Featured

środa, 28 września 2011

38tc

Troszke puchniemy... Stopy, lekko nogi, dlonie i podobno lekko twarz, najgorzej nos :( Cale szczescie wyniki moczu i cisnienie w normie wiec sie nie martwimy poki co. W piatek KTG to zobaczymy co i jak i wypytam o wszystko.
Mniej latam do wc, brzus chyba wysoko, jakos nic na moje oko nie zanosi sie na rozpakowanie. A dzis zostaja nam rowno 3 tyg!! Mala sie mniej rusza, ale mam nadzieje, ze wszystko jest i bedzie dobrze.
Poczytalam wczoraj o herbatce z lisci malin, popytam moja lekarke w piatek co mysli o tym, moze bym sprobowala...

Mialam jeszcze wracac szybko do przeszlosci, jak bylam zdradzana i wtedy zawsze mialam przeczucia senne. Teraz one wróciły. Od jakiego czasu, nie wiem czemu, ale wiem, ze gdyby nie bylo choc niteczki powodu to bym nie miala takich snow. Przynajmniej tak mi sie wydaje... Ale bardziej wglebiac mi sie w to nie chce, jakos tak poprostu...

Dostalam wpis warunkowy i egzamin bede zdawac w lecie. Ufff ciesze sie

sobota, 24 września 2011

Tesciowie...:/

Tak zauwazylam, ze tematy na tym blogu przeskakuja jak zabki w rozporkach czy gdziekolwiek indziej - dobrze - zle - dobrze - zle... No to dzis... zle.
Tesciowie :[
Maz chory. Od zeszlej niedzieli zle sie czuje, do tego stopnia, ze w poniedzialek sam pojechal do lekarza, a to juz naprawde musial sie zle czuc. Ja pojechalam do rodzicow bo mialam tydzien wizytowy i teraz troche zaluje. Dostal L4 bo ma jakas infekcje wirusowa. Tak go prosilam zeby nie lazil tylko choc do soboty siedzial w domu, bo po pierwsze znowu bedzie chory 3 miesiace jak zima 2 lata temu, a po drugie jak sie dziecko urodzi to nie wroce tu w zarazki. Niestety. Moj maz tak jak ma mnie gdzies jesli chodzi o swoja rodzine i wstawianie sie za mna, tak ma gdzies co ja mowie. W czwartek rano poszedl do garazu. A jego inteligentna rodzinka zamiast go scignac do domu, to scignela go zeby zaoral pole :[ Efekt tego jest taki, ze dzis o 3 rano bylismy na pogotowiu, bo Grzesiek nie mogl oddychac... Dostal antybiotyk i wogole :( Teraz bede siedziec i pilnowac zeby byl w domu i najwyzej w tygodniu tez zostane, bo inaczej, np dzis mial robic ojcu traktor - a takiego!!
Najlepsze, ze poszlam na gore powiedziec a oni to zlali!! Uznali, ze nic sie nie stalo. To mowie, ze jak bedzie chory to nie wroce z dzieckiem - tez kurwa mac olali!! A szwagierka na mnie z geba, ze mogl przyjsc na gore! Ja 2 razy pytam po co a ona chamsko, ze on wie. Jeszcze cholera tajemnice maja...

Najgorsze, ze w czwartek gadalam z mezem i sie przyznal, ze jego rodzice i siostra mnie i moje dziecko maja w dupie... :( cholernie, zajebiscie to przykre...:( ale to niestety widac... coz, jakos musze narazie z tym zyc, ale wiem, ze napewno bede sie starac stad wyniesc. nie wiem do pokoju u babci, wynajac pozniej mieszkanie... tu nie zostane. on zrobi co zechce a ja, ja i tak wiem, ze oni doprowadza to rozstania, juz nas niszcza...

**********************************

Z tego wszystkiego od czwartku boli mnie dziwnie brzuch i plecy. Masakra, nie wiem czy to skurcze czy cos, bo czasem boli czasem nie, ale moze sie skonczyc porodem. Nie wiem, troche sie boje ale jakos to bedzie...

środa, 21 września 2011

37 tc

Po lekarzu :) Nigdzie sie nie wybieramy, dzidzia wysoko, wazy 2979... Jestesmy juz donoszone :D Plci nie udalo sie potwierdzic, skubana siedzi po turecku i macha gira :P Wszystko pozamykane. 30 wrzesnia mamy KTG :)
Ale najlepsze - nie bede przenoszona :) Lekarka ze wzgledu na moja przeszlosc bedzie rozwiazywala ciaze w terminie. Jesli do 18 pazdziernika nie urodze, to mnie bierze na oddzial (skierowanie dostane za tydzien) i wywoluje balonikiem i oxy. Troche sie boje ale ufam jej :) Zreszta  powiedziala, ze ze wzgledu na moja przeszlosc ona chce nadzorowac porod. No i tym sposobem wiem, ze do 20 pazdziernika najpozniej bede miec malenstwo przy sobie :D
Aaaaa i odstawiamy wszystkie leki :)

Miesza sie we mnie niedowierzanie, zniecierpliwienie, radosc, oczekiwanie i zdenerwowanie :):)

środa, 14 września 2011

36tc

Mam wrazenie, ze juz coraz blizej... Jestem coraz bardziej zmeczona, coraz czesciej doskwieraja mi jakies bole aczkolwiek nie mocne poki co, latam co 1-1,5 godz do wc i takie tam inne... A co najgorsze ciagle bym spala...

Nie jestem w stanie isc na egzamin... Boje sie, nie moge sie skupic, nic nie pamietam z tego co sie uczylam. Bylam wczoraj w dziekanacie zapytac co zrobic jesli nie zdam, ale Pani mi poradzily, ze jesli chodzi o brzuszek to lepiej zebym napisala podanie o wpis warunkowy i zdawala w zimie czy lecie ten egzamin, bo teraz sie niepotrzebnie zestresuje i jeszcze im zaczne rodzic ;) Wiec jade dzis po zaswiadczenie od ginekolog i jutro skladam... Oby sie udalo...

Dzis po badaniach, za tydzien wizyta :) Zaczynamy 9 miesiac wiec wrzucam chyba po raz ostatni fotki z wczoraj - koniec 8 miesiaca :) Nie moge uwierzyc, ze tak nagle wyskoczyl taki bebenek ;)

sobota, 10 września 2011

35tc

W srode zaczelismy....
Ale nie pisalam, bo od poniedzialku siedzialam u rodzicow. Dopiero teraz na weekend jestem w domu, a w poniedzialek znowu Krk :)
U nas ok. Odstawilam Acard. Mala sie rozpycha raz mniej, raz wiecej, babcia sluchala tetna i badala przez brzuch, ponoc zaczynamy sie wstawiac :) Cukry ok. Mnie coraz mniej wygodnie - boli spojenie przy wstawaniu i chodzeniu i miednica i dretwieja nogi w pachwinach i kolana bola - ponarzekac mozna, ale dla mojej ksiezniczki zniose wszystko :)
W piatek mam poprawke... Z takim wykladowca, ze przemilcze. Nic mi do glowy nie wchodzi i jestem pewna, ze nie zdam a wtedy to ja nie wiem co bedzie...

Co do poprzedniego posta... Dziekuje WSZYSTKIM za cieple slowa, rady, kciuki i wsparcie...
W tej chwili pozamykalam na klucz wszystkie drzwi zeby mi nikt nie wlazil... Jak bede chciala to otworze i powiem wprost o co chodzi jesli zapytaja...

Do nastepnego :)

sobota, 3 września 2011

Takie tam przemyslenia....

Tak siedze i sie zastanawiam... Szczescie... Co to wlasciwie jest. Co to jest szczescie rodzinne... Nie wiem, tak naprawde to ja nie wiem...
Wiem tylko o czym zawsze marzylam, wiem jak wygladala w moich marzeniach moja rodzina, wiem jaka ja bym chciala byc matka, kobieta, zona... I teraz juz niestety wiem napewno, ze marzenia rzadko kiedy sie spelniaja. A ja jestem z natury cholerna romantyczka. Moze nie w stylu Harlequin'a czy jakkolwiek inaczej sie to pisze ale jestem. Potrafie ogladajac jakis serial, czytajac czyjas wypowiedz czy nawet widzac ludzi na ulicy - marzyc. Marzyc o tym jacy sa szczesliwi i jak ja bym chciala choc troszke porwac im tego szczescia - tak na przyszlosc... Pamietam jak pare lat temu, wracajac wieczorem do domu czy to z pracy, czy z odwiedzin, noca lubilam patrzec na zapalone swiatla w domach, w mieszkaniach. Wyobrazalam sobie zawsze jacy tam musza mieszkac szczesliwi ludzie. Co robia. Moze akurat ogladaja razem telewizje, moze razem graja, spozywaja posilek, moze bawia sie z dziecmi, a moze poprostu jedno czyta a drugie spi, lub w jakis inny sposob sa, sa razem. Pamietam jak wtedy tak bardzo im zazdroscilam, tak bardzo pragnelam kiedys doswiadczyc czegos podobnego...

A dzis?? A dzis ja sama jako mezatka, siedze w domu. Sama. Nie, przepraszam, siedze z psem i moja mala Dziewczynka :* Ale bez meza, bez kogos bliskiego. Czy ja mam taka osobe?? Chyba nie... Dzisiaj runely wszystkie moje marzenia, wszystkie plany jakie mialam - stwierdzam, ze moze to byly mzonki. W kazdym razie dzis choc moze sie nic takiego nie wydarzylo, ale utwierdzilam sie w przeczuciach jakie mialam od pewnego czasu. Wyrobilam sobie zdanie o pewnych osobach (mezu itp) i wiem, ze juz nic nigdy nie bedzie takie samo. Powiem wiecej, choc moze nie powinnam, moze pisze to w emocjach, pod wplywem wydarzen ale... nie chce takiego zycia... On juz dla mnie nic nie znaczy, a przynajmniej nie tyle co kiedys. Wszystko sie skonczylo... Nie wiem co bedzie, w kazdym razie jak na dzisiejszy dzien mam plan usamodzielnienia sie. Chce urodzic, znalezc prace i wyniesc sie stad. Nie wiem wynajac mieszkanie, moze liczyc, ze uda sie jakos kupic... Ale chce byc sama, calkiem sama z moja Ksiezniczka. Bo teraz jestem i tak sama wiec czemu nie byc sama tak naprawde?? Nie trzeba mi nikogo wiecej do szczescia...

A coz takiego sie stalo ktos zapyta... A no... Nie mam w domu cieplej wody. Myje sie w zimnej bo nie mam sil zeby grzac w kuchni w garach i nosic do lazienki... Garki myje jak sie uzbiera. Nie moge sie doprosic o takie urzadzenie do podgrzewania wody. Koszt nie wielki, pradu nie zjada nie wiem ile, no ale nie. Nie i koniec. No i nie moge sie doprosic nigdy meza, zeby mi zagrzal wode i przeniosl przez wielka kuchnie, zebym mogla te gary pomyc. Wiec wczoraj nosilam ta wode sama... Mylam. Potem bolal mnie brzuch ale co z tego?? Siadlam na 5 minut i akurat wparowala tesciowa z pretensja, ze mam wstac a czego ciagle leze... A czy ona widziala co robilam wczesniej?? Nie... Dzisiejszy dzien... Maz ma wolne ale pojechal do kumpla naprawiac samochod. Jak zapytalam czy choc dostanie cos za to i ile powiedzial, ze to jego sprawa... Ok. Moje auto od maja stoi (jezdzi) ale powinno byc zrobione - hamulce, drazek kierowniczy itp - on na to nie ma czasu... No wiec sprzatalam, mylam. Przyjechal. Zapytalam czy powiesi na przedpokoju ta lampe co dostalismy od moich rodzicow (wisi tylko zarowka) odpowiedzial, ze nie bedzie tam nic wieszal... Chcialam zeby siadl i pogadac z nim na spokojnie - wyszedl... Myslalam, ze moze mi pomoze, posiedzi chociaz. Poszedl do garazu robic z autem a potem na 1 slowo tescia polecial mu pomoc... A ja?? A ja siedzialam sama i dzis rycze... Rycze ciagle, moi rodzice sa wkurzeni i chca z nim pogadac, ale ja nie chce. Nie mam sil na to narazie. Jutro bedzie spal, a ja bede sama siedziec. Moze pojade nad wode sie przejsc z psem i nikomu nie powiem... Nie czuje sie tu jak u siebie. Ciagle mi wlaza bez pukania. Jestem zmeczona. Szwagierka wlazi kilka razy dziennie, nie moge nawet sobie siedziec swobodnie, z brzusiem na wierzchu itp bo ona zaraz wlazi...

Jesli ktos bedzie to czytal to... przepraszam za tyle emocji... Ale nawet piszac to mam lzy w oczach. On przed chwila przyszedl, siadl i pyta glupio co ja taka. Jakby nie wiedzial. Ale nie odpowiadam bo i tak nie zrozumie, juz probowalam, mowic, rozmawiac... Nic to nie daje...
Nie moge sie doczekac bo od poniedzialku bede u rodzicow. Tu tylko na weekendy. Jak urodze to z tydzien zostaje u mamy a potem... Potem moze sie do babci przeniose. Jakos to zniose, ale bede miala swoj pokoj, ciepla wode, bliskich w poblizu... I wogole jutro chce zapytac mamy czy moglaby byc przy mnie w czasie porodu... Jego nie chce, dzis sie wszystko skonczylo...
Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo