czwartek, 13 czerwca 2013

Słoiczkowe jedzenie...

Dziś mam słabszy wieczór. Zdecydowanie. Jestem zmęczona, dziwna i zaraz idę spać. Ale czas uporządkować to i owo. Sił pisać od siebie dziś nie mam, zdjęć zgrywać nie mam również ochoty... Dlatego wkleję coś, co pisałam już dawno temu, ale może akurat komuś się przyda tak przyszłościowo, może na pamiątkę zostanie i popchnie zmiany do przodu :)

Emilka tolerowała obiadki marki HIPP i owocki Bobovity. Na samym początku potrafiła zjeść nawet 2 małe słoiczki obiadku. Cieszyłam się, a jakże :) Jednak cała sielanka trwała do momentu, gdy w słoiczkach zagościło mięso i ryba… Mięsne obiadki jadała, chociaż już nie tak chętnie jak same warzywka. Jak otworzyłam słoiczek z rybą… Najpierw odrzuciło mnie, później ją. Śmierdziało taką szprotką… Lubię szprotkę, ale te słoiczki jakoś wyjątkowo nie zachęcały zapachem. Próbowałam innych firm, ale zawsze kończyło się tak samo. Za rybą poszło mięsko! Nie mam pojęcia czy to wyobraźnia czy nie, ale mięso zaczęło nam śmierdzieć tak samo… Nie chciała nawet rosołu czy pomidorowej podczas wakacji, kiedy nie chciało mi się gotować i zaopatrzyłam się w słoiczki. Takim sposobem moja córcia na słoiczkowej diecie obiadowej była jakieś 2 miesiące góra. Później zaczęłam jej gotować i zjadała pięknie wszystko. Owoce czasami daję jej do teraz. Głownie z Bobovity. Jakiś czas temu zachciało mi się eksperymentu i kupiłam słoiczek DoReMi (Gerber). Był to sos (chyba Boloński, ale już nie pamiętam), więc ugotowałam ryż, który następnie wymieszałam z wcześniej podgrzanym sosem. Efekt?? Plucie po jednej łyżeczce :( Nie zjadła, ale zjadłam ja :) Był mdły, bez smaku ale zjadliwy. Mnie nawet smakował, natomiast moje dziecko ma jakiś słoiczkowy system szybkiego ostrzegania…

A Was oczywiście zapraszam na CANDY :)

10 komentarzy:

  1. my w sumie mało słoiczków jedliśmy...

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja w swoim życiu ani jednego nie zjadła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mojemu ostatnio zaserwowałam słoiczek BoboVity podajrze cukinia z rybką. Po pierwszej łyżeczce widziałam, że go dźwiga na wymioty, ale zignorowałam to i wcisnęłam drugą... po tej się zhaftował :/ Już wiedziałam, że chyba rybka mu nie podeszła. Po kilku dniach ugotowałam mu rybkę po swojemu i wcinał aż uszka mu się trzęsły. Od tamtej pory gotuje Maluchowi sama, a ze słoiczków dostaje tylko owoce, bo moje przeciery mu nie smakują. I bądź tu mądra :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Martynka przez pierwsze miesiąca była na słoiczkach, bo gotowanego przeze mnie nie chciała ;) A teraz kupiłam tak samo jak ty słoiczek i ugotowałam jej do tego makaron, ale gdzie tam nie zjadła, pluła dalej niż widziała. Nie wiem jakie dzieci w tym wieku jedzą te słoiczki, chyba takie które nigdy wcześniej domowego nie jadły bo to jednak smak jest o wiele wiele inny ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. My jadaliśmy potrawy ze słoiczka, ale teraz odkąd jestem w domu gotuję sama codziennie coś nowego. Chociaż obiadki słoiczkowe mojej Zuzi smakowały.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja dużo słoiczków dawałam Hubertowi na początku, bo rozszerzanie diety padło na wiosnę. A wiadomo jakie są nowalijki. Sama chemia, a ja nie miałam ekologicznego rolnika pod ręką. Najbardziej lubił te słoiczki, gdzie była dynia i szpinak. A te z dynią to tak śmierdziały... Gorzej niż te z ryba chyba... Ale jak zaczął jeść posiłki ugotowane przeze mnie (na początku niechętnie) to tych ze słoiczka później nie ruszył jak kiedyś kupiłam, bo nie miałam obiadu dla niego. Ale owoce ze słoiczka dalej wcina jak mu czasem zaserwuje jakiś mus. Ale wiadomo dlaczego, owoce są słodkie. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Maja też jadła przez chwile słoiki na początku rozszerzania diety bo nie miałam dostępu do sprawdzonych warzyw i owoców

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój Seba też przez chwilę tylko, do obiadków gotowanych przeze mnie od razu buzię otwiera jak łyżeczka leci, a do słoiczkowych niechętnie. Owocki też mu zaczynam wprowadzać normalne i skrobie je sobie ząbkami.

    www.hipijo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. ja o słioczkach niewiele napiszę :P bo moje dziecko anty słoiczkowe jest :P kupiłam kiedyś "na smaka" jakiś słoiczek gerbera chyba indyk w pomidorach czy jakiś taki - pachniało to paprykarzem szczecinskim (jak dla mnie bomba bo lubię :P ) gorzej bo w smaku też tak smakowało :P efekt -> dziecko nei zjadło nic (po tatusiu wstręt do paprykarza chyba :P ) a matka cały sloiczek wszamała :P nie kupuje już bo obiad dla matki za 4 zł w takim małym słoiczku to średnio opłacalny interes (wolę juz do baru mlecznego pierogów nakupić ) ;) zwłaszcza że dziecko nadal głodne i jemu trzeba gotować coś innego ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja myślałam, że słoiczki to takie wielbione :) A tu proszę :)
    Madzia zgadzam się - średnio opłacalny interes te słoiczki ;)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo