czwartek, 25 kwietnia 2013

Przyjaciele i wizyta Kuriera :)


Całkiem niedawno na jednym z blogów, natknęłam się na temat związany z przyjaźnią. Super temat… super, że ma się kogoś takiego. Tak zaczęłam się zastanawiać nad sobą, analizować i postanowiłam napisać. Żeby nie zapomnieć, uporządkować, a może się oczyścić…
Wiadomo – w zerówce i początkach szkoły podstawowej to raczej nie wiadomo czy to już przyjaźń czy jeszcze nie. Ja nawet za dobrze tych czasów nie pamiętam. Ale jestem pierwszym rocznikiem testów edukacyjnych, więc dalszą część podstawówki i „wspaniałe” czasy gimnazjum pamiętam… Miałam wtedy (jak mi się wydawało) 2 bardzo, bardzo bliskie koleżanki. Może nawet przyjaciółki. Jak patrzę na te znajomości teraz, z perspektywy czasu (bo oczywiście nie przetrwały) to widzę, że to nie było nawet dobre koleżeństwo. Łażenie za chłopakami którzy im się podobali, załatwianie lepszych ocen, pisanie za kogoś prac – owszem. Z jedną koleżanką wszystko umarło po gimnazjum, rozmawiałam z nią przed swoim ślubem i dowiedziałam się, że w wieku 15 lat urodziłam dziecko, które zostawiłam rodzicom a sama uciekłam za granicę :D Ponoć mama mojej „przyjaciółki” takie baje puszczała ;) Z drugą – wspaniałą uczennicą – rozmawiałam jeszcze za czasów szkoły średniej :) Ale niestety finalistka konkursu o antykoncepcji zaliczyła wpadkę, szkoły nie skończyła i ją podobno wywieźli ze wstydu… :/ Nie wiem ile w tym prawdy, ale nie mieszka już gdzie mieszkała.
Czasy liceum… Tu miałam jedną naj, najlepszą przyjaciółkę i 2 bardzo dobre koleżanki. Oczywiście również wszystko umarło. Jedna zmieniła orientację, a pozostałym po maturze przestałam być potrzebna. Bo wcześniej byłam, owszem. A to dałam zadanie lub ściągę (nie byłam kujonem ale lubiłam mieć przygotowane to i owo), zrobiłam za kogoś pracę grupową, zawoziłam tyłek na matury (jako jedyna miałam prawo jazdy i samochód). Cóż… W tamtym okresie byłam wolontariuszką we wspólnocie religijnej i na wyjeździe wakacyjnym poznałam super duszyczkę :) I sama nie wiem czemu nie mamy kontaktu… Podejrzewam, że to wina mojego poprzedniego związku… Mogłam być mądrzejsza…
Studia… Na licencjacie to tylko koleżanki były. Na magisterce miałam 2 super koleżanki, były obietnice utrzymania kontaktu itp. Jedna mieszka 5 km ode mnie, druga ok. 30 km… I cóż. Z jedną spotkałyśmy się ze 2 razy (mamy dzieci w tym samym wieku). Później pisałam, proponowałam ale niestety nigdy czasu nie było, w końcu kontakt się urwał. Może źle robię, ale mam zasadę – nie pcham się gdzie mnie nie chcą. Zwykle się jej trzymam ;) Za studenckich czasów była też przyjaciółka… Naprawdę myślałam i wierzyłam, że to będzie przyjaźń na całe życie. Spotykałyśmy się często, wspólne wypady, picie winka, seriale, płacze i radości, problemy, wsparcie… Miałam na kogo liczyć aż do momentu ślubu… Wtedy to się dowiedziałam, że ona jednak facetów nie chce, że są beznadziejni, powinnam z kobietą spróbować itp. itd. A jak się okazało, że jestem w ciąży i na moje próby z kobietą za późno (a nawet gdyby nie było za późno, to nie dla mnie takie coś) to… się ulotniła :(
I taka moja historia… Nie mam przyjaciół - może brat tylko… tylko jemu mówię wszystko, mogę liczyć na wsparcie, radę, zryp totalny, wyśmianie, jak również szczere, prawdziwe i pomocne opinie. Wspólne zakupy, wypady do kina, jazda samochodem itp. :) W życiu bym nie powiedziała, że tak nam się odmieni :) Bo tłukliśmy się niemiłosiernie :D Mam mało znajomych. Głównie wirtualnie. Jedną taką fajną dziewczynę, kilka spotkań realnych z dziewczynkami ale… Cóż, nic pisać więcej nie będę bo co mogę…
Brakuje mi czasem babskich pogaduszek, spotkań. Nawet babskich + dzieci :) Wiem, że mam francowaty charakter. Wiem, że zyskuje przy bliższym spotkaniu, ale i czasami tracę po dłuższej znajomości. Ale wiem też, że odkąd jestem mamą zmieniłam się. Bardzo! A czemu nie mam przyjaciół?? Może przez charakter właśnie, może przez moją naiwność, może nieśmiałość i strachliwe podejście do ludzi, może… Nie wiem przez co…
Ale się Wam podałam jak na tacy… Aż wypieków dostałam… Trudno, napisałam A trzeba powiedzieć B i sprawić by tekst ujrzał światło dzienne.
Dziękuję.

Co do Kuriera - pierwszy raz zdarzyło mi się być tak nieprzygotowaną i otworzyć drzwi w koszuli nocnej... O 10 rozumiecie?? Dzisiejszy dzień to w ogóle kosmos :)) A Pan Kurier przywiózł nam aż 13 litrów wody Mama i ja do testów :) Idealnie zgrał się z pogodą :) Niebawem relacja! A ja dziękuję firmie Wosana i Agencji FlyPR za możliwość otwarcia domowej pijalni :))

Młodzież moja wzbogaciła się dziś o kilka par nowych ciuszków - w tym bielizny :) Zaczynamy kolejny etap nocnikowania ;) Po wielkiej gonitwie udało jej się kupić i sandałki w CCC o takie :)
Znalezione na www.google.pl
Jakoś wytrzymałam by nie zwymiotować... To były jedyne sensowne sandałki. Reszta to oczywiście wstrętny róż - bleee

Jutro mnie nie będzie. Dlaczego, to wiadomo - ostatni wieczór z mężem i tatą... A później będę mniej, ale nie znikam ;)

13 komentarzy:

  1. Ja kupiłam sandały brązowe, z tej firmy co Wy zimowe miałyście ;)
    Przyjaźń to trudny temat. Mam nadzieję, że Oli będzie miała więcej farta w tym aspekcie ode mnie. Wiem jedno, koszmarnie trudno utrzymać przyjaźń na odległość (a może w ogóle w dorosłym życiu?). Sama mam bardzo dobrą koleżankę, może nawet przyjaciółek, ale widujemy się ze 2-3 razy w roku. A tak to czasem telefon, czasem maile... Ale ten kontakt już nie jest taki (wiesz jaki). Znajomych tu wcale już nie mam. Brak człowiekowi tego gadania (w sumie po to bloga założyłam), otworzenia się przed kimś... Dlatego świetnie Cię rozumiem :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My chyba jeszcze jedne kupimy - właśnie z firmy o której piszesz ;) Co do przyjaźni to mnie się wydaje, że to wszystko zależy od ludzi. Jak się chce to można. Ale teraz w świecie wirtualnym, cholernie pędzącym gdzie włada zazdrość i obłuda - to strasznie ciężkie...

      Usuń
    2. Ale ja biorę też poprawkę na tempo życia :) Sama po sobie widzę, że czasem wbrew nie mam czasu na odezwanie się do znajomych, na pogadanie :( I wstyd mi za to nie raz jak cholera.

      Usuń
    3. Dlatego ja niezmiennie żałuję, że urodziłam się w tych czasach... Troszkę za późno jak na mój mózg i podejście do różnych spraw :)

      Usuń
  2. O tej przyjaźni to jakbym o sobie czytała.;(
    Też dziś byłam w CCC chciałam małemu kupić sandałki, ale... właśnie ale, dla chłopca są sandałki z tymi słabiutkimi zapiętkami albo w ogóle bez zapiętek. Czemu nie mogą zrobić takich samych jak te różowe tylko np. szarych. Muszę polatać po sklepach jeszcze. Ubierasz już sandałki czy jeszcze w pełnych mała chodzi?.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zobacz w Deichmannie, bo coś mi się wydaje, że tam chłopięcych więcej było, to znów numeracja na wykończeniu... Sandałki dziś kupione, ale jeśli jutro będzie tak ciepło to chyba jej założę. Mnie było gorąco w tenisówkach, a ona w cienkich skarpetkach i mniej zakrytych butkach ze skóry, miała stópki bardzo gorące i lekko wilgotne, więc podejrzewam, że i jej było gorąco :)

      Usuń
  3. O tej przyjaźni znam z autopsji własnej. Woda jak znalazł na ciepłe dni. Sandałki bardzo ładne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też jakoś nie mam przyjaciół... W liceum, czy na studiach to się kontakt chętnie utrzymywało, ale jak się skończyło, to wszystko na raz. Jednak muszę przyznać, że nie ubolewam nad tym specjalnie ;)
    Mój mąż jest dla mnie najlepszym przyjacielem (i nie tylko ;)), jemu mogę się wypłakać, razem się wygłupiamy jak para nastolatków, itp itd. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z tą przyjaźnią to ciężko jest. Sama o tym wiem. U mnie żadna nie przetrwała. Jedynie mam koleżankę, którą poznałam w pracy jeszcze, gdy studiowałam. Teraz mieszkamy w innych miejscowościach, ale czasami się odwiedzamy, jakiś telefon, ale głównie to piszemy do siebie. Najgorsze jest to, mam takie wrażenie, że dziewczynom, które są mamami, po prostu nie chce się zawierać nowych znajomości. Ja w sierpniu przeprowadziłam się do Wrocławia i oprócz jakiś zdawkowych rozmów na placu zabaw to nie zawarłam żadnych przyjaźni.

    OdpowiedzUsuń
  6. Martynka ma identyczne sandałki, dziś kupiliśmy ;) Nie wiem jak w waszym CCCu ale u nas było sporo nie różowych, tylko że mi tam ten kolor nic a nic nie przeszkadza, lubię go jak każdy inny ;) Mam tylko nadzieję że sandałki obcierać nie będą. Jutro ma być ponoć już chłodniej to po domu będziemy je rozchadzać aby w razie czego móc oddać bez śladów użycia ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też miałam takie pseudo przyjaciółki w podstawówce i liceum. Na studiach poznałam wiele koleżanek, ale tylko z jedną kontakt przetrwał i ją śmię nazwać moją przyjacółką. Dalej w życiu jeszcze zawiodłam się kilka razy i dziś jestem bardzooo ostrożna. Niestety ludzie już tacy są. A jeszcze nie daj Boże masz lepszą pracę, zarobki itp. - zawiść murowana! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. śliczne sandałki ;) a mnie na wodę kazali czekać 2 miesiące...nie wiem, czy w ogóle się doczekam :/

    OdpowiedzUsuń
  9. no tak z tymi przyjaźniami to tak już jest... ja niby mam 2 przyjaciółki,ale nie mamy dla siebie tyle czasu co kiedyś :( a kiedyś tak jak Ty wydawało mi się,że mam przyjaciółki,ale z perspektywy czasu widzę,że to były tylko koleżanki :(

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo