Featured

piątek, 31 grudnia 2010

Ostatni dzien 2010 roku

Podsumowania nie bede robic, bo rok sie jeszcze nie skonczyl ;)
Ale wpadlam zyczyc Szampanskiej zabawy do bialego rana i wszystkiego naj w nowym 2011 roczku!!
Do napisania/przeczytania/zobaczenia za rok :)

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Święta, święta i po świętach...

Tak... Skonczyly sie. Nie byly wyjatkowe, nawet nie byly fajniejsze niz rok temu. Nic nie bylo jak chciala, nawet prezent. Wolalabym dostac cos w czym tkwi jakies uczucie, nie wiem jakas pamiatkowa kartka, jakis mis... Wiem, ze na nic drozszego nas nie stac i nawet o tym nie myslalam. Ale ja spelnilam jego marzenie, widzialam te rozesmiane oczy i jakos kurcze nie umialam sie cieszyc. A co ja dostalam?? Przyniesione od tesciowej ponad 4 letnie sloiczki na przyprawy i wycieraczki do samochodu... Ehhh
Pozatym to zero planow na najblizsze dni, no moze poza pisaniem pracy. Odnosnie planow na 2011 rok to jeszcze sie odezwe;)
Wczoraj znowu rozmowa. Ogladalismy film "Randka w ciemno" i znowu mi sie zamarzyla taka przyjazn... Uczucie na przyjazni zbudowane... Cokolwiek. A wiecie co zrozumial moj maz z tego filmu?? Ze marzy mi sie rejs w cieple kraje itp a jego na to nie stac.... Opada mi wszystko co tylko moze...

***************

W czwartek mialam kontrolna wizyte u lekarza. Niby na poczatku cos mu tam nie pasowalo, ale ostatecznie skonczylo sie na tym, ze zostawiamy jak jest, jest juz ok i nie chce on mnie juz widziec na kontroli. Mam odpoczac i do dziela. Dostalam zielone swiatlo na s... a za 2/3 tygodnie jak dostane @ to moge sie juz starac. Ale ja nie chce... Juz nie czuje takiej potrzeby... :( A maz?? Nie wiem, nie mowi nic na ten temat... Aha no jeden pozytyw jest taki, ze zawsze prawy jajnik mialam nieczynny (poza tym 1 zlotym strzalem - szok!!) a w lewym zawsze byly jakies 3/4 jajeczka wielkosci ok 11mm a teraz?? Teraz w lewym mam ok 7 jajeczek najwieksze 23mm a w prawym mam 4 jajeczka najwieksze ok 30mm moze by blizniaki byly:D Nie no zarcik...

piątek, 24 grudnia 2010

24.12,2010 - Wigilia

Białych, miłych, radosnych, pogodnych,
spokojnych i zdrowych Świąt Bożego Narodzenia
upływających we wspaniałej atmosferze,
szalonego Sylwestra i spełnienia marzeń w Nowym Roku.


środa, 22 grudnia 2010

Świat sie zawalil?? Uciekac czy czekac...

Nie chce sie za mocno cofac w swoje zycie, ale przed mezem byl ktos kto zdradzal na lewo i prawo, cholernie ranil... Nigdy w zyciu nie chcialam tego przechodzic a dzis... Dzis moj swiat sie prawie posypal...

Od lipca/sierpnia (chyba nawet to tu pisalam) miedzy mna a mezem jest zle... Dziwne, ze zaraz po slubie, ale pamietam, ze najpierw nie chcial sie starac o dzidziola, potem praktycznie wogole zrezygnowal z pozycia, az wkoncu praktycznie przestal ze mna rozmawiac. Zylismy obok siebie a nie z soba...
No i wczoraj sie wydalo, odkrylam "sekret". Nie wiem jak to nazwac choroba?? Uzaleznienie?? Sposob na zycie?? W kazdym razie nie spodziewalam sie... Moj maz... Nalogowo oglada strony porno... Milion dziennie - gole c***, mokre c****, ostre ruc*** itp ;( Siedzi na erotycznym chacie, na kamerkach, ma konto w serwisie gdzie sie poznaje i umawia na seks, sponsoring... I wszystkiego sie zawsze wypieral, klamal... Zaczyna sie identycznie jak wtedy... Rozmawiac probowalam z nim wczoraj juz tak na amen bo wczesniejsze rozmowy jak jeszcze nic nie wiedzialam nie pomagaly i co?? I nic sie nie odzywal. Wyszedl. Potem wrocil, poszedl spac i wstal nie wiem kiedy... Cisza, nie jego wina, nie ma tematu i problemu, jego to "rybka"... On nie widzi, ze cos jest nie tak. Dla niego jest ok i takie zycie mu pasuje. Wazne, ze ma zone i robote odwalil reszta juz sobie moze lezec. I teraz nie wiem... Nie wiem co robic... Uciekac zeby sie uchronic przed tym co juz przezylam i czuje, ze bede miec powtorke?? Czy znowu czekac jak glupia i miec nadzieje jak glupia... Wiem tyle, ze nie mam gdzie pojsc za bardzo. Nie chce zeby rodzice i ktokolwiek z rodziny o tym wiedzial - wstyd mi bedzie i tyle... Z drugiej strony skoro jest tak jak jest i z takim nasileniem i zaczelo sie 1,5 miesiaca po slubie (moze wczesniej ale historia jest usunieta) to nie mam pewnosci, ze on juz mnie nie zdradzil fizycznie lub tego nie zrobi. Narazie jest zdrada psychiczna, emocjonalna. A wtedy co?? Wtedy zostane sama znowu jak kiedys i tego juz nie udzwigne... A jesli odejde?? To bede ta zla piz**** ktora rozwala rodzine itp :(

Plusa nie ma... Jednak moje serce jakby lekko przyspieszalo na mysl o Kims... Narazie nie zwracam na to uwagi. Ale ciesze sie, ze On jest i rownoczesnie mi przykro, ze jest tak inny w stosunku do mnie niz maz, a to wlasnie maz powinien taki byc... Mam wsparcie, komplementy, rozmowy, pomoc... Nie wiem jak to nazwac. Przyjazn?? Nie wiem... Nie wiem co robic, ale fajnie, ze jest....

A ja nie mam juz sil na walke... Tym bardziej, ze musialabym walczyc sama ze wszystkim...

**********************

Cudowne swieta. Choinka ubrana, pierniczki zrobione. Jest cudnie az sie nie chce tych swiat :(

wtorek, 21 grudnia 2010

Zmiana...

Potrzebowalam zmiany. Poszlam wczoraj do fryzjera, nastapilo dosyc ostre ciecie i kolor. Maz nic nie powiedzial... Cholernie mi przykro :( Tesc wysmial... :( Tesciowa nic a szwagierka i moi rodzice tez sie smiali i mowili, ze za stara jestem :( Kurde 24 lata i za stara??!! Co z tego, ze mezatka!! To juz nic mi sie nie nalezy od zycia??!! Tylko moj tata powiedzial OK i najwazniejsze jak ja sie w tym czuje...
A ja sie czuje dobrze, podobam sie sobie, zdjecia nie oddaja tego co w realu, zaczelam sie znowu malowac, nosic bizu...
Foty ponizej - szczere opinie mile widziane ;)


czwartek, 16 grudnia 2010

Tydzien... ;(

Dzis mija tydzien kiedy Cie nie ma z nami Mróweczko... ;(

W piatek 10.12 mialam planowe USG genetyczne w 11tc. Niestety w niedziele 5.12 rano zauwazylam malenka kropeczke dziwnie wygladajaca. Oczywiscie najgorsze mysli - ciaza obumarla, poronienie itp. Jednak juz do konca dnia nic sie nie dzialo, w poniedzialek tez spokoj. We wtorek nasili sie bol brzucha jak na @ i taka dziwna wydzielina. Postanowilam zadzwonic do swojego lekarza. Dowiedzialam sie, ze mam przyjechac w srode lub czwartek sprawdzic co sie dzieje.

**********

8.12
Sroda. Nie spalam cala noc. Cos jakby plamienia sie nasilily. Latalam co 5 sekund do wc i sie modlilam. Blagalam Boga o pomoc. Mowilam "Moj maluszku kochany jesli bije Ci jeszcze serduszko to walcz. Prosze Cie walcz. Mama walczy, damy rade, Pan doktor nam pomoze..." Rano kiedy maz wyszedl do pracy juz nie usnelam. Zadzwonilam do mamy czy by nie pojechala ze mna do lekarza bo nie chcialam jechac sama. Zebralam sie szybko i pojechalam do niej. Zjadlam sniadanie, plamienia ustaly. Mama mnie pocieszala, mowila, ze tak moze byc. Pojechalysmy wkoncu do lekarza. Po godzinnym oczekiwaniu weszlam do gabinetu. Najpierw stwierdzil, ze widzi stara krew. Mozliwe, ze to od infekcji ukladu moczowego, gdyz 10tc3d ciazy w ktorym bylam to juz bezpieczny czas. Ale zrobimy USG... Najpierw spytal czy ostatnio slyszelismy serduszko. A potem szukal i szukal i szukal... I juz wiedzialam, ze cos jest nie tak... Spytalam a on, ze dziecko jest za male. Wyglada na 6tc3d... I nie moze serca uslyszec i ze cialko zolte czy cos podobnego jest za duze.... Powiedzial, ze mam zrobic 2 razy beta hCG i wyslac sms a po niedzieli sie umowimy na zabieg... Ze to najpewniej wada genetyczna dziecka byla... I, ze mu przykro... Wyszlam i ryczalam, nie moglam sie uspokoic, mama mnie nie mogla uspokoic... Pojechalam na bete. Przyjechal tata, pocieszal mnie, wygladal strasznie... Wszyscy mnie probowali pocieszyc, brat nie wierzyl w to wszystko jednak beta pokazala, ze to okrutna prawda :( w 6tc mialam 9091 a w 10tc3d 9559 :( czyli, ze serduszko zatrzymalo sie 1 lub 2 dni po tym jak je uslyszalam ;( Wieczorem przyjechal po mnie maz bo nie bylam w stanie sama wracac. Trzymal sie jakos, ale do siostry wyslal sms "Dzidzia zmarła". Nie moglam uwierzyc, ze jego to tez dotknelo:( W domu kiedy myslal, ze nie slysze siedzial w ciemnym pokoju i plakal... Tak strasznie plakal....

**********

9.12
Czwartek. Zaraz po polnocy obudzila mnie potrzeba. Poszlam do wc i zauwazylam, ze krwawie. Obudzilam meza, spakowal mi torbe do szpitala ale postanowilismy czekac. Narazie nie bylo to mocne krwawienie wiec z czym jechac. Jakims cudem usnelam. Ok 4:30 znowu musialam leciec i wtedy sie zaczelo. Duzo krwi, widzialam cos malego z taka jakby niteczka... Dopiero pozniej sie dowiedzialam, ze to moglbyc moj Aniołek;( Nie moge sobie wybaczyc, ze wrzucilam Go do wc ;( Wrocilam do pokoju znowu budze meza i mowie, ze chyba sie zaczelo na dobre i musimy jechac. I wtedy cos peklo... Nie wiem co to bylo ale sie poczulam jakby wode odeszly czy cos :( Maz sie szybko ubral i w 15 minut bylismy 40km dalej w szpitalu. Pani doktor powiedziala, ze juz poronilam :( Ze zostalo tylko troszke tkanek wiec dostane leki i do domu a gdyby cos to mam wrocic... No i chyba uda sie uniknac zabiegu... Bardzo mila Pani, ciesze sie, ze na taka trafilam. Przy okazji hmm zabrudzilam podloge... Balam sie, ze bedzie krzyczec ale nie, przytulila kazala zostawic, ale ja nie moglam. Zaczelam sprzatac i wtedy zobaczylam nad soba w tej kaluzy krwi dziewczyne w wysokiej ciazy... A potem mame z malenkim dzieckiem... Nie wytrzymalam :( Dostalam leki i wrocilismy do domu. Maz wzial wolne. A ja dostalam krwotoku :( Na szczecie trwal krotko, jednak skurcze spowodowane lekami mialam okropne. Ale nie wzielam nic na bol, nie wiem skad we mnie tyle sily, ze to wytrzymalam... :(

*********

14.12
Wtorek. Kontrola u lekarza. Krwi juz prawie nie ma, ale jakies tkanki zostaly w macicy i szyjce. Postaramy sie uniknac zabiegu. Szyjke oczyscil. Bolalo. Pytal o to, ale powiedziala, ze nie boli... Skoro bolalo tak mialo byc, wiec musze to zniesc. Dostalam znowu leki na oczyszczenie macicy i 23.12 kontrola. Chcialabym zeby bylo ok, ale poki co nie krwawie duzo... Niestety zalamka bo leki ktore mam to srodek aborcyjny, laski sie o to zabijaja a ja je musze brac zeby sie oczyscic... Zycie jest niesprawiedliwe ;(
Nie wiedzialam, ze mam w mezu takie wsparcie... Juz wiem, ze moge na niego liczyc. Reszte nic nie wiem. Nie mysle o przyszlosci. Boje sie na sama mysl, ze kiedys moglabym byc w ciazy... Nie wiem czy jeszcze sie na to zdecyduje, choc wiem, ze on chce, wiem, ze to nie moja wina i ponoc organizm jest madry i sie oczyscil zeby teraz bylo super...
Psychicznie ze mna tragedia...
Chyba wszystko...

9.12.2010 - 10tc4d (6tc3d)
Kochamy Cie Nasz Aniołku.... Mama i Tata... :*

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Weszlam tu dzis z zamiarem wygadania sie... Opisania ostatnich... dni :( Ale jednak nie dam rady, jeszcze za swieze jest to wszystko, jeszcze za bardzo boli...
Jednak dziekuje tym ludzikom ktore sa obok mnie, na ktorych nawet nie wiedzialam, ze moge tak liczyc!!
Mężowi, rodzinie, kilku dziewczynom za ogromne wsparcie i jeszcze jednemu facetowi - Adas!! Czesc dziewczyn znam osobiscie, czesc wirtualnie - Kasia, Kasia, Ewcia, Ilonka, Monia, Agnieszka, Karolina, Kamila, Ania, Patrycja... Mam nadzieje, ze nikogo nie pominelam :(
Rownoczesnie tez przekonalam sie, jacy ludzie sa zawistni - kobiety, o ile mozna je tak nazwac, ile jadu maja w sobie i zlosci, chamstwa i jak bardzo potrafia zranic :( Zaluje, ze nie potrafie im sie odwdzieczyc, albo nie wiem co... :(

Zeby zrobic, mini odskocznie, o co prosi mnie mąż... Kupilismy choinke, stolik pod TV, ozdoby i jakos tak nam sie troche zmienilo w pokoju... Robie swiateczne ozdoby, kwiatki na prezenty...

Jak dojde do siebie to napisze wszystko, musze sie wygadac... Poki co jutro lekarz, kontrola, zobaczymy co uslysze...

Dziekuje tym co ze mna sa...

środa, 8 grudnia 2010

[*]

Mama Aniołka... 6tc3d... [*] ;(

Nie wiem co teraz... Tak bardzo mi zle... Tak bardzo sie boje ;(

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Zly czas??

Hmm chyba nas dopadl zly czas. Po pierwsze dyrektor zlosliwie wstrzymal mi wyplate - odgrywa sie za ciaze :(
Po drugie, tak sie cieszylam, ze wczoraj juz zaczynamy 11tc, ze bezpieczniejszy okres i co?? I rano zauwazylam ociupinke sluzu z czyms brazowo-bordowym:( Potem juz nic takiego sie nie pojawilo, ale wizyta w piatek i oczywiscie juz mysle o najgorszym... Artykuly o ciazy obumarlej poszly w ruch i prosze, mam. Boje sie tej wizyty strasznie, choc wiem, ze jesli sie cos stalo to juz nie ma odwrotu:( Ale nawet sobie nikt nie wyobraza, jak bardzo chcialabym zobaczyc machajace lapki, nozki, uslyszec serduszko. Teraz to sie zastanawiam czy brac meza, bo jesli cos jest zle...
Ehhh :( Prosze o kciuki....
Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo