Featured

czwartek, 28 lutego 2013

Buty dla dzieci

Ostatnio kupiłam Emilce kapciuszki w Deichamannie. Różowe, ale innych nie było a jak myślę dłużej to jednak wolę róż niż Hello Kitty :P O takie są

Fajne, wygodne. Gumka dobrze trzyma nóżkę. Podoba mi się ich podeszwa i wywinięty przód :)

Teraz zastanawiam się nad butkami dla Emi. Ile potrzebuję par?? Jakie?? Jaka firma?? Kiedy kupić… Ciężkie zadanie przede mną :) Myślałam o 3 może 4 parach – adidasy, buciki do spódniczki i później sandałki na lato, oraz gumiaczki. Adidasy już sobie upatrzyłam Nike takie wysokie za kostkę :) 
 Znalezione w google
Nie mogę znaleźć tamtych, więc wklejam przykładowe i to męskie :P
Do spódniczki nie wiem jakie… Patrzyłam wśród roczków filmy Emel i w zasadzie nie patrzyłam na inną firmę, bo na jaką… 
 Znalezione w google
Z sandałkami podobnie. 
 Znalezione w google
Gumiaczki koniecznie chcę żabki. Widzę je oczami wyobraźni, widziałam gdzieś w gazecie chyba, ale gdzie kupić?? 
Znalezione w google
Znalezione w google

No i kiedy?? Boję się żeby jej nóżka nie urosła i nie okazało się za chwilę, że są za małe… Niby nie rośnie jej szybko, ale ja wiem co będzie za miesiąc?? Mamy wypowiedzcie się, doradźcie :)

środa, 27 lutego 2013

Canpol Babies


Polubiłam tą firmę ostatnio :) W domu mamy dużo produktów z ich logo, ale jakoś specjalnie mnie to nie ruszało. Dopiero po ostatnich „wydarzeniach” zaczęłam się bliżej przyglądać temu co mam w domu i jestem zachwycona :) Obcinarka do maleńkich paluszków to u mnie hit :) Niestety nie potrafię obcinać Emi paznokietków nożyczkami, a obcinarką idzie nam szybko, sprawnie i bezboleśnie. Kolejna rzecz to blokada do szuflad. Mocno trzyma, ma taki zacisk którego nie otworzy dziecko, a najważniejsze – ma mocno i wytrzymały klej!! Inne firmy się nad odkleiły po 3 dniach a Canpol Babies jest już 2 miesiące i nadal mocno trzyma. A teraz najważniejsze co skłoniło mnie do napisania. Hurra hurra hurra!! Brawo i chwała za wyprodukowanie kubka niekapka :) Jest to pierwszy kubeczek jaki kupiłam córaskowi. Było to dawno temu i niestety kubeczek leżał w szafce, ponieważ jak wiecie Misia nie tolerowała żadnych niekapków, kapków, kubeczków itp. Od jakiegoś miesiąca moja dziewczynka koniecznie chciała bawić się CANPOLowym niekapkiem. Była zachwycona uchwytami do trzymania i wizerunkiem owieczki na kubku. Tydzień temu zaczęła z niego pić!! Sukces!! Od tygodnia lata po mieszkaniu pijąc z kubeczka, dopominając się picia gdy w nim brakuje i pojąc wszystkie zabawki jakie posiada :)
Moje odczucia odnośnie kubeczka?? Plus za uchwyty do trzymania, które są na stałe przy kubeczku. Wyprofilowane tak, aby małym rączkom wygodnie było je trzymać, jednocześnie pokryte warstwą antypoślizgową. Kolejny plus za jakoś kubeczka i trwałość wykonania samego kubka, jak i wizerunku na nim. Nie zmywa się i nie niszczy po wielokrotnym myciu i szorowaniu. Plus za ustnik, do którego na początku podchodziłam z rezerwą. Wydawał mi się nieodpowiedni, twardy choć na opisie widniała informacja, że ma być miękki, trudny do zassania. Ale chyba źle dobrałam pierwszy kubeczek córki :) W tym momencie stwierdzam, że ustnik jest fajnie wyprofilowany, powleczony miękkim tworzywem. Wygodnie się zasysa napój. Plusem jest również funkcja niekapka. Na początku wypłynie nam kilka kropel, ale na tym koniec :) Wyjątek – gdy dziecko odwraca kubek do góry nogami i tłucze w podłogę/nóżkę itp. Ale to normalne ;) Jedynym brakiem którego można się przyczepić jest brak podziałki, aczkolwiek u malucha w wieku mojej córeczki to nie problem. Nie robię jej już picia wg podziałki tylko wlewam ile uważam za stosowne ;)
Innym produktem jaki chciałam Wam zaprezentować są sztućce dla dzieci :) Ale nie plastikowe!! Prawdziwe sztućce stalowe :) Dla dzieci +18 miesięcy, ale my korzystamy z nich od miesiąca. W komplecie: łyżka, nóż i widelec. Rączki mają kolorowe (ja spotkałam czerwone i niebieskie) i grube, co ułatwia trzymanie ich w małej rączce. Z noża jeszcze nie korzystamy. Łyżka jest dosyć płytka, szeroka i o dziwo nie wylewa się z niej zupa. Idealna do jedzenia :) Widelec ma krótkie ząbki, zaokrąglone – jednym słowem bardzo bezpieczne! Emilka samodzielnego jedzenia widelcem nauczyła się właśnie dzięki tym sztućcom. Wygodnie można nabić na widelec parówkę, makaron, mięsko. Nie można było tego powiedzieć o plastikowym widelcu. Wielki plus i żadnych minusów. Brawo!! I serdecznie polecam :)







Zmiany cd :)

Bardzo mi miło, że podoba Wam się nowy wygląd :) Jednak nie będzie zmiany nazwy, a jeśli już to nie drastyczna - brak mi pomysłu, a obecna nazwa jest 3 lata, więc też szkoda...
Od dziś Blog ma swój FanPage :) Zapraszam do polubiania :)

I nadal proszę o klikanie "Lubię to" pod tekstem konkursowym, jeśli się podoba :) KLIK

czwartek, 21 lutego 2013

Idzie wiosna, czas na zmiany!! :)

Kochani :)
Jak pewnie zauważyliście, na Blogu pojawiło się ostatnio kilka nowości. Nowe zakładki, nowy układ, nowy wygląd - wybrany przez córcię :) Ponieważ czuję wiosnę i już nie mogę się doczekać aż przyjdzie, a wiosna jak wiadomo zmienia świat :) i ja postanowiłam zmienić coś w swoim świecie :) Otóż nadal głównym tematem będzie córasiek mój, ponieważ nadal Blog będzie prowadzony z myślą o Emilce i pamiętniku dla niej na stare lata :) Ale ja mam dość siedzenia w domu, chcę coś robić. Dlatego też dodatkowo wpisy córeczkowo - rodzinne będą przeplatane wpisami recenzjami itp. Zmieni się także nazwa bloga, ale to po zakończeniu konkursu żeby wcześniej nie wprowadzać zamieszania. I nareszcie będę częściej!! Już zdecydowana jestem na sieć internetową, router posiadam także niebawem napiszę do Was z własnego M!! I będę codziennie mam nadzieję :)
A w najbliższym czasie zapraszam na recenzję książeczek dla dzieci, produktów Canpol Babies i BB kremu firmy Eveline :)

O mamach słów kilka…


Zastanawiam się co kieruje zachowaniem niektórych mam… Brak wiedzy, lenistwo, niechęć… Nie wiem i oceniać nie zamierzam. Napisze jedynie własne spojrzenie jako mamy, na niektóre zachowania i poczynania koleżanek „po fachu”.
- ubiór niedostosowany do pogody. Osobiście nie jestem za przegrzewaniem własnego dziecka. Jakoś wolę ją hartować co nie znaczy, że chodzi zimą i marznie… Ale zauważyłam, że kobiety – nie mówię w tym momencie tylko o matkach – dzielą się na dwa obozy. Pierwsze to te, które zimą ubierają dziecku chodzącemu za krótkie i za cienkie spodenki na śnieg, jesienne buty, nie przykrywają kocem gdy śpi lub jest -10 stopni. Później spacerują 15 minut i uciekają do domu „bo zmarzła dziecina”. I obóz drugi, przegrzewają w lecie… Pamiętam dzień sierpniowy podczas którego udałam się z Emilką do banku. Było ok. 28 stopni, moje dziecko miało krótkie bawełniane spodenki i bluzeczkę na ramiączkach. Siedziała w wózku i nie świeciło jej słońce bardzo na główkę, więc nie miała czapeczki/chusteczki/kapelusika. W banku spotkałam babcie z wnuczką… Nigdy nie zapomnę wyglądu tego biedactwa… Siedziała w wózku, wiek przybliżony do Emilkowego. Potwornie smutna, przygaszona, zmęczona i… mokra!! Siedziała w bluzie, kamizelce, czapce grubej, szaliku, długich spodniach i przykryta kocykiem… Aż mi gorąco jak to wspominam…
- nie czytanie, nie rozmawianie itp. Rozumiem, że nie każda mama lubi czytać – nie musi. Nie każda rozmawia – ok. Ale na litość!! Niech otworzy usta do własnego dziecka!! Niech papla trzy po trzy, opowiada co robi, co widzi, zadaje pytania. Niech kupi jakąś książeczkę dla malucha albo czyta dla większych dzieci czy dorosłych (tylko nie erotyki typu Grey ;)), przecież to pomaga w rozwoju dziecka, w szybszej nauce mowy. Cóż… Ja czytałam już głośno w ciąży, bo akurat pisałam prace mgr. Jak tylko mała się urodziła to co jakiś czas kupowałam jej różne książki (jakie, to w innym temacie będzie) i czytałam, opowiadałam. Efekt jest taki, że Emilka zna części ciała, zwierzątka, kolory i niektóre kształty. Uwielbia słuchać bajek, oglądać obrazki i duuużo mówi. Ale ma koleżankę młodszą miesiąc która nie lubi bajek, prawie nie mówi!! Nie rozumie prostych poleceń itp. Mama koleżanki bardzo się dziwi jak to możliwe, że między Emi a tamtą dziewczynką jest taka różnica… No jak to możliwe ;)
- dziwne nawyki żywieniowe i nadmierna ochrona dziecka. Pisząc dziwne nawyki żywieniowe, mam na myśli dokarmianie malucha między posiłkami, praktycznie na siłę. Moja córa też je: owocka, chrupka, biszkopta, krakersa, paluszka. Ale nie dużo. Nie wpycham w nią na siłę obiadu i jakoś dziwnym trafem pomimo genów jakie dostała, pomimo MM jest idealnie w centylach wagowych :) A widuje dzieci młodsze od mojego a dużo cięższe… Zdaje sobie sprawę, że często nie zależy to od malucha czy rodzica, że dziecka małego nie wolno głodzić ani odchudzać, ale jak widzę jak mama pakuje w synka woreczek czekoladowych ciasteczek to mi się coś dzieje… Pisząc o nadmiernej ochronie, mam na myśli taką niewidzialną powłokę chroniącą przed kurzem, drobnoustrojami, urazami itp. My mamy w domu psa. Kudłatego psa ;) Odkurzam codziennie. Ale młoda i tak będzie miała styczność z jakimś psim włosem. Wyznaję też 2 zasady „Brudne dziecko to szczęśliwe dziecko” oraz „Jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz” :) Nie bronię się brudzić, a druga… Oczywiście, że nie pozwalam jej wchodzić gdzie chce, że nie puszczam jej samej na ulicę, ale nie panikuję gdy się potknie w domu i przewróci, nie biegnę brać na ręce gdy się potknie na polu i patrzy zdziwiona. Podchodzę i z uśmiechem mówię, że się nic nie stało – chyba, że się stało, ale to oczywiste. Tym samym mam nadzieję wychować ją na twardą dziewczynę a nie jakiegoś mazgaja :) Czemu to piszę?? Bo miałam kiedyś wizytę mamy z synkiem… Miała go na „smyczy” w domu żeby się nie potłukł… Nie pozwalała dotknąć psa, bawić się na ziemi… Współczuje jego przyszłej żonie :P
- nie okazywanie uczuć. Najgłupsza głupota jaką usłyszałam od… własnej teściowej!! Niestety znam mamy które praktykują, znam też osoby dorosłe na których praktyki się odbywały i… nie polecam :/ Jak Misia była jeszcze u mnie pod sercem, a ja stresowałam się ciążą, moja teściowa zakazywała mi się denerwować a jeśli już to nerwów nie okazywać bo dziecko mi da w … i będzie ciągle płakać. Nie posłuchałam i co?? Radośniejszego i spokojniejszego dziecka jak Emi nie znam :) Później, już po urodzeniu małej, słyszałam, że mam jej nie nosić na rękach i nie tulić bo ją rozpuszczę. Zawsze będę musiała nosić itp. Oczywiście nie posłuchałam. Wcale nie noszę więcej niż „zimne” mamy, a tulić… Jak ja mogłabym jej nie tulić?? Non sens, zwłaszcza teraz jak sama przychodzi :) I ostatnia rada – nie całować bo będzie miało krosty!! Hahahaha całowałam ile wlezie i nie ma i nie miała żadnej krostki :) Drogie mamy!! Jakbyście miały jakieś wątpliwości (aczkolwiek podejrzewam, że to nie tutaj się takie mamy znajdą) to ja Wam mówię – CAŁUJCIE, TULCIE, NOŚCIE!! Nic tak nie pomaga w rozwoju malucha, wspólnej więzi i późniejszym funkcjonowaniu w społeczeństwie, budowaniu pięknych relacji międzyludzkich i rodzinnych jak opisane czynności :) Aby przyszła synowa czy zięć, będą Was nosić na rękach za lat kilkanaście :)

Jesli podoba Wam sie wpis konkursowy, prosimy o KLIK :)

KONKURS - W roli mamy

Od kiedy pamiętam, zawsze chciałam być mamą. Dziwne co?? :) Ale tak jest. Pamiętam rozpacz gdy dowiedziałam się o leczeniu by spełnić marzenie o małym człowieczku. Pamiętam radość z II kresek, a potem ogromny ból spowodowany stratą. Pamiętam pretensje do Boga za to jak mnie potraktował, setki a może miliony pytań "dlaczego?". Pamiętam płacz i lament, że mnie to spotkało, że nawet gdyby dziecko było chore to bym je kochała, ja już je kochałam w tym 4, 5, 6tc i dalej... I pamiętam złość na ludzi gdy mówili mi, że tak lepiej, że Bóg wie co robi, że jeszcze będę mamą... Jak się nie przeżyło takiej straty, nie powinno się udzielać rad.
A później?? A później nie chciałam dziecka przez rok. I cóż... Emilka to dziecko nie planowane, w pewnym sensie "wpadka" ;) Gdy 14 lutego 2011 zobaczyłam II wpadłam w histerię, płakałam i nie mogłam się uspokoić. Pierwszą osobą która się dowiedziała, był mój brat :) To jego uśmiech i radość zobaczyłam pierwszą i to on zapewniał mnie, że będzie wszystko dobrze. Dalej był stres i masa problemów. Na początku usłyszałam, że poronię lub ciąża pozamaciczna. Wróciłam do swojej starej doktor. Całą ciążę brałam dużo leków, leżałam. 2 razy byłam w szpitalu, a każdego dnia modliłam się o tą moją małą istotkę. Ale nie do Boga... Modliłam się do Jana Pawła II. I kurcze, wierzę, że to on mi pomógł!! Każdy ból sprawiał mi radość, bo wiedziałam, że to dla niej, żeby była ze mną. Poród też miałam niby ciężki (z opowiadań lekarzy i rodziny). Ale ja panikara, z zerową odpornością na ból się porodem delektowałam :) Każdy ból był wtedy konstruktywny i przybliżał mnie do spotkania z córeczką. Boże pamiętam tą radość gdy ją zobaczyłam. Takie cudowne parujące, pachnące ciałko. Nie mogłam uwierzyć, że udało mi się dokonać tego cudu i wydać go na świat. Ile razy na nią nie spojrzałam to płakałam z radości i niedowierzania, że to MOJA córeczka, moje upragnione dziecko, moja miłość, mój CUD!! Nie mogłam siedzieć, stać ale chciałam z nią być non stop, a gdy nie mogłam to zamiast spać i odpoczywać, myślałam o tym co robi, czy płacze... Były też chwile załamania... Jedna i trwała kilka dni. Czułam się złą i wyrodną matką, bo nie mogłam jej karmić piersią.
Byłam i jestem sama ze wszystkim. Nie tylko z opieką nad dzieckiem, ale z domem, z problemami, z samą sobą. Jeśli mogę na kogoś liczyć, to tylko rodzice i brat. Ale nie wykorzystuje tego.
Jednak od zawsze czułam miłość do mojego dziecka, od małej kropeczki. Czułam wdzięczność za to, że jest. Choć nie spałam 3 doby, choć mała czasem marudziła, spać nie chciała, choć teraz woła ciągle "mamo" i wisi tylko na mnie, to ja nigdy tak na serio nie narzekałam. Nie przeszkadza mi to, nie jestem nieszczęśliwa z tego powodu, nie czuję potrzeby odpoczynku, podrzucenia jej komuś choć na chwilę. Wiedziałam co wiąże się z rodzicielstwem i jestem na to gotowa, a każdy jej uśmiech wynagradza wszytko :) Jej przytulenie, całusek dla mamy i rozpowiadanie wszystkim, że jestem jej "Mama", "Mamo", "Mamu" :)

W roli mamy czuję się spełniona i szczęśliwa. Czuję się wyjątkowo. Czuję się dobrze. Zawsze tak było i nigdy nie zmieniłabym nic w swoim życiu, zadaniu które jest przede mną już na zawsze.
Coś musi w tym być, bo jakiś czas temu pewna osoba napisała mi, że jest zaskoczona jaką mamą jestem. Że się tego nie spodziewała i mi gratuluje. I że na odległość widać i czuć radość z Emi i miłość jaką ją obdarzam. Ostatnio to samo powiedziała mi moja mama - że się nie spodziewała :)

Bałam się, to oczywiste :) Ale czuję się w roli mamy rewelacyjnie :) Jak stworzona do tego :) Jak ryba w wodzie :) Urodziłam się po to, by być mamą :) I po trudach zostałam wynagrodzona. Mam cudowną, piękną, mądrą, zdolną i zdrową dziewczynkę :) Aż sama nie wierzę w to jaka jest i w to, że ja mam takie dziecko!! :)

Chyba mogę śmiało stwierdzić, że mimo wszystko mam w życiu wiele szczęścia... :)

Kocham Cię Córeczko i dziękuje, że jesteś!!



Moi drodzy :) Jednak postanowiłam spróbować się pokazać :) Ale jednocześnie nie zmieniam wpisu, niech pozostanie tak emocjonalny jaki jest :)
Trochę późno zamieszczam link, ale gdyby komuś się spodobało i zechciał kliknąć - dziękuje :)

sobota, 16 lutego 2013

Rola mamy

Na blogu "W roli mamy" organizowany jest konkurs o zbliżonym tytule. I jednak (edytowałam:P) postanowiłam wziąć udział... Może się nie ośmieszę haha :) Do napisania tego postu zachęciły mnie inne Blogi. Postanowiłam przeanalizować swoją sytuację ;) Zresztą zastanawiam się jak to było u mnie tak naprawdę. Coraz częściej, lub nawet zawsze, czytam o tym jak osoby ciężko zniosły wielką życiową zmianę. Stres, smutek, brak szybkiego przystosowania, zero instynktu, rozczarowanie... Przyznaję, że dla mnie to nie do pomyślenia!! Nie wiem czemu, może miałam inne podejście, może więcej szczęścia...

Od kiedy pamiętam, zawsze chciałam być mamą. Dziwne co?? :) Ale tak jest. Pamiętam rozpacz gdy dowiedziałam się o leczeniu by spełnić marzenie o małym człowieczku. Pamiętam radość z II kresek, a potem ogromny ból spowodowany stratą. Pamiętam pretensje do Boga za to jak mnie potraktował, setki a może miliony pytań "dlaczego?". Pamiętam płacz i lament, że mnie to spotkało, że nawet gdyby dziecko było chore to bym je kochała, ja już je kochałam w tym 4, 5, 6tc i dalej... I pamiętam złość na ludzi gdy mówili mi, że tak lepiej, że Bóg wie co robi, że jeszcze będę mamą... Jak się nie przeżyło takiej straty, nie powinno się udzielać rad.
A później?? A później nie chciałam dziecka przez rok. I cóż... Emilka to dziecko nie planowane, w pewnym sensie "wpadka" ;) Gdy 14 lutego 2011 zobaczyłam II wpadłam w histerię, płakałam i nie mogłam się uspokoić. Pierwszą osobą która się dowiedziała, był mój brat :) To jego uśmiech i radość zobaczyłam pierwszą i to on zapewniał mnie, że będzie wszystko dobrze. Dalej był stres i masa problemów. Na początku usłyszałam, że poronię lub ciąża pozamaciczna. Wróciłam do swojej starej doktor. Całą ciążę brałam dużo leków, leżałam. 2 razy byłam w szpitalu, a każdego dnia modliłam się o tą moją małą istotkę. Ale nie do Boga... Modliłam się do Jana Pawła II. I kurcze, wierzę, że to on mi pomógł!! Każdy ból sprawiał mi radość, bo wiedziałam, że to dla niej, żeby była ze mną. Poród też miałam niby ciężki (z opowiadań lekarzy i rodziny). Ale ja panikara, z zerową odpornością na ból się porodem delektowałam :) Każdy ból był wtedy konstruktywny i przybliżał mnie do spotkania z córeczką. Boże pamiętam tą radość gdy ją zobaczyłam. Takie cudowne parujące, pachnące ciałko. Nie mogłam uwierzyć, że udało mi się dokonać tego cudu i wydać go na świat. Ile razy na nią nie spojrzałam to płakałam z radości i niedowierzania, że to MOJA córeczka, moje upragnione dziecko, moja miłość, mój CUD!! Nie mogłam siedzieć, stać ale chciałam z nią być non stop, a gdy nie mogłam to zamiast spać i odpoczywać, myślałam o tym co robi, czy płacze... Były też chwile załamania... Jedna i trwała kilka dni. Czułam się złą i wyrodną matką, bo nie mogłam jej karmić piersią.
Byłam i jestem sama ze wszystkim. Nie tylko z opieką nad dzieckiem, ale z domem, z problemami, z samą sobą. Jeśli mogę na kogoś liczyć, to tylko rodzice i brat. Ale nie wykorzystuje tego.
Jednak od zawsze czułam miłość do mojego dziecka, od małej kropeczki. Czułam wdzięczność za to, że jest. Choć nie spałam 3 doby, choć mała czasem marudziła, spać nie chciała, choć teraz woła ciągle "mamo" i wisi tylko na mnie, to ja nigdy tak na serio nie narzekałam. Nie przeszkadza mi to, nie jestem nieszczęśliwa z tego powodu, nie czuję potrzeby odpoczynku, podrzucenia jej komuś choć na chwilę. Wiedziałam co wiąże się z rodzicielstwem i jestem na to gotowa, a każdy jej uśmiech wynagradza wszytko :) Jej przytulenie, całusek dla mamy i rozpowiadanie wszystkim, że jestem jej "Mama", "Mamo", "Mamu" :)

W roli mamy czuję się spełniona i szczęśliwa. Czuję się wyjątkowo. Czuję się dobrze. Zawsze tak było i nigdy nie zmieniłabym nic w swoim życiu, zadaniu które jest przede mną już na zawsze.
Coś musi w tym być, bo jakiś czas temu pewna osoba napisała mi, że jest zaskoczona jaką mamą jestem. Że się tego nie spodziewała i mi gratuluje. I że na odległość widać i czuć radość z Emi i miłość jaką ją obdarzam. Ostatnio to samo powiedziała mi moja mama - że się nie spodziewała :)

Bałam się, to oczywiste :) Ale czuję się w roli mamy rewelacyjnie :) Jak stworzona do tego :) Jak ryba w wodzie :) Urodziłam się po to, by być mamą :) I po trudach zostałam wynagrodzona. Mam cudowną, piękną, mądrą, zdolną i zdrową dziewczynkę :) Aż sama nie wierzę w to jaka jest i w to, że ja mam takie dziecko!! :)

Chyba mogę śmiało stwierdzić, że mimo wszystko mam w życiu wiele szczęścia... :)

Kocham Cię Córeczko i dziękuje, że jesteś!!


piątek, 15 lutego 2013

Postanowienie noworoczne :)

Nowy rok mamy już od 1,5 miesiąca a ja chyba nie pisałam o moim postanowieniu :) Otóż... Mimo swojej choroby i problemów z nią, postanowiłam nie brać leków ale zadbać o siebie :) Kupiłam step i ćwiczę. Robię wieczorami po 100 brzuszków, więcej jem... Tak więcej. Bo wcześniej nie jadałam w dzień a nadrabiałam wieczorami. Efekt jest taki, że mam na minusie 4,5kg :) Cieszę się niezmiernie, choć to dopiero kropla w morzu. Ale mam wielką nadzieję, że mi się uda :) Dla siebie a przede wszystkim dla córci :)

*************************************

Odkryłam u Misiuli kolejne 2 zęby!! Długo nic nie było a teraz idzie piorunem i poza brakiem apetytu nic się nie dzieje dzięki Bogu :) Mamy już 7 perełek :)

Tańcząca z... nożyczkami :)

Mojemu córaskowi włoski dziwnie rosną ;) Od spodu są krótkie i gęste, a od góry takie pióra nie do okiełznania. Robiłyśmy palmę na głowie, która niestety pod czapkę nie wlezie. Przypinałam spineczki, ale one są przez Emilkę szybko ściągane i wyrzucane. Nie mogłam pozwolić aby włosięta właziły do oczu, a dziewczynka moja oczka mrużyła już bardzo... Dlatego wzięłam nożyczki i zrobiłam ciach :) Przynajmniej ma przyciętą grzywkę i włosie nie wchodzi do oczu :)
Miałam nie dawać jej zdjęcia, ale ostatnio jak Emiś widzi aparat to strzela takie miny, że nie mogłam się powstrzymać :D Przy okazji prezentuje swoje częściowe uzębienie - bez 3 ząbków które sie przebijają i są tuż tuż :)
Oczywiście kosmyk schowałam do koperty i powędruje do mojego kuferka z pamiątkami :) A leży tam już sporo - kartki z życzeniami od ślubu, zaproszenia, testy, karta ciąży, zdjęcia USG, karta z łóżeczka po porodzie, opaska z rączki, kartki z gratulacjami, pamiątki z Chrztu, szatka :)

czwartek, 14 lutego 2013

Walentynki

Nie lubię tego święta. Takie jakieś wymuszone i jak zwykle z Hameryki ;) Ludzie powinni się kochać i okazywać to sobie codziennie, a nie tylko w jeden dzień. Mdli mnie wysyp serduszek i wygląda to wszystko tak, jakby dziś było ok a jutro już będą się walić po pyskach i zionąć nienawiścią...
Nawet mąż mi tulipany kupił... Się wysilił raz w roku... Ale ok, doceniam.

Jestem po rezonansie głowy, nie było tak źle, fajny lekarz mi się trafił :) Mam nadzieje, że wyniki za 5 dni będą dobre.

Mój czupurek kochany zadziwia mnie coraz bardziej :) Np dzisiaj ją przewinęłam i zbierałam ubranka, a ona gdzieś poleciała i za chwilę słyszę odgłos zamykanej szafki z koszem na śmieci. Patrze a ona wraca i zagląda raz jeszcze, czy to co wyrzucała wpadło w dobre miejsce :) Moi drodzy... Moje dziecko zabrało swojego zużytego pampka i wyrzuciło do kosza!! Jak tu jej nie KOCHAĆ :))))

środa, 13 lutego 2013

TAG - FOTOSTORY

Za zaproszenie do zabawy bardzo dziekuje Pati :)


                                                              Zasady:

1. Umieść w poście baner z tytułem tagu i linkiem do Kirei - inicjatorki tagu
2.  Odpowiedz na 17 pytań w formie zdjęcia - może to być pojedyncze zdjęcie, kolaż złożony z kilku zdjęć, sfotografowany rysunek, PrintScreen. Ważne, żeby odpowiedź była w formie graficznej, a nie tekstowej - ewentualnie krótki podpis dozwolony :)
3.Postarajcie się, aby większość zdjęć była Wasza własna, a nie np. pobrana z internetu z podaniem źródła. Wtedy ten tag będzie bardziej "osobisty" i ciekawy, choć kilka pytań trochę utrudnia to zadanie (np. w przypadku pytania o życzenie).
4. Otaguj 7 osób :)

Pytania (przetłumaczone z niemieckiej wersji TAGU)
  1. Codziennie widzisz...  
  2. Ubranie, w którym "mieszkasz"?
  3. Ulubiona pora dnia?
  4. Coś nowego?
  5. Właśnie tęsknisz za...
  6. Piosenka, która za tobą chodzi...
  7. "Nagłówek" Twojego tygodnia to...
  8. Najlepszy moment tygodnia?
  9. Kim chciałaś/eś być jako dziecko?
  10. Nigdy nie rozstajesz się z....
  11. Co można znaleźć na Twojej liście życzeń.
  12. Twoja miłość od pierwszego wejrzenia.
  13. Coś, co robisz przez cały czas.
  14. Zdjęcie tygodnia?
  15. Ulubione słowo/wyrażenie?
  16. Najlepszy moment roku.
  17. Ktoś, kto zawsze potrafi Cię uszczęśliwić. 

1. Codziennie widzisz 

2. Ubranie w którym mieszkasz

3. Ulubiona pora dnia

4. Coś nowego

5. Właśnie tęsknisz za...

6. Piosenka która za Tobą chodzi

7. Nagłówek Twojego tygodnia to

8.Najlepszy moment tygodnia

9. Kim chciałeś być jako dziecko

10. Nigdy nie rozstajesz sie z 

11. Co można znaleźć na Twojej liście życzeń
(tylko mniejsze na stopie + Aniołek)

12. Twoja miłość od pierwszego wejrzenia

13. Coś co robisz przez cały czas

14. Zdjęcie tygodnia

15. Ulubione słowo/wyrażenie

16. Najlepszy moment roku (obecnego)

17. Ktoś kto zawsze potrafi Cie uszczęśliwić


Do zabawy (jeśli chcecie brać udział oczywiście :)) zapraszam

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo