sobota, 24 września 2011

Tesciowie...:/

Tak zauwazylam, ze tematy na tym blogu przeskakuja jak zabki w rozporkach czy gdziekolwiek indziej - dobrze - zle - dobrze - zle... No to dzis... zle.
Tesciowie :[
Maz chory. Od zeszlej niedzieli zle sie czuje, do tego stopnia, ze w poniedzialek sam pojechal do lekarza, a to juz naprawde musial sie zle czuc. Ja pojechalam do rodzicow bo mialam tydzien wizytowy i teraz troche zaluje. Dostal L4 bo ma jakas infekcje wirusowa. Tak go prosilam zeby nie lazil tylko choc do soboty siedzial w domu, bo po pierwsze znowu bedzie chory 3 miesiace jak zima 2 lata temu, a po drugie jak sie dziecko urodzi to nie wroce tu w zarazki. Niestety. Moj maz tak jak ma mnie gdzies jesli chodzi o swoja rodzine i wstawianie sie za mna, tak ma gdzies co ja mowie. W czwartek rano poszedl do garazu. A jego inteligentna rodzinka zamiast go scignac do domu, to scignela go zeby zaoral pole :[ Efekt tego jest taki, ze dzis o 3 rano bylismy na pogotowiu, bo Grzesiek nie mogl oddychac... Dostal antybiotyk i wogole :( Teraz bede siedziec i pilnowac zeby byl w domu i najwyzej w tygodniu tez zostane, bo inaczej, np dzis mial robic ojcu traktor - a takiego!!
Najlepsze, ze poszlam na gore powiedziec a oni to zlali!! Uznali, ze nic sie nie stalo. To mowie, ze jak bedzie chory to nie wroce z dzieckiem - tez kurwa mac olali!! A szwagierka na mnie z geba, ze mogl przyjsc na gore! Ja 2 razy pytam po co a ona chamsko, ze on wie. Jeszcze cholera tajemnice maja...

Najgorsze, ze w czwartek gadalam z mezem i sie przyznal, ze jego rodzice i siostra mnie i moje dziecko maja w dupie... :( cholernie, zajebiscie to przykre...:( ale to niestety widac... coz, jakos musze narazie z tym zyc, ale wiem, ze napewno bede sie starac stad wyniesc. nie wiem do pokoju u babci, wynajac pozniej mieszkanie... tu nie zostane. on zrobi co zechce a ja, ja i tak wiem, ze oni doprowadza to rozstania, juz nas niszcza...

**********************************

Z tego wszystkiego od czwartku boli mnie dziwnie brzuch i plecy. Masakra, nie wiem czy to skurcze czy cos, bo czasem boli czasem nie, ale moze sie skonczyc porodem. Nie wiem, troche sie boje ale jakos to bedzie...

2 komentarze:

  1. Madziu , strasznie mi przykro, że musisz walczyć z rodziną męża :/ Ech, oni faktycnzie nie pokolei mają w głowie... :/ Może namów męża, wyprowadźcie się, wynajmijcie coś..? Bo oni zniszczą wasze małżeństwo... :(

    Buziaki i trzmaj się cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  2. Madzieńko, nie przejmuj się rodzina męża!! Ciesz się w pełni Waszym szczęściem i staraj się ich olewać jak możesz :*

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo