrafiłam odsunąć od siebie myśli o moim pedagogicznym potknięciu ;)
Język Myszy odblokował się zaraz po 2 urodzinach. Jak wcześniej marzyłam o chwili kiedy zacznie coś więcej mówić, tak teraz zastanawiam się po kim ona to ma ;) Gada więcej ode mnie, a to już jest "źle":P Paszcza jej się nie zamyka. Recytuje, śpiewa, gada, powtarza, kłóci się, wymądrza - cała paleta :) Bardzo często ludzie pytają mnie ile ona ma lat. Nie chcą wierzyć, że zaledwie 2,5 roku. Często w odpowiedzi słyszę "Moja/mój ma 3 (lub ponad 3) i jeszcze tak nie gdacze" ;) Ja jestem szczęśliwa - lubię jej słuchać kiedy idzie "sama" na zakupy, kiedy rozmawia z ludźmi, lubię zachwyt innych ludzi i niedowierzanie w ich oczach :) Dumna jestem z niej. Ogromnie :)

Nigdy nie liczyłam jak duży jest zasób słów Emi. Byłoby to dla mnie bardzo trudne ;) Aczkolwiek mam zamiar wybrać się na bezpłatną konsultację, po to, by dowiedzieć się jak z nią ćwiczyć wymowę "k". Póki co zamiast "k" mówi "t" i moje dotychczasowe próby nic nie pomagają. Wiem, że jeszcze mam trochę czasu, ale gdybym się tylko dostała, to czemu nie skorzystać??
Was też zachęcam :)

ps.
Wczoraj Mała Mi skończyła kolejny miesiąc... Gdzie ten czas tak leci?? Czemu tak szybko uciekają te cudowne chwile, które już nie wrócą?? Czemu nie wiem jak je zatrzymać... Tak bardzo bym chciała by czas zwolnił, bym potrafiła te chwile zamknąć w kapsule czasu i móc do nich wracać co jakiś czas... Jest ciężko czasami. Pyskuje, macha łapami, nogami, ale i tak ją kocham. Najmocniej na świecie! I pomimo trudów, jest cudownie. Jestem dumna, szczęśliwa i codziennie dziękuję za Nią. Za to, że jest, że mam mój Mały Wielki Cud. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie mieć jej, że mogłabym nie być mamą. Moje życie 2,5 roku temu było inne. Wolniejsze, spokojniejsze i jak bardzo ubogie... Bardzo! Kocham Cię córeczko z całego serca!!

wtorek, 18 marca 2014

Wtorek z Książką vol.5

Czy macie w domu małe ciekawskie dusze?? Może macie małych odkrywców?? A może ciche, nieśmiałe, lekko zagubione myszki??
W zasadzie to nie ważne. Bo i ciekawskie dusze i mali odkrywcy i małe myszki, z pewnością zainteresują się małą ciekawską kaczuszką. Zainteresują i pokochają :)
Mała ciekawa kaczuszka nazywa się Omi. Omi nie boi się niczego, jest ciekawym świata kaczym dzieckiem. Wszystkie przygody kaczuszki i jej przyjaciół, zostały zebrane i opisane przez Agnieszkę Frączek i Dorotę Dziamską, oraz zilustrowane przez Beatę Kulesza-Damaziak. Panie musiały się natrudzić by tą niesforną Omi poznać, ale warto było - zapewniam ;) Dlaczego natrudzić?? Omi to kaczątko wyjątkowe
"Zwinne kółka kolorowe
wyskoczyły na podłogę.
Tutaj żółte, tam czerwone...
Ale co to!?... Dziób? Ogonek?
Skrzydła... Kuper... Kacza nóżka...
Och! To przecież jest kaczuszka!"
Gdy już Omi się pojawiła, pozwoliła napisać o sobie kilka bajek :) Znajdziecie je w serii "Origami z Wierszykami".
Cóż to za historie?? Cóż to za książki?? Rewelacyjne! Wesołe i kolorowe :) O tym jak wspomagają rozwój nie wspomnę! "Origami z wierszykami" wydane dzięki Wydawnictwu BIS, to jak wspominałam bajka o kaczuszce i jej rodzinie - między innymi siostrze Emi ;)
To również wierszyki o przyjaciołach Omi - żabce, żółwiu, sroce, latawcu, mrówce i wielu innych.
A przy okazji, to doskonała zabawa dla całej rodziny :) Czemu?? Do książki dołączone są kółka. Różnej wielkości i różnych kolorów.
W środku, przy każdym z przyjaciół małej kaczuszki, jest krótka instrukcja z jakich elementów i w jaki sposób je składać, by powstała np. mrówka :) Jak wiadomo origami to sztuka składania z papieru, ale my pomagałyśmy sobie klejem :) Trwalsze, Mysz ćwiczyła klejenie, a zwierzaki zostały na dłużej i służą do zabawy :)




Serię z kaczuszką Omi polecam gorąco! Nie widziałam jej jeszcze w sklepach, a jestem zachwycona :)








Patronat medialny nad książeczkami objęli czasdzieci.pl maluchy.pl oraz qlturka.pl
Dziękuję Wydawnictwu BIS za fantastyczny prezent :)

sobota, 15 marca 2014

Fotografów świat

Jest nieprzyjazny dla "nowych", dla tych z zewnątrz, jest zamknięty. Przypomina mi to świat prawników, lekarzy, instruktorów... Już zrozumiałabym niechęć w "dziale" fotografia noworodkowa - tam to przesyt panuje, ale samochodowa?? Rajdowa?? Miałam nic nie pisać, odpocząć, ale dzisiejszy dzień... Mam przesyt, mam dość snobistycznych, krzywych twarzy i dlatego dziś będzie o "wielkich" fotografach - alfa i omega...

Jestem amatorką. Nie mam ukończonej żadnej szkoły, żadnego kursu. Jestem samoukiem i choć wiem jak wiele mi brakuje, choć wiem co bym chciała ulepszyć, to nie uważam się za jakiegoś fotograficznego matoła, nie uważam by moje zdjęcia były tragiczne. W zdjęciach to jest tak, że wiele zależy od ich obróbki. Sam kadr, sama chwila nie wystarczy - ta chwila, to często szczęście. Osobiście nigdy zdjęć nie obrabiałam. Dopiero się tego uczę, więc jeśli chodzi o punktowanie prac wg tego kryterium, to wiadomo - odpadam ;)
Jestem amatorką - widać to po sprzęcie. Mam zwykłe amatorskie lustro z KITowym obiektywem. Marzyłam o tym od dawna i chociaż KIT już mi nie wystarcza, to nadal cieszę się jak głupia, że marzenie się spełniło. W planach oczywiście jest zakup 2 obiektywów. Co z nich wyniknie?? Nie wiem jeszcze, bo całość tym razem rozbija się już o grubszą kasę... W każdym razie nie oceniam nikogo poprzez kasę i cenę sprzętu. Nie tylko super fotografem jest ten, co ma sprzęt za 12 tys., chociaż oczywiście ma on więcej możliwości.
Jestem amatorką. Robię zdjęcia dlatego, że mnie to kręci. Dlatego, że to moja pasja. Ta największa to oczywiście samochody. A jeśli już połączyć mogę samochody i zdjęcia - to pełnia szczęścia jest :) Nie wykluczam innych zdjęć. Chciałabym próbować, w głowie siedzą pomysły, z realizacją gorzej. Nie zarabiam na tym co robię. Cieszy mnie pasja, cieszą mnie ciepłe słowa od ludzi którym zdjęcia wyślę, cieszy mnie ich doping.

Dlaczego to piszę?? Dlatego, że dziś miałam wrażenie, że stałam się największym wrogiem, największym zagrożeniem Panów fotografów na rajdzie. Tak Panów - Pań nie zauważyłam niestety żadnej w tej okolicy w której byłam... Wszystko zaczęło się od zatrzymania mnie przez policję :P Na pierwszy odcinek dzisiejszego KJS postanowiłam wybrać się na piechotę - 4,5 km, niestety skrótu jeszcze wtedy nie znałam. Przeszłam połowę drogi i mnie wrócili... Bo pobocza nie ma, bo niebezpiecznie, bo lepiej podjechać z kimś a nie łazić. Wróciłam się z pomysłem, by poprosić o pomoc i podwiezienie kolegę brata ;) Wiecie, on też zdjęcia robi i nie chciałam robić samochodowego tłoku ;) Ten kolega był z jakimś facetem (nie wiem kto to) i... cóż, chętni do podwózki nie byli. Spojrzeli na siebie dziwnie, musiałam ich prosić jeszcze 2 razy - dopiero zgodzili się, ale niezbyt chętnie... Potem mi zniknęli. Obaj mieli sprzęty profesjonalne, droższe niż auto którym jeżdżę :P
Na miejscu zostałam wygnana z mojego punktu, z powodu "Zagrożenia utratą życia". Kazano mi iść na skarpę za krzaki... Dziwnie, że kolega z którym jechałam dostał pozwolenie na "moją" miejscówę :/ Poszłam na tą skarpę, chociaż nie tam gdzie kazali. Raz, że krzaki wszystko zasłaniały, dwa, że z moim KITem niestety zasięg marny (i tak był tragiczny:() Cóż... Męczyłam się tam ponad godzinę... Zdjęcia do kitu, ja przemoknięta, 2 razy zjechałam łapiąc się po drodze drzew :P W końcu się wkurzyłam i leśnymi sposobami - zjazd na tyłku, wspinaczka krzakami - dotarłam w moje pierwsze miejsce :) Tu już dużo lepsze foty, chociaż mało bo nie wytrwałam długo na posterunku - po 2 godzinach trzepało mną z zimna, a ręce i twarz była w moim odczuciu spuchnięta - brrr... Na tym nowym miejscu całkiem przypadkiem znalazłam się koło jakiegoś Pana, którego kojarzę z twarzy ale skąd to nie wiem. Pan miał sprzęt profesjonalny i wzrok mówiący "Spadaj stąd bo pożałujesz". Każde moje zatrzymanie migawki by zamrozić pojazd, by uzyskać efekt dynamiki, było bacznie obserwowane... Głupio mi było, ale stałam dzielnie do momentu, aż "kolega" sobie nie poszedł ;) Wtedy i ja przeniosłam się w inne miejsce. I tak nastąpiło apogeum... Stanęłam oko w oko z profesjonalistą. Miałam okazję "poznać" go na jednym portalu foto. Uwielbienie włażenia w tyłek jak najczęściej i najlepiej bez wazeliny, a jaśnie Pan odpowie w momencie, który uzna za najlepszy i najkorzystniejszy dla wielbienia swojej osoby. Zdjęcia wrzuca wszystkich jak leci, a gdy ktoś zapyta gdzie zrobione, czy udostępni bo jest osobą znajdującą się na fotce (oczywiście autor itp. znane) to zaraz oskarżanie o niezdrową konkurencję czy kradzież. Dziś za to głośno wypowiadane słowa, że rajd gó****, nic się nie dzieje, jeździ sama prowizorka i prowizorka udaje, że zdjęcia robi - to pod moim adresem :P Co do rajdu, przypominam tylko, że byli to AMATORZY!! Panu nikt nie kazał przyjeżdżać...

Tak się zastanawiam teraz skąd jad?? Nienawiść?? Chyba widać, że ze mnie żadna konkurencja... Zresztą nawet gdyby, to rynek jest tak wielki, że akurat w tej dziedzinie dla każdego znajdzie się cieplutkie miejsce... Czemu kurczę nie można liczyć na jakieś dobre słowo, wskazówkę - przecież tak by miło było... Niby ludzie artyści, z duszą artystyczną, wrażliwi, a takie kurczę... Takie gruboskórne, ciężkie do ogarnięcia typy...

Idę zdjęcia obrabiać, a tak przy okazji - gdzie mogę nalepki zrobić reklamowe?? Na samochód więc duże?? :)

Aaaa i jeszcze głupota ludzka nie zna granic. Pijaństwo i darcie to już pomijam, ale żeby leźć bez zastanowienia, bez sprawdzenia czy można szybko przeskoczyć między jednym a drugim zawodnikiem, z malutki dzieckiem... I ten maluch jeszcze sam człapał... Wrzask obsługi, pisk kierowcy, który na szczęście zdążył wyhamować... To już jest skrajny debilizm!

czwartek, 13 marca 2014

Językowe trudności

O moich językowych przemyśleniach pisałam Wam już kiedyś. Nie mogłam zdecydować się na to, jakiego języka się uczyć. Czy holenderskiego - ze względu na miejsce pracy męża, czy może angielskiego - który z pewnych względów będzie mi się łatwiej nauczyć, który jest lepiej rozpowszechniony na całym świecie.
Jeśli o mnie chodzi, to niestety jestem dziwnym tworem, który nie potrafi z łatwością przyswoić języka obcego. Nie potrafię i co gorsza, zraża mnie to, przez co moje chęci i zapał do nauki jest na bardzo niskim poziomie. Źle, bo zdaję sobie sprawę, że znajomość języków obcych, to bardzo ważna sprawa i niezwykle pomocna w dzisiejszych czasach. Kompletnie nie wiem jak się przekonać, jak wyrobić w sobie systematyczność i jak efektywnie uczyć się - jeśli macie jakieś rady, chętnie ich wysłucham.
Moje podejście do nauki języków, jak i podejście do samego języka który wybrałam - zdecydowałam się jednak na angielski - jest w mojej ocenie spowodowane złym podejście do nauczania w szkole podstawowej, liceum i na studiach. W pamięci zostały mi tylko nudne i powtarzające się ćwiczenia uzupełnianki, czytanie poleceń do zadań i pisanie krótkich wypracowań. Bardzo żałuję, że nie kładło się nacisku na rozmowy po angielsku, na bezpośredni kontakt w piśmie i mowie tak, by człowiek mógł się osłuchać i przyzwyczaić. Ja niestety nie mam odwagi do rozmów w obcym języku, obawiam się, że w kontakcie bezpośrednim jak i pisanym, nie poradziłabym sobie.
Postanowiłam, że czas to zmienić. Czas się zebrać w sobie i wziąć sprawy w swoje ręce. Wybrałam angielski, ponieważ uczyłam się go 8 lat, więc po krótkim przypomnieniu na pewno będzie mi łatwiej się go nauczyć, niż holenderskiego czy innego języka. Dodatkową motywację dała mi książka jaką Emi ostatnio otrzymała. Książka dla dzieci po angielsku (ale nie jakaś łatwa), z której zrozumiałam może 3 słowa...

Jak się uczyć?? Ja z braku czasu na kursy, postawiłam na samodzielną naukę. Zakupiłam sobie w tym celu fiszki - starter i podstawy, oraz fiszki dla najmłodszych. Niestety po 8 latach nauki i 3 latach przerwy muszę zaczynać od zera. Niestety części zwrotów nawet nie słyszałam (nie sądzę bym miała je zapomnieć na amen).
Zacznę od fiszek dla dorosłych. Mnie osobiście taka forma nauki bardzo odpowiada. Jest prosta i przejrzysta, zrozumiała. Sprawdzanie przyswojonego materiału również jest bardzo wygodne. W pudełku startowym (na razie z tym walczę...) znajdziemy instrukcję, zestaw fiszek, pudełko testowe będące jednocześnie pudełkiem na fiszki i materiał opanowany, a także malutkie pudełeczko na jedną lekcję fiszek, którą możemy zawsze ze sobą zabrać.
Każda lekcja fiszek jest zatytułowana i znajduje się w niej ok 20-30 kartoników. Po zakończeniu nauki robimy test, wg. wskazówek znajdujących się na pudełku :) Oczywiście do takiego pudła dołączone są pliki mp3 do ściągnięcia z wymową wyrazów i zwrotów, a także testy :)

Fiszki dla najmłodszych, to pudełeczko z kilkunastoma kartami, na których znajdziemy cyfry (niestety nie wiem czemu tylko do 7), ubrania, kolory, zwierzęta, rzeczy, owoce. Kolorowe rysunki i angielskie słowa po jednej stronie, po drugiej polski odpowiednik.



Emilka bardzo się cieszy, że będzie się uczyć angielskiego i kiedy tylko mamy więcej czasu i spokoju na naukę i skupienie, chętnie siada do ćwiczeń. Czasem się przejęzyczy, czasem nie zrozumie znaczenia słowa, np. "Polish" rozumie jako... lizanie :P Wynajduje sobie własne zabawy z kartami - łączy je w pary - zwierzę i pożywienie :)

Ja z fiszek jestem zadowolona i polecam je każdemu. Sama jeśli tylko zbiorę się w sobie, to dokupię dalsze części. Póki co chciałabym w jakiś sposób przekonać się do tego języka, do nauki, wyrobić w sobie systematyczność. I chciałabym w jakiś sposób obeznać się i oswoić z językiem. Poćwiczyć. Poczytać książki po angielsku, porozmawiać z kimś po angielsku w mowie i piśmie.
Pozdrawiam :)




wtorek, 11 marca 2014

Wtorek z książką vol.4


Mój absolutny hit wśród książek dla dzieci jakie ostatnio miałam okazję przeglądać.
Cała książka to kilka grubych kart z kolorowymi rysunkami i wierszami, a pomiędzy nimi folia z... właśnie, z czym :)
"O stworkach ukrytych w kolorkach" to książka Elizy Piotrowskiej, wydana dzięki Wydawnictwu Diecezjalnemu. Opowiada o zwierzątkach, które z różnych względów poukrywały się w kolorach - cała paleta barw. To czy maluch je odnajdzie czy nie, zależy tylko od niego :) Znajdziemy w niej historie niebieską o pieskach, czarną o sarnach, różową o sowach, bielutką o dudkach, żółtą o kurkach i kilka innych. Każdy wiersz to oczywiście inny kolor, inne obrazki, inne "zabawy".
Dziecko poza nauką kolorów ćwiczy też spostrzegawczość. Jak?? Każda opowieść to szkic. Obraz. Przykładowo bajka zielona o słoniach. Nim zaczniemy czytać, widzimy owocowe drzewa (wg. Em to jabłonie), widzimy kwiaty i ogród.
Następnie robimy "czary mary" z folią i...
nasze drzewa zmieniają się w słonie :)
Takich kart jest więcej - cała książka.

To świetna i bardzo rozwijająca pozycja dla dzieci. Nie tylko ćwiczy spostrzegawczość o czym wspomniałam powyżej, ale wpływa też na dziecięcą wyobraźnię. Wiersze towarzyszące obrazkom, to historie powiązane z kolorami. Dzięki częstym powtórką najważniejszych wyrazów, np. białych, bielutka, białe - dzieci utrwalają kolory, dzięki równoczesnemu pobudzaniu wzroku i słuchu.
Polecam gorąco :)

A jeśli o książkach mowa, to Wydawnictwo Muza ma dla Was małe ogłoszenie, głównie do mieszkańców Warszawy i okolic :) Już Wam zazdroszczę i zapraszam oczywiście :)
Już w przyszłym tygodniu, w dniach 14–16 marca, na mapie Warszawy pojawi się wyjątkowe wydarzenie dla dzieci i rodziców. Festiwal Tere-Fere to trzydniowe święto książki dziecięcej – w programie spotkania z pisarzami i ilustratorami, rozwijające wyobraźnię warsztaty dla dzieci i wyjątkowe warsztaty dla aktywnych rodziców.
Pomysłodawcami i organizatorami wydarzenia są Muzeum Książki Dziecięcej oraz wydawnictwo MUZA SA. W dniach 14, 15 i 16 marca Dom Towarowy Braci Jabłkowskich zamieni się w pracownię dla najmłodszych, w której będzie można spotkać wybitne postaci polskiej literatury dziecięcej. Wydarzenie honorowym patronatem objęła Pani Wanda Chotomska. „Tere-Fere” to tytuł debiutanckiego tomiku wierszy autorki.
W ramach festiwalu odbędzie się szereg wydarzeń dla dzieci i dorosłych. Wśród zaproszonych autorów są m.in. Wanda Chotomska, Sylwia Chutnik, Dorota Gellner, Grzegorz Kasdepke i Agnieszka Frączek, a ilustratorów - Bohdan Butenko, Maciej Szymanowicz czy Agata Królak. Festiwal to niepowtarzalna okazja, żeby dzieci poznały pisarzy, dowiedziały się, skąd biorą swoje pomysły i jak powstają ich teksty, a także zobaczyły, jak powstają ilustracje i spróbowały swoich sił w stworzeniu własnych. Dla rodziców odbędą się spotkania i warsztaty, m.in. „męskie rozmowy” prowadzone przez SKAT – Stołeczny Klub Aktywnych Tatów. Dodatkową niespodziankę dla najmłodszych przygotowało Endo - podczas festiwalu odbędzie się loteria fantowa, w ramach której będzie można wygrać nagrody ufundowane przez firmę.
Festiwal to też idealna okazja, żeby rodzice i dzieci poznali nowe, ciekawe tytuły. Wśród wydawnictw, które potwierdziły swój udział są: Czarna Owieczka, Dreams, Dwie Siostry, Ezop, Hokus-pokus, Ładne Halo, Muchomor, Papierówka, Tashka, Tatarak, Wytwórnia i Zakamarki. Oprócz tego pojawią się księgarnie specjalizujące się w literaturze dziecięcej: Lamala i Bullerbyn. Ta ostatnia pokaże unikatowe książki w języku angielskim.
Celem festiwalu jest promowanie czytelnictwa wśród najmłodszych oraz pokazanie, że szczególnie w tym wieku kontakt z książką jest niezbędny dla prawidłowego rozwoju dziecka. Chcielibyśmy, aby spotkanie z autorami książek i ilustracji stało się wartościowym i godnym zapamiętania doświadczeniem. To pierwsze takie wydarzenie na mapie Warszawy. Przez trzy dni naszego festiwalu dzieci będą w centrum wydarzeń!
Zapraszamy na facebookową stronę festiwalu: www.facebook.pl/festiwalterefere
Pełen program festiwalu:

Codziennie od piątku do niedzieli w godzinach 11:00 – 18:00
  • targi książki dziecięcej – promocyjne ceny
  • wystawa interaktywna „Kolorowe Miasta”
  • wystawa ilustracji Roberta Romanowicza „Skarpety i papiloty ”
Piątek, 14.03

13.30 – Bohdan Butenko podpisuje książki
15.00 - spotkanie z ilustratorem Bohdanem Butenką
17.00 - spotkanie z Ewą Nowak, autorką „Nogi w szufladzie, czyli domowej historii szpiegowskiej”

Sobota, 15.03

10.30 - pokaz filmów w kinie Luna**
11.00 - spotkanie z Dorotą Gellner, autorką „Złotych koników” i podpisywanie książek
12.30 - spotkanie z pisarką Wandą Chotomską
13.30 - warsztaty architektoniczne „Wytwórnik domowy” z Agatą Królak (dzieci 5+)*
14.00 - spotkanie z Grzegorzem Kasdepke, autorem książki „Horror, czyli skąd się biorą dzieci”
14.00 - warsztaty literackie „Jak wychować mola książkowego” z Molikami (dzieci 4+)*
15.00 - spotkanie z Marcinem Szczygielskim, autorem „Za niebieskim drzwiami”
15.15 – wykład dr Grzegorza Śpiewaka „Dwujęzyczność w Twoim domu. Praktyczny przewodnik” czyli o metodzie deDOMO słów kilka
16.00 - warsztaty rozwojowe „Pobawmy się w sklep” z Joanną Gusztą (dzieci 3-5 z rodzicami)*
17.00 - warsztaty plastyczne i czytanie fragmentów książki „Klara. Słowo na Szy”

Niedziela, 16.03

11.00 - warsztaty ilustracyjne „Rysujemy najmniejszego słonia świata” z Maciejem Szymanowiczem (dzieci 5-8)*
12.00 - pokaz filmów w kinie Luna**
12.00 - warsztaty rozwojowe „Pomagajki” z Sylwią Chutnik (5+)*
13.00 - warsztaty teatralne z Pracownią ROBI SIĘ
13.30 - książki nagrodzone w III Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren na współczesną książkę dla dzieci i młodzieży
14.00 - spotkanie z autorami wydawnictwa „Dwie Siostry”
14.30 – spotkanie z Ireną Koźmińską, inicjatorką kampanii społecznej „Cała Polska czyta dzieciom”
15.00 - warsztaty rozwojowe „Pewnie, że Lotta umie jeździć na rowerze” (dzieci 4-6)*
16.00 - warsztaty ilustracyjne „Moja książka” z Piotrem Karskim (dzieci 7-10)*
17.00 - warsztaty dla ojców „Męskie rozmowy” ze SKATem (Stołeczny Klub Aktywnych Tatów)*

Wszystkie wydarzenia poza pokazami filmowymi odbywają się w Domu Towarowym Braci Jabłkowskich przy ul. Brackiej 25 i są bezpłatne

*wstęp bezpłatny, liczba miejsc ograniczona, zapisy prosimy kierować na mail: terefere@muza.com.pl

**wstęp 15zł – seans i warsztaty, bilety dostępne w kasie kina

Wszystkie osoby zainteresowane festiwalem proszę o kontakt.
Tere-fere festiwal
Weekend 14, 15, 16 marca – piątek, sobota, niedziela
Wydarzenia i festiwal rozpoczynają się każdego dnia o godzinie 11:00 i trwają do godziny 18.00
Wstęp wolny
Dom Towarowy Braci Jabłkowskich
ul. Bracka 25

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo