środa, 19 czerwca 2013

O pewnym "naście" które już nie wróci i o foto...

Moje "naście" nie wróci - to rzecz najpewniejsza z pewnych. Ale dziś już zakończyła się epoka innego "naście", Emilkowego - szczęście, że mowa jedynie o miesiącach :P
Tak, tak... Dziś moja mała córeczka, ta wyczekiwana co nie tak dawno kopała i wypychała brzuch aż bolało, ta co jeszcze mam w głowie jej narodziny, czuję to wszystko, ta malizna moja kończy dziś 20 miesięcy... Aż ciężko mi w to uwierzyć... Wiem, że piszę co miesiąc podobnie, ale co poradzę. Co poradzę, że co tydzień, co miesiąc dziwię się jak ten czas leci. Dopiero pamiętam rok, później 1,5, dopiero co pisałam o 19 miesiącach a tu proszę... Przeraża mnie gdy patrzę na suwaczek - leciał do 1 a teraz już do 2 zmierza, a za momencik 3 będzie... Żal mi trochę. I nie to, że nie chcę jej takiej, ale za szybko mi czas ucieka, nie zdążyłam nacieszyć się takim "Betonkiem" - pamiętacie co?? :P A już mam małą damę...
Uwielbiam ją obserwować :) Jak siedzi skupiona i czyta, lub rysuje po zeszycie :) Układa się przy tym jak dorosła panna. Potrafi odzwierciedlić każdy ruch dorosłego, dziś powtórzyła po mnie słowo "kupa" i zaczęła się śmiać :) Jestem z niej dumna za to jaką jest dziewczynką. Jak dba o młodszych (choć czasem im też przywali :P), jak potrafi się dzielić, jaka jest otwarta, wesoła i radosna :) Jak klocki pięknie układa, jak gra w MEMO choć jest od 3 lat :)
Nie wiem co bym zrobiła gdyby coś jej się stało... Umarłabym po prostu... I właśnie wczorajszy dzień był dla mnie straszny... Wiem, wiem spanikowałam, przestałam myśleć racjonalnie, ale tak strasznie się wystraszyłam, tak okropnie...
Podgrzewałam obiad Emilce, otworzyłam szafkę w której mam suszarkę na naczynia. 2 półeczki takie ja wiem, metalowe... Na górnej stały szklanki, pełno szklanek a na dolnej talerze. Nim zdążyłam ją otworzyć to do kuchni weszła Emi, prawie za mną stanęła. I wtedy otworzyłam szafkę po jej miseczkę. I nim się skapnęłam o co chodzi, to ta górna półka opadła... Pamiętam tylko huk. Straszny huk. Wszystko latało a ja starałam się to jakoś złapać i krzyknęłam do córki żeby poszła stąd. Nie dałam rady, coś tam odbijałam i leciało do zlewu, coś tam zasłaniałam i wtedy poza tym hukiem, trzaskiem tego szkła - okropieństwo - usłyszałam przeraźliwy krzyk Emilki. Kątem oka spojrzałam, że ma otwartą buzię i tak przeraźliwie krzyczy, podskakuje... Chciałam ją złapać ale nie mogłam bo mi uciekała, w końcu ją szarpnęłam do góry i po tym szkle pobiegłam na przedpokój. Bo tylko tam nie było tak dużo szkła... Cała kuchnia, cały pokój zasypany - poszły talerze, szklanki, filiżanki z kompletu ślubnego, kubek od męża na pierwsze walentynki :( Nic to. Posadziłam taką histerycznie krzyczącą Emi na krzesełku i zaczęłam ją oglądać. W buzi miała szkło... Wyjęłam bo mi sama język podstawiała. Pod oczkami miała odrobinki i na całym ciele, wszystko jej delikatnie zdejmowałam. I stópkę, paluszka dużego miała zakrwawionego, kapało na podłogę. Nie dała sobie zobaczyć, bałam się, że tam coś jest, że jej nie wyjmę, ale okazało się, że tylko się przecięła... Oczami wyobraźni widziałam ją z powbijanym w ciałko szkłem... Na szczęście nic jej nie jest, musiała się tylko huku przestraszyć. Mnie o dziwo też nic, choć po szkle biegałam gołymi stopami... Jezu, nie wiem co ja bym zrobiła gdyby coś jej się stało, przecież to moja wina ;( W każdym razie kolejny raz przekonałam się, że mogę liczyć na rodziców... Spanikowana zadzwoniłam do taty, który w tempie ekspresowym przepchał się przez korki i był u mnie. Mama udzielała rad przez telefon... Boże dziękuję!!

Co do fotografii, to zaniedbałam trochę mój drugi blog... Kto tam zagląda to przepraszam, postaram się nadrobić, powklejać zaległe zdjęcia. Ale coś mi aparat się psuje... Drży przy robieniu zdjęcia pionowo, makro nie chce działać... Muszę pomyśleć nad tym makro Canona ale to 400 zł prawie... I szkiełka co kupiłam okazały się g.... :( Muszę dokupić osobno każde, żeby coś warte były... Ale cieszę się bo dziś robiłam małą sesję Emi :) I ja z tymi anty umiejętnościami i nie wypaśnym sprzętem i bez polepszania w PS, robię lepsze zdjęcia niż znajoma mająca super wypas i własną firmę :P No i foty koloryzuje :) Hihi cieszę się no :P

13 komentarzy:

  1. O matko nawet nie umiem sobie wyobrazić co musiałaś wtedy czuć ;( Ja się też tak strasznie boję żeby Martynce się nigdy nic nie stało bo bym tego nie przeżyła.. Ale to nie była przecież Twoja wina że półki się rozpadły, najważniejsze że się Emi prawie nic nie stało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłam nie otwierać jak tam stała... Ale z drugiej strony, tyle razy otwierałam...

      Usuń
  2. Boziulu dobrze że nic jej się nie stało!

    OdpowiedzUsuń
  3. Musiałaś się nieźle przestraszyć, Emilka też... Dobrze, że to się tylko tak skoczyło. Ja mam tak samo, nie wiem co bym zrobiła, gdyby Hubertowi się coś stało, nie potrafiłabym sobie z tym poradzić...

    OdpowiedzUsuń
  4. O Matulu, jak dobrze, że nic wam nie jest! Ja też, jak każda niemal mama, martwię się o Basię, o jej zdrowie i bezpieczeństwo... taki już nasz los...

    Niech rośnie zdrowo Emilka, a czas nieco zwolni, żebyś się swoją małą damą nacieszyła, zanim zacznie ci pyskować i się w pokoju zamykać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja!! Przyprowadzi mi jakiegoś wydziaranego i co się ja matka odezwę?? Wydziarana w dodatku :P

      Usuń
  5. o rany! jak dobrze, że to tylko tak się skończyło....

    OdpowiedzUsuń
  6. Horror! Na szczęście wszystko dobrze z wami i to najważniejsze :) I nie obwiniaj się, bo faktycznie nie możesz przewidziec pewnych zdarzeń. Dużo zdrówka i uśmiechu! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurde... Nie cierpię tych wszystkich półek, półeczek. Ale nie myślałam, że aż tak może byc :( Biedna Emi. Całe szczęście, że się dobrze skończyło, ale strach rozumiem i przerażenie. :(

    OdpowiedzUsuń
  8. ale się musiałaś strachu najeść, dobrze że wszystko ok

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam to samo, przytulam mojego Kacpra i myśle sobie że juz jest taki duży, że zupełnie inaczej sie go przytula niz zaraz po urodzeniu. Że wszystko jest takie inne, nie gorsze ale inne. Za szybko ten czas płynie.

    Co do szłka przypomniało mi się jak 2 lata temu mój Kacper ugryzł kawałek szklanki, wszystko zostało mu w buzi. Na szczescie był spokojny i wcale sie nie przestraszył. Pousuwałam szkło z ust i języka i nic się mu nie stało. Zranił sobie tylko troszeczke wargę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój brat też ugryzł i też nic nie było :) Dobrze, że te dzieciaczki takie wyjątkowo odporne :)

      Usuń
  10. właśnie przeczytałam zaległości...jaką ja bym panikę zrobiła...cieszyć się, że wszystko dobrze się skończyło. Jak Olek miała parę miesięcy, może 4, leżał na podłodze na kocyku, męża nie było, a żarówka mi poszła, więc stwierdziłam, że sama wymienię...stąd ni zowąt porzy zakładaniu nowej, zleciła stara i upadła na krzesło rozbijając się...a Olek blisko krzesła leżał...moja wyobraźnia zadziłała jak Twoja, bałam się, że w oku ma drobinki żarówki...wyoglądałam go z każdej strony...na kocyku było trochę droibinek....odkurzyłam po 5 razy wszystko...na szczęście nic się nie stało...na głowie miał tylko pyłek....tak się bałam...raz znalazłam pineskę obok jego kocyka, bo mi wyleciały kiedyś, myślałam, że wszystkie już pochowałam, ale jedna paskuda wtopiła się w kocyk...ten sam kolor miała...codziennie boję się o jego zdrowie...tak jak każda matka...ale jestem mądrzejsza o pewne sprawy

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo