sobota, 2 lipca 2011

Jest mi źle... :((((

Od jakis 3 nocy lapia mnie skurcze nog. Od kolan w dol, ale jakos dawalam rade, krecilam sie. Dzis najpierw zlapal od pachwiny, co tez opanowalam, ale rano w lydce chwycil i nie chcial puscic. W obu nogach!! Probowalam wszystkich sposob o jakich czytalam i nic. Nie moglam wstac wiec sie zsunelam na podloge i tak bolalo i brak ruszenia, ze sie z tej bezsilnosci poplakalam... Maz ogladal TV i nic. Prosze go przez lzy zeby mi pomogl a On nic!! Patrzy na mnie jak na wariatko-idiotke... :( Doczolgalam sie do krzesla bo wyzsze niz lozko i jakos sie unioslam. Wiedzialam, czulam, ze jesli stane na nogi to przejdzie, chociaz chodzic nie bedzie mozna...

I jest mi zle. Dlatego, ze zrozumialam i zobaczylam, ze nie mam w nim wsparcia, pomocy. Nie interesuje sie niczym, niczym. Na zakupy sama, do lekarza sama a jak pojdzie to tylko gabinet widzi, o porodzie nawet nie przeczyta jednej strony... Nie ukrywam, ze sie boje. Boje sie szpitali, mam niska odpornosc na bol wiec boje sie porodu. Chcialam zeby on byl ze mna, zebysmy powitali Nasz CUD razem, ale nie... Po co?? I tak nie moglabym na Niego liczyc :( Albo powitam sama moje SKARBKI albo z mama... Ale to sie musze powaznie zastanowic co lepsze...

Zazdroszcze kobietom mezow, ktorzy sie interesuja, dbaja, lataja na maluchowe zakupy, wybieraja, a potem pomagaja na porodowce i witaja sie razem!! A ja?? Mna sie interesuja moi rodzice, ciesza sie ze mna oni, pomagaja w zakupach oni, to moj Tata glaszcze brzus i gada do wnuka, to ja sama bede musiala witac moje Dzieciatko, to tata odbieral mnie ze szpitala ostatnio...
Przykro ale dam rade, dam dla mojego Malenstwa. Ktore Kocham ogromniascie i czekam na nie z wielka niecierpliwoscia, zeby wkoncu przytulic...

5 komentarzy:

  1. M.strasznie mi przykro, że miałaś taki zły poranek. Chciałabym umieć coś doradzić, ale nie znam złotego środka...Pozostaje mi bardzo mocno trzymać za Ciebie, za Was, kciuki i wierzę, że jednak mąż zrozumie, jak bardzo go potrzebujesz.
    Myślami jestem z Tobą. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. nie znam Cię, ale będę z Wami, Tobą i Skarbeńkiem, myślami, wolą, dobrym życzeniem! współczuję, to niestety powszechna (co jest z tymi chłopami), ale zawsze bolesna sytuacja. może małżonek zmądrzeje, przynajmniej, gdy Maleństwo będzie już na świecie. często faceci nie mają złych intencji, kochają przemocno, a zwyczajnie nie dostrzegają, nie są w stanie. warto jednak o to łagodnie, aluzyjnie, acz stanowczo walczyć, po to złączyłaś z nim życie tak mocno :) oby mu rozum wrócił, a Tobie optymizm. dobrze, iż rodzice Cię wspierają, oni też nieraz mogliby uprzykrzać katorżniczy chwilami żywot młodej mamuli. wybacz wtrącanie się w tak osobisty wątek, trzymajcie się z Okruszkiem zdrowo

    OdpowiedzUsuń
  3. Magda, może to chwilowe.. Faceci czasem tak bardzo się boją tego co ich czeka, że starają się przed samymi sobą udawać, że nic się nie dzieje i działo nie będzie ;) Ja tam wierzę w to, że i Twój Mąż, jak już sam ze sobą dojdzie do porozumienia w kwestii bycia Tatą to i Tobą się zajmie odpowiednio. A rozmawialiście o tym w ogóle? Mam na myśli to, jak się czujecie w oczekiwaniu na dziecko? Ja często opowiadałam Mężowi, ze boję się tego co będzie, że nie wiem czy dam sobie radę itd. Żeby wiedział, ze nie jest sam z tymi obawami i nie czuł się tak bardzo niepewnie z jednej strony, a z drugiej, żeby może włączyć mu opcję "Ja silny Mężczyzna się nie boję tak jak Ty" ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. przeczytałam wszystko, sama wiesz jak jest u mnie :/
    Naprawdę zazdroszczę Ci że masz takich rodziców ;(
    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Madziu, a może jeszcze mu sie odmieni, jak zobaczy Dzidziusia? Dla faceta to wszystko jest abstrakcją..Ja na swojego narzekać nie mogę, ale znam takich, którym wszystko przyszło dopiero po porodzie..mam nadzieję, że jeszcze sie ocknie :*

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo