czwartek, 16 grudnia 2010

Tydzien... ;(

Dzis mija tydzien kiedy Cie nie ma z nami Mróweczko... ;(

W piatek 10.12 mialam planowe USG genetyczne w 11tc. Niestety w niedziele 5.12 rano zauwazylam malenka kropeczke dziwnie wygladajaca. Oczywiscie najgorsze mysli - ciaza obumarla, poronienie itp. Jednak juz do konca dnia nic sie nie dzialo, w poniedzialek tez spokoj. We wtorek nasili sie bol brzucha jak na @ i taka dziwna wydzielina. Postanowilam zadzwonic do swojego lekarza. Dowiedzialam sie, ze mam przyjechac w srode lub czwartek sprawdzic co sie dzieje.

**********

8.12
Sroda. Nie spalam cala noc. Cos jakby plamienia sie nasilily. Latalam co 5 sekund do wc i sie modlilam. Blagalam Boga o pomoc. Mowilam "Moj maluszku kochany jesli bije Ci jeszcze serduszko to walcz. Prosze Cie walcz. Mama walczy, damy rade, Pan doktor nam pomoze..." Rano kiedy maz wyszedl do pracy juz nie usnelam. Zadzwonilam do mamy czy by nie pojechala ze mna do lekarza bo nie chcialam jechac sama. Zebralam sie szybko i pojechalam do niej. Zjadlam sniadanie, plamienia ustaly. Mama mnie pocieszala, mowila, ze tak moze byc. Pojechalysmy wkoncu do lekarza. Po godzinnym oczekiwaniu weszlam do gabinetu. Najpierw stwierdzil, ze widzi stara krew. Mozliwe, ze to od infekcji ukladu moczowego, gdyz 10tc3d ciazy w ktorym bylam to juz bezpieczny czas. Ale zrobimy USG... Najpierw spytal czy ostatnio slyszelismy serduszko. A potem szukal i szukal i szukal... I juz wiedzialam, ze cos jest nie tak... Spytalam a on, ze dziecko jest za male. Wyglada na 6tc3d... I nie moze serca uslyszec i ze cialko zolte czy cos podobnego jest za duze.... Powiedzial, ze mam zrobic 2 razy beta hCG i wyslac sms a po niedzieli sie umowimy na zabieg... Ze to najpewniej wada genetyczna dziecka byla... I, ze mu przykro... Wyszlam i ryczalam, nie moglam sie uspokoic, mama mnie nie mogla uspokoic... Pojechalam na bete. Przyjechal tata, pocieszal mnie, wygladal strasznie... Wszyscy mnie probowali pocieszyc, brat nie wierzyl w to wszystko jednak beta pokazala, ze to okrutna prawda :( w 6tc mialam 9091 a w 10tc3d 9559 :( czyli, ze serduszko zatrzymalo sie 1 lub 2 dni po tym jak je uslyszalam ;( Wieczorem przyjechal po mnie maz bo nie bylam w stanie sama wracac. Trzymal sie jakos, ale do siostry wyslal sms "Dzidzia zmarła". Nie moglam uwierzyc, ze jego to tez dotknelo:( W domu kiedy myslal, ze nie slysze siedzial w ciemnym pokoju i plakal... Tak strasznie plakal....

**********

9.12
Czwartek. Zaraz po polnocy obudzila mnie potrzeba. Poszlam do wc i zauwazylam, ze krwawie. Obudzilam meza, spakowal mi torbe do szpitala ale postanowilismy czekac. Narazie nie bylo to mocne krwawienie wiec z czym jechac. Jakims cudem usnelam. Ok 4:30 znowu musialam leciec i wtedy sie zaczelo. Duzo krwi, widzialam cos malego z taka jakby niteczka... Dopiero pozniej sie dowiedzialam, ze to moglbyc moj Aniołek;( Nie moge sobie wybaczyc, ze wrzucilam Go do wc ;( Wrocilam do pokoju znowu budze meza i mowie, ze chyba sie zaczelo na dobre i musimy jechac. I wtedy cos peklo... Nie wiem co to bylo ale sie poczulam jakby wode odeszly czy cos :( Maz sie szybko ubral i w 15 minut bylismy 40km dalej w szpitalu. Pani doktor powiedziala, ze juz poronilam :( Ze zostalo tylko troszke tkanek wiec dostane leki i do domu a gdyby cos to mam wrocic... No i chyba uda sie uniknac zabiegu... Bardzo mila Pani, ciesze sie, ze na taka trafilam. Przy okazji hmm zabrudzilam podloge... Balam sie, ze bedzie krzyczec ale nie, przytulila kazala zostawic, ale ja nie moglam. Zaczelam sprzatac i wtedy zobaczylam nad soba w tej kaluzy krwi dziewczyne w wysokiej ciazy... A potem mame z malenkim dzieckiem... Nie wytrzymalam :( Dostalam leki i wrocilismy do domu. Maz wzial wolne. A ja dostalam krwotoku :( Na szczecie trwal krotko, jednak skurcze spowodowane lekami mialam okropne. Ale nie wzielam nic na bol, nie wiem skad we mnie tyle sily, ze to wytrzymalam... :(

*********

14.12
Wtorek. Kontrola u lekarza. Krwi juz prawie nie ma, ale jakies tkanki zostaly w macicy i szyjce. Postaramy sie uniknac zabiegu. Szyjke oczyscil. Bolalo. Pytal o to, ale powiedziala, ze nie boli... Skoro bolalo tak mialo byc, wiec musze to zniesc. Dostalam znowu leki na oczyszczenie macicy i 23.12 kontrola. Chcialabym zeby bylo ok, ale poki co nie krwawie duzo... Niestety zalamka bo leki ktore mam to srodek aborcyjny, laski sie o to zabijaja a ja je musze brac zeby sie oczyscic... Zycie jest niesprawiedliwe ;(
Nie wiedzialam, ze mam w mezu takie wsparcie... Juz wiem, ze moge na niego liczyc. Reszte nic nie wiem. Nie mysle o przyszlosci. Boje sie na sama mysl, ze kiedys moglabym byc w ciazy... Nie wiem czy jeszcze sie na to zdecyduje, choc wiem, ze on chce, wiem, ze to nie moja wina i ponoc organizm jest madry i sie oczyscil zeby teraz bylo super...
Psychicznie ze mna tragedia...
Chyba wszystko...

9.12.2010 - 10tc4d (6tc3d)
Kochamy Cie Nasz Aniołku.... Mama i Tata... :*

5 komentarzy:

  1. Kochanie....tak bardzo mi przykro...mocno Cie przytulam i przesyłam dużo pozytywnej energii. Myślami jestem z Tobą...Aniołek patrzy na Was z góry, zawsze będzie z Wami. Ty będziesz kiedyś najwspanialszą mamą na świecie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszy raz tu piszę, ale zaglądam od jakiegoś czasu. Ogromnie mi przykro i nie ma słów, by pocieszyć. Modlę się za Was i wierzę, że będzie jeszcze dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo, bardzo mi przykro... Tulę :*

    OdpowiedzUsuń
  4. I ja ściskam mocno, Madziu :** Wiem, że wszystko się poukłada, potrzeba tylko czasu :*

    OdpowiedzUsuń
  5. trzymaj się, Mała :*

    / Rooda

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza pod tym postem i Twój czas jaki poświęciłeś aby nakreślić tych kilka słów :)

Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo