sobota, 16 lutego 2013

Rola mamy

Na blogu "W roli mamy" organizowany jest konkurs o zbliżonym tytule. I jednak (edytowałam:P) postanowiłam wziąć udział... Może się nie ośmieszę haha :) Do napisania tego postu zachęciły mnie inne Blogi. Postanowiłam przeanalizować swoją sytuację ;) Zresztą zastanawiam się jak to było u mnie tak naprawdę. Coraz częściej, lub nawet zawsze, czytam o tym jak osoby ciężko zniosły wielką życiową zmianę. Stres, smutek, brak szybkiego przystosowania, zero instynktu, rozczarowanie... Przyznaję, że dla mnie to nie do pomyślenia!! Nie wiem czemu, może miałam inne podejście, może więcej szczęścia...

Od kiedy pamiętam, zawsze chciałam być mamą. Dziwne co?? :) Ale tak jest. Pamiętam rozpacz gdy dowiedziałam się o leczeniu by spełnić marzenie o małym człowieczku. Pamiętam radość z II kresek, a potem ogromny ból spowodowany stratą. Pamiętam pretensje do Boga za to jak mnie potraktował, setki a może miliony pytań "dlaczego?". Pamiętam płacz i lament, że mnie to spotkało, że nawet gdyby dziecko było chore to bym je kochała, ja już je kochałam w tym 4, 5, 6tc i dalej... I pamiętam złość na ludzi gdy mówili mi, że tak lepiej, że Bóg wie co robi, że jeszcze będę mamą... Jak się nie przeżyło takiej straty, nie powinno się udzielać rad.
A później?? A później nie chciałam dziecka przez rok. I cóż... Emilka to dziecko nie planowane, w pewnym sensie "wpadka" ;) Gdy 14 lutego 2011 zobaczyłam II wpadłam w histerię, płakałam i nie mogłam się uspokoić. Pierwszą osobą która się dowiedziała, był mój brat :) To jego uśmiech i radość zobaczyłam pierwszą i to on zapewniał mnie, że będzie wszystko dobrze. Dalej był stres i masa problemów. Na początku usłyszałam, że poronię lub ciąża pozamaciczna. Wróciłam do swojej starej doktor. Całą ciążę brałam dużo leków, leżałam. 2 razy byłam w szpitalu, a każdego dnia modliłam się o tą moją małą istotkę. Ale nie do Boga... Modliłam się do Jana Pawła II. I kurcze, wierzę, że to on mi pomógł!! Każdy ból sprawiał mi radość, bo wiedziałam, że to dla niej, żeby była ze mną. Poród też miałam niby ciężki (z opowiadań lekarzy i rodziny). Ale ja panikara, z zerową odpornością na ból się porodem delektowałam :) Każdy ból był wtedy konstruktywny i przybliżał mnie do spotkania z córeczką. Boże pamiętam tą radość gdy ją zobaczyłam. Takie cudowne parujące, pachnące ciałko. Nie mogłam uwierzyć, że udało mi się dokonać tego cudu i wydać go na świat. Ile razy na nią nie spojrzałam to płakałam z radości i niedowierzania, że to MOJA córeczka, moje upragnione dziecko, moja miłość, mój CUD!! Nie mogłam siedzieć, stać ale chciałam z nią być non stop, a gdy nie mogłam to zamiast spać i odpoczywać, myślałam o tym co robi, czy płacze... Były też chwile załamania... Jedna i trwała kilka dni. Czułam się złą i wyrodną matką, bo nie mogłam jej karmić piersią.
Byłam i jestem sama ze wszystkim. Nie tylko z opieką nad dzieckiem, ale z domem, z problemami, z samą sobą. Jeśli mogę na kogoś liczyć, to tylko rodzice i brat. Ale nie wykorzystuje tego.
Jednak od zawsze czułam miłość do mojego dziecka, od małej kropeczki. Czułam wdzięczność za to, że jest. Choć nie spałam 3 doby, choć mała czasem marudziła, spać nie chciała, choć teraz woła ciągle "mamo" i wisi tylko na mnie, to ja nigdy tak na serio nie narzekałam. Nie przeszkadza mi to, nie jestem nieszczęśliwa z tego powodu, nie czuję potrzeby odpoczynku, podrzucenia jej komuś choć na chwilę. Wiedziałam co wiąże się z rodzicielstwem i jestem na to gotowa, a każdy jej uśmiech wynagradza wszytko :) Jej przytulenie, całusek dla mamy i rozpowiadanie wszystkim, że jestem jej "Mama", "Mamo", "Mamu" :)

W roli mamy czuję się spełniona i szczęśliwa. Czuję się wyjątkowo. Czuję się dobrze. Zawsze tak było i nigdy nie zmieniłabym nic w swoim życiu, zadaniu które jest przede mną już na zawsze.
Coś musi w tym być, bo jakiś czas temu pewna osoba napisała mi, że jest zaskoczona jaką mamą jestem. Że się tego nie spodziewała i mi gratuluje. I że na odległość widać i czuć radość z Emi i miłość jaką ją obdarzam. Ostatnio to samo powiedziała mi moja mama - że się nie spodziewała :)

Bałam się, to oczywiste :) Ale czuję się w roli mamy rewelacyjnie :) Jak stworzona do tego :) Jak ryba w wodzie :) Urodziłam się po to, by być mamą :) I po trudach zostałam wynagrodzona. Mam cudowną, piękną, mądrą, zdolną i zdrową dziewczynkę :) Aż sama nie wierzę w to jaka jest i w to, że ja mam takie dziecko!! :)

Chyba mogę śmiało stwierdzić, że mimo wszystko mam w życiu wiele szczęścia... :)

Kocham Cię Córeczko i dziękuje, że jesteś!!


4 komentarze:

  1. A nie podasz linka aby można polubiać fejsbukowo? :> Nie wiem czy to zbliża do wygranej, ale już kilka polubiłam w ten sposób i Ciebie też chętnie polubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. jesteś super mamą cudownej dziewczynki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ojej siedzę i ryczę :) piękne to co napisałaś :) i piękne uczucie mamusi do córusi :) ah zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo Wam dziekuje :) Link juz jest, bo decyzja pozniej podjeta i brak sieci opoznily proces zamieszczania :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo