środa, 3 kwietnia 2013

Poświąteczne Dzień dobry :)


Święta, święta i po świętach :) Jak spędziliście ten czas?? Mam nadzieję, że bardzo efektywnie i wesoło w rodzinnym gronie :) My pierwszy dzień byliśmy u teściów… Ja oczywiście musiałam zagotować… Wiecie na co?? Gdy wszyscy siadali do obiadu świątecznego (przyjechała też dalsza rodzina M), pewna osoba stwierdziła, że zabierze Emilkę na górę, żebyśmy tu zjedli… Wrrrr :[ Postawiłam się, powiedziałam, że nie bo są święta, Emi jest duża i jemy wszyscy razem ZAWSZE, więc na święta tym bardziej. Oczywiście osoba miała mnie gdzieś, ale na szczęście odezwał się Pan Tata i osoba zamilkła… Emi jadła siedząc u mnie na kolanach i jakoś nikomu poza osobą nie przeszkadzała… Tak tylko zaznaczę, że z dwóch domów gdzie mała ma dziadków, tylko jeden jest przygotowany na jej przyjazd o każdej porze dnia i nocy… Tylko jednym zależy… Tylko jedni dziadkowie mają zawsze pampersy, słoiczki z deserkami, owoce, chusteczki nawilżone, kosz zabawek, własne krzesełko do karmienia, sztućce, butelki, zimną wodę, szczoteczkę do zębów, płyn do kąpieli, ubranka, książeczki, ewentualne leki, aspirator do noska, kapcie, własny fotelik samochodowy kupiony specjalnie dla małej – słowem – drugi dom… Wiecie o kogo chodzi?? DZIĘKUJĘ WAM ZA TO JACY JESTEŚCIE!! :************
Drugi dzień świąt oczywiście super, bo spędzony u moich rodziców :) Później zostałyśmy z Emi na noc, ponieważ chciałam iść we wtorek pod Okno Papieskie… Rocznica śmierci a ja zawsze chodziłam…
I tak minęły święta… Pomijam oczywiście warunki atmosferyczne, które były tragiczne. Bardziej zimowe niż na Wielkanoc...
Będąc u moich rodziców, Emi dostała od ciocio-babci kuchenkę :) Prawie jak zwyczaj zajączka, obecny w Polsce :)



Fajna :) "Gotuje" wodę, "grzeje" pod garnkami, "piecze" tosty :) Mała lubi się nią bawić :)

Natomiast w sobotę przedświąteczną odwiedził Nas wirtualny zajączek z URWISKOWA :) Emilka otrzymała do testowania karty pracy – kolorowanki :) Ona raczej będzie po nich rysować, może coś prostego z nią poćwiczę prowadząc jej rączkę, ale ja z racji zawodu przetestuję je bardzo mocno :) Oj dokładnie prześwietlę ;) Bardzo fajna sprawa, aczkolwiek moje wnikliwe i czepialskie oko już wyłapało coś drażniącego, co fajnie gdyby było dopracowane i poprawione, ale o tym kiedy indziej :) Koniec końców, karty są fajowskie :)





Wieczorem może uda mi się ogłosić wyniki Konkursu :) Dziękuję za zabawę :)

11 komentarzy:

  1. Kuchenka bajerancka! :D A co do dziadków to ja rozumiem doskonale. Co prawda moi rodzice nie mają u siebie dla Martynki tych wszystkich akcesoriów (poza zabawkami) bo mieszkają piętro niżej i w każdej chwili można donieść co potrzebne ;) Ale o teściach to aż się pisać nie chce, temat rzeka.. Martynka ich praktycznie nie zna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Nas to samo... Misia ogląda zdjęcia, moich rodziców zna, mówi kto to, całuje, a teściów jak mówię "To babcia" itp (bo czasem mi głupio nie mówić) to mała mówi "Nie"...

      Usuń
  2. U nas też kuchnia ciągle na topie :) Tylko mamy innej firmy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Madziu, zawsze wszystko wożę ze sobą i w życiu mi do głowy nie przyszło, że Oli miałaby mieć drugi komplet rzeczy u kogoś :P Ba, nawet jak jeszcze miałam wenę, by odwiedzać teściów to łóżeczko turystyczne, kołderkę itd sama kupowałam :) Nawet teraz u moich rodziców rzeczy dla Oli kupuję zawsze sama... I nawet przez myśl mi nie przeszło, że gdziekolwiek miałoby być inaczej. Może inne podejście. Ja wychodzę z założenia, że moje dziecko - ja mam wszystko zorganizować... Jeszcze by sobie ktoś potem prawa do ingerencji w wychowanie rościł :P
    W sumie tak pomyślałam... Jak jeszcze normalnym było, że do teściów jeździliśmy, a nawet "oficjalnie" tam Mąż pokój miał, to wszystko sami kupowaliśmy. Owszem, czasem zostawialiśmy tam na półce jednej swoje rzeczy (typu szczoteczka, czy żel pod prysznic), ale głupio by mi niesłychanie było, gdyby teściowa kupiła coś do naszego użytku :P
    Kuchenka piękna! Kusi mnie nabycie takiej dla Oli, ale na razie ani kasy, ani miejsca na to nie ma :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tam w wychowanie moi rodzice się nie wcinają, a ja się cieszę, że mają to wszystko u siebie :) Dzięki temu ja nie muszę myśleć co zabrać, czy czegoś nie zapomnę i nie muszę sama taszczyć siat wraz z Misią :) Poza tym w moim odczuciu to nie "kogoś" ale kochani dziadkowie :)

      Usuń
    2. Ja tylko uwzględniam to, że każdy ma inne podejście :) Twoi rodzice tego chcą, to Ich decyzja. Ja jestem na milion procent pewna, że moi (stawiam, że Twoi też ;) )teściowie to nawet o tym nie pomyśleliby. Bo nie ma takiego zwyczaju, bo nie utrzymujemy ścisłego kontaktu, bo wiele innych czynników :)

      Usuń
    3. A ja wychodze z załozenia, że moje dziecko to ja nie bede wymagac od kogos żeby kupował słoiczki czy cos takiego. Teraz oczywiscie problem z głowy bo mały nie jest mały, ale nie ma co oczekiwać że każdy bedzie postepował jak Twoi rodzice. Moja mama nie miała nic dla Kacpra w pierwszym roku, bo wszystko wolalam sama przywozic, u teściowej były akcesoria bo ona go bawiła gdy ja chodziłam do pracy w innym przypadku nie miałaby tego bo i po co. Ale moje oburzenie siepnęło zenitu gdy przeczytałam że chcieli dziecko wziąć na górę. No szok... Jak tak można?

      Usuń
  4. Bo nie chcą. Bo... sama wiesz co. I w temacie moich (Twoich pewnie też :P) teściów tyle. Amen :]

    OdpowiedzUsuń
  5. śliczna dziewczynka!też mamy kuchnię Maja lubi gotować
    zapraszam do nas
    już Was obesrwuję

    OdpowiedzUsuń
  6. Kuchenka pierwsza klasa :-D i te kolorowanki fajne :-D

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękna ta kuchenka:) Sama bym ją chętnie wypróbowała;)

    corsyka

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo