Featured

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Stare odchodzi, nowe przychodzi...

Mija 2013 rok. Jeszcze żaden nie przeleciał mi tak szybko. Jak?? Gdzie?? Kiedy??
Nie wiem...
Każdy robi podsumowania, każdy będzie robił plany na kolejny, każdy zasiądzie i powspomina.
A ja sobie listę powinnam zrobić. Żeby było szybko, krótko, zwięźle i na temat ;)
Jednak znając mnie, to z listy nic nie wyjdzie. Ja czasem muszę się "rozpisać" ;)

Co mi przyniósł ten 2013?? Zmiany. Wiele zmian.
Praktycznie zaraz o północy córci samodzielnie zaczęła biegać. Wbiegła w Nowy Rok i przez cały przebiegła :) Ona i jej rozwój mnie zadziwia nieustannie. To jak się rusza, jak i ile mówi, co robi, co wie. Nie będę mówić, że jest różowo, bo po co kłamać?? Są chwile kiedy chciałabym wyjść, zniknąć. Są dni kiedy mam dość. Są momenty kiedy jestem zła, ale zaraz, za momencik mój urwis przyjdzie i przytuli, buziaka da, powie coś i wszystko co złe odchodzi w niepamięć :)
Rok 2013 nauczył mnie być silną, twardą i jeszcze bardziej liczyć na siebie. Pokazał mi też, że sama w domu dam sobie radę. Dam radę z zakupami i małą. Z gotowaniem, sprzątaniem. Z chorobą i zmęczeniem. Pokazał, że siedzenie samej nocami nie jest straszne, że można żyć tylko z dzieckiem i nie dzieją się rzeczy rodem z horrorów. Pokazał mi też, że na prawdę mam na kogo liczyć...
Sprawił, że znalazłam w sobie siłę i postawiłam się teściom, szwagierce. Znalazłam siłę na walkę z sobą i przez jakieś 3,5 miesiąca zrzuciłam prawie 10 kg.
W starym roku miałam okazję poznać wiele osób. Osób które mogłam spotkać osobiście, które pokazały mi, że o siebie warto walczyć, skłoniły by walczyć o marzenia, próbować. Osoby dzięki którym zaczęłam sobie trochę w głowie układać, zaczęłam patrzeć inaczej na siebie, na innych, na świat. Wirtualnie również poznałam wiele fantastycznych ludzi i firm. Zobaczyłam, że życzliwość, szacunek i sprawiedliwość nie zniknęły całkiem. Zobaczyłam, że są jeszcze cudowne i kreatywne osoby, wspaniałe marki które mnie zachwyciły i na dłużej złapały za serce.
Dziękuję za wszystkie maile, ciepłe słowa, propozycje :)
Oczywiście i trolle, niesprawiedliwość, zawiść itp mnie spotkały, ale... po co o tym myśleć, pisać i pamiętać :)
2013 przyniósł mi nowe doświadczenia artystyczne :) Zaczęłam się bawić dekupażem :) Podoba mi się to, podoba mi się co robię, taka moja odskocznia :)
Kota mi przyniósł - zmienił moje zdanie na temat tych futrzastych stworzeń :)
A co najważniejsze - rok 2013 spełniał marzenia!!
To moje największe :) Aparat! Lustrzanka! Tu też dzięki wielkie Marcie - za kopa, za "zlecenie" zrobienia sesji modelce i Marty cudnym dżdżownicom :) Za super zabawę, za posmak fotografowania, za ciepłe słowa i kciuki :)

Ciekawe jaki będzie 2014...
Nie stawiam sobie żadnych planów, nie robię postanowień i wymagań. Chcę brać co mi przyniesie, chwytać garściami i liczę na większość cudownych chwil! :)
Natknęłam się dziś na jakieś przepowiednie. 4 to czas zmian. Osoby urodzone 4,14,24 bądź w kwietniu, lub kończące 24, 34 lata itp mają mieć wyjątkową przychylność ;) Zmiany, wyjazdy, znajomości.
Cóż... Matka urodziła się... 24 :D To musi być ten rok ;)
Na pewno przyniesie mi nowy obiektyw ;)
Co więcej?? Nie wiem... Może pracę... Może zwiedzę świat, zobaczę coś co mi się zawsze marzyło... Może nauczę się innego języka... Może wyprowadzę się z Polski... Może uda się to co planuję...

:) Wam w każdym razie życzę cudownej zabawy w Sylwestrową noc :) Smacznych szampańskich bąbelków, super humorów, tańca, śmiechu :) Żebyście z pompą pożegnali stary i powitali nowy rok :) Żeby przyszły rok był inny, może lepszy a na pewno nie gorszy ;) Żeby spełniły się wszystkie marzenia!

Blog nie zostanie zamknięty, ale wpisy będą pojawiały się rzadziej - w miarę wolnego czasu - dziękuję Wam za maile i ciepłe słowa! 
Po nowym roku wpis książkowy i rowerkowy ;)
Matka się starzeje - zakupiła krem na zmarszczki! O.o

Tak, bawcie się dobrze :) Ja siedzę w domu, bo mąż o 6 rano jedzie do Belgii...

Do zobaczenia za rok! :)

piątek, 27 grudnia 2013

Czy dziś jest piątek 13-tego??

Tak się czuję jakby był trzynasty... Serio. Jestem zmęczona i chce mi się płakać.
Pomijam, że w domu mam taki bajzel jakby całe przedszkole tu siedziało, a nie tylko 2-letnia dziewczynka z 30-letnim tatą... Ale cały dzisiejszy dzień, wszystko co zaplanowałam, czego dotknęłam - wszystko było porażką!

Zacznijmy od spraw zagranicznych. Na szybko, żeby nie zanudzać. ROPS zajmujący się "kontaktami" z zagranicą, odnośnie świadczeń rodzinnych, sam nie wie co tak naprawdę potrzeba. Już 3 razy dowoziłam im jakieś dokumenty. Łączy się to z jazdą do Krakowa, poszukiwaniem miejsca przez 30 minut, a potem targaniem malucha na rękach kolejne 30 minut. Ostatnia wizyta zakończyła się sukcesem, Pani powiedziała, że wszystko mamy, chociaż ona nie jest pewna czy nie trzeba jeszcze umów, więc mam je skopiować, potwierdzić w MGOPS odpowiednim do miejsca zamieszkania i odesłać im pocztą. Dziś poszłam do MGOPS po taką pieczątkę i... oczywiście "bardzo miły" Pan poinformował mnie, że on nie ma prawa i mam iść do Notariusza... Cóż. Polska nie płaci ani grosza. Płaciła marne grosze, a latania było jakby miliony dawała. Teraz nie płaci nic, więc nie patrzy też ile wydaję na latanie i załatwianie jakiś ich dziwnych wymysłów... Polska nie płaci, a zachowuje się tak, jakby to znowu ona miała mi tysiące wydać. I niech mi tylko tu nie Trolluje żaden ludzik jak kiedyś, że siedzę i grabię Państwo. Jak życia nie znasz to milcz!

Później poleciałam zapytać o garaże. Po obu stronach osiedla postawione są blaszaki. Są kierowcy mający garaż i mimo wszystko parkujący na ogólnym - zawsze. Są i tacy jak ja, którzy garażu nie mają, stając na ogólnym mają auto obite, ale... najczęściej nie mają gdzie stawać. W takim momencie zgodnie z normą osiedlową, stają na klepiskach i... tylko na mnie są zgłoszenia do Straży Miejskiej i tylko ja dostaję papierki za wycieraczkę... Pomyślałam, że skoro miejsca mają, to gmina coś zarobi dzierżawiąc mi grunt. A ja postawię blaszak i będę miała swoje stałe miejsce. Niestety w gminie nikt nie wie kto jest właścicielem gruntu!! Odsyłano mnie do 5 pokoi i nic (pewnie dlatego, że my w Unii nie jesteśmy :P), w ostatnim Pani dziwnie się plątała nawet na mnie nie patrząc, że nie ma szans. Że wydział Architektury nie zgadza się, a ludziom wszystko wolno... Nóż mi się w kieszeni otwiera...

Apogeum dnia osiągnęłam po wizycie w firmie która "rozwija się dla klienta", firmie bogatej, wydającej krocie na reklamy, firmie zgarniającej 7 na 10 klientów przenoszących numer, firmie Play!
4 grudnia 2013 stałam się klientką tej firmy. Od tego dnia zaczął w normalnym trybie użytkowania działać "super, wytrzymały" telefon Nokia Lumia 520. Do dnia dzisiejszego wyłączył się z 15 razy, zawiesił drugie tyle i konieczny był reset, oraz padł mu głośnik i nie dało się rozmawiać - trzeszczał. Zaniosłam do naprawy i... zostałam bez telefonu!! W salonie powiedzieli, że mam sobie sama załatwić jakiś telefon, że oni nie będą mi mówić czy mają zastępczy, mam sobie sama dzwonić i dopytywać. Wzięli numer żeby mnie poinformować, że telefon gotowy, ale... ja przecież nie mam telefonu więc jak zadzwonią?? Za tydzień dopiero pojedzie do naprawy, 3 tygodnie mam być bez, ale abonament mam płacić oczywiście. Z mężowego telefonu zadzwoniłam do BOKu, no bo jak to, mąż wyjedzie a ja bez telefonu. Zero kontaktu, ani na pogotowie, ani coś załatwić... Pan mi powiedział, że mogę prosić o miesięczne zawieszenie płatności, a telefon mogę dostać z innego punktu - muszę podzwonić, pojeździć i poszukać. Sama! Z własnej kieszeni! A dzwonić po rynnie chyba. Ale próbowałam. Odebrała tylko Pani z 1 salonu na 5 i powiedziała, że już od tygodnia nie mają... Inne salony mają to gdzieś. Na profilu Play FB powiedziano mi, że nie ma obowiązku wydania telefonu (myślałam, że jest jak z samochodami) i nie można zawiesić abonamentu.
Wychodzi na to, że:
1. Każdy powinien mieć co najmniej 2 telefony, bo jak się zepsuje jeden, to Play nie pomaga klientowi
2. Play klientów ma gdzieś, kasa najważniejsza, nawet o obsługę gwarancyjną nie dba.
3. Ma niedoinformowanych pracowników - BOK i FB mówią co innego - komu wierzyć??
4. W PLAYu są tak wspaniałe telefony, że każdy jest naprawiany, bez szans na kontakt ze światem pozostaje nieszczęsny abonent.

Ciekawa jestem jak mi dadzą znać, że mogę odebrać swój "niezniszczalny" sprzęt?? Nie pomyślały o tym Panie w punkcie...

Generalnie jestem zaskoczona niekompetencją, olaniem problemu i złym podejściem do klienta. Taka firma, fortuny wydaje na reklamy a ludzi którzy już do niej przejdą, w kieszeń zaczną pakować ma gdzieś. Przeszłam do PLAY z orange ze względu na lepszą komunikację i lepszą ofertę. Ale w orange nigdy nie miałam takich problemów. Dotąd każdemu polecałam fioletową sieć, namawiałam a teraz... Zdecydowanie ODRADZAM!! Może zakup we własnym zakresie telefonu i karta Play będzie ok, ale abonament, pomoc od firmy itp?? Żenada!!

*****************************************

Na koniec mam pytania do Was 2 ;)
1. Kawoszem nie jestem. Kocham zapach kawy, kocham lody kawowe, ale nie kawę ;) Nie fusiastą ;) Zawsze piłam 3w1, albo rozpuszczalną z mlekiem :) Tak już mam. I marzy mi się ekspres do kawy, żeby pić od czasu do czasu jakieś różne mieszanki dziwne :P I nad Dolce Gusto Piccolo myślę... Niby kapsułki drogie, ale wychodzi jak 3w1 na sztuki... Albo mniej. Sama nie wiem, kawa ze słoika mi zawsze... pleśnieje :P Już na FB pytałam, ale nadal nie umiem się zdecydować :P Nie wiem czy warto itp...

Zdjęcie ze strony www.dolce-gusto.pl
2. Zmywarki - macie?? Polecacie?? Z mężem się zastanawiamy nad zakupem. Małej, takiej na 10kpl. Piszcie :)

Pozdrawiam! Jutro będzie lepiej ;)

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Świątecznie! :)

Ratunku! Ktoś mi ukradł dobę! ;)
Za post zdjęciowy zabieram się 3 dni...
Jakąś obsuwę mamy na całego...
Mąż kroi sałatkę i krzyczy bym się spieszyła, więc... ;)
Dziś na szybko, dekupażowo będzie ;)
A później lecę maile nadrabiać - a co nie zdążę, będzie po 26 :)

Bombki :)








Ozdobne pudełeczka :)




Świąteczne obrazki


Świecznik - na razie jeden ;) I napis nad lustro








A na sam koniec coś ode mnie :) Oczywiście na jedną nutę ;)

Dla wszystkich Czytelników! Dla wszystkich wspaniałych osób, z którymi miałam przyjemność poznać się przez ten rok. Dla wszystkich wspaniałych firm, które miałam okazję poznać, z którymi miałam przyjemność współpracować :) Dla wszystkich dobrych duszków, dających mi kopa energetycznego i wspierających w spełnianiu marzeń! I dla wszystkich pozostałych również :)


Na scescie, na zdrowie, na to Boze Narodzynie,
Coby sie wom dazylo, mnozylo kazde stworzynie!
Coby sie wom darzyły kury cubate, gęsi siodłate
Cobyście mieli telo wołków kielo w dachu kołków
Telo cielicek kielo w lesie jedlicek
Telo owiecek kielo mak mo ziorecek
Telo krów kielo w sąsieku plów

Coby sie wom darzyły konie z biołymi nogami

Cobyście orali śtyroma pługami

Jak nie śtyroma - to trzoma

Jak nie trzoma - to dwoma

Jak nie dwoma - to jednym

Ale co godnym!


Sięgnijcie do pieca - wyjmijcie kołoca

Sięgnijcie do skrzynie - wyjmijcie pół świnie

Sięgnijcie na wyzke - wyjmijcie masła łyzke

Piekliście, kłóliście - kolędnikom daliście


Coby sie wom darzyły dzieci - kielo przy piecu śmieci

W kozdym kątku po dzieciątku, a na pościeli troje

Ino cobyście nie pedzieli, ze to ftore moje!


Na scęście, na zdrowie, na tyn Nowy Rok!

Coby wom wypod z pieca bok!

Coby wom z pieca wypadła ruła!

Coby wom gaździno zhrubła!


Coby wom nicego nie chybiało

Z roku na rok przybywało

A do reśty - cobyście byli scęśliwi i weseli

Jako w niebie janieli, haj!
Dla Was, mój ukochany Zakopower :)


Wesołych Świąt!! :)

Zdjęcie z www.google.pl, życzenia ze strony www.naludowo.pl, muzyka oczywiście www.youtube.com


wtorek, 17 grudnia 2013

Nocne Małżeństwa Rozmowy

Spokojnie, nie będzie to temat 18+ ;)
Nie lubię generalizować, ale na wstępie zrobię to niestety. Jacy są Polacy?? Cóż... Lubimy się wymądrzać. Zwłaszcza w temacie jakiego nie znamy. Lubimy mieć rację i obrażać się gdy ktoś uważa/robi inaczej niż nam coś w głowie podpowiada.
"Zenek powiedział, że koleżanka Ziuty słyszała od kolegi szwagra Marianny, że..." tak, takie coś kochamy. Bzdury, bzdety niesprawdzone uwielbiamy i powielamy.
Mówiłam, że dziś będzie post motoryzacyjny. A no będzie. Jakim autem jeżdżę, to już kiedyś pisałam. Opinie o aucie w sieci znaleźć można, ale uwaga! To wszystkie opinie wydane na podstawie przykładu z Zenkiem. Nigdy nie jeździli, gdzieś słyszeli i gadają bzdury. Albo w ciemno kupili i samochód winny. Ale wtedy może być każdy winny...
Tak też jest z moim ślubnym. Zakochany w VW, lubi z racji zawodu Renault. Reszta?? Nie. A już na pewno nie Alfa, bo kiedyś, gdzieś, ktoś mu powiedział...
O tym, że ja samochód kupiłam wbrew mężowi, tzn. miał być inny ale uparłam się na Romeo, to chyba pisałam. Ponoć nie jest zły, podobno dobrze się jeździ. Ale tylko ponoć... Bo czuję, że prawdy dowiem się znowu za jakiś czas...
O czym więc była nocna małżeństwa rozmowa?? O samochodach rzecz jasna, a dokładniej o tym który lepszy. Bo Renault i koniec. Kropka. Bo raz pozwoliłam Alfą jechać za kierownicą i się nasłuchałam potem, że on by nie mógł, bo skręt mały, bo sprzęgła nie ma. Kurczę złej baletnicy to i rąbek u spódnicy przeszkadza... (Nie żebym Cię obrazić chciała Kochany...) Ale taka jest prawda. Jeżdżę i nie narzekam, wręcz przeciwnie!
Wczoraj usłyszałam, że najwyższe noty bezpieczeństwa uzyskało Renault... Cóż, ja tu widzę jakieś inne dane...
Alfa http://www.autocentrum.pl/euroncap/alfa-romeo/
Renault http://www.autocentrum.pl/euroncap/renault/
Następnie dowiedziałam się, że na starość lepsze miękkie zawieszenie a nie twarde. Hmm czy mam rozumieć, że jestem stara?? Nie wiem... Zawieszenie to ponoć najsłabsza część Alfy jeśli chodzi o polskie drogi. Ale to też nie do końca jej wina, ja na swoją nie narzekam. U mnie jeśli chodzi o zawieszenie, to cenie i kocham Alfę za to jak trzyma się drogi, jak stabilnie jedzie. Jak nie wylatuje z zakrętów przy większych prędkościach. Jeżdżę jak jeżdżę i w "Renówce" to mnie strasznie denerwowało. Gnie się, składa jak autobus przegubowy. Nie odpowiada mi to i tyle.
Jeździłam już różnymi markami, nie chcę tu zanudzać bo zdaję sobie sprawę, że czytają mnie głównie kobiety, a kobiety nie za bardzo się tym interesują. Wiem też, że ciężko wypowiadać się, myśleć o czymś czego się nie zna. Ja mogę powiedzieć jedynie, że Alfa to najlepsza marka samochodu jaką jeździłam. Uwielbiam ją, kocham i za nic w świecie nie zmienię na inne. Kto nie jeździł, nie zna to nie zrozumie. Podobnie ktoś kto mówi co słyszał i powiela raniące stereotypy. Silnik 1.9 JTD to jeden z najlepszych silników. O tym też nikt nie mówi, bo po co. I takie jest moje zdanie. To miłość do grobowej deski. Jestem wdzięczna bratu i tacie za to, że zwrócili moją uwagę na tą markę, na fakt, że w tej cenie jaką dysponowałam, jestem w stanie już kupić i jeździć tym autem. Jeśli o miłość chodzi, to i moja córka ją kocha :) Wie który to jej samochód, choćby takie same stały obok siebie - kolorystycznie również ;) Całuje ją i tuli się do niej ;)
Kończąc, pokaże Wam jeszcze coś, co mnie w Alfie urzekło, czemu inna marka w moich oczach jej nie dorówna! Wygląd! Teraz wszystkie auta robią praktycznie wg jednego projektu, łatwo pomylić nowego VW ze Skodą czy jakąś inną marką. Alfy nie pomylisz praktycznie nigdy :)
I prawdą jest to, co kiedyś przeczytałam na jednym z forów Alf :)
"Elegancki pośród sportowych, sportowy wśród eleganckich - włoski styl - Alfa Romeo"
Święta prawda. Na dowód moje marzenie Alfa Romeo 159 SW
http://allegro.pl/alfa-159-lift-150km-mocca-skory-import-niemcy-igla-i3772545581.html link z aukcji Allegro
Lub bardziej realne marzenie Alfa Romeo 156 SW po lifcie
http://allegro.pl/mocca-romeo-156-1-9-diesel-skory-mega-fela-na-full-i3781132204.html znowu z aukcji Allegro
I na końcu, propozycja ślubnego, mająca wg jego opinii zdeklasować moje - Renault Laguna
http://allegro.pl/initiale-paris-laguna-ii-fl-1-9-dci-130-ps-xenon-i3775750461.html również Allegro

Na początku powiedział, że żadne Renault nie dorówna Alfie, potem wrzucił Lagunę. Dla mnie jednak sytuacja jest prosta... Laguna... Oklepana. Nie podoba mi się w ogóle. I wywalanie na zakrętach. Alfa - to jest to, to jest marzenie i moja motoryzacyjna miłość :) To jest czas gdy uśmiech sam pojawia się na twarzy a serce przyspiesza. To jest właśnie Alfa Romeo :) Wystarczy się raz przejechać i... wpadłaś :))

Pozdrawiam!
Alfaholiczka :D

Przez zagapienie zrobiłam karygodny błąd!! Tak to jest, jak się na szybko pisze! ;) Poprawione, ślubny mój dzięki za info ;) :P

piątek, 13 grudnia 2013

Przedświątecznie

Święta coraz bliżej. Cieszę się, doczekać nie mogę, ale nie czuję. Nie czuję ich kompletnie...
Dobrze, że mam mieszkanie trochę przystrojone, to przypomina mi o dniach jakie się zbliżają. I moje dziecko oczywiście ;)
Korzystając z ładnej pogody pomyłam okna, powiesiłam firany. Przy okazji się po wkurzałam, bo zamówiłam firanę na 250 cm długą a ma 233 i wygląda jakbym wodę w domu miała... Ale cóż, jakoś muszę się przyzwyczaić. Em jak wróciła do domu i zobaczyła to się rozpłakała, albo inaczej. Wpadła w histerię... Zauważyłam, że już któryś raz jak coś zmienię w domu to ona histeryzuje... Też tak macie??
W każdym razie wkrótce jej przeszło i kazała z przedpokoju zdjąć afrykańską maskę a w zamian za nią powiesić bombkę ;)
Od wczoraj na jej choince swoje miejsce znalazła gwiazda :) Zauważyliście, że ostatnio jej nie było?? ;) Moja mała wymyśliła sobie gwiazdę - czerwoną! Naszukałyśmy się, małych nie ma. Więc jest jaka jest, ale efekt fajny :) I od czerwonej lepsza była jednak jasno fioletowa ;) Ma gust ta moja dziewuszka, po wuju pewnie ;)

Obiecałam kiedyś, że pokażę co robimy gdy nie da się wyjść na spacer. Takich dni jest na prawdę mało, bo żeby nas w domu coś zatrzymało, to musi okropnie lać lub wiać ;) A gdy już taki dzień się zdarzy, to robimy wszystko żeby nie zwariować :) Np... malujemy się kremem i odciskamy ślady na ciemnej karcie - tu akurat Em wysmarowała się bez mojej wiedzy :P
Można też malować :) My lubimy kredki, ale czasem bawimy się też farbami. Te ulubione, to przypadkowo kupione w biedronce :) Są to farbki do malowania palcami i mają pieczątki. Przy okazji wykonałyśmy kartkę blogera ;) Wtopę bym niezłą zaliczyła... Kartki wypisane, zaadresowane i... wtedy na FB przeczytałam, że jakaś mama kartkę robi. Lecę czytać i dopiero doczytałam, że to miała być WYKONANA kartka... Także Nasza mama blogerka dostanie kartki sztuk 2 ;)

W listopadzie w IKEI kupiliśmy pacynki na palce. Kilka razy robiłam z ich udziałem teatrzyk, ale Emi wywiozła je do dziadzi - bo tylko z nimi dziadziuś śpiewa pieśni patriotyczne, które moja córa uwielbia :D W listopadzie również, tatuś przywiózł Miśce kapciochy. Ja dostałam kiedyś takie od brata, tfu gwiazdki :) Tym sposobem robimy gonitwy zwierząt po pokoju, prowadzimy rozmowy "na szczycie" i różne inne rzeczy ;)

Zabawy z papierem kolorowym, wycinaniem i naklejaniem też lubimy :) Tego słonia odgapiłam od Eweliny z bloga Wszystkie odcienie Macierzyństwa zrobiłyśmy go z Emilką jeszcze w wakacje, ale myślałam, że wyrzucony. Znalazłam go przypadkiem ostatnio i pokazuję :)
Kończąc już, chciałam Wam pokazać Emilkowy prezent gwiazdkowy :) Zrobiła go dla nas Ania z Niebieskie Migdały - Handmade by Anka na specjalne moje życzenie ;) Zdjęcie autorstwa Ani, ponieważ Anielica dopiero do Nas zmierza :)
Czyż nie jest piękna?? :))

Tyle na dziś :) Na koniec roku postaram się jeszcze o 2 posty dla Was :)
Może 3 ;)
Przepraszam za jakoś 1 zdjęcia - coś się dziwnie na bloga dodało.
Pozdrawiam :)





wtorek, 10 grudnia 2013

O czym wczoraj zapomniałam ;)

Wczoraj to mi jakiś mega post wyszedł ;) A już po publikacji, przypomniałam sobie o czymś, co miałam powiedzieć i tego nie zrobiłam :) Dziś chciałam nadrobić, powrzucać zdjęcia z zajęć domowych gdy za oknem pada, ale... wrzucę kiedy indziej :)

W domu mam sytuacje jak z filmu sensacyjnego. Oczy dookoła głowy, uszy wyczulone, o węchu nie wspomnę. 2 razy zdarzyło się Em odkręcić kurek przy piecu. Mówiłam, że nie wolno, tłumaczyłam dlaczego i był spokój. Dziś wyszłam na ok 10 sekund - nie więcej! Wracam do pokoju i coś mi tak gorąco, coś mi śmierdzi... Patrzę, a tu wszystkie kurki na full odkręcone, na jednym położona chusteczka papierowa, która już zaczęła się lekko podpalać (mam płytę), a Em leży na podłodze i czyta... Ale wrzask podniosłam - serio. Później mówię, pytam czy wie o co jestem zła, a Ona "Tak, nie ruszać pieca" czyli wie, więc czemu rusza?? Hmmm...
Wieczorem dzwoni G. i córa mu tłumaczy "Emisia ogień paliła" cóż... Wóz strażacki przyniósł Mikołaj, wodą sika, więc dziecko trenuje gaszenie pożarów rozumiem... Strach się bać.

Poza tą sytuacją mamy wesoło. Nic gorszego i równie niebezpiecznego nam się nie zdarzyło. Śmiać mi się chce, gdy sobie przypomnę jak narzekałam, że Emi nie mówi. Matko jedyna, teraz modlę się o chwilę ciszy :D Ona mnie przebiła nawet, a to znaczy, że nie jest dobrze ;)) Buduje piękne zdania złożone, opowiada różne historie, układa opowieści do obrazków, rozmawia z zabawkami, śpiewa - zna już kilka piosenek/wierszyków na pamięć :) A zasób słów ma ogromny ;) Nieraz zastanawiam się, skąd zna dane słowo, skąd wie co znaczy, skąd wie, że to słowo zastępuje poprzednie którego, np. nie zrozumiałam :) Zadziwia mnie :)

Wczoraj zapomniałam się pochwalić w temacie ząbkowym :) Jak już dziecko starsze i ząbki ma, to na kolejne się jakoś mniej wyczekuje. Niemniej jednak ja co jakiś czas liczę ilość perełek w buzi ;) Zwracam też uwagę na to, że nie wychodzą one wg. kolejności podawanej w książkach, serwisach itp. Z ząbkami jakoś nigdy problemu nie było - poza 3 jedną jedyną jaką ma, a przy wyłażeniu dawała nieźle popalić. Jakie było moje zdziwienie, gdy zaglądając do buzi dziewczynce, zobaczyłam dwie, całkiem już duże, dolne 5 :) Bezobjawowo kompletnie :) Tym sposobem zębów mamy 15. Czekamy na kolejne, chyba lada dzień przebijać się będzie górna, prawa 5 i nie wiem czy 3 górna, prawa nie wybiera się ;) Oby bezboleśnie!

W Naszym dziennym rytmie wprowadziłam pewną zmianę. Emi nie sypia w dzień. Nie sypia dlatego, że zmęczona zabawą usypia wieczorem po 19, szybciutko, sama i ja mam chwilę dla siebie. Inaczej usypiała mi po 22 czasem później i to jedynie na rękach. Ja ledwo żyłam, nic nie mogłam zrobić dla siebie i postanowiłyśmy zaryzykować zmianę. Oczywiście są dni, gdy wstanie wcześniej, jest beznadziejna pogoda, widzę, że ledwo chodzi - wtedy sypia w dzień, ale jakoś nie długo.
Dziś jak zwykle siedziałyśmy razem i jadłyśmy kolację. Na łóżku. Em pożerała moją bułkę siedząc oparta o mnie plecami, coś tam gadałyśmy i nagle... przewróciła się na bok na poduchę i śpi :D Hahahah wyglądało to tak komicznie, a ja miałam chyba tak zdziwioną i głupią minę, że śmiałam się z tego dobre 15 minut, nim zgasiłam światło, zabrałam swoją kanapkę z rączki Małej i poszłam dokończyć posiłek :)

Tyle u Nas :)
Pozdrawiam!

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Nadrabiamy

Nadrabiam zaległości i nie wiem od czego zacząć. A skoro nie wiem, to najlepiej od początku...
Zacznijmy w czwartek - wtedy to wieczorem odwiedził Nas... Ksawery :/
Słyszałam, że ma być, później, że południe ma ominąć, a potem żałowałam, że nie pojechałam wcześniej do rodziców... Okna mam jeszcze po poprzednich właścicielach... Ponawiercane. Ciągnie od nich zimno jak diabli, wiatr hula jak nie wiem. Wieczorem myślałam, że już gorzej być nie może - ależ się myliłam... Ok 23 gdy na zewnątrz pogoda się uspokoiła, pobawiłam się w pomocnicę Mikołaja ;) i poszłam spać. Ok. 3 nad ranem zbudził mnie pomruk (burzy w nocy nie lubię, boję się i dużo wcześniej je "wyczuwam") i odgłos otwieranego okna. Spojrzałam na Em, leżała i wielkimi, przestraszonymi oczami wpatrywała się w balkon. Pod wpływem wiatru, nie wiem jakim cudem, puściła klamka i drzwi się uchyliły :/ Zamknęłam, wyjrzałam i... nie było nic widać. Nic. Sypał jakiś lód, może grad, który wkrótce zamienił się w deszcz. Ale gdy tak wyglądałam, to tak błysnęło (i to nie piorun a taka jasność) i huknęło, w życiu nie widziałam i nie słyszałam czegoś podobnego! Ja oczywiście się roztrzęsłam, jednak wystarczyło jedno spojrzenie na przerażoną Em, by przywołać się do porządku... Tuliłam ją przez godzinę... A później, rozpakowałyśmy część paczek od Mikołaja :) Trochę zabawy i po 4 znowu do spania :)
Wśród otwieranych prezentów, był ten jeden, który w szafie leżał 3 dni i korcił bardzo ;)
Ten z wymianki blogowej :) Mikołajce już dziękowałam :)) Prezent super! I dzięki raz jeszcze!


Co do samej wymianki... W zasadzie nie wiem jak ją podsumować. Bo są osoby z którymi był kontakt non stop, są też takie które zniknęły na amen... Są osoby zadowolone i są takie z jedną wielką chodzącą pretensją... Nie wszyscy chyba zrozumieli sens zabawy. Ale grunt, że mam sygnały i wiadomości o zadowoleniu obdarowanych i robiących paczki. I to mnie cieszy - dziękuję za zabawę! :)
Mikołajki zaczęły się od zabawy Em - nie ma wozu z kierowcą, to kierowca z Lego go zastąpi ;) Pomysłowe to moje dziecko ;)
Oczywiście musiałam jeść zupki ugotowane przez małą kucharkę i klocki układać itp itd :) W wolnej chwili biegała dokańczać dekorację mieszkania. Udało się :) Wygląda to mniej więcej tak

Kończąc małe podsumowanie poprzedniego tygodnia, pochwalę się, że po raz pierwszy w życiu, zrobiłam tak wcześnie pierniczki! :) Zawsze piekłam kilka dni przed Wigilią, teraz jakieś 3 tygodnie :) Córa mi dzielnie pomagała (bałaganiła) a ja dzielnie starałam się nad wszystkim zapanować :P Chyba się udało ;)
Wczoraj napisałam na FB, że najprawdopodobniej zamykam bloga... Dzięki za odpowiedzi, za maile, fajnie wiedzieć, że ktoś zagląda i żyje razem z nami :)
Bloga na amen nie zamknę. Albo będzie jak do tej pory, z tą różnicą, że pisać będę mało, być może jakiś czas będzie zawieszony, albo będzie miał zamknięty dostęp, a kto chce, kogo kojarzę jako czytelnika, dostanie do niego dostęp. Tej decyzji jeszcze nie podjęłam.
Dlaczego taki krok?? Dlatego, że nie mam czasu na pisanie. Jestem sama z dziewuszką i zajmowanie się nią i domem pochłania mnie bez reszty. Wieczorem jestem padnięta i wolę poczytać niż tworzyć coś tutaj, co i tak większość uważa za nic nierobienie. A kto bloguje ten wie, że to też praca - napisać, zdjęcia obrobić itp. Straciłam też nabożeństwo do blogowania. Dawniej to była radość, fajne znajomości. Teraz słysząc blogerka, porównuje się ją do tych największych. A ja nie chcę. Nie chcę dlatego, że ich fałsz mnie zabija. Blogi słodkie tak, że mnie osobiście aż mdli. Próba rymowania, pokazywanie jakim się nie jest, a błędy ortograficzne oczy wydłubują... Przyznaję - sama czasem zrobię, czasem komp zmieni, ale nie są to takie "banalne" słowa. Odgrywanie słodkiej i wielbiącej świat i ludzi, a gdy się taką spotka to jadem zionie i zabija wzrokiem na schodach - nie, dzięki. Dziwne selekcje - lepsza, gorsza. Nasza, nie nasza. Okropność... Te mniejsze (w tym i kiedyś ja) robią wszystko by zwrócić na siebie ich uwagę, proszą się, płaszczą a g*** z tego mają. Kółeczko adoracji zamknięte. Tak samo dzieci -  jedne mają wszystko, inne nie mają nic. Nie wszystkie takie są, są i cudowne mamy które czytam, uwielbiam i wielbić będę i zaglądać nadal również. Ale z równowagi mnie wyprowadziło ostatnie zdarzenie. Zapytałam o coś - o radę poprosiłam - kilka z "góry" i ani jedna nie odpisała nawet "pocałuj mnie w ..." nie odpisały nic. Taka pomoc i szacunek dla innych. Śmiech na sali, choć może powinnam się cieszyć, bo może się boją, że je wygryziemy - my szaraczki ;)
Takie mam zdanie i już. Działam na własny rachunek i nie chcę być postrzegana poprzez pryzmat "wielkich pań". Bloga prowadzę głównie dla siebie, dla bliskich i dlatego, że chcę. Prawie 4 lata.

Dziś zaczynamy nowy tydzień. Po śniegu nie ma ani śladu, a ja cieszę się, że Em była wczoraj na polu, że kulki lepiła i się wybawiła. Ja chcę mieszkać w górach!! Tutaj leje. Wieje. Zimno. Wyjść nie można, a nam najpewniej Ksawery załatwił TV, więc bajek nie ma, telewizji nie ma, oszaleć idzie :/
Młoda tak nudziła o choinkę, że... postanowiłam dać jej do ubrania dziś ;) Tą jej, maleńką. Jaka radość była, jak pomagała, cieszyła się :) Chodziła i mówiła "Mamuś jestem szczęśliwa, choinka ubrana" więc jak ja mogłabym się nie cieszyć :) W dodatku ja jej choinę rozłożyłam i założyłam lampki. I łańcuch jeden pomogłam założyć. Resztę ona. SAMA!! Dumna jestem :)






***********************************************************************************

Siedzi aniołek wśród gwiazd miliona
I patrzy na Ciebie Matko zamyślona
Patrzy jak płaczesz po kątach skrycie
Jak starasz się na nowo ułożyć swe życie
Jak walczysz z trudami dnia codziennego
I jak tęsknisz do Dziecka, do Dziecka swojego

Jak tłumaczysz bliskim i dalekim
Że byłem Dzieckiem, że byłem Człowiekiem
Że choć malutki w Twym sercu schowany
Byłem Twym Maleństwem kochanym i oczekiwanym

Matko kochana Twój ból nie ustaje
Wiedz, że mnie również serce się kraje
Lecz widać tak być już musiało
Że teraz osobno, choć wcześniej jedno ciało

Gdy smutno Ci będzie, gdy świat Cię znów wkurzy
Popatrz w niebo, na księżyc duży
Tam zawsze ja, gdy taka potrzeba
Mrugnę do Ciebie z obłoków nieba...

***

Siedzi Aniołek na chmurce niebieskiej
I śle do Matki swe wielkie serce
Śle pocałunki i uśmiechów kilka
Śle buziak duży przecież to chwilka

Przychodzi w nocy, gdy sen jest spokojny
Przychodzi do Mamy wtedy jest wolny
Razem się tulą i spacerują
Razem się bawią i razem malują
Razem w sklepiku zabawki kupują
Lub nad Bałtykiem bursztyny znajdują

Lecz sen kiedyś minie i Mama zostanie
Anioł odleci. Nie odchodź Kochanie!!!
Zostań tu ze mną, bym zawsze wiedziała
Że nigdy Tobie już krzywda nie będzie się działa

Ja Mamo wrócę  w Twój sen radosny
Wrócę nim przyjdzie pierwszy dzień wiosny
Wrócę i znów razem będziemy
Robić te rzeczy o których tylko my wiemy

3 lata... ;(( (*)
 




środa, 4 grudnia 2013

O tym co jest w życiu ważne

Wiadomo - rodzina. Mówi się, że z rodziną wychodzi się dobrze na zdjęciu. I to jeszcze się w środku trzeba ustawiać, bo jak z boku to Cię wytną ;) Cóż... Bywa różnie, ale przyznaję, że ja z moją najbliższą rodziną (mama, tata, brat) trafiłam idealnie :)
Kiedyś pisałam o rodzicach. Dziś, po długim zastanawianiu się co napisać, bo ciężko, bo temat dosyć trudny, postanowiłam napisać o Nim - o moim Bracie.

Mam brata 5 lat młodszego. Odkąd pamiętam to tłukliśmy się niemiłosiernie. Dwa mocne charaktery - ja franca, kochająca robić mu na złość, zmyślać i... trochę zazdrosna o to, że K. był zawsze najlepszy, najukochańszy, najgrzeczniejszy, przytulaśny itp - wtedy czułam się odrzucona (nie wiem czy wiecie, ale byłam pewna, że mama urodzi Murzynka!) I On - nerwowy, porywczy, niecierpliwy i silny. Kłótnie były zawsze. Pamiętam jak rodzice mówili nam, że mamy żyć w zgodzie, być dla siebie dobrzy, bo nie mamy na świecie nikogo poza sobą. Z mężem/żoną wiadomo może być różnie. Może zostawić i w zasadzie to obca osoba. Gdy zabraknie rodziców, to zostaje nam rodzeństwo. Choćby nie wiem co, w rodzeństwie zawsze powinno odnaleźć się wsparcie. U Nas było dziwnie ;) Kłóciliśmy się, tłukliśmy, ale gdy była potrzeba to jedno za drugim murem stawało, broniło i pomagało. Jednak im starsi byliśmy, tym gorzej. Tata nas rozdzielał bo ja sił nie miałam, a K. nie raz wyprowadzony z równowagi leciał z pięściami i wrzeszczał, że zabije - przerażona byłam - wtedy ;)
Rodzice w kółko powtarzali nam o życiu w zgodzie, a my zgodnie twierdziliśmy, że nie potrzebujemy siebie, nie mamy siebie, że się nienawidzimy. Tak było...

Teraz jest całkiem inaczej. Czasem jakaś kłótnia, albo raczej spór i choć ostrzejsze słowa się trafiają, to między nami wszystko rozwiązujemy, nie ma obrazy, nie ma milczenia.
Za to jestem szczęśliwa, bo wiem, że mogę na Niego liczyć - na mojego brata. Wiem, że pomoże jak tylko da radę. Że wysłucha i doradzi. Że sam zaproponuje pomoc, jakieś mediacje nawet ;) Wiem, że mogę mu powiedzieć wszystko i mówię - wie więcej niż moi rodzice. Wiem, że liczyć na wsparcie i szczerość - to On pierwszy dowiedział się, że jestem w ciąży. To jego uśmiech zobaczyłam i to od niego usłyszałam "I co ryczysz, dobrze będzie!" i jest :) To On odbierał mnie z badań i woził z wielkim brzucholem, delikatniej jeżdżąc żeby było ok ;) To On czuwał i był pod telefonem, w pobliżu jakbym rodzić zaczęła. To On gadał do Em i szturchał brzuchol a ona mu odkopywała. To On z uśmiechem od ucha do ucha w paradował by ją zobaczyć do szpitala i rzekł "Wygląda jak Kalisz" :D To On zawsze po pracy biegł się z nią przywitać, to On zawsze poprawiał mi humor głupim tekstem, kinem itp. To z nim są najlepsze zakupy - zawsze doradzi, najlepsza zabawa. To On ma cierpliwość słuchać mojej paplaniny do 1 w nocy :P To dzięki niemu miałam okazję pojeździć w rajdach :) To On zawsze strzela oczami, minami i ogólnie swoim wyglądem, że na niczym skupić się nie można, choć chwila wydawałoby się wymaga powagi :) I to On jest poważny i opanowany gdy trzeba. I On "pilnuje" mojej diety, a w nagrodę zabierze na kaloryczną "bombę" :P
To cały mój najwspanialszy na świecie brat :) I najwspanialszy ojciec chrzestny :)
Mówiąc szczerze, nigdy nie uwierzyłabym, że tak może być...
Nie wiem jakie K. ma zdanie, wiem, że tego nie przeczyta, ale... DZIĘKUJĘ!! :*
Więcej - tego na K. - nie napiszę, żeby "obciachu" Ci nie robić ;)) Ale i tak wiesz jak jest ;))

***********************************************

Dlatego też nigdy nie chciałam mieć jednego dziecka. Porównywałam siebie i koleżankę jedynaczkę... Nie, zdecydowanie nie mogłoby być mowy o jedynaku/jedynaczce. Chciałam mieć 2. A jeszcze lepiej 2 swoich + adoptowanego malucha.
Widzę, że Em ciągnie do dzieci a tych tutaj brak. Po zabawie w parku z maluchami jest lepiej, inaczej jest nieznośna i co tu dużo mówić... Rozpuszczona :P
Ale wiem też, że niestety wbrew moim założeniom, będzie jedynaczką... :( I smutno mi z tego powodu... Nawet bardzo...
Jednak wiem jakie mam szanse, wiem, że nie mogę sobie pozwolić na kolejnego malucha i... nawet gdybym mogła, to nie mam szans. Bo nie jest dobrze i nie każdy chce...
W każdym razie ja cieszę się, że mam brata :))

wtorek, 3 grudnia 2013

Gdzie zawiązać supełek??

Święta coraz bliżej. Cieszę się, czuć powoli, że grudzień mamy, mimo tego, że za oknami śniegu ani grama.
Ale ubieranie choinki już - to dla mnie przesada...
Dzikie kolejki w sklepach - również. Zawsze wszystko muszę mieć wcześniej, zawsze zaplanowane i dopięte na ostatni guzik. Dlatego lata wstecz zakupy świąteczne, prezentowe itp robiłam już na początku miesiąca. Na luzie, bez pośpiechu, bez dzikich tłumów i żal mi było tych, co w kolejkach stali godzinami tydzień przed Wigilią.
W tym roku wszyscy oszaleli ;) Wyjątkowo nie udało mi się zrobić zakupów w spokoju. Tłumy wszędzie - czy to galeria czy biedrona. To samo na ulicach - ludzie jeżdżą jakby dzień przed Wigilią było i tona śniegu na drogach ;)
Ja chyba też oszalałam, bo pewne przygotowania które czyniłam zawsze tydzień przed, w tym roku już są wykonane :) Dziwny rok...
A co najgorsze... Pamięć mi szwankuje :/ Kluczyki w domu zostawię, samochód otworzę bez wyłączenia alarmu i wyje, a wszyscy zapewne mówią "Baba" :P Zakupy zostawiłam w koszyku ostatnio... Szczęście, że się skapnęłam kilka kroków od pozostawionego kosza.
I nie wyrabiam z niczym, zmęczona jakaś jestem, młoda daje popalić...
Zastanawiam się na czym ja sobie supełek zawiązać mogę... Bo nie mam ani trąby, ani nawet długich włosów ;)

A jeśli mowa o gubieniu, to jeszcze chciałam raz o mySafety.pl wspomnieć :) (Pochwalcie się jak dojdą nagrody! :)) Bo jakby tak pomyśleć, to poza ochroną dzieci, mamy też ochronę innych ważnych dla Nas rzeczy. Ja na szczęście nic poza domem nie gubię i mam nadzieję, że tak pozostanie, ale wiem, że są zapominalscy na tym świecie ;) Gwiazdka idzie, może to byłby dla nich fajny, wartościowy, taki prezent od serca?? :)
Przykładowo ochrona dokumentów - dostajemy od mySafety.pl natychmiastową blokadę utraconych dokumentów, pomoc w wyrobieniu duplikatów, oraz ochronę tożsamości i zabezpieczenie przed defraudacją. Więcej TU - fajne?? Ja myślę, że tak :)
Albo ochrona kluczy - bezpłatny kontakt całodobowy w przypadku odnalezienia kluczy i odzyskanie ich w ciągu 48h od zgubienia - rewelacja :) TU szczegóły :)
A telefon?? Bez niego jak bez ręki w dzisiejszych czasach. Mnie raz telefon ukradli, może w takiej sytuacji pomoc też byłaby udana?? Bo mamy zapewnione natychmiastowe blokowanie karty SIM, zdalne i automatyczne blokowanie telefonu po IMEI, lokalizację telefonu i zdalne wysyłanie wiadomości "Ten telefon jest kradziony" ideał jak dla mnie!! TU więcej informacji.

Oczywiście to tylko przykłady, bo ubezpieczyć, ochronić możecie prawie wszystko :) Zapraszam na stronę po szczegóły :) http://www.mysafety.pl/index.php

ps. Korzystał ktoś z kursu Akademii Fotografii Dziecięcej?? Mocno się zastanawiam...

Aaaaa i przypominam o promocji w Wydawnictwie BIS :)
Do 6 grudnia 20% zniżki na książki i audiobooki dla dzieci :) Przed Mikołajem zdążą ;)
Polecam gorąco!!
Pozdrawiam!

niedziela, 1 grudnia 2013

"Blogostan" - recenzja

"Blogostan" to książka napisana przez Joannę Opiat-Bojarską, wydana przez Wydawnictwo Replika.

Na początku myślałam, że książka będzie opowiadać o blogowym życiu. Nie wskazówki, ale ciekawy opis świata blogowego, znajomości, może nawet zasad pisania pamiętnika internetowego.
Zaskoczona byłam, gdy okazało się, że "Blogostan" to opowieść o ludziach, ich historii, o internecie który poza radością, odpoczynkiem i innymi korzyściami, może być niebezpiecznym narzędziem manipulacji. Główna bohaterka w internecie szuka pocieszenia w chwili problemów z chłopakiem, problemów w pracy, a także jak się okazuję problemów rodzinnych.
Początkowe blogowanie dla przyjemności i w wolnej chwili, staje się nałogiem, uzależnieniem, wręcz obsesją. Sylwia - główna bohaterka - każdą wolną chwilę poświęca na pisanie, lub sprawdzanie kto napisał, kto przeczytał, kto odwiedził jej stronę.
Akcja książki jest bardzo dynamiczna, a ciekawa bohaterka i życiowe sytuacje okraszone humorem, zachęcają do przeczytania i... refleksji po jej zakończeniu.
Polecam :)

środa, 27 listopada 2013

Niespodzianka, wyniki konkursu, nominacje...

Zaczynam od nominacji :)
Chyba już kiedyś bawiłam się w ujawnianie swoich "tajemnic", ale skoro zostałam wezwana do tablicy i to potrójnie! to muszę jeszcze coś powiedzieć ;)
Zdjęcie ze strony Mamą po raz trzeci :)
Wzywają mnie Mamą po raz trzeci, Ausente Dreams i Krople szczęścia - dzięki babeczki! :)  
Moje zadanie to spowiedź :P Muszę Wam wyjawić 7 faktów o sobie, których być może nie wiecie ;)
 
1.  Matka była kiedyś blondynką. Z długimi włosami, które można było w kucyk wiązać :) I marzy mi się powrót do tego. Do blondu, do długich - nierealne.
2. Jestem centusiem :P Zanim coś kupię to myślę nad tym nawet pół roku, a potem żałuję, że wydałam tyyyyle kasy ;)
3. Nie znoszę centrów handlowych, galerii, marketów i innych "mózgo-trybów", nie znoszę zakupów, szukania i grzebania - męczy mnie to.
4. Jak byłam mała to... podkochiwałam się w swoim Tacie :P Do dziś pamiętam jak szedł z nami na spacer ubrany w granatową kurtkę i spodnie jeans, a ja zazdrościłam mamie, że jest jego żoną haha :P
5. Jako dziecko nosiłam okulary (znaczy miałam nosić, a mi się nie chciało :P)
6. Jako dziecko nosiłam (patrz jak wyżej) aparat na zęby. Teraz marzył mi się stały, ale... zrezygnowałam :P
7. Miałam 3 kolczyki w jednym uchu hahaha (już nie wiedziałam co powiedzieć ;))
 
Nie nominuję nikogo, bo zabawa trwa jakiś czas już :) Kto chce, niech się dołączy :)
 
****************************************
 
Niespodzianka... :)
Pamiętacie jak pisałam o mej wielkiej miłości do kombajnu?? :) O TU :) Nasz związek kwitnie :) Kocham go coraz bardziej i coraz bardziej się nim zachwycam :) Śmiem twierdzić, że lada moment będzie to zbiorowa histeria jak na widok śpiewającego JB (celowo nie piszę rozwinięcia, żeby mnie nie posądzili, że bożyszcze nastolatek porównuję do odkurzacza :P) - ponieważ zachwyca się nim każdy, kto go zakupił i ma ;)
Śmiałam się wtedy, że powinnam coś dostać od firmy - na prawdę się śmiałam!! 
Dlatego z szoku wyjść nie mogłam, gdy w piątek dostałam mail od firmy MPM, że trafili na mój wpis (jakim cudem?? nie wiem, ale szok jeszcze większy :)) i... mają dla mnie niespodziankę.
W poniedziałek kurier przywiózł (a może raczej Mikołaj :)) to


:) Nawet nie wiecie jak się cieszę, jak mi jest miło :)
Że Ktoś czyta to co piszę, że zwraca uwagę, że jakimś cudem tu trafia, że nie jest mu to obojętne :)
Że docenia "pracę" - bo blog to też praca.
Firmo MPM Dziękuję!! Za to co powyżej i za prezent oczywiście :)

Oczywiście jak już sprawdzę, to i o nim tu napiszę - może komuś znowu się przyda ta wiedza :)

**************************************

Wyniki!!
Konkurs był... ciężki chyba. Trzeba się było wykazać, a nie tylko skopiować, wkleić, lub kliknąć lubię to.
Mało zgłoszeń, ale i tak wśród nich musiałam wybrać te, które zwyciężą.
Poniżej nagrodzone zgłoszenia!
Gratulacje!! :)
Proszę o przesłanie na mail magdam8611@gmail.com danych adresowych (z tego maila co zgłoszenie!!) Na adresy czekam do poniedziałku.

Bezpieczniki dla dziewczynek wygrały:

1. Dzieci wiedzą, że nie mogą same przechodzić przez ulicę. Jest to bardzo ważne gdy pozwala im się samodzielnie iśc po chodniku w trakcie spaceru. Reagują także na słowo STÓJ. Były to chyba pierwsze dwie rzeczy, których ich nauczyłam abym w miarę spokojnie mogła z nimi ruszać na piesze wyprawy. Oczywiście nie oznacza to, ze ufam dzieciom w 100% - mam ich cały czas na oku i pozostaję w takiej odległości abym mogła zareagować gdyby się nie posłuchały... Emilka wie też już, że aby przejść przez ulicę trzeba się rozejrzeć na prawo i lewo aby sprawdzić czy nic nie jedzie a na przejściach ze światłami trzeba czekać na światło zielone. Przechodząc przez ulicę podnosi do góry prawą rączkę czego nauczyła sie w przedszkolu :)
2. Dzieci wiedzą, ze nad jeziorem nie wolno im samym wchodzić do wody. Kąpać można się tylko w obecności mamy lub taty.
3. Córka rozumie, ze w sklepie czy też w tłumie musi się trzymać mnie lub taty aby się nie zgubć bądź też aby ktoś jej nie zabrał. Fabian niestety jeszcze tego nie rozumie i wyjęty z wózka w sklepie biega gdzie mu się podoba - jeszcze trochę pracy mnie czeka zanim zrozumie, że tak nie wolno... :)
4. Emilka wie już, że nie wolno głaskać spotkanych psów i kotów bo mogą podrapać lub ugryźć. Synkowi tłumaczę to przy każdej okazji na spacerze, ponieważ chętnie podchodzi do kazdego spotkanego zwierzaka i chce się z nim bawić...
5. Kolejną rzeczą której uczymy to to, ze nie wolno nic brać od nieznajomych (ani słodyczy, ani zabawek itd.) a jeżeli jakaś nieznana osoba chce je poczęstować np. cukierkiem to trzeba przyjść zapytać mamę/tatę czy wolno. Nie wolno też z obcą osobą nigdzie odchodzić.
6. Córce tłumaczę też, że nikt nie może dotykać jej w miejscach intymnych. Nie wolno także pokazywac się nago przed obcymi dorosłymi czy też dziećmi. Gdyby ktoś próbował ją dodtykać lub namawiał do rozebrania się to ma mi natychmiast o tym powiedzieć.
7. Emilka zna swoje imię, nazwisko i adres. Wie też w jaki sposób zadzwonić z mojej komórki do taty gdybym np. zasłabła lub źle się poczuła... Fabianek dopiero się uczy :)
8. Z rzeczy które wydawały mi się oczywistością - nie wolno brać nic co do nas nie należy. W sklepie aby coś wziąść trzeba za to najpierw zapłacić. Dotyczy to także przedmiotów, które nie są na półce sklepowej ale np,. na podłodze lub w koszyku odstawionym do stojaka. Mila kiedyś zabrała ze sklepu spinki, które leżały na ziemi - zobaczyłam to dopiero po wyjściu ze sklepu. Wytłumaczyłam, ze to iż przedmiot leży na ziemi nie znaczy że można go zabrać. Wróciłyśmy do sklepu oddałyśmy spinki i przeprosiłyśmy. Sytuacja drugi raz się nie powtórzyła :)

Uczę tez dzieci tego, że mogą do mnie przyjść z każdym pytaniem lub problemem - zawsze ich wysłucham i razem spróbujemy coś wymyślić. Chcę aby wiedziały, że mogą zawsze na mnie liczyć...


***
 
Pewnego razu latem podczas spaceru zaczepił nas na ulicy pewien starszy pan. Nieznajomy, kojarzony tylko przeze mnie z widzenia. Tego pewnego razu zatrzymał się przy nas rowerem, coś tam do Martynki mówił i wyjął z rowerowego bagażnika lizaka chcąc jej dać. W pierwszym odruchu podziękowałam mu mówiąc że ona lizaków nie je i poszłyśmy sobie. Później oprócz myślenia po co on wozi w rowerze lizaki, zaczęłam się zastanawiać właśnie jak uczyć Martynkę że nie wolno jej niczego od obcych brać. Ameryki nie odkryłam i nic nowego w tym temacie niestety nie wymyśliłam. Co jakiś czas jej powtarzamy, że gdy ktoś nieznajomy będzie chciał jej coś dać, nie wolno brać tylko trzeba przyjść do mamy bądź taty i o tym powiedzieć. I coś tam chyba w tej naszej dwuletniej główce z tego powtarzania zostaje, ponieważ gdy na placu zabaw pewna mama chciała poczęstować ciasteczkiem, Martynka nie wzięła. Przyszła do mnie i powiedziała że chciała ciacho, oczywiście została pochwalona i dostała ciacha które zawsze ze sobą wozimy.

Innych bezpiecznych zachowań jeszcze się nie uczymy, ale lada moment pewnie trzeba będzie zacząć.

***
Ja uczę stosunku do obcych poprzez zabawe lalkami.Odgrywamy scenki w ktorych jak na 1 zdjęciu nieznajoma puka do drzwi kiedy dziecko jest same i jak na zdjeciu nr 2 kiedy obca osoba czestuje dziecko cukierkami i zacheca do spaceru.Uważam,że taka nauka poprzez zabawe jest najskuteczniejsza.
 
Bezpieczniki dla chłopców wygrały:

Tak naprawdę nie wiem kiedy jest odpowiedni czas by zacząć uczyć dzieci pewnych bezpiecznych zasad, ale na pewno lepiej wcześnie niż za późno. Zresztą po tym jak rozwija się nasze dziecko widać jakie informacje jest w stanie zrozumieć, bo to nawet nie o zachowanie się chodzi, tylko o to by dziecko rozumiało, co próbujemy mu przekazać. Mój synek ma 2 latka i prawie 3 miesiące i mniej więcej od lata, gdy dużo czasu spędzaliśmy na dworze, zapoznaję go z podstawową zasadą - trzymać się mamy. Raczej nie mam problemu z chodzeniem z nim za rączkę, ale czasem jak coś odwróci jego uwagę - potrafi nagle pobiec. Staram się więc by zapamiętał, że na słowo stop musi się zatrzymać. Proste, krótkie słowo. Nie zdanie, nie wypowiedź. Krótkie hasło dające szansę na szybkie wykonanie polecenia.
Korzystając ze spacerów zaczęłam uczyć też synka zasady bezpiecznego zachowania przy przechodzeniu przez ulicę. Tutaj znów pierwszy najważniejszy punkt - trzymanie mamy za rękę, poza tym nie wbieganie na ulicę, przepuszczanie jadących aut.
Jeszcze na początku roku mieliśmy problem ze zbytnią otwartością synka, który chętnie szedł za rękę z każdym, kto ją do niego wyciągnął. Wtedy nie uczyliśmy go, że tak nie można, bo po kilku takich razach widać było, że on jeszcze tego nie rozumie, postanowiliśmy więc dać sobie czas. Jak się okazało słusznie, synek z tego wyrósł i teraz na propozycję pójścia z kimś obcym, zdecydowanie odpowiada NIE :)

*** 

Mój szkrab  jest jeszcze zbyt młody na szczególne nauki, na razie jesteśmy na etapie jak obronić się przed upadkiem na pupę bądź co zrobić jak za dużo napcha do buzi jedzenia:). Myślę, że jak będzie trochę większy to na pewno zajmiemy się nauką bezpiecznych zachowań w stosunku do obcych. Po głowie mi chodzi, żeby ustalić z nim hasło, gdy obca osoba będzie chciała go zabrać , kłamiąc, że mamusia nie może bo pracuje, a gdy hasło się nie będzie zgadzać to już mały będzie wiedział jak głośno krzyczeć i co robić:) Będę się starała go nauczyć, żeby zbyt dużo nie opowiadał na placu zabaw o swojej rodzinie:) obcym, co może być problemem, gdyż mały przejawia już objawy gadulstwa:)

*** 


Po pierwsze - zapamiętaj jak się nazywasz i gdzie mieszkasz...
Po drugie - zapamiętaj jak trafić do domu...
Po trzecie - nie znikaj rodzicom z oczu, najlepiej złap mamę/tatę za rękę...

Bezpieczeństwo to w dzisiejszych czasach podstawa. Z natury jestem osobą przezorną, ostrożną... i strachliwą, więc wolę dmuchać na zimne.
Uważam, że na edukację dziecka w kwestii bezpieczeństwa NIGDY nie jest ZA WCZEŚNIE. I tak zanim synek wypowiedział swoje pierwsze słowa, wielokrotnie już od nas usłyszał, że ma na imię Kuba (tudzież Jakub :) ), słyszał swoje nazwisko, miejscowość, w  której mieszka, imiona rodziców. Co efekt przyniosło wielki - bo jako rozgadany dwulatek znał już całą "regułkę". Świat tak pędzi, że nie ma opcji, by unikać miejsc takich jak zatłoczone galerie, przystanki, markety. Znam sytuację, gdy 5-letnia dziewczynka zgubiła się swoim rodzicom w galerii właśnie, odprowadzona do ochroniarza potrafiła podać mu wszystkie dane, dzięki czemu przez megafon ochrona mogła zawiadomić rodziców dziewczynki.
Przed każdym wyjściem na spacer czy inną wyprawę określamy reguły - idziemy za rączkę... chyba, że pozwolę na "wolność", ale wtedy też mamy swoje zasady. Mamy nasze bezpieczne hasła, np.: "za daleko jesteś"/"nie widzę Cię", "auto jedzie"... Staram się pokazywać synkowi charakterystyczne miejsca na trasie naszych spacerów, żeby orientował się, gdzie w danym momencie jest (np. niebieski hydrant, dwie wierzby płaczące i topola, dziurawy mostek). Uważałam również za istotne, by synek wiedział, jakie linie autobusowe i tramwajowe kursują do naszej miejscowości, do pracy tatusia. W zatłoczonych miejscach najważniejszą sprawą jest trzymanie się razem - tu odstępstw żadnych być nie powinno, na krakowskim rynku czy w galerii wystarczy ułamek sekundy nieuwagi, by stało się nieszczęście. Dlatego tak wyczulona jestem w kwestii nie spuszczania z dziecka oka. Pamiętam czasy, gdy pod sklepami w moim rodzinnym miasteczku stało po kilka wózków z dzieciaczkami, a rodzice w tym czasie stali w kolejkach po mięso czy inną spożywkę - nikt wózków nie pilnował, i nic złego się nie działo. Dziś sobie takiej sytuacji nie wyobrażam. Trzeba od najmłodszego uczulać dzieci na konsekwencje tego, co może się zdarzyć i jak mantrę powtarzać dzień w dzień zasady (od bezpiecznego przechodzenia przez ulicę, poprzez bezpieczne podróżowanie w pasach, aż po bezpieczeństwo w miejscach publicznych). Nie chcę sobie wyobrażać nawet sytuacji, że coś mogłoby się stać, dlatego wolę zapobiegać, niż "leczyć" - jak to się mawia. Bezpiecznik mySafety byłby dla mnie taką miłą oazą spokoju, wsparciem.

Miłego wieczoru! :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo