czwartek, 21 lutego 2013

O mamach słów kilka…


Zastanawiam się co kieruje zachowaniem niektórych mam… Brak wiedzy, lenistwo, niechęć… Nie wiem i oceniać nie zamierzam. Napisze jedynie własne spojrzenie jako mamy, na niektóre zachowania i poczynania koleżanek „po fachu”.
- ubiór niedostosowany do pogody. Osobiście nie jestem za przegrzewaniem własnego dziecka. Jakoś wolę ją hartować co nie znaczy, że chodzi zimą i marznie… Ale zauważyłam, że kobiety – nie mówię w tym momencie tylko o matkach – dzielą się na dwa obozy. Pierwsze to te, które zimą ubierają dziecku chodzącemu za krótkie i za cienkie spodenki na śnieg, jesienne buty, nie przykrywają kocem gdy śpi lub jest -10 stopni. Później spacerują 15 minut i uciekają do domu „bo zmarzła dziecina”. I obóz drugi, przegrzewają w lecie… Pamiętam dzień sierpniowy podczas którego udałam się z Emilką do banku. Było ok. 28 stopni, moje dziecko miało krótkie bawełniane spodenki i bluzeczkę na ramiączkach. Siedziała w wózku i nie świeciło jej słońce bardzo na główkę, więc nie miała czapeczki/chusteczki/kapelusika. W banku spotkałam babcie z wnuczką… Nigdy nie zapomnę wyglądu tego biedactwa… Siedziała w wózku, wiek przybliżony do Emilkowego. Potwornie smutna, przygaszona, zmęczona i… mokra!! Siedziała w bluzie, kamizelce, czapce grubej, szaliku, długich spodniach i przykryta kocykiem… Aż mi gorąco jak to wspominam…
- nie czytanie, nie rozmawianie itp. Rozumiem, że nie każda mama lubi czytać – nie musi. Nie każda rozmawia – ok. Ale na litość!! Niech otworzy usta do własnego dziecka!! Niech papla trzy po trzy, opowiada co robi, co widzi, zadaje pytania. Niech kupi jakąś książeczkę dla malucha albo czyta dla większych dzieci czy dorosłych (tylko nie erotyki typu Grey ;)), przecież to pomaga w rozwoju dziecka, w szybszej nauce mowy. Cóż… Ja czytałam już głośno w ciąży, bo akurat pisałam prace mgr. Jak tylko mała się urodziła to co jakiś czas kupowałam jej różne książki (jakie, to w innym temacie będzie) i czytałam, opowiadałam. Efekt jest taki, że Emilka zna części ciała, zwierzątka, kolory i niektóre kształty. Uwielbia słuchać bajek, oglądać obrazki i duuużo mówi. Ale ma koleżankę młodszą miesiąc która nie lubi bajek, prawie nie mówi!! Nie rozumie prostych poleceń itp. Mama koleżanki bardzo się dziwi jak to możliwe, że między Emi a tamtą dziewczynką jest taka różnica… No jak to możliwe ;)
- dziwne nawyki żywieniowe i nadmierna ochrona dziecka. Pisząc dziwne nawyki żywieniowe, mam na myśli dokarmianie malucha między posiłkami, praktycznie na siłę. Moja córa też je: owocka, chrupka, biszkopta, krakersa, paluszka. Ale nie dużo. Nie wpycham w nią na siłę obiadu i jakoś dziwnym trafem pomimo genów jakie dostała, pomimo MM jest idealnie w centylach wagowych :) A widuje dzieci młodsze od mojego a dużo cięższe… Zdaje sobie sprawę, że często nie zależy to od malucha czy rodzica, że dziecka małego nie wolno głodzić ani odchudzać, ale jak widzę jak mama pakuje w synka woreczek czekoladowych ciasteczek to mi się coś dzieje… Pisząc o nadmiernej ochronie, mam na myśli taką niewidzialną powłokę chroniącą przed kurzem, drobnoustrojami, urazami itp. My mamy w domu psa. Kudłatego psa ;) Odkurzam codziennie. Ale młoda i tak będzie miała styczność z jakimś psim włosem. Wyznaję też 2 zasady „Brudne dziecko to szczęśliwe dziecko” oraz „Jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz” :) Nie bronię się brudzić, a druga… Oczywiście, że nie pozwalam jej wchodzić gdzie chce, że nie puszczam jej samej na ulicę, ale nie panikuję gdy się potknie w domu i przewróci, nie biegnę brać na ręce gdy się potknie na polu i patrzy zdziwiona. Podchodzę i z uśmiechem mówię, że się nic nie stało – chyba, że się stało, ale to oczywiste. Tym samym mam nadzieję wychować ją na twardą dziewczynę a nie jakiegoś mazgaja :) Czemu to piszę?? Bo miałam kiedyś wizytę mamy z synkiem… Miała go na „smyczy” w domu żeby się nie potłukł… Nie pozwalała dotknąć psa, bawić się na ziemi… Współczuje jego przyszłej żonie :P
- nie okazywanie uczuć. Najgłupsza głupota jaką usłyszałam od… własnej teściowej!! Niestety znam mamy które praktykują, znam też osoby dorosłe na których praktyki się odbywały i… nie polecam :/ Jak Misia była jeszcze u mnie pod sercem, a ja stresowałam się ciążą, moja teściowa zakazywała mi się denerwować a jeśli już to nerwów nie okazywać bo dziecko mi da w … i będzie ciągle płakać. Nie posłuchałam i co?? Radośniejszego i spokojniejszego dziecka jak Emi nie znam :) Później, już po urodzeniu małej, słyszałam, że mam jej nie nosić na rękach i nie tulić bo ją rozpuszczę. Zawsze będę musiała nosić itp. Oczywiście nie posłuchałam. Wcale nie noszę więcej niż „zimne” mamy, a tulić… Jak ja mogłabym jej nie tulić?? Non sens, zwłaszcza teraz jak sama przychodzi :) I ostatnia rada – nie całować bo będzie miało krosty!! Hahahaha całowałam ile wlezie i nie ma i nie miała żadnej krostki :) Drogie mamy!! Jakbyście miały jakieś wątpliwości (aczkolwiek podejrzewam, że to nie tutaj się takie mamy znajdą) to ja Wam mówię – CAŁUJCIE, TULCIE, NOŚCIE!! Nic tak nie pomaga w rozwoju malucha, wspólnej więzi i późniejszym funkcjonowaniu w społeczeństwie, budowaniu pięknych relacji międzyludzkich i rodzinnych jak opisane czynności :) Aby przyszła synowa czy zięć, będą Was nosić na rękach za lat kilkanaście :)

Jesli podoba Wam sie wpis konkursowy, prosimy o KLIK :)

3 komentarze:

  1. Fajny wpis :) Ale z tymi książkami to nie do końca tak jest. My mamy naprawdę ogrom książek, czytamy każdego dnia, wiele, wiele książek. I owszem, mój Maluch wszystko rozumie, zna kolory, kształty, praktycznie wszystkie zwierzęta, pokaże paluszkiem w książkach wszystko, o co go zapytam. Ale nie ma to żadnego wpływu na jego mowę. Bo jak na swój wiek, to baaardzo mało mówi.

    OdpowiedzUsuń
  2. No mi też się wydaje że czytanie książeczek raczej nie ma żadnego związku z nauką mowy ;) U nas jest odwrotnie, my bardzo mało czytamy bo Martynka niezbyt to lubi, ale mówi dużo, a zdaniem osób postronnych bardzo dużo jak na swój wiek. Każde dziecko się uczy mówić w swoim tempie, tak jak każdej innej umiejętności się uczyło, moim zdaniem nie przyspieszymy tego ani nie opóźnimy czytaniem czy brakiem czytania ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oczywiscie :) To czy dziecko mowi duzo czy malo i kiedy zaczyna, nie zalezy od czytania. Ale udowodniono, ze czytanie, ogladanie wspolne bajek poszerza zakres slow dziecka. Taki maluch zna ich z reguly wiecej niz rowiesnicy bo sie oslucha wczesniej :) Na tej zasadzie dzialaja tez rozmowy i mowienie do dziecka :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo