wtorek, 1 listopada 2011

Emilka :)

Wtorek 18.10.2011 i Sroda 19.10.2011
Mialam sie stawic na oddzial patologii ciazy, poniewaz moja lekarka miala dyzur i chciala nadzorowac ewentualny porod. Ze wzgledu na cukrzyce ciazowa mialam miec wywolany wczesniej. O godz 10 z mezem zawitalismy na IP gdzie mialam robione 2 USG aby ewentualnie podjac decyzje co do formy porodu gdyby dziecko bylo duze. Na jednym USG waga wyszla 3700 na innym 3500 wiec SN. Zostalam przyjeta na oddzial. O godz 12 przyszla po mnie moja lekarka zeby zalozyc balonik. Balonik zalozyla i po jakis 15 minutach zostalam podlaczona do KTG i zaczely sie mocne skurcze. Naprawde mocne... Dochodzily do 90 i bylo co 6 minut, nie moglam lezec. Pozniej jak juz wstalam probowalam chodzic, bujac biodrami itp i troche pomoglo. Bolaly krzyze glownie i dol brzucha. Po jakiejs 1,5 godz przeszlo i tylko od czasu do czasu bolaly krzyze. Ok godz 19 zaczelam krwawic z balonika i tak normalnie. Nie wiedzialam czy tak ma byc, poszlam spytac - ponoc mozna. Wtedy tez moja polozna zaczynala dyzur i przyszla do mnie sprawdzila kolejne KTG na ktorym skurczy juz nie bylo. Poradzila zebym duzo chodzila. O 20 wyslalam meza do domu i do 23 spacerowalam sobie po korytarzu. Pozniej polozna poradzila zebym poszla pod prysznic sie rozluznic i wyspac bo od rana czeka mnie ciezki dzien. Wiec nie wiele myslac poszlam sobie pod prysznic na 20 minut ;) Polozylam sie spac. Zaczelam miec skurcze delikatne i regularne co 2 minuty z krzyza. Kiedy wkoncu usnelam ok 1:30 poszulam chup i cieplo - odeszly mi wody... Wylewalo sie ze mnie duzo co jakis czas, strasznie mi glupio bylo :oops: Zadzwonilam do meza zeby byl w gotowowsci. Podlaczyli mnie pod KTG na ktorym skurcze nie wychodzily a mnie bolalo dosyc mocno co 4 minuty. Przyszedl lekarz i okazalo sie, ze balonik wypadl a rozwarcie mam na 4-5 cm :shock: Wiec szybko mnie na wozek, zgarneli rzeczy i na porodowke. Tam przejela mnie od razu moja polozna i na sale przedporodowa zaprowadzila. Skurcze sie wzmocnily ale nie bylo tak zle jak myslalam. Zbadala mnie i okazalo sie, ze rozwarcie juz na 5-6 cm :shock: Zapytalam o ZZO bo planowalam a ona mi mowi, ze juz za pozno, pozatym nie chce zeby sie porod przedluzyl i mam sie zdac na nia - zdalam i jestem jej wdzieczna :) Zalozyla wklucie pod ewentualna kroplowke, lewatywa i zadzwonilam do mamy, ze juz. W tym czasie przyjechal maz a mnie w dalszym ciagu odchodzily wody co jakis czas. Jak sie pozniej okazalo od ok 3 w szpitalu czekali moi rodzice, bo nie mogli w domu wytrzymac :lol: Mialam KTG robione ale ciezko bylo mi wytrzymac lezac, wiec mnie odlaczyla i po kazdym skurczu sprawdzala tetno malej przenosnym urzadzeniem. Bylo mi ciezko, pytalam co mam robic zeby sobie ulzyc wiec przywiozla mi gaz. Dla mnie duuuupa :roll: Wdychalam i wcale bolu nie usmierzal a tylko mnie usypial i po porodzie sie czulam jak na haju i mialam trudnosci z oddychaniem na stojaco :/ wiec go odstawilam. Polozna mimo dyzuru siedziala ze mna prawie non stop. Kazala isc pod prysznic, pod ktorym siedzialam chyba 20 minut i zaczelam wymiotowac. To ponoc objaw rozszerzania szyjki, wiec szybko badanie - rozwarcie juz na 8 cm :shock: strasznie szybko to szlo. Kazala mi siasc na pilce przed mezem i sie kulac, skakac co chce robic, a on mial masowac krzyze. Pamietam, ze wtedy spytalam go o godzine - byla 3 jakos. A pozniej zaczelo sie najgorsze... Bole parte. Dramat dla mnie, okropny!! Kazala mi lezec na boku bo dziecko lepiej i szybciej schodzilo a mnie tak straszliwie bolalo, ze tylko jeczalam "ała, ała" i blagalam ja zeby mi dala siasc na wc - tam bylo mi lepiej... wiec co jakis czas siadalam jak pozwolila, ale zadko to bylo. Po jakims czasie chyba zrobilo sie nie wesolo bo parte mialam praktycznie ciagle, bolalo jak diabli, rozwarcie na 10 cm, ona kaze przec a tu ciezko idzie. Uslyszalam tez wtedy "Widze czarna, kudlata glowke" to mi dodalo takiego powera, ze juz moglam przec non stop na lezaco nawet :serce: Poleciala do lekarza i zaraz wrocila z kroplowka z oxy. Po 5 minutach decyzja - idziemy na porodowke. To poszlismy, ledwo doszlam. Pamietam, ze jak tam weszlam to spojrzalam w okno i zdziwilam sie, ze jest jasno i swieci slonce :) Okazalo sie, ze bylo po 8 juz :) Czas strasznie szybko mi lecial :) Wlazlam na fotel, przyszedl ordynator z obchodem zbadal i szybko wymienil nazwisko jakiegos lekarza i wyszedl. Wpadl ten lekarz, taki starszy facet jak sie pozniej dowiedzialam najlepszy ginekolog-poloznik. I tylko slysze szybka rozmowe: tetno dziecko, czas II fazy, ile razy rodzilam itp. I uslyszalam nacinamy zeby uniknac Vacum a lekarz bedzie mi wypychal dziecko z brzucha. Widze jak sie przygotowuje moja polozna, ja przerazona samym slowem nacinamy ale ok. Czekamy na skurcze. Cholera 5 minut i cisza... Ciagle mnie pytali czy jest skurcz a ja nie mialam. Zaczeli szukac tetna - jest 142/min lekarz uspokojony - idzie skurcz. No to przemy, lekarz gniecie brzuch. Skurcz minal i widze, ze polozna zabiera sie do nacinania... W glowie mialam mysl by krzyknac - nie teraz nie mam skurczu. Nie zdazylam, na zywca miedzy skurczami mnie nacieli az posladek. Czulam tylko bol i mialam wrazenie jakby tepymi nozyczkami cieli cos miesistego, nie wiem jakies mieso itp no ale miesnie cieli. Chyba wrzasnelam ale ponoc nie glosno ;) Pozniej juz nie czulam nic poza gnieceniem brzucha. Jeszcze 3 parcia i takie cieplo, plum i na moim brzuchu wyladowala taka ciepla, parujaca, sliska, blado-czerwona kruszyna :serce: :serce: :serce: :serce: :serce: :serce: :serce: cos niesamowitego :serce: :serce: w tym momencie wszedl jakis lekarz i pyta "wielorodka?" a oni mowia, ze nie. Nikt nie chcial uwierzyc. Emilka w ostatniej chwili obrocila sie ponoc i rodzila sie najszersza czescia glowki. Stad bole krzyze i II faza 1,5 godz ponoc bardzo dlugo i wogole taki porod powinien sie CC zakonczyc a ja pierworodka urodzilam SN :-D Patrzylam jak ja waza, slysze 59 cm, 3930 alez sie zdziwilam, ze moja lekarka w 100% okreslila wage :-D Maz latal robil zdjecia a ja na nia patrzylam :serce: :serce: Polozna mnie przepraszala za naciecie miedzy skurczami ale mowi, ze musieli ratowac dziecko bo to za dlugo trwalo... A potem najgorsze - szycie... Nie zadzialalo znieczulenie. Szyli na zywca. Czulam kazde wbicie tej grubej, wielkiej igly, kazde przeciagniecie nici. Pochwa, posladek i cala reszta - 23 szwy - wtedy to juz krzyczalam dosyc glosno :oops: :oops: Ale kazdy powtarzal, ze bylam dzielna skoro tak urodzilam, moja doktorka mnie odwiedzila na porodowce, mame wpuscili, mala dali mi tylko na chwile bo chcieli krew przetaczac ale wkoncu zrezygnowali.

O reszcie nie pisze, bo opieka noworodkowa i po porodowa to pozal sie boze, w dodatku mialam ostatnia sale przy pomieszczeniu gospodarczym i ciagly huk pan sprzatajacych, lana woda itp mnie wykanczal :evil: :mur:

Ciezko bylo choc rodzilam tylko ok 8 godzin. Maz byl ze mna przez caly czas. Na sali porodowej podtrzymywal glowe, jak Emilka sie urodzila pocalowal i polecial do corci. Jak mnie szyli to trzymal za reke, tulil i uspokajal, takze naprawde moglam na Niego wtedy liczyc - zdziwilam sie. Prace doktora (szycie) rowniez "odebral" ;)  Bolalo inaczej niz sie spodziewalam i co innego bylo dla mnie gorszym bolem niz myslalam. Ale ratowali moja malenka. I wogole zrobilabym to raz jeszcze i kolejny i kolejny. Dla takiej kruszyny ktora stroi piekne minki, usmiecha sie i wtula we mnie warto :serce: :serce: :serce: :serce: Warto zniesc bol ktorego prawie nie pamietam (poza rana posladka nadal :-/ ) warto nie spac w nocy bo i tak nie czuje zmeczenia, wystarczy, ze ona sie do mnie przytuli... Moglabym ja zacalowac i zawachac - KOCHAM JA :serce: :serce: :serce: :serce: A porod to mimo wszystko dla mnie wyjatkowe, magiczne i niepowtarzalne przezycie - CUD :serce:


:serce:

3 komentarze:

  1. Gratulacje ! :)) Witamy na świecie KSIĘŻNICZKĘ <3

    OdpowiedzUsuń
  2. A nie mówiłam?!
    WArto przeżyć tyle bólu dla tej jednej chwili.
    Całujemy kochanie

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo