poniedziałek, 28 stycznia 2013

Stacje O..., brak przewijakow i akcja Pani Anny Muchy 

Mialam już kiedys o tym pisac, ale oczywiście jak to u mnie bywa (nadal brak sieci) nie napisalam. Jak jechaliśmy w sierpniu na wakacje, na wysokości Rabki młodej przytrafila się smierdzaca sprawa ;) Coz, postanowilam zjechac na stacje O... wlasnie w Rabce z nadzieja – a raczej pewnoscia!! – ze mamy XXI wiek i na pewno na stacji będą przewijaki gdzie będę mogla spokojnie przewinac dziecko. Niestety rozczarowałam się. Brak przewijaka. Ale Pani powiedziala, ze powinien być na nastepnej stacji przed Nowym Targiem. Ok, pojade tam. Szybko mi to zleci bo nie ma korkow, a ja nie naleze do ślamazarnych kierowcow. Zajezdzam na wspomniana stacje i co?? I również przewijaka brak… Ani stolika, ani zadnego innego miejsca gdzie będę mogla przewinac dziecko. Nie jezdze wielkim SUVem, ani innym potężnym autem, nawey kombi nie mam i nie mialam wtedy. Musialam przewinac mloda w samochodzie. Wyobrazcie sobie. Male Renault Clio II. Polowa tylnej kanapy zajeta przez fotelik. Polowa wolna ale kanapa jest pochylona w strone tylu auta – taki spad. Caly samochod zapakowany na wakacje. Zimno, leje. Ja meza wygnalam na zewnatrz a sama musiałam się zamknąć z dzieckiem w samochodzie (UPCHNAC!!) i przy placzacej ze strachu dziewczynce przewinac ja ze śmierdzącej sprawy – dlaczego w takich warunkach?? Ano dlatego, ze stacje benzynowe – umowmy się NIE tylko O... inne również (najczęściej przewijaki spotykam na STATOILu – brawo!!) maja gdzies mlode matki. Zero szacunku chociaż my tez jesteśmy kierowcami i dajemy zarobic dyrektorom sieci i nie tylko.
Po powrocie wpadl mi w rece artykul o Pani Ani i jej problemie z przewijaniem malej Stefanii na stoliku na stacji, wlasnie z powodu braku przewijaka. Wczoraj czytalam wywiad z Anna Mucha i wspominala ta sytuacje, interwencje u kierownika, wpisy na blogu i dalsze sprawdzanie stacji. BRAWO Pani Aniu :) Super, ze ktos się wkoncu odważył i stanal po stronie mobilnych mam :) Ponoc na iles tam stacji (nie pamiętam ale chyba 1800) obiecano założyć 200 przewijakow (zapewne Warszawa i okolice :P), kropla w morzu, ale od czegos trzeba zaczac :)

7 komentarzy:

  1. Ja zawsze przewijam w samochodzie :) 100 razy wolę swój samochód, niż pełen zarazków przewijak na stacji :D Nawet podkładając podkład, mnie to odpycha po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też z tych co wolą wygibasy samochodowe, choc teraz juz dziecka nie przewijam. Ale swego czasu robiłam to niezwykle czesto:-p Jednak wiel zalezy od wresji samochodu czy jest 3 czy 5 drzwiowa.

    OdpowiedzUsuń
  3. :) Uwierzcie, ze w moim poprzednim aucie, zapakowanym po dach bylo to baaaardzo ciezkie zadanie ;) I bylo zimno, lalo, wialo brrr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja wierzę, tym bardziej że nie jechaliscie na zakupy, tylko na wakcje, wiec wiadomo bagaże itd. Ja sie ostatnio zdenerwowałam w Mc Donalds bo specjalnie tam zjechliśmy zeby młody mógł zrobic siku. Na tak duzy budynek, aż jedna kabina z ubikacją, a kolejka taka że ho ho. I to zarówno do wc męskiego jak i damskiego

      Usuń
  4. My nie mieliśmy "przyjemności" przewijać się na stacji ani w samochodzie, zresztą w naszym trzydrzwiowym byłoby to teraz mało realne ze względu właśnie na duży fotelik i spore gabaryty młodej ;) raz jeden w Mc'donaldzie zmienialiśmy pieluszkę kiedy podczas spaceru po centrum się przydarzyła niespodzianka i nie wspominam tego źle ;) Ale dobrze wiedzieć że na stacjach brak przewijaków, w razie czego będziemy szukać mc'donaldów ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. No, ja też milion razy bardziej wolę nasz samochód.. Najciekawszą przygodę mieliśmy w ostatnie lato, gdy jechaliśmy wyładowanym po dach samochodem nad morze. Na autostradzie w okolicach Łodzi, w środku nocy, Młoda wpadła w histerię, wrzask niesamowity, pręży się, no koszmar, za chiny nie mogłam uspokoić, więc Mąż zjechał na awaryjny pas, wyjęłam ją z fotelika nie wychodząc z auta, tulę, uspokajam i czuję jak brzuszek się opróżnia w ekspresowym tempie. Szans na dojechanie z taką wodnistą niespodzianką w pieluszce na jakąkolwiek stację nie było, bo odparzenie gwarantowane, a droga przed nami jeszcze długa była. Zatem ja trzymałam Młodą na kolanach na przednim siedzeniu, a Mąż na siedzeniu kierowcy klęczał i mył ją i przebierał, świecąc sobie dla dokładności latarką czołówką. I modliliśmy się, żeby żaden z pędzących TIR-ów w nas nie wjechał ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. No to swoje przeszłaś Madziu, szkoda tylko małej, ale może w końcu się to zacznie zmieniać... chociaż patrząc na ówczesne zmiany w Naszym niejednokrotnie chorym kraju raczej prędko to nie nastąpi...

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo