Featured

wtorek, 25 listopada 2014

"Mój ulubiony..." - wyniki konkursu

Cóż... Nie będę mówić, że mnie rozczarowaliście jak nigdy...
Strasznie gra mi na nerwach taka postawa - chcę! Ale najlepiej za nic. Jak coś trzeba zrobić, to już nie próbuję, bo przecież trzeba pomyśleć, ruszyć ręką, zająć się czymś...

Dziękuję ogromnie Wydawnictwu Zysk i S-ka za piękną nagrodę, którą otrzymuje Paulina
Gratulacje! Czekam na kontakt mailowy, z adresem do wysyłki nagrody!

poniedziałek, 17 listopada 2014

"Wacek i jego pies" - recenzja


"Wacek i jego pies" to bardzo mądra i wzruszająca powieść Ferdynanda Ossendowskiego. Opowiada historię Wacka Wężyka - chłopca, który stracił mamę podczas wojny i mieszkał w chłopskiej rodzinie. Pewnego dnia Wacek przygarnia psa - wilczura - którego nazywa Mikuś. Od tej chwili chłopiec i jego przyjaciel stają się nierozłączni.
Po tragedii, w której Wacek traci swoją przybraną rodzinę, wyjeżdża do gajowego i jego żony, gdzie znajduje schronienie w środku puszczy.
Książka Ferdynanda Ossendowskiego to przepiękne opisy polskiej puszczy, zwierząt jej zamieszkujących, a także zwrócenie uwagi czytelnika na życie w tamtych trudnych czasach.
Powieść poza wspaniałymi opisami, życiowymi historiami, ukazuje przepiękną i ważną relację pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem.
Stara się również odpowiedzieć na ważne pytania i pomaga odkryć sens życia i zrozumieć jego wartość.

Uwielbiam książki o tematyce II wojny światowej. Przeczytałam ich wiele. Ta poniekąd też o niej opowiada, a ponieważ brak w niej wielu mocnych opisów, drastycznych fragmentów historii, to idealnie nadaje się dla dzieci. Przyciąga je cudowną historią przyjaźni chłopca i psa, nie pozwala o sobie zapomnieć, bo każde dziecko i nie tylko, czeka na dalszy ciąg przygód, historii, na kolejne wspaniale działające na wyobraźnię opisy przyrody.

"Wacek i jego pies" Ferdynanda Ossendowskiego, ukazała się dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka.
A ja tylko przypominam, że dzięki wspomnianemu Wydawnictwu, jeszcze do soboty macie okazję wygrać tą przepiękną książkę :)

Zapraszam!

piątek, 7 listopada 2014

Nauka języków - szybko, łatwo i przyjemnie! :)

Lubicie uczyć się języków obcych?? Ja tak średnio... Jestem z tej niewielkiej grupy osób, która mózg ma zaprogramowany na coś innego niż języki obce. Ta szufladka jest u mnie zamknięta, albo zabezpieczona przed otwarciem ;)
Z pewnością na to wszystko miała wpływ szkoła. Akurat w niej trafiałam na dziwnych nauczycieli, takich, którzy woleli zadać zadanie w ćwiczeniach, zamiast z nami rozmawiać. W efekcie zwroty typu wypełnij, słuchaj i pisz, a także strzelanie na czuja jaki wyraz pasuje, mam opanowane do perfekcji ;) Gorzej z rozmową, z otwarciem paszczy na obcym terenie...
Nie jest żadną tajemnicą, że mój mąż od 1,5 roku przebywa za granicą. Dokładnie w Belgii - cudownym kraju, w którym każdy uczy się kilku języków i płynnie nimi włada - dziecko czy babcia - bez różnicy. Potrafią dogadać się z każdym - jak ja im zazdroszczę!! Co piękne - jeśli ich nie rozumiesz, mówią do Ciebie wolno, w kilku językach, używają rąk i pomocnych gadżetów, byleby Ci pomóc. Nie pokazują, że jesteś gorszy, nie wyśmiewają jak u nas, aczkolwiek dziwią się, skąd pochodzisz, że nie znasz języka :P
Będąc w Belgii 2 tygodnie, miałam okazję posłuchać, a nawet wypowiedzieć coś w obcym języku! Cóż... Skupiałam się na czasach... Na użyciu prawidłowych końcówek, na prawidłowej odmianie. Tak mnie nauczyli. Oni tam mówią jak leci, byle się dogadać, a ja stałam jak ... i myślałam "kurcze, ale zły czas, co ona do mnie mówi??". Mój mąż za to w sklepach po angielsku śmiga aż miło :)

Belgia, to nasz przyszły dom. Najpewniej i na jakiś czas - ile?? Nie wiem. Lepiej, gdy się mówi w ich języku - przychylniej patrzą, poza tym tam nie ma napisów w kilku językach jak u nas, są tylko w ich. Belgia jest francuskojęzyczna i niderlandzkojęzyczna. Niestety mąż przebywa w tej drugiej części, co gorsze w regionie, w którym mówią dialektem flamandzkim, a ten różni się od języka niderlandzkiego ;)
Zdecydowaliśmy, że będziemy się uczyć Niderlandzkiego. On zapisał się do szkoły - darmowej! A ja... A ja zostałam praktycznie na lodzie... Tu gdzie mieszkam szkół tego języka jest mało - 4?? Dodatkowo drogie, a zajęcia prowadzone wieczorem w tygodniu - jako mama, nie mogę sobie na to pozwolić. Materiały do nauki?? Ciężko znaleźć, a jeśli już, to są... dziwne. Rozczarowały mnie FISZKI mówiąc, że Niderlandzki to nie język, to bełkot... Pomoce mają cudne (fiszki do angielskiego), ale podejście... Niderlandzki to 8 język na świecie, a nie bełkot... Kupiłam więc książkę "blondynki" i słownik dla dzieci i jakoś, powoli się uczę :) A dodatkowo...

Dodatkowo zapisałam się na kurs :) Kurs dla mam, kurs dla zapracowanych, kurs dla tych, którzy mają mało czasu. Multikurs.pl to miejsce idealne :) Multikurs to platforma, która w tej chwili oferuje nam naukę 11 języków - tak, tak w tym Niderlandzki! :) - na różnym poziomie zaawansowania.
Tylko od nas zależy jak szybko nauczymy się danego języka. Słówek uczymy się za pomocą autorskiej metody MultiWords, co pozwala na szybkie i skuteczne przyswajanie nowych wiadomości. Po kursie będziemy potrafili płynnie mówić i pisać dane słowa/zdania - co przyznaję, dla mnie jest bardzo ważne, bo mam z tym problem :) Będziemy rozumieli wyrazy wypowiedziane i zapisane, poznamy gramatykę.
Nauka za pomocą platformy Multikurs.pl jest bardzo przyjemna, dzięki różnym "wspomagaczom". Obrazki, śmieszne filmiki, nagrania native speakerów, gry utrwalające, kilka różnych ćwiczeń - utrwalamy pisownię, mowę, rozumienie z NL na PL i odwrotnie, system inteligentnych powtórek.
Z tego co sprawdzałam, jest to w tej chwili jedyna tak bogata oferta językowa na rynku. Dodatkowo po zakończeniu kursu, otrzymujemy imienny certyfikat.
Multikurs.pl to skuteczna nauka w przyjemnej atmosferze, to oszczędność i elastyczność. Dla mnie te wszystkie cechy są bardzo ważne :)
Ja swoją przygodę z nauką NL i platformą dopiero zaczynam, więc na pewno jeszcze o niej usłyszycie, a Was zachęcam do darmowego wypróbowania kursu, tak na początek :) Zobaczycie, że nie będziecie żałować :)

sobota, 1 listopada 2014

"Mój ulubiony..." - Konkurs!! :)

Zapraszam na Konkurs!! :)


"Mój ulubiony bohater literacki"

Nie przerażajcie się ;) Można krótko opisać, narysować, namalować, wykleić, ulepić, odegrać scenkę, ułożyć z książek - jaki kto ma pomysł i jakie kto ma chęci :)

Nagrodą jest cudowna książka "Wacek i jego pies" - cudowna! Zachęcam do wzięcia udziału w konkursie, a już niedługo tutaj będziecie mogli przeczytać jej recenzję :)

Zasady:
1. Konkurs zaczyna się 1.11.2014, kończy 22.11.2014.
2. Wyniki ogłoszone zostaną tutaj w ciągu 3 dni.
3. Zgłoszenia proszę wysyłać na adres magdam8611@gmail.com
4. Proszę o polubienie FanPage sponsora - Wydawnictwo Zysk i S-ka, będzie mi miło jeśli polubisz Ciepełkowo (nie jest to konieczne).
5. Proszę udostępnić plakat.
6. Facebook nie ma nic wspólnego z konkursem, nie ma żadnych praw do konkursu/nagrody i korzyści w związku z jego przeprowadzeniem.
7. Zwycięska praca zostanie opublikowana na blogu.

Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Zysk i S-ka

środa, 15 października 2014

(*)

W tym roku będą 4 lata...
Ciągle boli tak samo... :(
15 październik...
(*)
www.google.pl

poniedziałek, 6 października 2014

3-letnia Emilka

Za 2 tygodnie (już nie całe) Emilka obchodzi swoje 3 urodzinki. Poważny wiek :) Mnie żal, że tak szybko czas ucieka, że dziwnie nam przelatuje między palcami i już nie wróci... Coraz częściej łapię się na wspominaniu ciąży i pierwszych chwil z Emi, na myślach, że nigdy nie chciałam żeby była jedynaczką, nigdy nie chciałam dużej różnicy wieku, a tu szans na zmianę nie ma... Trzeba z tym żyć, ja muszę nauczyć się tej myśli i życia, poukładać plany i marzenia na nowo.

Nie sposób opisać szczegółowo 3-letniej Misi :) Jaka jest tak w skrócie?? Jest absolutnie wyjątkowa!! :) Rozgadana, roześmiana, rozpyskowana i bardzo samodzielna. Panie w przedszkolu nie mogą się jej nachwalić :) Te, które same mają dzieci w podobnym wieku, nie mogą uwierzyć, że ona dopiero kończy 3 lata :) Mała samosia mi rośnie, z zamiłowaniem do zwierząt i samochodów - po mamie :P Jest moim oczkiem w głowie, skarbem i mogłabym się godzinami w nią wpatrywać :) Taki mój promyczek, lek na jesień, na zło, na chandrę - nie sposób się nie śmiać gdy się ją widzi, lub słyszy jej odzywki, dialogi :) Taka mała mamina małpeczka :)

Jedynie martwi mnie jej niejedzenie... Na prawdę mam z tym problem. Dawniej (gdy miała ok rok, 1,5) jadała fajnie, teraz nie jada praktycznie nic... Dziś przykładowo było tragicznie. Nie wiem co z tym zrobić, nie mam pomysłu, nie działają na nią żadne sztuczki jedzeniowe... Od maja nie przybrała nic na wadze... Waży 13,5 kg, za to od połowy lipca urosła 5 cm i w tej chwili ma 94 cm :) Rośnie mi dziewuszka :)
Musimy zrobić badania i mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze, że w końcu zacznie jeść...

Aaaa i ma "chłopaka" Kubusia ;)

piątek, 3 października 2014

Stary człowiek też może być... chamem!

Córa w przedszkolu, więc postanowiłam udać się na zakupy. Wchodzę do dużego marketu, a tam przed wejściem na hale korek. Na środku stoi stara kobiecina, koszyk i dziadek z laską. Wyglądali na zagubionych, każdy ich jakoś omijał powoli, ja również. Pech chciał, że gdy ich mijałam mężczyzna postanowił ruszyć i trafił mnie w ramię. Cóż, zdarza się, więc idę dalej i nagle czuję na ręce ból laski, a pod nogami przeszkodę. Dobrze, że miałam wózek, bo bym się przewróciła - dziadek podłożył mi haka!!
Spojrzałam na niego i widzę pełną nienawiści gębę - serio, inaczej nazwać nie chcę i nie mogę. Pytam grzecznie czemu mnie kopie i chce mnie przewrócić, a on syczy "Patrz jak leziesz ..." w miejscu kropek jakoś mnie wyzwał, ale nie pamiętam jak... Staram się spokojnie powiedzieć, że ja go nie ruszyłam, to on stał na środku i wlazł na mnie. Chciałam być miła przez wzgląd na wychowanie jakie wyniosłam z domu, szacunek do starszych i pamięć moich nieżyjących dziadków - dziadzia fizycznie, bardzo go przypominał. Jednak moi dziadkowie szanowali człowieka, mieli dobre wychowanie, wspaniałe maniery, nie to co tamten...
Już miałam odejść, kiedy facet mnie minął i głośno powiedział "Jak ci zaraz tym kijem przypierdolę to zobaczysz" - na sklepie cisza... Ja zaniemówiłam... Odzyskałam mowę i zdołałam wydusić coś w stylu, że jak mu nie wstyd, taki stary człowiek a taki przykład daje! Ruszyłam, bo już się zbierał do uderzenia...

Cham! Cham i prostak! Rozumiem starość, rozumiem demencję, rozumiem chorobę. Ale nie rozumiem chamstwa i skur****. Chamem się urodzisz i chamem umrzesz - taka jest prawda, założę się, że taki był całe życie. Później się nagadają tacy leciwi ludzie, jaka to młodzież niewychowana, jak to miejsca nie ustąpią, jak to się odzywają. Nie bronię nikogo, ale jacy mają być jak mają taki wzór do naśladowania?? Taki przykład??

Chcesz być szanowany?? Szanuj innych!! Jeszcze wytrzymałam gdy od kure* mnie babcia w osiedlowym sklepie zwyzywała, gdy przeprosiłam ją bo chciałam przejść, a akurat przeszkodziłam w kościelnych plotach z koleżankami... Wydarłam się o przykładzie, o słowach w ustach starszej, Bogobojnej Pani. Ale tego już nie zdzierżę.

Starość starością. Zdarzają się cudowne babcie i dziadziusiowie. Ale coraz więcej jest roszczeniowych chamów. Sorry taka prawda, taki mamy klimat. Nie szanujesz - nie wymagaj szacunku. Ja od dziś zmieniam swoje nastawienie. Koniec z ciucianiem, jak mnie jeszcze raz ktoś tak potraktuje, to puszczę wiązankę, a swój "pierd**** kijek" będzie zbierał z drugie końca marketu!

A i co ważne - mężczyzna to gatunek wymarły. Powinni ich zamknąć w klatce, izolować, zachować dla potomnych - sorry brat, sorry tato. Teraz nie ma facetów, teraz są bezjaj**, cipto** Stało dwóch młodych, żaden się nie odezwał, żaden nie otworzył ust by powiedzieć jak się zwraca do kobiety, żaden nie bronił przed uderzeniem - żal i tyle. Kobiety muszą być i facetem i babą, skoro panowie zniewieścieli i mężczyznami nazywają się ze względu na historię gatunku...

Za przekleństwa - użyte zresztą przez agresora, a także moje, przepraszać nie mam zamiaru, podobnie jak za ostry ton. To blog dla dorosłych, nie dzieci, a ja mam dość ludzkiej głupoty i chamstwa. Zwłaszcza tych, którzy powinni być dla nas przykładem!

wtorek, 23 września 2014

Wtorek z książką vol.23

Jest to historia dwóch kobiet. Kobiet, które łączy wiek i płeć. Reszta to tak naprawdę dwie różne bajki...
Sarah jest córką sędziego i plantatora. Jest kobietą o skórze białej i delikatnej, którą matka uważa za dziwadło, a ojciec za kogoś wyjątkowego. Gdy dziewczynka obchodzi swoje 11 urodziny, dostaje od matki nietypowy dla niej prezent - czarną dziewczynkę, która odtąd ma być jej osobistą niewolnicą. Jednak Sara nie chce go/jej przyjąć. Ta wyjątkowa dziewczynka wbrew wszystkim uważa, że nie można posiadać drugiego człowieka. Niestety takie myślenie tylko sprowadzi na nią kłopoty...
Czarnoskóra Szelma, w domu swojej nowej Pani nazywana Hetty, jest dziewczyną pewną siebie, zadziorną, z ogromną dumą i chęcią do nauki.
Sarah jest postacią autentyczną, jest jedną z sióstr znanych w XIX wieku z walki o prawa kobiet. Hetty, to postać fikcyjna, wymyślona przez autorkę na potrzeby tej powieści.
Zdjęcie ze strony www.google.com

Książka Sue Monk Kidd nosząca tytuł "Czarne Skrzydła", to fantastyczna powieść o południowych stanach Ameryki. To prawdziwe wydarzenia i szokująca rzeczywistość. Masa kontrastów w każdym momencie życia bohaterów. To również powieść o walce o wolność, równouprawnienie i prawa do głosu, to dzielna walka z przeciwnościami losu, to wspaniałe historie pełne ogromnej miłości i przyjaźni, to wreszcie całkiem inne spojrzenie na problem niewolnictwa. Inne, bo problem ten ukazujący jest z dwóch perspektyw - Pani i Niewolnika.

Książka ukaże się 25 września 2014 roku, dzięki Wydawnictwu Literackiemu. Prawa do jej publikacji zostały sprzedane do kilkunastu krajów, a w tej chwili trwają prace nad jej ekranizacją.

Ja ze swojej strony mogę Wam ją tylko gorąco polecać :) Ciekawe wątki, akcja, chwile trzymające w napięciu. Czyta się ją szybko i lekko i z trudnością od niej odrywa. Książka piękna, wzruszająca, ale momentami również tragiczna, smutna i przytłaczająca... Dobrze jednak, że świat się zmienia. Że na świecie są mocne i waleczne kobiety, które o te zmiany walczą. Czytajcie :)

Wydawnictwu Literackiemu dziękuję za egzemplarz :)

poniedziałek, 15 września 2014

Okrywczy domek - Dumel - recenzja

Dumel - bardzo znana firma, zajmująca się sprzedażą zabawek dla dzieci. Na rynku istnieje już 9 lat. Wchodząc do sklepu, nie sposób nie zauważyć produktów, które posiada w swojej ofercie, nie sposób pominąć wielkich reklamowych szyldów DUMEL. A mimo to, jakoś nigdy nie miałam okazji "bawić się" produktami zakupionymi za ich pośrednictwem, czy mającymi znaczek firmowy.

Kiedy zostałyśmy wybrane do testów zabawek Dumel, nie posiadałam się z radości :) Cieszyła mnie sama myśl, że Em dostania niespodziankę :) Spodziewałam się małej zabawki... Może 2 małych zabawek, a tu... W zeszłym tygodniu kurier niespodziewanie przywiózł nam paczkę. Wieeelką paczkę! :)
Podczas otwierania był jeden wielki pisk i skakanie po łóżku z radości :P Emilka dostała "Odkrywczy domek" :) Przyznaję - na początku, gdy przeczytałam, że to dla dzieci 12msc+ byłam przerażona, bo ona skończy 3 lata... Ale teraz wiem, że domek jest idealny dla starszych dzieci i... rodziców/dziadków ;)
Tak - moje dziecko przepadło w zabawie wraz z rozradowaną babcią :))
Odkrywczy domek to zabawka edukacyjna, interaktywna. Posiada 2 różne tryby zabawy. W pierwszym domek wydaje realistyczne, domowe odgłosy - dzwonek do drzwi, skrzypienie drzwi, szczekanie psa, spłukiwanie toalety, pluskanie w wannie, chrapanie, działanie pralki, kuchenki i telefonu itd. Świecą się również światła w pokoju i telewizor :) Razem z nimi gra muzyka, którą moje dziecko wprost uwielbia :) Wieczorem gasi światła w mieszkaniu i robi sobie domkową dyskotekę ;)
W zestawie dostajemy 2 figurki, telewizor i fotel.
W domku można otwierać okno, a także klapkę, za którą ukazuje nam się wnętrze kuchni. Domek jest dwupiętrowy i wraz z ludzikami, oraz dźwiękami prawdziwego domu, stwarza niepowtarzalną okazję do zabawy w... dom :) Emilka często przychodzi koleżanką do koleżanki, dzwoni dzwonkiem, otwiera drzwi, a później następuję cały szereg dialogów i długa, długa zabawa :) Na dachu domku znajduje się pokrętło, za pomocą którego możemy "zrobić" dzień i noc - oczywiście wszystko uzupełnione odpowiednimi odgłosami :) W kominie siedzi szop, u nas zwany kotem :) Który po wciśnięciu, również wydaje różne odgłosy.

Tryb drugi, to bajki i piosenki opowiadane przyjemnym dla ucha, ciepłym, męskim głosem, z bardzo fajną, wyraźną dykcją. Szybko wpadają w ucho - Emilka w tej chwili powtarza niektóre z pamięci :) Ta opcja jest rewelacyjna dla starszych dzieci. Nawet tych powyżej 3 lat :) Usłyszymy przestrogę przed otwieraniem drzwi obcym, dotykaniem ciepłej kuchenki, naukę czystości po skorzystaniu z toalety, piesku, który pilnuje domu, a także dowiemy się co zrobić i pod jaki numer zadzwonić, gdy dzieje się coś złego. Nauka połączona z zabawą - rewelacja!! Opcje przełączamy za pomocą przycisku przy psiej budzie :)

Obok domku rośnie jabłoń :) Skacze po niej małpka, wspina się wiewiórka, a dookoła jeździ samochód :) Melodyjki i fajna zabawa :)
Zabawka jest rewelacyjna. Dobra dla maluchów - dużo dźwięków, światełek, bodźców, rewelacyjna dla starszaków - opowieści z morałem, nauka domowych zwyczajów :)
Domek jest bardzo kolorowy. Barwy żywe i przyciągające uwagę :) Jest starannie wykonany, z materiałów bezpiecznych dla maluchów (ludziki są gumowe), super wykończony, z dbałością o szczegóły i bardzo trwały - mój szogunek mały, nie jest delikatny jeśli chodzi o zabawki ;)
Całość przyciąga uwagę dziecka, dźwięki wspaniale odpowiadają tym z codziennego otoczenia. Głos lektora jest rewelacyjnie dobrany, podobnie jak wiersze :)

Chociaż początkowo byłam trochę sceptyczna, to po uruchomieniu zabawki cały sceptycyzm ze mnie uleciał :) Tyle radości na buźce córci, tyle możliwości jakie daje Odkrywczy Domek :) Jest na prawdę rewelacyjny i godny polecenia!
Idealna zabawka, pierwsza interaktywna, którą mogę polecić z czystym sumieniem! Na prawdę warto :) A my bardzo dziękujemy Firmie Dumel, za wspaniały prezent, ogrom radości i zabawy i możliwość poznania ich produktów :)

Miałam wrzucić film, ale od 3 godzin się wgrywa i wgrać nie może... Filmu nie będzie :( Za to znalazłam 2 malutkie minusy :P
1. Klapka zamykająca kuchnię, mogłaby się lepiej trzymać. Tzn nie otwierać sama przy najmniejszym ruchu ;)
2. Starła nam się farba z narożnych dachówek nad oknem... Nie dużo, ale... zauważyłam ;)

W skali 1-6 daję wielką i zasłużoną 6!! :)

Udanych zakupów i miłej zabawy :)

DUMEL
DUMEL FB

ps. Udało się ;) Krótki filmik, kręcony aparatem więc wybaczcie jakość :P




wtorek, 9 września 2014

Wtorek z Książką vol. 22

Dosyć dawno nie było żadnej recenzji. Prawda jest taka, że nie bardzo mogłam się zebrać do napisania czegokolwiek, do ukończenia czytania książki, o której dziś wspomnę...

Alice Munro - zeszłoroczna noblistka, której książki znane są na całym świecie. Jest ona autorką książki "Odcienie miłości", która powstała w 1986 roku, a jej premiera w Polsce zaplanowana jest dopiero teraz - 11 września 2014.
O czym jest?? Oczywiście o miłości. O tej tragicznej, tej platonicznej, tej wielkiej i prawdziwej. Autorka przytaczając różne opowieści, ukazuje różne oblicza miłości, a jest ich tyle, że nie sposób zliczyć. Każda w pewnym stopniu powiązana jest z nadzieją, zdradą, nienawiścią.
Opowieści Alice Munro idalnie oddają czasy w których zostały napisane. Nie ma w nich tragedii, toksycznych związków, maltretowania, niechcianych ciąż, aborcji - jak to w 1986 roku ;) Dla mnie jednak książka wieje nudą... Nic się nie dzieje, czyta się ją powoli i ciężko... Brak napięcia, wartkiej akcji. Opowieści o miłości między rodzeństwem, między kobietą a mężczyzną, bez żadnych rewelacji.
Ja przyznaję, że męczyłam ją okrutnie i ledwo dotrwałam do końca, ale ktoś lubiący twórczość Alice Munro, z pewnością będzie zachwycony tą pozycją :)
Zdjęcie ze strony www.google.pl

"Odcienie miłości" w księgarniach pojawią się 11 września, dzięki Wydawnictwu Literackiemu.

wtorek, 2 września 2014

Dlaczego u nas tak cicho...

Miałam nic wcześniej nie pisać. Żadnych decyzji, żadnych wyjaśnień. Ale dostałam już kilka wiadomości prywatnych, kilka maili co się dzieje - postanowiłam, że napiszę Wam czemu tu taka cisza...

Blog będzie zamknięty. Taką decyzję podjęłam. Wszystkie zapiski dotyczące Emilki, przenoszę w tej chwili do specjalnie założonego zeszytu. Mam nadzieję, że przetrwa czas, że za jakieś 15 lat będę mogła dać Emilce taki prezent, a może nie... W każdym razie mam nadzieję, że ona go kiedyś przeczyta...

Nie zamykałam nic do tej chwili, ponieważ mam zobowiązania z których chcę i muszę się wywiązać. Idzie mi to ciężko, ponieważ skupiam się teraz głównie na nauce języka, na mojej pasji z której chciałabym czerpać niewielki zysk - odłożyć na coś, o czym marzymy razem z Em :) Mam ogromną nadzieję, że się uda...
Wolny czas spędzam z córą :) I tak mi jakoś fajnie :)

Planowałam całe zamknięcie we wrześniu, może październiku. I wtedy właśnie "zjawił" się pewien Pan z cudowną propozycją, której nie mogłam odmówić. Wiąże się ona z nauką języka, z moimi, naszymi planami przyszłościowymi. Wszystko okaże się w październiku - jeśli wypali, to blog będzie dostępny jeszcze pół roku, będę się starała pisać co jakiś czas. Jeśli nie wypali, to w październiku się z Wami pożegnam...

Tyle ode mnie i dziękuję, że zostało ze mną jeszcze troszkę osób :)

Prettige dag!

wtorek, 26 sierpnia 2014

Wtorek z Książką vol.21


Jest noc. Cisza... Nagle z oddali widać światło latarki. To dziewczynka w tajemnicy przed mamą, idzie do kuchni by napić się soku prosto z lodówki. Nagle jakaś niewidzialna siła wciąga ją do środka, a gdy zamykają się drzwi i gaśnie światło, okazuje się, że lodówka to w rzeczywistości lodowa kraina z mieszkającą w niej marzycielską Śnieżynką.
Śnieżynka opowiada dziewczynce o swoich marzeniach, a wkrótce wspólnie wyruszają na poszukiwania okropnego potwora, który okazuje się być...
Dodam, że marzenie Śnieżynki spełni się :)

Jesteście ciekawi co było dalej?? :)

Powiem tak. To absolutnie GENIALNA i WYJĄTKOWA pozycja! Cudowna niespodzianka, prezent, pamiątka dla Was i Waszych dzieci :)
To książka... Personalizowana! "Zamrożona bajka o Emilce i tajemnicach Lodolancji" tak brzmi tytuł bajki, w której główną bohaterką jest sama... Emilka :) Bajka, którą czytać możemy dzięki JestemwBajce.pl
Dostać taką książeczkę, to dla dziecka niesamowite przeżycie :) Jest na okładce, jest bohaterką, może w niej przeczytać o "swoich" przygodach :) To też super pamiątka na całe życie, na pierwszych stronach możecie umieścić dedykację! :)
Sama książka jest przepiękna. Twarda oprawa, świetne ilustracje, bardzo fajnie i dokładnie obrobione zdjęcie Em i dopasowane do postaci dziewczynki :) Czcionka duża, czytelna i papier. Papier cudny! W sumie to nie wiem jaki, bo jak dla mnie jest o wiele fajniejszy niż kredowy. Śliski, delikatny w dotyku.
Każdy egzemplarz jest robiony indywidualnie. Trzeba włożyć w to wiele pracy i serca. Popracować nad zdjęciami dzieciaczka, nad wstawieniem jego imienia. Wydaje mi się, że imię nie jest zmieniane szablonowo, bo... u nas znalazł się... Ignacy! :) Taka mała, ale fajna (przynajmniej dla mnie) pomyłka :)

Książkę Jestemwbajce.pl bardzo gorąco Wam polecam! I dziękuję za wyjątkowy, Emilkowy egzemplarz :)

środa, 20 sierpnia 2014

Konkurs - wyniki

Powinnam tu teraz napisać co myślę o tym wszystkim. Bo to nie jest fair ani wobec mnie, ani wobec sponsora, że chętnych na konkurs jest 20 osób a udział biorą jedynie 4... To jest śmieszne po prostu, jak się ludzie stali wygodni. Kliknąć lubię to i wygrać - proszę bardzo. Ale już coś zrobić, to wielki problem. Żal. Nie opłaca się nic przygotowywać... Dlatego żadnego konkursu nie będzie.
Za jakiś czas będzie mała rozdawajka, albo raczej... Będzie coś dla tych, którzy są tutaj "stale" a nie tylko z doskoku konkursowego.

Tyle ode mnie. Nie mam zamiaru milczeć i się nie odzywać, udawać, że nie widzę.

Wyniki!
Ciężko mi bardzo, ponieważ nagrody są 3 a prace nadesłane 4... 

Zestaw nr 2
Anna Dranikowska
Kwas DHa jako ludzika,który jest numerem jeden w trosce o zdrowie naszych dzieci, wygrywa z innymi witaminkami w tym wyścigu:)
Zestaw nr 3
Agnieszka Staśkiewicz
Kwas DHA gdyby był stworkiem, miałby dwie rączki, parę nóżek, a jego tułów byłby zarazem główką. Byłby mały, okrąglutki i zielony. O, taki groszek z kończynkami. I miałby ciągle uśmiech na buźce. I czapeczkę taką wielką, kapitańską.

Zestaw nr 2
Monika Płoszaj
 W załączniku ośmiornica ochrzczona przez dwulatka Pleple, symbolizująca pochodzenie DHA (dwulatek za rybami nie przepada dlatego postawiliśmy na owoce morza w innej postaci), cała ośmiornica przedstawia działanie kwasów na dziecko: duże, chociaż krzywe oczy :) i kolorowe macki symbolizują wpływ na wzrok, czapka studenta wpływ na mózg a kiedy twórca dowiedział się, że zapobiega depresji kobiet w ciąży postanowił zamontować na twarzy Pleple zabawny grymas oraz nietypowy wąsik :)




Proszę o adresy na maila. Czekam na nie 3 dni.
Monika Pujanek proszę również o kontakt ze mną :)

Gratulacje!

wtorek, 19 sierpnia 2014

Mój Przedszkolak wkrótce w kioskach!!

Witajcie w pierwszym przypominającym, powakacyjnym wpisie ;)
16 lipca pisałam Wam o super magazynie dla rodziców dzieci przedszkolnych jaki mnie odnalazł :) Dla mnie to super pomysł, wypełnienie luki na rynku magazynów o dzieciach :) Coś na co czekałam :) Dla tych co nie czytali, nie słyszeli lub zapomnieli, wrzucam link do mojej wzmianki TU Zapraszam Was również na stronę internetową magazynu Mój Przedszkolak - bo to o nim oczywiście mowa :)
Za oknem szaro buro i ponuro, jesień idzie. Dzieci już nie długo pójdą do szkół, do przedszkoli. Dla niektórych będzie to debiut! Ciężki czas dla maluchów i dla rodziców ;) A przy okazji jesieni, w kioskach pojawi się PIERWSZY! numer magazynu Mój Przedszkolak! :) Co prawda już 25 sierpnia - ale coś czuję, że tematyka w nim będzie jesienna :) Już się nie mogę doczekać :) Mam nadzieję, że go znajdę, kupię, poznam, wymacam ;) Uwielbiam czytać i mówiąc szczerze bardzo brakuje mi co miesięcznych dzieciowo-magazynowych czytanek ;)
W jutrzejszym numerze między innymi:
- jesienne przeziębienia i sposoby walki z nimi
- zapobieganie chorobom
- rysunki dziecka - kiedy powinny nas zaniepokoić
- nauka dobrych manier

Zapraszam! :)

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Powoli wracamy...

Czas naszych wakacji powoli dobiega końca... Po raz pierwszy mogę śmiało napisać, że nie chce mi się wracać. Chciałabym tu zostać... Niestety jeszcze nie możemy...
Pierwszy raz za granicami kraju. Pierwsze spotkania z obcym językiem, nie zawsze udane ;) Wielki strach i wielkie obawy. Co mogę powiedzieć teraz?? Może wyda się to śmieszne, ale... zakochałam się w tym kraju!
Uwielbiam tych ludzi, ten spokój, ciszę, czystość, drogi i... ceny ;) Ich podejście do drugiej osoby, do człowieka, pieszego, rowerzysty, kierowcy. Uwielbiam te miasteczka, domki, tą cudowną architekturę, te wspaniałe miejsca. Ciepłe morze, motyle wielkości dłoni, które siadają na ramieniu i... PINGWINY!! Tak :) To nic, że w zoo ;) Ale widziałam je! Żywe! W najstarszym zoo w Europie - cudownym! :) Ludzi - zawsze uśmiechniętych, przyjaznych, pomocnych.
Czuję się tu... super. Na prawdę super i... chyba lepiej niż w PL...
Nie mogę się doczekać aż znajdziemy coś "swojego", aż się tu przeniesiemy... Szkoda tylko, że moi rodzice zostaną tak daleko...

Czas jednak wracać. Wracać do nowych wyzwań, do planów, do marzeń. Czas wrócić i starać się po kolei wszystko realizować...

Więc wracam, a wcześniej przypominam o KONKURSIE - jeszcze macie tydzień.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Uwaga! Konkurs! :)

Nasze dzieci to skarb. Dlatego o maluchy i ich odporność, powinniśmy dbać od samego początku. Odpowiedni  zbiór witamin powinniśmy podawać im przez cały rok - w owocach, warzywach, ale też suplementach diety - zwłaszcza gdy zbliża się jesień, zatem już niebawem.

Dlatego wraz z firmą Omegamed przygotowaliśmy dla Was konkurs, o który kilka dni temu podpytywałam Was na Facebooku ;)

"Jak wyglądałby kwas DHA, gdyby był ludzikiem/stworkiem" ;)

Uruchomcie wyobraźnie Waszą i Waszych dzieci. Rysujcie, wycinajcie, wyklejajcie, układajcie, ustawiajcie, róbcie zdjęcia lub... piszcie! Co kto woli :)
Wygrywają 3 osoby!!

Zasady konkursu:
1. Konkurs trwa w dniach 28.07.2014-18.08.2014 do 23:59
2. Odpowiedzi (obrazkowe i pisemne) wysyłamy na mail magdam8611@gmail.com w tytule wpisując KONKURS. W treści proszę o podanie imienia i nazwiska, oraz informacji, który pakiet Was interesuje. Odpowiedzi pisemne wraz z wybranym pakietem, można również zostawiać w komentarzu pod postem konkursowym.
3. Lubimy Sponsora, możemy polubić również Nas, ale nie jest to warunkiem koniecznym ;)
4. Plakat można udostępnić, ale nie jest to warunkiem uczestnictwa w konkursie.
5. Wyniki podam do 20.08.2014r. Jury jednoosobowe (czyt. ja) wybierze 3 najbardziej kreatywne i pomysłowe prace/wypowiedzi.
6. Na adresy czekam 3 dni. Po tym czasie wybrani zostaną kolejni zwycięzcy.

Nagrody:
Zestaw 1 (dla kobiet w ciąży i mam karmiących):
- Vitaderol Baby + K
- Omegamed Optima
- Actiferol fe start

Zestaw 2 (dla dzieci młodszych od 1-3 lat):
- Vitaderol
- Omegamed Baby + D saszetki
- Omegamed Odporność syrop dla dzieci powyżej 1 roku życia

Zestaw 3 (dla dzieci starszych od 3 roku życia):
- Omegamed Odporność syrop saszetki od 3 roku życia
- Vitaderol Baby
- Omegamed Baby + D

Powodzenia!! :)

Sponsorem nagród jest firma Sequoia.

* tło plakatu - znalezione na www.google.pl
* zdjęcie nagród - autorstwa Sequoia
* plakat - wykonanie Ciepełkowo

niedziela, 27 lipca 2014

Wielka podróż

Zegar powoli odmierza czas. Mnie nerwy od środka zjadają, ale też nie mogę się doczekać. Jak dziecko przed pierwszą gwiazdką ;) Moja pierwsza zagraniczna wyprawa! Pierwsza zagraniczna wyprawa Em!
Pranie ostatnie porobione, bo już mi się nie będzie chciało suszyć i ogarniać tego później zwłaszcza, że na głowie jeszcze kilka spraw - zakupy, fryzjer, wizyty, sesja...
Popakowane kosmetyczki - moja i Em - a i tak jeszcze na ostatnią chwilę przed wyjazdem będę wszystko dopakowywać. Kosmetyczka z lekami spakowana - jadąc z dzieckiem, wolę mieć wszystko pod ręką. Tu w Polsce, to jeszcze szukałabym apteki, ale tam?? Tam nawet nie wiem co mają a czego nie, co się jak nazywa, czy tak samo jak u nas.
Dwie walizki - jedna duża i druga mała - dla nas dwóch oczywiście ;) Powoli i systematycznie zapełniane każdego dnia. A to książki, a to buty, ciuchy coraz częściej, wszystko wg listy jaka powstała tydzień wcześniej ;) Tak, ja lubię robić listy, lubię mieć wszystko zaplanowane, rozpisane. Wtedy czuję się bezpieczniej, czuję, że mam "władzę" nad pewnymi wydarzeniami.

Co do zrobienia zostało?? Masa rzeczy! Walizki dopakować, torbę z zabawkami Małej, kosmetyki, lodówkę z jedzeniem. Tablet, aparat z całym osprzętem, komputer... Nie wiem, chyba nie biorę. Trzeba jechać do rodziców. Zostawić im klucze, żeby moje kwiatki i rybki nie zdechły, trzeba zabrać mój mega rower :P I koszyk i fotelik dla Em.
Trzeba zabrać rzeczy dla niej do samochodu - kocyk, podusia, ubranko na przebranie, może jakaś książeczka, przyjaciela Pana Misia od Pracownia Lollipop to obowiązkowo i poduchę podróżną od Kalamati.

I co jeszcze?? Jedziemy na noc... Od 18 do... 9?? Nie wiem, jestem przerażona, choć przyzwyczajona do takich podróży. Ale z maluchem nie, nie wiem czy to wszystko co potrzebowałam?? Czy coś zapomniałam?? Mam nadzieję, że będzie spała a nie marudziła...

Trzymajcie kciuki! :)

ps. Ponoć nie jedziemy w środę a we wtorek! Aaaaaa!!


piątek, 25 lipca 2014

Ochraniacz na fotelik

Upał. Żar leje się z nieba, słońce przypieka niemiłosiernie... Ciemny samochód, ciemny fotelik.
Nie pomyślałam jednak, że fotelik może nagrzać się aż do tego stopnia. W końcu mój fotel nie jest gorący, nie parzy. A może ja tego nie czuję??
W każdym razie sadzam w nim Em i zaczyna się płacz. Nie chce się oprzeć, nie mogę jej wpiąć. Płacze, że gorące, że ją parzy...
Zaczęłam się zastanawiać co zrobić, żeby ten fotelik pozostawał chłodny, a przynajmniej nie parzył. Dawniej na przednią szybę dawało się takie osłonki. Może takie?? Położyłam jasny kocyk. Ale nie pasował mi ten pomysł. Raz, że kocyk nie trzymał tak chłodu i fotelik był ciepły, nawet bardzo ciepły, dwa, że jednak zajmował sporo miejsca...

Wtedy trafiłam na MatKids :) Jest to polska firma produkująca osłony termiczne na foteliki dla dzieci :)
Oto jak producent opisuje swój produkt:
osłonka jest uniwersalna i pasuje do każdego fotelika samochodowego
osłonka założona na fotelik niweluje nagrzewanie się całego fotelika a szczególnie metalowych klamer oraz pasów w foteliku
zapobiega oparzeniom dzieci przez rozgrzane elementy fotelika samochodowego
wykonana z materiału, który izoluje cieplnie
bardzo łatwo się ją zakłada
dodatkowym izolatorem jest powietrze "zamknięte" pomiędzy fotelikiem a osłonką
osłonka dostępna jest w różnych kolorach obszycia (aktualnie: czarnym, czerwonym, niebieskim i granatowym) 
Nasza osłonka ma czerwone obszycia - ładnie i starannie wykonane. Zakłada się ją łatwo. Wiadomo gdzie rozłożyć jej poszczególne "skrzydełka" i gdzie założyć gumkę, a w razie problemów, jest instrukcja obsługi. Jeśli chodzi o izolację ciepła i ochronę przed nagrzewaniem fotelika, to jest na prawdę REWELACYJNA!! Fotelik jest dosyć chłodny, pasy, zapięcia i inne plastikowe elementy nie parzą, są przyjemnie ciepłe w najgorszym wypadku. Córa zadowolona bo już jej nic nie parzy, nawet nie czuje dużego ciepła siadając w swoim foteliku :)
Znalazłam też plus, o których producent nie wspomina :) Wielkość produktu i łatwość jego złożenia. Szybciutko składa się go w kosteczkę, a miejsca zajmuje mniej niż mały kocyk, który kładłam na foteliku :) Można go upchnąć w każdej samochodowej szparce, można go schować w schowku na siedzeniu i nie będzie widoczna żadna wypukłość, można go wrzucić do maminej torebki (nawet tej małej) i nie będzie przeszkadzał :) Super pomysł!
Moja ocena w skali 1-6 to 6 :) Polecam gorąco!!

środa, 23 lipca 2014

Tego przedszkola unikaj jak ognia!!

Muszę to z siebie wyrzucić. Muszę, bo po powrocie do domu się poryczałam z tego wszystkiego... Nigdy, nigdy ani ja ani moje dziecko nie zostało tak potraktowane. A ktokolwiek tak zachowa się w stosunku do Em, to...

Nie będę tu rzucać nazwami. Nie chcę być oskarżona o pomówienie itp, ale jeśli ktoś z regionu będzie zainteresowany, to chętnie podam nazwę by nie narażał dziecka na stres. Żałuję, że nie nagrałam rozmowy. Chętnie poszłabym z tym do PIPu, Kuratorium lub do Ministerstwa Edukacji. A teraz to jedynie słowo przeciw słowu jest... W każdym razie takie babsko nie powinno mieć szansy pracy z dziećmi, zakładania takich placówek. Jednak to Polska... Traktujesz innych jak kupę gó*** a masz kasę, "wysocy" Cię wielbią. To kolejny powód dla którego chcę stąd zniknąć - zero szacunku dla mojego dziecka!!

Polska - kraj który chwali się przyjaznym nastawienie do młodych matek, który chwali politykę prorodzinną, który namawia do rodzenia dzieci - hahahahahahaha ŚMIESZNE!!

3 tygodnie temu dostałam z UP skierowanie do nowo otwieranego przedszkola w mieścinie gdzie mieszkam. Nie podobało mi się, że miała to być praca jedynie na wakacje, ale chciałam iść. Szczęście w nieszczęściu, że Em się rozchorowała i musiałam zostać z nią w domu, jednak nie ominęła mnie "przyjemność" rozmowy z dyrektorką, która kategorycznie zabroniła przychodzenia z dzieckiem! Na moje słowa, że córkę wychowuję sama i nie mam jej z kim zostawić, kazała mi zostawić dziecko gdziekolwiek w... urzędzie!! Matka, dyrektorka przedszkola, kobieta... Szok!
Po wykurowaniu się Em, dostałam wiadomość, że oferta jest już nieaktualna. Ufff...

Teraz dla jasności. Mam ukończone 2 kierunki studiów. Pedagogikę opiekuńczo-wychowawczą (licencjat) i edukację wczesnoszkolną (magisterka). W czasie gdy studiowałam pierwszy kierunek, w przedszkolu pracowało się już po licencjacie. Gdy kończyłam magisterkę, po edukacji wczesnoszkolnej można było pracować w szkole i przedszkolu, jak zresztą wiele moich koleżanek.
W ostatnich latach się to zmieniło i w przedszkolu praca jest tylko dla tych po przedszkolnej...

Tydzień temu znowu musiałam stawić się UP. Znowu dostałam skierowanie i znowu do tego samego przedszkola. Tym razem jednak szukano nauczyciela przedszkola do pracy od września. Pani urzędniczka przy mnie dzwoniła do dyrektorki i upewniała się, że tamta chce kogoś po edukacji wczesnoszkolnej! Tak, chciała... Wysłałam mailem swoją aplikację i dzwoniłam wczoraj. Względnie było okej, w przedszkolu będzie 1 grupa dzieci od 2,5 do 6 lat!! o.O Okej... aż tak się nie znam.... Miałam iść dziś z córką! i mała będzie się bawić, a my rozmawiać. Niestety moje dziecko wszystko słyszało, więc już od wczoraj przeżywała, że pójdzie do dzieci, do przedszkola...
Dziś od rana w kółko słyszę, że będzie grzeczna, będzie się bawić z dziećmi, powie Pani, że chce siku itp itd.
Umówione byłyśmy na 9. Od 8:45 grzecznie czekałyśmy pod zamkniętym budynkiem i dopiero po 9 przypadkiem ktoś nas zauważył i otworzył. Zostawiłam z boku siateczki, przyszła dyrektorka. Nie stara, ale dziwna i mało przyjemna... I cóż... Okazało się, że nie mam kwalifikacji do nauczania w ogóle!! Czujecie?? Biedna nie potrafiła nawet w papierach informacji o tym znaleźć i tak po prostu stwierdziła... Później powiedziała, że mam kłopot i dziwną relację z dzieckiem, bo jesteśmy za mocno związane :O Zaproponowała wizyty w przedszkolu przez kilka dni, żeby zobaczyła jaka ze mnie matka w stosunku do własnej córki na tle grupy - hęęę?? Następnie powiedziała, że potrzebuje od zaraz pomocy - tzn. sprzątanie, mycie, wynoszenie garów, mycie ich itp itd. A ja tylko do tego się nadaję... Sorry, ale nie po to kończyłam 2 kierunki żeby teraz siedzieć i robić za woźną! Tak, to ja chętnie popracuję w Belgii. Język podszkolę, zarobię godziwie a moje dziecko będzie z szacunkiem traktowane, a nie tu... Do takiej pracy to idą osoby po podstawówce, a ja na skierowaniu wyraźnie miałam "nauczyciel przedszkola". Ojjj wściekła się i wtedy zaczęło się najgorsze :(

Chciałam zabrać Em i iść na spacer. Jednak dyrektorka stwierdziła, że obiecała Misi nagrodę i pójdzie pobawić się dziećmi. Miała się bawić... Obie zostałyśmy wprowadzone do jedynej salki w przedszkolu, w której siedziało 4 dzieci i 6 nauczycielek... Dzieci były w wieku ok. 4,5 lat. Nikt nie popatrzył na Emi, nikt nie ruszył w jej stronę. Biedny chłopiec gdy mnie zobaczył, rozpłakał się, że on też chce mamusie... 6 nauczycielek zamknęło dzieci w kręgu i razem z nimi liczyło... Skoro mojej córy nikt nie wziął, a ona malutka, to stała z boku grzecznie i oglądała zabawki. Wzięła do rączki plastikowy śrubokręt... Wtedy dyrektorka zwróciła pracownicy uwagę, że ma dziecko poza grupą. Ta chwyciła Małą za nadgarstek i ciągnie w środek. Misia z przerażeniem patrzy na mnie i woła "Mamo nie chcę". W tym momencie dopada dyrka, wyrywa mojej córce śrubokręt i... wyrzuca nas za drzwi!! Na odchodnym chamsko stwierdziła, że powinnam zapisać do nich dziecko (za 600 zł czesne) żeby się uspołeczniło! Jak do cholery ma się uspołecznić takie maleństwo w ciągu 2 minut!! 2 minuty!! Dłużej nas tam nie było!! 2 minuty, obce miejsce, dziwni ludzie.
Emi się rozpłakała... Bo ona chciała do dzieci, bawić się chciała... Dyrka zrobiła to, o czym wiedziała, że zrani Em, że ona płacze bo z dziećmi się nie ma gdzie bawić...

Nie pojmuję jak można być tak podłą osobą!! I ta podła osoba ma przedszkole!! To jest śmiech na sali!! Potem znowu w TV będą reportaże o biednych bitych i nękanych dzieciach tak?? Jak można maluchy zebrać w jedną grupę, maluchy w różnym wieku?? Jak można pozwolić na otwarcie przedszkola przez kogoś takiego?? Jak??

Emi mi żal... Ona już chyba zapomniała, ale mnie nadal tkwi gula w gardle... Podłe babsko... :(

wtorek, 22 lipca 2014

Gdy energii brakuje, Green Coffe Max Cię uratuje! ;)

Wiosna... Wiosna to czas, kiedy zwykle brakuje nam sił, kiedy czujemy się rozdrażnieni, rozkojarzeni. W lecie jest ciut lepiej, na jesieni dopada nas chandra, a zimą... Zimą to już najchętniej każdy zapadłby w zimowy sen jak tatrzańskie misie ;)
Odkąd na świecie pojawiła się Em, zniknęły moje melancholijne jesienne wieczory, moje rozkojarzenia i rozdrażnienia wiosenne, moje długie sny zimowe ;)
Odkąd zostałam z Em sama, pojawiło się wiosenno-letnio-jesienno-zimowe zmęczenie (czasami, nie zawsze). Pojawiły się jesienne chandry, gdy dziecię me spać już poszło.

Późną wiosną, po jednym z wpisów w którym narzekałam o tym, że wyspać bym się chciała i że licho jakieś mi energię zabrało, odezwała się do mnie Pani z firmy PR, z propozycją przetestowania suplementu diety, który w cudowny sposób miałby dodać mi sił i energii ;) Zastanawiałam się jakiś czas nad tą propozycją, aż w końcu postanowiłam ją przyjąć ;)

Green Coffe Max to suplement diety wypuszczony na rynek przez firmę BS FARM (BS SUPLE). W opakowaniu znajduje się 60 tabletek z kofeiną, która wzmacnia zdolność koncentracji i pomaga zwiększyć czujność. Opakowanie wystarcza na 2 miesięczne wspomaganie organizmu :) Polecane jest szczególnie dla osób mających pracę umysłową i studentów.
Zdjęcie z www.google.pl
60 tabletek o których wspomniałam, to w zasadzie białe kapsułki. Rozpuszczalne. Są duże, ale dzięki ich opływowemu kształtowi, łatwo je połknąć. Piszę o tym dlatego, że ja od dziecka miałam problem z tabletkami i do dziś pozostał mi do nich... wstręt ;)
Co do samego działania suplementu. Efekty zaczęłam odczuwać dopiero po upływie miesiąca, co w mojej opinii jest okej. Gorzej, gdyby było to szybciej, wtedy bym podejrzewać mogła różne rzeczy ;) Nie wiem czy to zasługa Green Coffe Max, ale jestem trochę "żywsza" i mniej roztrzepana ;) Ponieważ ciągle sama z Em, to pozostaje mi wierzyć cudownym zasługom tego suplementu :) Inaczej sprawdzić jego działania nie mogę ;)

Podsumowując, kto studiuje i ma sesję, kto ciężko głową pracuje, komu ciężko się zebrać w sobie i trzeźwo myśleć na co dzień i kto musi być nastawiony non stop na odbiór, temu polecam Green Coffe Max :)
Daję 5 ;)

niedziela, 20 lipca 2014

Panika czy normalny odruch...

Wróciłam z zakupów. Samochód zostawiłam na chodniku pod blokiem, jak wszyscy inni lokatorzy.
Wieczorem zmęczona położyłam się wcześniej spać. Już prawie zasypiałam w ciemnym pokoju, kiedy wpadł brat "Gdzie masz kluczyki?? Dawaj kluczyki. Ludzie krzyczą, że się pali 2 klatki dalej, trzeba odjechać". Pamiętam, że kluczyki zostawiłam w spodniach, ale z tych nerwów nie mogłam znaleźć spodni, choć leżały na fotelu. 2 razy je macałam i nic... Znalazłam w końcu... On poleciał odjechać, tata poleciał za nim. Ja zostałam w domu z mamą i śpiącą Emi. Za bratem odjechał jeszcze jeden facet i wjechała straż. Ekspresem. Jeden wóz, drugi, za tym drugim trzeci. Stałam w oknie i patrzyłam, co kilka sekund biegłam do pokoju zobaczyć czy córa śpi.
Jeszcze pierwszy wóz się nie zatrzymał, a już wyskoczyło z niego kilku strażaków, już wyciągają sznur i biegną do klatki. W pewnym momencie wyskoczyło z niej 3 strażaków, machając rękami, biegnąc do wozu i krzycząc "Bomba! Bomba! Bomba!".

Odskoczyłam od okna... Nie wiedziałam co robić... Bomba... Znaczy, że coś może wybuchnąć, 2 klatki dalej. Uciekać?? Zostawać?? Pytam mamy co oni krzyczeli, upewnić się chciałam. Mama krzyczy, że nie wiem. Panowie na dole, nie możemy się do nich dodzwonić. Myślę idę na dół zapytam. Ale za chwilę myśl - a jeśli nie zdążę wrócić?? A jeśli mnie nie pozwolą już wejść??
Szybko zmieniłam spodnie, zostawiając tylko górę od piżamy. Szybko złapałam telefon, klucze i śpiącą Emilkę. Wybiegłam na zewnątrz, zastanawiając się po drodze czy nie będzie jej zimno, a w razie czego na dole jest mój brat z kluczykami od samochodu. Poszłam z nią na drugi koniec bloku, byle dalej... Opis długi, ale to były sekundy, momenty...

Na zewnątrz było pełno ludzi. Straż, policja, karetka i oczywiście gapie... Po kilku minutach wywieźli nieprzytomnego faceta... A potem skończyła się akcja...

A ja się zaczęłam zastanawiać, czy dobrze zrobiłam... Bo może "Bomba" w żargonie straży to butla z gazem?? Przecież nie zarządzili ewakuacji, a ja po prostu spanikowałam... Obudziłam Em, wybiegłam z nią z domu niepotrzebnie... A z drugiej strony - czy gdyby coś, to bym zdążyła?? Wiem też, że moje reakcje muszą być szybsze... Nie zastanawiać się i tracić czasu, ale działać.

Kiedyś się zastanawiałam co bym zrobiła w podobnej sytuacji. Zabrałabym najważniejsze rzeczy - córę, kluczyki od samochodu, komórkę i aparat.
Zabrałam mój najcenniejszy skarb - córę i wyszłam. Zostawiłam resztę. Komórkę chwyciłam, bo mama została w domu. Zadzwoniłabym do niej gdybym się coś dowiedziała. Tak też zrobiłam...

Być może głupia spanikowałam. Ale Em jest dla mnie najważniejsza... I tylko o tym myślałam żeby ona była bezpieczna...

sobota, 19 lipca 2014

Eurowakacje

Czekałam na tą chwilę długo. Bardzo długo. I nie dlatego, że to "euro" tam widnieje, to raczej taki "przekąs" mój malutki ;) Ale wakacje! Wyjazd, odpoczynek (haha dobre :P), zmiana klimatu, miejsca, coś nowego i przede wszystkim nowość dla Em! Z moimi rodzicami na wakacje jeździliśmy co roku, na wycieczki również. Ja z Em na wycieczki niestety nie jeżdżę. Źle mi z tym, ale tak samej... Jakoś się zebrać nie mogę. Za to wakacje - mus!!

Jestem taka, że muszę mieć wszystko zaplanowane wcześniej, dopięte na ostatni guzik, takie oczekiwanie uwielbiam :) I nawyk nauczycielski - zeszycik, rozpiska, lista i odhaczanie ;) W tym roku nie ja planowałam niestety... Nie ukrywam, że jestem wykończona tym oczekiwaniem, tą niepewnością, a to przecież nie koniec...
Od stycznia prosiłam, pytałam co z wakacjami. Czekaj do maja - czekałam. Czekaj do czerwca - czekałam. W końcu doczekałam się w połowie lipca - super nie?? Dla mnie tragedia... No ale... Jedziemy do Belgii. Zostałam niejako przymuszona, bo Młodej to w zasadzie wszystko jedno ;) O Belgii i przygotowaniach do wyjazdu, jeszcze coś się pojawi. Myślę, że w tym tygodniu nadchodzącym ;)

Prawdą jest to co piszą i mówią - im dłużej żyje się z dala od siebie, tym gorzej. Oczywiście są rodziny, którym taka rozłąka nic nie robi. Żyją jak dawniej. Znam i tych nielicznych, których rozłąka zbliżyła do siebie. A ja?? U nas rozłąka posypała do końca to, co już i tak było w rozsypce...
Ja to teraz już nie wiem co czuję... Z jednej strony mi źle jak się nie odzywa, chociaż i tak już tematów do rozmów nie mamy. Boję się i martwię jak ma jechać, czy szczęśliwie dojedzie, nie potrafię sobie wyobrazić co by było... Nie, nawet nie chcę o tym myśleć...
Z drugiej strony się krępuję, wstydzę... Dziwne, bo to przecież mąż od lat 4 ponad, a ja mam wrażenie, że obcy człowiek... Że po prostu jakiś facet mieszka sobie tymczasowo... Kiedyś jeszcze doczekać się nie mogłam, a po ostatnim pobycie, gdzie siedzieliśmy w jednym pomieszczeniu jak obce "jednostki", to już spokojniej do tego podchodzę.
Mimo wszystko mam stres... Bo to pierwszy tak "długi" AŻ 3 tygodniowy pobyt razem od roku...
Po raz pierwszy nie ja planuję. Po raz pierwszy jestem zdana na niego w pełni - jego miasto, jego kąty, jego znajomi, jego samochód, jemu dobrze znana trasa... A ja?? Ja sama z maluchem w obcym miejscu, wśród obcych ludzi. Bez znajomości języka. Po raz pierwszy za granicą...

Będzie dobrze! Musi być...
Ik geloof erin!
(I belive in it!)

czwartek, 17 lipca 2014

Do E...

Emilko... :) Ten blog, to nie tylko mój świat. To również pamiętnik pisany z myślą o Tobie... Pewnie nie będziesz pamiętać tych dni, które teraz mijają, więc powiem Ci, że lepiej i szybciej mi przerzucać myśli na wirtualnych kartkach niż na papierze. A w głębi duszy wierzę, że mimo wszystko ten elektroniczny papier wytrzyma dłużej niż kartki, które przecież mogą się zniszczyć, zgubić...

Wiesz... Mama to taka dziwna osoba. Taka co kocha szalenie, ale i złości nie potrafi schować. Przynajmniej ja. Przepraszam Cię za tą złość ostatnio, za brak cierpliwości... Tak mi czas szybko ucieka, tak mi doroślejesz w ekspresowym tempie, że już sama nie wiem jak sobie z tym radzić. Bawić się, śmiać czy zamartwiać, że pewne dni, już nie wrócą...
Uwielbiam takie chwile jak ostatnio. Gdy się razem bawimy, tulimy przed snem i o poranku. Gdy mamy swoje małe sekrety. Uwielbiam na Ciebie patrzeć moja mała dziewczynko :) Jak rośniesz, pięknie tańczysz, recytujesz, układasz puzzle. Cieszy mnie każda Twoja nowa umiejętność, każdy Twój mały sukces i każda Twoja radość. Dziękuję Ci za to, że zwracasz moją uwagę na drobnostki, szczegóły, których pewnie nigdy sama bym nie zauważyła. Na chmurę w kształcie konika morskiego, na jaszczurkę wygrzewającą się w słońcu. Dziękuję za wszystkie małe drobnostki, za powrót do dzieciństwa gdy mogę przy Tobie po tylu latach poskakać na skakance i umiem! Naprawdę umiem! A Ty nie śmiejesz się ze starej, wielkiej matki, ale jesteś dumna z tego co wyczyniam :) Widać to w Twoich pięknych oczkach, w najcudowniejszym na świecie uśmiechu :) Dziękuję za to, że chce mi się wstawać każdego dnia, zwłaszcza gdy widzę Twój cudowny łobuzerski uśmieszek :) Dziękuję za zrozumienie, tulenie, dbanie o mnie gdy coś boli, lub mi źle. Jesteś taką mądrą dziewczynką... Najwspanialszą córeczką pod słońcem!

Patrzę tak na Ciebie gdy zaczynasz się bawić sama... W odgrywanie scenek... Gdy mówisz do siebie, z samochodzików tworzysz rodzinę. Tak mi wtedy dziwnie w sercu, że narzekam jak to się sama nie pobawisz, nie zajmiesz sobą. A jak już to robisz, to mi smutno, bo właśnie w takich chwilach dociera do mnie, że za moment nie będzie już mojej małej, przytulaśnej, potrzebującej uwagi córci, ale będzie duża i samodzielna pannica.

Czasem mi tylko troszkę przykro... Że w Twoich zabawach jest tylko tata i tata... Że jadąc do dziadzi, tylko jego widzisz, jego uwielbiasz. Mnie wtedy nie pozwolisz się tknąć, czasem zbliżyć, czasem krzyczysz, złościsz się lub kopniesz... No dobrze, to ostatnie zdarzyło się raz, ale... Wiem, że masz mnie na co dzień, wiem, że potrzebujesz taty, wiem, że mama to nie wszystko i niestety ona nigdy go nie zastąpi...

Będzie tata. Obiecuję Ci. Zrobię wszystko żebyś była szczęśliwa, uśmiechnięta i radosna. Żebyś miała cudowne wspomnienia, tylko... nie doroślej mi tak szybko...

Kocham Cię bardzo, najmocniej na świecie i dziękuję, że to właśnie ja mogę być Twoją mamą. Dziękuję za to, że jesteś :****

środa, 16 lipca 2014

Mój Przedszkolak

Jestem Mamą :) Jestem z tego dumna, tego nawet nie ukrywam :) I chociaż mam wokół siebie mądrych, starszych ludzi, którzy udzielali mi nieraz rad i wskazówek, lubiłam poczytać "mamowe" gazetki. Jednak pisane innym językiem, jednak mające inne spojrzenie na różne sprawy, podążające czasem za modą - raz dobrze, raz źle. Czytałam takie gazetki aż do momentu gdy Emilka skończyła 1,5 roku... Później już z nich wyrosłam razem z moim dzieckiem... Dlaczego?? Dlatego, że większość czasopism nastawiona jest na dzieci w wieku ok 1 roku lub do 1 roku, później już nie. Dlatego, że większość porusza tematy ciąży, porodu i opieki nad noworodkiem. A ja szukałam czegoś innego, czegoś dla rodziców starszych dzieci. Przecież my też chcemy mieć fajną publikację z której dowiemy się różnych, ciekawych informacji. Może i wiemy o niektórych, ale zawsze dobrze jest mieć wszystko zebrane w jednym miejscu, napisane przystępnym językiem. Szukałam czegoś dla rodziców prawie przedszkolaka - przecież moja córa już przedszkolakiem mogłaby być - prawda?? Nie znalazłam nic...

Do czasu ;) Do czasu aż cudowne czasopismo odnalazło mnie :)
Mój Przedszkolak, to cudowny, bezpłatny magazyn dla rodziców dzieciaczków w wieku Emilki i starszych, a także dla samych przedszkolaków :) Razem z rodzicami dba o zdrowie maluchów, ich bezpieczeństwo, a także wspiera ich rozwój. Wszystkie artykuły i informacje jakie w nim znajdziemy, pisane są przez specjalistów - psychologów, logopedów, lekarzy, nauczycieli, którzy pracują z dziećmi, z rodzicami i stale doskonalą swoją wiedzę.
Co mnie zachwyciło?? Aktualność porad i artykułów, a także to, że wszystkie ważne informacje mogę znaleźć w jednym miejscu. Nie muszę godzinami siedzieć i szperać w "wujku" google. Otwieram magazyn i mam :) W aktualnym, letnim numerze, znalazłam kilka ważnych kwestii, które z pewnością przeczytam sobie przed wakacjami w Młodą. W końcu nie codziennie jeździmy tak daleko ;) Jakie artykuły mam na myśli?? Bezpieczeństwo dziecka nad wodą, jak radzić sobie gdy malucha ugryzie jakiś owad, jak chronić naszą pociechę przed upałem, temat numeru "Zatrucia pokarmowe - wakacyjny problem". Dodatkowo informacje o zbawiennym wpływie wody, o dobroci ryb - oczywiście wszystko na zdrowie :) Porady dla rodziców, których pociecha dopiero zaczyna szkolną przygodę, porady jak przetrwać wakacyjną podróż wraz z propozycjami zabaw, propozycje książkowe na wakacje i nie tylko. Podoba mi się, że w czasopiśmie poruszane są ważne kwestie psychologiczne, które przecież dotykają nawet tak małe dzieci jak przedszkolaki, a na które my rodzice nie zawsze zwracamy uwagę - w aktualnym numerze - dziecięce kompleksy.

Czasopismo Mój Przedszkolak napisane jest bardzo przystępnym, prostym, "lekkim" językiem, dzięki czemu czyta się je szybko, łatwo i przyjemnie. Wiedza przekazana jest w bardzo przyjemny i prosty sposób, nie nachalnie, nie pokazując czego nie wiemy, ale starając się delikatnie nas ukierunkować. Magazyn jest bardzo kolorowy :) My i nasze dzieci będą mogły przeglądać go z przyjemnością.

Na koniec wspomnę tylko, że twórca magazynu Mój Przedszkolak - Wydawnictwo Forum, stworzyło portal dla rodziców, w którym możemy zobaczyć poprzednie numery czasopisma, dowiedzieć się o tym, jakie aktualnie tematy są poruszane na jego łamach, dokonać prenumeraty, a także wypowiedzieć się w kwestiach, które są nam szczególnie bliskie i znane.

Bardzo fajne miejsce dla rodziców Przedszkolaków, dlatego zapraszam Was gorąco do zaglądania na stronę Mój Przedszkolak, do polubienia jej FanPage, a najbardziej do zapoznania się z magazynem. Na prawdę warto! Przekonajcie się sami, wystarczy kliknąć TUTAJ :)

Dziękuję Wydawnictwu Forum za propozycję i możliwość poznania tego fantastycznego magazynu :)

ps. Nie wiem gdzie się uchowałam, że jako "ciało pedagogiczne" nie kojarzyłam pewnych publikacji i tego Wydawnictwa. Może dlatego, że nie mam doświadczenia, ale... aż mi serce skacze z radości jak poczytałam tytuły magazynów jakie Forum wydaje - nic tylko dostać pracę w zawodzie ;)

wtorek, 15 lipca 2014

Bo to mnie właśnie denerwuje!

Kurczaki! Źle się dzieje... Ostatni post o Polakach, teraz też będzie coś w podobnym stylu...
Nawiązując do piątkowych słów - oczywiście nie każdy Polak taki jest! Są i tacy coby nieba przychylili, pomogli. Co zapytają, doradzą, nie oskubią z ostatniego grosza. Ale mało takich. Coraz mniej.

Cóż mnie dzisiaj denerwuje?? "Wolność słowa" w Polsce! Tak! Miałam pisać o niedzielnej imprezie. Później pomyślałam "Dobra, odpuszczam". Ale gdy dziś zobaczyłam usuniętą moją całą wypowiedź, to... Bo co?? Bo niewygodna była, prawdę napisałam i jeszcze ktoś by się dowiedział?? Okej. Już nie mam sił pisać wszystkiego od początku, tzn. kijowej organizacji, chamskich mieszkańców. Nie mam sił pisać o tym, że impreza zamiast bezpieczna, była zrobiona pod ochronę parkanów domów - szkoda, że nie zapisałam sobie wszystkich wypowiedzi, człowiek wierzy, że wolność słowa jest i nikt niczego usuwać nie będzie... Ale mam dość zarzucania mi kłamstwa, tego, że mnie gdzieś nie było, że się nie znam itp itd. Prawda jest taka, że takie organizacje zamiast zrzeszać fanów, to ich zrażają. I szkoda tylko, że wypowiedzi są kasowane, szkoda, że nie każdy ma odwagę odezwać się, że tam wszyscy gadają, a jak przyjdzie co do czego każdy milczy. Szkoda... Może to by coś zmieniło.
Ale ja powiem co mnie tak wkurzyło... Automobilklub Południowy - znowu oni jeśli chodzi o niesprawiedliwość i kolesiostwo! Oni zarzucili mi, że piszę o czymś w czym nie uczestniczyłam. Szkoda, że nie potrafią się przyznać do nierównego traktowania zawodników... Bo oto 30 załóg czeka na Badanie Kontrolne - czy mogą brać udział w rajdzie czy nie. Każda załoga jest dokładnie sprawdzana i pewnie nie wszystkie przechodzą. I nagle przychodzi ktoś z klubu, w klubowej koszulce, podchodzi do klubowego bądź forumowego ziomka, bierze papiery, idzie i... podpisuje mu BK na piękne oczy chyba!! Nikt wozu nie widział, a koleś badanie przeszedł!! To jest fair?? To jest okej?? Miałam milczeć, ale usunięta wiadomość jako ta niewygodna milczeć mi nie pozwala!! I żal, że kamery nie miałam, że jest tylko słowo przeciw słowu... Ale obiecuję, jeśli jeszcze kiedyś zdecyduję się jechać na ich imprezę, to wezmę kamerę. Nagram i o wszystkim powiadomię Polski Związek Motorowy!! Bo to jest cholera szczyt!!

A na dokładkę żeby wesoło było, ułomność urzędników naszych... Dostałam skierowanie do pracy. Kazano mi wysłać CV, dzwonić za tydzień. Wysłałam, po czym dostaję odpowiedź "Szanowna Pani, dziękujemy za wysłanie aplikacji, ale informuję, że oferta została wycofana w zeszłym tygodniu" no kur&*%^*%#^*& co to jest do cholery??!!

************************************

Jak już wiecie wakacje jednak będą. O tym jeszcze co nieco napiszę ;) Podobnie postaram się o ostatnie 2 wpisy wtorkowe, oczywiście recenzję kilku zaległych produktów również będą.
W każdym razie ja jestem zmęczona jakoś dziwnie, mam trochę innych zajęć na głowie i zmniejszam działalność piśmienniczą tutaj ;)

Pozdrowienia!!

piątek, 11 lipca 2014

Polak Polakowi wilkiem...

Ciężki temat i pojęcia nie mam od czego zacząć. Musi być w miarę grzecznie, w miarę krótko i tak jakoś... spokojnie.
O tym, że "Człowiek człowiekowi wilkiem" wiadomo. O tym, że "sam nie ma i drugiemu nie da" również. I jeszcze "umiesz liczyć, licz na siebie". Oczywiście nie każdy człowiek, nie każdy Polak taki jest, ale jednak...
Po czym poznać rodaka za granicą?? Po pijaństwie, po balangach bądź awanturach, po brudzie i po krętactwach. Krętactwach, które wymierzone są również w "swoich" ludzi. Tak niestety słyszę i od znajomych i od męża. I oczywiście jak wyżej, są wyjątki, ale one moim zdaniem tylko potwierdzają regułę...

Za granicę mąż jechał na roczny okres próbny, kiedy to zatrudniany był przez firmę pośrednika Randstad w Belgii. Nawet nie wiedziałam wtedy, że taka firma jest też w Polsce. Polka, która miała być "przewodnikiem" męża przez ten rok, obiecywała, że będzie "opiekować się" bliskimi w Polsce, żeby nie czuli się oni pozostawieni sami sobie i zdenerwowani nową sytuacją. Niestety na obietnicach się skończyło. Odkąd mąż wyjechał, z Panią A. są same problemy. Nic nie wie, nie potrafi załatwić, nie chce jej się sprawdzić. Najlepsze jednak zaczęło się całkiem niedawno...

Wg umowy, pierwszy rok zatrudnia PM pośrednik. Później, jeżeli szefowa firmy w której pracuje zechce go na stałe, to zostaje. Jeśli nie, to wraca lub zostaje na starych zasadach. Rok mijał w maju. Wtedy też powinna być podpisana umowa na stałe. I tu mamy pierwszy "dołek" Polki w stosunku do Polaka. Nie poinformowała ona szefowej, że umowa się kończy (tzn. A. twierdzi, że mówiła, ale szefowa nic nie wie). Dopiero kiedy PM zaczął się burzyć i upominać, okazało się, że najpewniej Pani z agencji chciała jeszcze te 3 miesiące "zarobić". Zdenerwowała się bardzo za ochrzan, ale maile które pisała z nami... Cóż... Tak wrednych maili nasyconych sarkazmem, to jeszcze nie czytałam...
Prowizja za 3 miesiące dla pośredniczki uciekła i w tym momencie zaczęły się kłopoty... Robienie na złość i stwarzanie problemów przez Panią A...

Problem nr. 1 - druga część rodzinnego. Nie będę się rozpisywać co i jak, powiem tylko tyle, że wg urzędów w Belgii, rodzinne się należy. Czekaliśmy ponad rok. Dzwoniliśmy do Pani A. czy coś wiadomo. Nigdy nic nie wiedziała, nie była w stanie powiedzieć. Aż pewnego dnia trafiło się tak, że była na urlopie, a mój mail dotarł do jakiejś Pani, będącej wyżej niż Pani A., która na dodatek coś rozumiała po polsku ;) Na moje szczęście, w mailu wyraziłam zniecierpliwienie postępowaniem Pani A. Po niecałym tygodniu sprawa była załatwiona... Przez Belgijkę, nie Polkę...

Problem nr. 2 - dodatek wakacyjny. W Belgii jest coś takiego jak przerwa technologiczna. Cały zakład pracy jest wtedy zamknięty i wszyscy pracownicy mają urlop. PM ma 3 tygodnie. Do końca czerwca w roku kolejnym, odpowiedni instytucja wypłaca wspomniany dodatek. Dostali go wszyscy, tylko nie PM... Pierwszy kontakt z Panią A - brakowało numeru konta, wszystko będzie w tygodniu. Tydzień minął i cisza. Kolejny kontakt po wcześniejszym sprawdzeniu w instytucji - brakuje jakiś dokumentów. Kasa będzie: dla mojej informacji w przyszłym tygodniu lub za 2, dla informacji męża w tym lub przyszłym o.O PM dzwoni na drugi dzień, okazuje się, że kasa może będzie w przyszłym lub za 2, a nie ma jej bo nie mieli zgody na wysłanie... W międzyczasie Pani A. łaskawie odpisała na mój mail, w którym zaczęła się użalać nad tym, jak to wszyscy się na nią złoszczą... Bidulka... Cała sprawa za pośrednictwem jakiś informatorów dotarła do szefowej PM, która interweniowała i... zobaczymy. W każdym razie dzięki wspaniałej polce - złośliwej, bo jak inaczej - wakacji w tym roku nie ma, chyba, że zdarzy się cud...

Jestem wściekła i tyle w tym temacie. Nie pojmuję po co trzymają kogoś takiego jak Pani A., skoro każdy uważa, że odkąd ona pracuje na tym stanowisku to są same problemy. Nie rozumiem po co pracuje, skoro ciężko jej cokolwiek zrobić i załatwić. Pomijam już niektóre teksty jakimi waliła w PM. Wstydziłaby się nawet... Po cholerę firma nadal ją trzyma?? Kobieta działa na jej niekorzyść, psuje wizerunek i opinię firmy. Nie wiem jak jest w Polsce, ale z pewnością nie podjęłabym pracy w Randstad Belgia, wiedząc, że miałabym mieć coś wspólnego, lub jako opiekunkę Panią A.

Opinia moja. Moje osobiste przeżycia. A jeśli chcecie poczytać o innych przykładach "miłości wśród rodaków" to zapraszam TU - Madzia mieszka w Belgii i swoje też już przeżyła.
Niech żyje wspólnota :P

środa, 9 lipca 2014

Wtorek z Książką vol.20

Dzisiaj kolejny raz przedstawię Wam kolorowanki od Wydawnictwa Muza. O podobnych pisałam na samym początku wtorkowych spotkań z książką, ciekawych zapraszam TUTAJ :)

2 tygodnie temu trafiły do nas książeczki z serii "2-latek rysuje". Tym razem było to spotkanie z rzeczami jakie spotkamy podczas spaceru i pysznościami do zjedzenia.
Tak jak poprzednim razem, książeczki z tej serii, są ciekawymi, dobrze przygotowanymi propozycjami dla najmłodszych, które wspomagają naukę kolorowania (grube kontury). W środku przy każdym obrazku, znajdziemy krótką rymowankę, opowiadającą o tym co widać na ilustracji i o ewentualnych możliwościach wykorzystania tej rzeczy, np. pomarańcze możemy zjeść, lub wypić z nich sok :)



Każda książeczka zawiera w sobie naklejki tematyczne, które można przyklejać w książeczce lub dowolnym, innym miejscu w pokoju ;)


Książeczki tak jak poprzednio są wykonane starannie, nadruki na grubym papierze wytrzymają nawet malowanie farbami bardzo, bardzo wodnistymi ;)
Polecam gorąco, a Wydawnictwu Muza dziękuję za kolorowanki :)

poniedziałek, 7 lipca 2014

Projekt wieś - dzień pierwszy + urodzinowe must have

Kto śledzi FanPage bloga ten wie, że miałam wyjechać na wieś. Do teściów. I wyjechałam, chociaż nie wiem kompletnie co mnie podkusiło. Planowałam zostać tutaj do piątku, a ja już dziś po 3 godzinach miałam ochotę uciec stąd jak najdalej!! Tylko dla Em zostaję, bo widzę ile radości... Jutro bym stąd najchętniej zniknęła, ale poczekam do środy. Zacisnę zęby i wytrzymam...

Tak w skrócie o co chodzi?? O to, że dostałam skierowanie z UP do pracy (póki co bez gwarancji przyjęcia) w szkole podstawowej. Ode mnie 30 km, od teściów ok 5. Em bez przedszkola, ja w domu od prawie 4 lat. Wiecie jak bardzo chciałabym się wyrwać?? BARDZO!! Do ludzi, do pracy. Tak mi tego trzeba! Ale jeżdżąc tutaj codziennie to wychodzi 1200 km miesięcznie. Na to mnie nie stać. Dodajmy przedszkole Em, choroby. I wiecie co?? Byłam w stanie się tu przeprowadzić na rok, czyli tyle ile praca miałaby trwać. Wrócić do swojego parteru, wrócić tutaj. Myślałam, że teściowa posiedziałaby z wnuczką, a ja bym mogła jeździć do pracy. Nie. Wiecie co usłyszałam??
"Same problemy tylko, jakoś musisz z tego wybrnąć" (szwagierka "koleżanka" po fachu)
"Powiesz Pani jak jest, że nie masz z kim dziecka zostawić" (j.w)
"Musisz coś wymyślić. Kiedyś się ułoży, jak masz iść jak w domu siedzisz. G wróci to będziecie coś robić" (teściowa)
"Po co on w ogóle tą rodzinę zakładał?? Same problemy i kłopoty tylko" (teściowa)...

Nie pytajcie mnie w jakim kontekście było to ostatnie zdanie, bo nie wiem... Cholernie mi przykro :(
Zwiozłam tu z sobą połowę domu. Nie ma obiecanej piaskownicy dla Em, nie ma baseniku, nie ma nic co mają dzieci w domach obok :(
Em tak bardzo lgnie do ciotki. Prosiła ją by ta pojechała z nami do miasteczka i usłyszała
"Nie. Pojedziesz z mamą, ja mam pracę"
E: "Jaką??"
"Yyyy nie wiem jaką. Jaką ja mam pracę?? Co mam Ci odpowiedzieć?? Nie wiem, coś muszę wymyślić no" - czujecie?? :(

Albo... Dom teściów to jest. Em rozsypała kwiatki na kostce. Mówię żeby zapytała babci gdzie ma zmiotkę to zmieciemy.
E: "Babciu gdzie masz zmiotkę??"
Teściowa do córki "Halina??" (imię zmienione) a córcia "Myślę, że nie trzeba." Cholera! Ona się boi odezwać bez jej wiedzy! Ja nie wiem czy mam iść i pytać "Halinko, czy mogę zrobić siku??" wtf??!!

Na koniec problem z Belgią, z kasą - czyli normalka i o tym innym razem...
A jak tu jest najlepiej oddaje krótka rozmowa z Myszą.
"Misia chcesz być tutaj czy u dziadzi D??"
E: "Do dziadzi D. chcę jechać. Bardzo!"

Źle mi i bardzo, bardzo przykro :(

Ale żeby tak tragicznie nie było, to znalazłam kilka plusów.
Po pierwsze LUDZIE w miasteczku! Są wspaniali! Fantastyczni! Jak ja uwielbiam jeździć do niego, tam się czuję jak w domu. Nawet dziś na chwilkę byłyśmy, każdy zagada coś, uśmiechnie się...
Po drugie widoki!!
Po trzecie szczęście Em!
Po czwarte - Romeo wsadził dupkę w garaż :P Żadna burza mu nie straszna ;) Pomijam fakt, że garaż jest malutki - lusterka na styk weszły, a na długość też ledwo ledwo ;)

A na koniec... Dzisiejszy post miał być o czymś innym. O moim urodzinowym Must Have z przymrużeniem oka ;) To proszę - moja lista i krótkie wyjaśnienie :)

1. Torba fotograficzna od Stylebox.pl - cudo!! Wrzuciłam dwa zdjęcia, bo nie wiedziałabym jaką wybrać... Tak mi się marzy, takie dopełnienie mojego planu, marzeń i Nikosia ;)
2. Kierownica do Alfy (zdjęcie poglądowe :P ) - chodzi o to by była to czarna skóra gładka + perforowana i obszyta czerwoną nicią :P W podobnym stylu gałka i mieszki mrrrrau :)
3. Wakacje nad morzem... Dla Misi mojej, bo ona tak pyta o wakacje, o morze, tak chce...
4. Urządzenie do wypieku chleba - też dla Misiaka - lubi i chętnie zajada cieplutki :)
5. Hehe iPhon :P Jakoś tak, podoba mi się ;)
6. Haha nierealne ale... Alfa Romeo 159 SW 2.4 jtdm biała :D

Brak Nikkora 70-300 f2.8 ;) Tym razem go pominęłam :) Takie inne marzenia, taka lista nierealna, ale gdybym była bogata... :)

Kończąc chciałabym Was poinformować, że od wczoraj znajdujemy się w spisie blogów na www.parentingowe.pl i oczywiście zapraszam na Instagram - tak dużo i często :P

Trzymajcie kciuki za jutro!!


niedziela, 6 lipca 2014

Bo skóra kobiety potrzebuje pielęgnacji

Hasło reklamowe?? Nie. Mam również nadzieję, że nikomu go nie "podwędziłam". Po prostu patrzyłam przez okno i wpadło mi ono do głowy. I jest :)

Jak już wiadomo, dziś będzie o kobietach, o skórze, o pielęgnacji. O mnie tak prywatnie, ale też trochę ze względu na pewną współpracę ;)
Nie raz i nie dwa przyznawałam się do tego, że nie lubię tony makijażu, nie lubię tony kosmetyków i najzwyczajniej w świecie nie używam tego wszystkiego, co być może większość z Was ;) Malować się nigdy nie lubiłam. Błyszczyk i tusz do rzęs od wielkiego wyjścia. Na co dzień jedynie nieziemsko pachnący balsam do ciała, oczywiście dezodorant i tyle ;) Zero odżywek, kremów, jakiś specyfików do włosów. Jeśli o malowanie chodzi, to wszystko zmieniło się po jednym ze spotkań Matek w Sieci, kiedy w mojej torbie prezentowej znalazłam kredkę do oczu :P Zbiegło się to w czasie z super rabatami w Rossmannie i od tej chwili, praktycznie na każde wyjście maluję się ;) Podkład, cienie, róż, tusz, błyszczyk. Fajnie wtedy wyglądam haha ;) To tych kilka chwil, kiedy się sobie na prawdę podobam :P
Jeśli zaś chodzi o balsamy i płyny do kąpieli, dezodoranty i inne pachnidła, nie mam ulubionego. Ciągle poszukuję tego jedynego, nie ukrywając, że najbliżej mojemu sercu do zapachów kokosu, migdału, kawy. Od 2 tygodni z racji zmiany koloru włosów, zmuszona jestem do szczególnej troski o nie. Olejki, odżywki, krople, balsamy - kosmos jakiś! Ale dzięki temu wiem co i jak ;)

Miałam szczęście, że wszystkie moje zmiany, poszukiwania i... braki w szafkach, zbiegły się w czasie z propozycją zrecenzowania kilku kosmetyków ;) Pierwsze hurra - odpadają zakupy :P Kolejne - wow, takie fajne firmy!! :) Dziś kilka z nich mogę już ocenić. Dotychczasowe wrażenie jest bardzo, bardzo pozytywne :)

W paczce jaką dostałam, znalazłam kosmetyki następujących firm: Timotei, Dove, Rexona.

Podczas jednego z późnowiosennych spacerów z koleżanką, nie mogłam oderwać wzroku od jej nóg ;) I chociaż to dziwnie brzmi, ciekawa byłam czego używa, że są takie opalone i błyszczące ;) Tego się nie dowiedziałam, ale wiem czego używać będę ja :)
Dove summer glow + soft shimmer to odżywczy balsam do ciemnej i średniej karnacji, zawierający w sobie delikatną substancję samoopalającą. Wg informacji z opakowania jest to numer 1 wśród balsamów brązujących w Polsce, który w przypadku codziennego stosowania, zapewni naszej skórze delikatną opaleniznę. Dodatkowo balsam posiada drobinki rozświetlające. Karnację mam z tych ciemniejszych i już po 3 dniach stosowania widać było zmianę w jej kolorze. Była fajnie brązowa. Jedynie w okolicy kolan, w miejscach gdzie skóra się zgina itp czasami mimo dokładnego i równomiernego smarowania, tworzyła się pomarańczowa warstewka. Drobinki rozświetlające są genialne! :) Skóra pięknie błyszczała i mieniła się w słońcu - efekt koleżanki osiągnięty ;) Osobiście nie zauważyłam by balsam brudził. Nie zawsze czekałam do jego całkowitego wyschnięcia, mimo to moje rzeczy nigdy nie miały brązowych plam. Dove summer glow ma fajną kremową konsystencję i taki sam kremowy, przyjemny zapach. Jego cena nie jest wygórowana :) Znalazłam jednak 2 minusy ;) Pierwszy to opakowanie, z którego trochę ciężko wycisnąć zawartość, zwłaszcza gdy zużyłyśmy już jej połowę. Drugim minusem (przynajmniej dla mnie) jest trudność z jaką balsam usuwa się ze skóry... O ile świeżo nałożony z dłoni schodzi od razu, to ten po całym dniu trzeba już szorować ;) W innym wypadku po kilku dniach nasza skóra jest aż nienaturalnie pomarańczowa ;) Jego wielkim plusem jest nawilżanie!!
W skali 0-6 balsam dostaje ode mnie 4+ :)

Dove Odżywczy żel pod prysznic - Krem pistacjowy z magnolią - "Wyjątkowe doznanie, które odżywia i rozpieszcza". Zapach rzeczywiście rozpieszcza :) Jest przyjemny, świeży i... słodki :) Żel ma kremową konsystencję, fajnie się pieni i rozprowadza, mocno nawilża skórę. Co ważne, jest bardzo wydajny i ma wygodne w użyciu opakowanie. W sklepach widziałam różne zapachy, więc jak tylko ten się skończy, zapoluję na wanilie, kokos i migdały - uczta dla zmysłów! :) A właśnie, zapomniałam dodać, że zapach utrzymuje się na skórze dłuugo :)
Odżywczy żel pod prysznic oceniam na 5! :)

Rexona - antyperspirant z aloesem. Antyperspirantów nie lubię ze względu na ich biały proszek, ale ten pod tym względem nie jest zły. Nie brudzi ubrań, nawet przypadkowo popsikany na bluzkę, nie zostawił brzydkich śladów. Jest bez alkoholu i to się zgadza, nie czuć pieczenia ani szczypania w przypadku użycia go na podrażnioną skórę, mimo ostrzeżeń producenta by tego nie robić. Zapach... Mnie nie odpowiada. Jest dla mnie zbyt duszący i gryzący w pierwszym momencie, później już go tak nie czuć. Z opisu na produkcie wynika, że jest przeznaczony dla kobiet aktywnych i chronić ma do 48h. Ciężko mi to stwierdzić czy aż tyle działa. Moim zdaniem ulatnia się już w okolicy 24h, aczkolwiek wyczuwalny jest dłużej niż większość podobnych mu dezodorantów. Wniosek z tego taki, że antyperspirant Rexony chroni, pozostawia uczucie świeżości, ale jak dla mnie mógłby być przyjemniejszy w pierwszym kontakcie.
Daję mu 4 :)

Na samym końcu produkt który mnie ani nie zachwycił, ani nie przekonał do polubienia podobnych kosmetyków. To Rexona antyperspirant w kremie. Również a aloesem, podobnie jak poprzednik działa do 48h wg informacji na etykiecie. Cóż... Nie lubię tych kremowych wynalazków. Ten również mnie nie przekonał. Ciężko się rozprowadza, mam wrażenie, że czasami w ogóle nie zostaje na skórze. Nie czuję jego zapachu. Całkiem w drugą stronę w porównaniu do poprzednika.
Temu produktowi daję niestety 3- tylko dlatego, że po otwarciu ładnie pachnie. Delikatnie.

To tyle na dziś :) Dziękuję wytrwałym którzy zostali do końca :)
Dziękuję wymienionym firmom, za przekazane produkty :)
Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo