Featured

piątek, 31 grudnia 2010

Ostatni dzien 2010 roku

Podsumowania nie bede robic, bo rok sie jeszcze nie skonczyl ;)
Ale wpadlam zyczyc Szampanskiej zabawy do bialego rana i wszystkiego naj w nowym 2011 roczku!!
Do napisania/przeczytania/zobaczenia za rok :)

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Święta, święta i po świętach...

Tak... Skonczyly sie. Nie byly wyjatkowe, nawet nie byly fajniejsze niz rok temu. Nic nie bylo jak chciala, nawet prezent. Wolalabym dostac cos w czym tkwi jakies uczucie, nie wiem jakas pamiatkowa kartka, jakis mis... Wiem, ze na nic drozszego nas nie stac i nawet o tym nie myslalam. Ale ja spelnilam jego marzenie, widzialam te rozesmiane oczy i jakos kurcze nie umialam sie cieszyc. A co ja dostalam?? Przyniesione od tesciowej ponad 4 letnie sloiczki na przyprawy i wycieraczki do samochodu... Ehhh
Pozatym to zero planow na najblizsze dni, no moze poza pisaniem pracy. Odnosnie planow na 2011 rok to jeszcze sie odezwe;)
Wczoraj znowu rozmowa. Ogladalismy film "Randka w ciemno" i znowu mi sie zamarzyla taka przyjazn... Uczucie na przyjazni zbudowane... Cokolwiek. A wiecie co zrozumial moj maz z tego filmu?? Ze marzy mi sie rejs w cieple kraje itp a jego na to nie stac.... Opada mi wszystko co tylko moze...

***************

W czwartek mialam kontrolna wizyte u lekarza. Niby na poczatku cos mu tam nie pasowalo, ale ostatecznie skonczylo sie na tym, ze zostawiamy jak jest, jest juz ok i nie chce on mnie juz widziec na kontroli. Mam odpoczac i do dziela. Dostalam zielone swiatlo na s... a za 2/3 tygodnie jak dostane @ to moge sie juz starac. Ale ja nie chce... Juz nie czuje takiej potrzeby... :( A maz?? Nie wiem, nie mowi nic na ten temat... Aha no jeden pozytyw jest taki, ze zawsze prawy jajnik mialam nieczynny (poza tym 1 zlotym strzalem - szok!!) a w lewym zawsze byly jakies 3/4 jajeczka wielkosci ok 11mm a teraz?? Teraz w lewym mam ok 7 jajeczek najwieksze 23mm a w prawym mam 4 jajeczka najwieksze ok 30mm moze by blizniaki byly:D Nie no zarcik...

piątek, 24 grudnia 2010

24.12,2010 - Wigilia

Białych, miłych, radosnych, pogodnych,
spokojnych i zdrowych Świąt Bożego Narodzenia
upływających we wspaniałej atmosferze,
szalonego Sylwestra i spełnienia marzeń w Nowym Roku.


środa, 22 grudnia 2010

Świat sie zawalil?? Uciekac czy czekac...

Nie chce sie za mocno cofac w swoje zycie, ale przed mezem byl ktos kto zdradzal na lewo i prawo, cholernie ranil... Nigdy w zyciu nie chcialam tego przechodzic a dzis... Dzis moj swiat sie prawie posypal...

Od lipca/sierpnia (chyba nawet to tu pisalam) miedzy mna a mezem jest zle... Dziwne, ze zaraz po slubie, ale pamietam, ze najpierw nie chcial sie starac o dzidziola, potem praktycznie wogole zrezygnowal z pozycia, az wkoncu praktycznie przestal ze mna rozmawiac. Zylismy obok siebie a nie z soba...
No i wczoraj sie wydalo, odkrylam "sekret". Nie wiem jak to nazwac choroba?? Uzaleznienie?? Sposob na zycie?? W kazdym razie nie spodziewalam sie... Moj maz... Nalogowo oglada strony porno... Milion dziennie - gole c***, mokre c****, ostre ruc*** itp ;( Siedzi na erotycznym chacie, na kamerkach, ma konto w serwisie gdzie sie poznaje i umawia na seks, sponsoring... I wszystkiego sie zawsze wypieral, klamal... Zaczyna sie identycznie jak wtedy... Rozmawiac probowalam z nim wczoraj juz tak na amen bo wczesniejsze rozmowy jak jeszcze nic nie wiedzialam nie pomagaly i co?? I nic sie nie odzywal. Wyszedl. Potem wrocil, poszedl spac i wstal nie wiem kiedy... Cisza, nie jego wina, nie ma tematu i problemu, jego to "rybka"... On nie widzi, ze cos jest nie tak. Dla niego jest ok i takie zycie mu pasuje. Wazne, ze ma zone i robote odwalil reszta juz sobie moze lezec. I teraz nie wiem... Nie wiem co robic... Uciekac zeby sie uchronic przed tym co juz przezylam i czuje, ze bede miec powtorke?? Czy znowu czekac jak glupia i miec nadzieje jak glupia... Wiem tyle, ze nie mam gdzie pojsc za bardzo. Nie chce zeby rodzice i ktokolwiek z rodziny o tym wiedzial - wstyd mi bedzie i tyle... Z drugiej strony skoro jest tak jak jest i z takim nasileniem i zaczelo sie 1,5 miesiaca po slubie (moze wczesniej ale historia jest usunieta) to nie mam pewnosci, ze on juz mnie nie zdradzil fizycznie lub tego nie zrobi. Narazie jest zdrada psychiczna, emocjonalna. A wtedy co?? Wtedy zostane sama znowu jak kiedys i tego juz nie udzwigne... A jesli odejde?? To bede ta zla piz**** ktora rozwala rodzine itp :(

Plusa nie ma... Jednak moje serce jakby lekko przyspieszalo na mysl o Kims... Narazie nie zwracam na to uwagi. Ale ciesze sie, ze On jest i rownoczesnie mi przykro, ze jest tak inny w stosunku do mnie niz maz, a to wlasnie maz powinien taki byc... Mam wsparcie, komplementy, rozmowy, pomoc... Nie wiem jak to nazwac. Przyjazn?? Nie wiem... Nie wiem co robic, ale fajnie, ze jest....

A ja nie mam juz sil na walke... Tym bardziej, ze musialabym walczyc sama ze wszystkim...

**********************

Cudowne swieta. Choinka ubrana, pierniczki zrobione. Jest cudnie az sie nie chce tych swiat :(

wtorek, 21 grudnia 2010

Zmiana...

Potrzebowalam zmiany. Poszlam wczoraj do fryzjera, nastapilo dosyc ostre ciecie i kolor. Maz nic nie powiedzial... Cholernie mi przykro :( Tesc wysmial... :( Tesciowa nic a szwagierka i moi rodzice tez sie smiali i mowili, ze za stara jestem :( Kurde 24 lata i za stara??!! Co z tego, ze mezatka!! To juz nic mi sie nie nalezy od zycia??!! Tylko moj tata powiedzial OK i najwazniejsze jak ja sie w tym czuje...
A ja sie czuje dobrze, podobam sie sobie, zdjecia nie oddaja tego co w realu, zaczelam sie znowu malowac, nosic bizu...
Foty ponizej - szczere opinie mile widziane ;)


czwartek, 16 grudnia 2010

Tydzien... ;(

Dzis mija tydzien kiedy Cie nie ma z nami Mróweczko... ;(

W piatek 10.12 mialam planowe USG genetyczne w 11tc. Niestety w niedziele 5.12 rano zauwazylam malenka kropeczke dziwnie wygladajaca. Oczywiscie najgorsze mysli - ciaza obumarla, poronienie itp. Jednak juz do konca dnia nic sie nie dzialo, w poniedzialek tez spokoj. We wtorek nasili sie bol brzucha jak na @ i taka dziwna wydzielina. Postanowilam zadzwonic do swojego lekarza. Dowiedzialam sie, ze mam przyjechac w srode lub czwartek sprawdzic co sie dzieje.

**********

8.12
Sroda. Nie spalam cala noc. Cos jakby plamienia sie nasilily. Latalam co 5 sekund do wc i sie modlilam. Blagalam Boga o pomoc. Mowilam "Moj maluszku kochany jesli bije Ci jeszcze serduszko to walcz. Prosze Cie walcz. Mama walczy, damy rade, Pan doktor nam pomoze..." Rano kiedy maz wyszedl do pracy juz nie usnelam. Zadzwonilam do mamy czy by nie pojechala ze mna do lekarza bo nie chcialam jechac sama. Zebralam sie szybko i pojechalam do niej. Zjadlam sniadanie, plamienia ustaly. Mama mnie pocieszala, mowila, ze tak moze byc. Pojechalysmy wkoncu do lekarza. Po godzinnym oczekiwaniu weszlam do gabinetu. Najpierw stwierdzil, ze widzi stara krew. Mozliwe, ze to od infekcji ukladu moczowego, gdyz 10tc3d ciazy w ktorym bylam to juz bezpieczny czas. Ale zrobimy USG... Najpierw spytal czy ostatnio slyszelismy serduszko. A potem szukal i szukal i szukal... I juz wiedzialam, ze cos jest nie tak... Spytalam a on, ze dziecko jest za male. Wyglada na 6tc3d... I nie moze serca uslyszec i ze cialko zolte czy cos podobnego jest za duze.... Powiedzial, ze mam zrobic 2 razy beta hCG i wyslac sms a po niedzieli sie umowimy na zabieg... Ze to najpewniej wada genetyczna dziecka byla... I, ze mu przykro... Wyszlam i ryczalam, nie moglam sie uspokoic, mama mnie nie mogla uspokoic... Pojechalam na bete. Przyjechal tata, pocieszal mnie, wygladal strasznie... Wszyscy mnie probowali pocieszyc, brat nie wierzyl w to wszystko jednak beta pokazala, ze to okrutna prawda :( w 6tc mialam 9091 a w 10tc3d 9559 :( czyli, ze serduszko zatrzymalo sie 1 lub 2 dni po tym jak je uslyszalam ;( Wieczorem przyjechal po mnie maz bo nie bylam w stanie sama wracac. Trzymal sie jakos, ale do siostry wyslal sms "Dzidzia zmarła". Nie moglam uwierzyc, ze jego to tez dotknelo:( W domu kiedy myslal, ze nie slysze siedzial w ciemnym pokoju i plakal... Tak strasznie plakal....

**********

9.12
Czwartek. Zaraz po polnocy obudzila mnie potrzeba. Poszlam do wc i zauwazylam, ze krwawie. Obudzilam meza, spakowal mi torbe do szpitala ale postanowilismy czekac. Narazie nie bylo to mocne krwawienie wiec z czym jechac. Jakims cudem usnelam. Ok 4:30 znowu musialam leciec i wtedy sie zaczelo. Duzo krwi, widzialam cos malego z taka jakby niteczka... Dopiero pozniej sie dowiedzialam, ze to moglbyc moj Aniołek;( Nie moge sobie wybaczyc, ze wrzucilam Go do wc ;( Wrocilam do pokoju znowu budze meza i mowie, ze chyba sie zaczelo na dobre i musimy jechac. I wtedy cos peklo... Nie wiem co to bylo ale sie poczulam jakby wode odeszly czy cos :( Maz sie szybko ubral i w 15 minut bylismy 40km dalej w szpitalu. Pani doktor powiedziala, ze juz poronilam :( Ze zostalo tylko troszke tkanek wiec dostane leki i do domu a gdyby cos to mam wrocic... No i chyba uda sie uniknac zabiegu... Bardzo mila Pani, ciesze sie, ze na taka trafilam. Przy okazji hmm zabrudzilam podloge... Balam sie, ze bedzie krzyczec ale nie, przytulila kazala zostawic, ale ja nie moglam. Zaczelam sprzatac i wtedy zobaczylam nad soba w tej kaluzy krwi dziewczyne w wysokiej ciazy... A potem mame z malenkim dzieckiem... Nie wytrzymalam :( Dostalam leki i wrocilismy do domu. Maz wzial wolne. A ja dostalam krwotoku :( Na szczecie trwal krotko, jednak skurcze spowodowane lekami mialam okropne. Ale nie wzielam nic na bol, nie wiem skad we mnie tyle sily, ze to wytrzymalam... :(

*********

14.12
Wtorek. Kontrola u lekarza. Krwi juz prawie nie ma, ale jakies tkanki zostaly w macicy i szyjce. Postaramy sie uniknac zabiegu. Szyjke oczyscil. Bolalo. Pytal o to, ale powiedziala, ze nie boli... Skoro bolalo tak mialo byc, wiec musze to zniesc. Dostalam znowu leki na oczyszczenie macicy i 23.12 kontrola. Chcialabym zeby bylo ok, ale poki co nie krwawie duzo... Niestety zalamka bo leki ktore mam to srodek aborcyjny, laski sie o to zabijaja a ja je musze brac zeby sie oczyscic... Zycie jest niesprawiedliwe ;(
Nie wiedzialam, ze mam w mezu takie wsparcie... Juz wiem, ze moge na niego liczyc. Reszte nic nie wiem. Nie mysle o przyszlosci. Boje sie na sama mysl, ze kiedys moglabym byc w ciazy... Nie wiem czy jeszcze sie na to zdecyduje, choc wiem, ze on chce, wiem, ze to nie moja wina i ponoc organizm jest madry i sie oczyscil zeby teraz bylo super...
Psychicznie ze mna tragedia...
Chyba wszystko...

9.12.2010 - 10tc4d (6tc3d)
Kochamy Cie Nasz Aniołku.... Mama i Tata... :*

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Weszlam tu dzis z zamiarem wygadania sie... Opisania ostatnich... dni :( Ale jednak nie dam rady, jeszcze za swieze jest to wszystko, jeszcze za bardzo boli...
Jednak dziekuje tym ludzikom ktore sa obok mnie, na ktorych nawet nie wiedzialam, ze moge tak liczyc!!
Mężowi, rodzinie, kilku dziewczynom za ogromne wsparcie i jeszcze jednemu facetowi - Adas!! Czesc dziewczyn znam osobiscie, czesc wirtualnie - Kasia, Kasia, Ewcia, Ilonka, Monia, Agnieszka, Karolina, Kamila, Ania, Patrycja... Mam nadzieje, ze nikogo nie pominelam :(
Rownoczesnie tez przekonalam sie, jacy ludzie sa zawistni - kobiety, o ile mozna je tak nazwac, ile jadu maja w sobie i zlosci, chamstwa i jak bardzo potrafia zranic :( Zaluje, ze nie potrafie im sie odwdzieczyc, albo nie wiem co... :(

Zeby zrobic, mini odskocznie, o co prosi mnie mąż... Kupilismy choinke, stolik pod TV, ozdoby i jakos tak nam sie troche zmienilo w pokoju... Robie swiateczne ozdoby, kwiatki na prezenty...

Jak dojde do siebie to napisze wszystko, musze sie wygadac... Poki co jutro lekarz, kontrola, zobaczymy co uslysze...

Dziekuje tym co ze mna sa...

środa, 8 grudnia 2010

[*]

Mama Aniołka... 6tc3d... [*] ;(

Nie wiem co teraz... Tak bardzo mi zle... Tak bardzo sie boje ;(

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Zly czas??

Hmm chyba nas dopadl zly czas. Po pierwsze dyrektor zlosliwie wstrzymal mi wyplate - odgrywa sie za ciaze :(
Po drugie, tak sie cieszylam, ze wczoraj juz zaczynamy 11tc, ze bezpieczniejszy okres i co?? I rano zauwazylam ociupinke sluzu z czyms brazowo-bordowym:( Potem juz nic takiego sie nie pojawilo, ale wizyta w piatek i oczywiscie juz mysle o najgorszym... Artykuly o ciazy obumarlej poszly w ruch i prosze, mam. Boje sie tej wizyty strasznie, choc wiem, ze jesli sie cos stalo to juz nie ma odwrotu:( Ale nawet sobie nikt nie wyobraza, jak bardzo chcialabym zobaczyc machajace lapki, nozki, uslyszec serduszko. Teraz to sie zastanawiam czy brac meza, bo jesli cos jest zle...
Ehhh :( Prosze o kciuki....

poniedziałek, 29 listopada 2010

Ale dzis piekny dzien!!:)

Dzis mija nam od slubu 6 miesiecy :) Nie wiem kiedy to zlecialo :) W dodatku z Dzidkiem jestesmy w 10tc :) Tez nie wiem kiedy zlecialo i niech tak zostanie :) Za 11 dni wizyta, idziemy z Tatusiem :)
Za oknem sypie sniezek, juz go tak pieknie nasypalo, slicznie jest, aczkolwiek sytuacja drogowa... Slisko, bialo czasem nie da sie dojechac, ale to nie kazdy zrozumie - wiem bo juz sie z tym spotkalam ;)
Wczoraj wieczorkiem wybralismy imiona dla malenstwa :) Ja mialam calkiem inne, mąż tez ale 2 nam sie zgadzaly u chlopca i 2 u dziewczynki wiec padlo na te, bo to wkoncu jakis znak :)
Synek Mikołaj Kuba
Coreczka Zuzanna Emilia
Podobaja mi sie, aczkolwiek ciagle mnie korci zeby u corci zmienic na Emilia Zuzanna ;) Ale moze niech zostanie mężowskie :)
No dobrze, uciekam do nauki i lezakowania :)

poniedziałek, 22 listopada 2010

Kolejny tydzien :)

Przyznaje sie bez bicia, nie wiem jak to liczyc... Jedni licza 8 tydzien az do 9tc. Inni jak tylko pojawi sie 8tc i 1d to licza juz jako 9 tydzien :) Nie wiem czy tak jest, czy tak im sie spieszy:D
Jedno jest pewne, wczoraj stuknelo nam 8 tygodni:) Uwielbiam wchodzic na Bloga co niedziele rano i patrzec na zdjecie Dzidka jak sie zmienia z kazdym tygodniem:) Ale rownoczesnie nie moge doczekac sie konca I trymestru i takiego wiekszego w moim przekonaniu poczucia bezpieczenstwa. Nadal staram sie myslec pozytywnie - musi byc dobrze :) No i do Naszej wizyty juz coraz blizej :)

sobota, 13 listopada 2010

A teraz serca mam dwa:)

Wczoraj bylismy u Naszego Pana doktora:) Mamy zalozona karte ciazy, z terminem 3 lipca 2011 :)
Wszystko jest ok, kolejna wizyta 10 grudnia, na ktorej mamy USG genetyczne - przeziernosc karkowa. Ja do tego czasu musze porobic kolejne badania. Lekarzowi nie bardzo podobal sie wynik hormonu tarczycowego. W normie, ale za wysoki jak na ciaze i byc moze bede musiala przyjmowac jakies hormony... Ale zobaczymy, najwazniejsze zeby Dzidek rosl zdrowo i sie rozwijal:)

A teraz najwazniejsze:) Wczoraj widzialam na USG Dzidka, wiekszego niz tydzien temu. Widzialam pulsujacy punkcik - jego serduszko!! I... SLYSZALAM serduszko:) Niesamowite uczucie, poryczalam sie troszeczke:) Puls Dzidka to 119 uderzen na minute:)

Rosnij zdrowo maluszku, serduszko niech mocno bije:)

piątek, 5 listopada 2010

Po lekarzu:)

Z racji tego, ze wczoraj dostalam w brzuch od ucznia i wyladowalam na L4 (przedluzonym zreszta, czyli lacznie poki co 16 dni...) dzis odbylismy wizyte lekarska :) Wrocilam do poprzedniej lekarki i tam juz zostaje :) A wiec tak :) Znajdujemy sie w b. dobrym miejscu, wszystko wyglada jak narazie b. dobrze :) Pecherzyk ma 8mm a cialko zolte 3.3mm :) WIDZIALAM MOJEGO DZIDKA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Niesamowite uczucie :)))))))))))))))))))))))))))) Mam jeszcze powtorzyc 2 razy bete zeby patrzec czy sie rozwija i 22 kolejna wizyta, moze bedzie serduszko jak dobrze pojdzie :))) Lekarka nie mialam zadnych watpliwosci i juz na poczatku uslyszalam "To Pani Magdo, jest Pani w CIĄŻY"!!!!!!!!!! Ahhhh i mamy 2 zdjecia:) zaraz wroci Tatus z pracy to mu pokazemy :))
Powiedzialam szwagierce, poryczala sie i ledwo wytrzymuje zeby moim tesciom nie powiedziec:) Ehhh w kazdym razie prosze o kciuki caaaaly czas a szczegolnie 9 i 16.11 - 3 i 4 beta oraz 22.11 wizyta:)
Mama:)

środa, 3 listopada 2010

2 pozytywne testy:)

Mialam nie mowic...
W czwartek 28.10 zrobilam test, w sumie nie wiem czemu, ale wyszly II :)
Powtorzylam w piatek 29.10 rano - to samo :) Popoludniowa beta - 878 :) Wczoraj powtorka bety - 1650...
Rosnie. Ale ja sie naczytalam ze po takim czasie powinna byc wyzsza w prawidlowej ciazy, u mnie jest za mala. zaraz mysli ciaza pozamaciczna itp. I nie potrafie ogarnac tego tak, ze kazda kobieta jest inna. Ze beta to jak goraczka. Jedna zle sie czuje przy 37 inna przy 39. Mowie do maluszka, ciesze sie ale gleboko w srodku, natomiast na zewnatrz pokazuje tylko smutek, panike. Boje sie, boje sie cieszyc...
Wizyta 12 listopada - mam nadzieje, ze wszystko bedzie dobrze. Boze pomoz Nam...
I prosze o kciuki
Zpanikowana, pesymistyczna Mama;)

poniedziałek, 25 października 2010

Jak mozna byc kims takim...

Jak mozna byc kims takim?? Takim podlym czlowiekiem??
Pewna "kolezanka" wiedzac jakie moge miec problemy, pisze mi po 3 miesiacach milczenia, kiedy rodzinka sie powiekszy?? Zrobilo mi sie smutno i napisalam, ze nie wiem to otrzymalam wiadomosc, ze oni wpadli z 2 dzieckiem i niestety usuwa.... No szlag mnie trafil!!
Wkurzona jestem niesamowicie, ale dzis o tym pisze bo... Bo zauwazylam, ze nie moge rozmawiac i pisac pod wplywem emocji. Niestety pisze chaotycznie i nie przekazuje tego co chce, tej kwintesencji wiadomosci, ludzie odbieraja ja inaczej, powierzchownie i sie dzieja cyrki...

Z mezem lepiej. Czekamy na wredote i od grudnia wspomagamy sie CLO przez 2 miesiace a potem jak nic to czeka nas lekarz...

wtorek, 19 października 2010

Panowie Policjanci:)

Dzis mialam spotkanie z takimi dwoma mlodymi Panami:) Opisywac szczegolow nie bede no bo wiecie;) Ale bylo to moje 1 spotkanie z Policja odkad jezdze czyli od 6 lat:) Trzeslam sie strasznie, ale nie. Bylo bardzo milo, Panowie mili i wyrozumiali:) Pozdrawiam:)

poniedziałek, 18 października 2010

Rodzina...

Wczoraj bylismy u moich rodzicow. Faceci pojechali po kola do garazu a ja zostalam z mama. Pogadalysmy sobie, wlasnie przed chwila dzwonila i tez pogawedzilysmy. Nie mam teraz zle, ale dopiero nie bedac z rodzicami doceniami jaki dom nam stworzyli. Tesknie za nim... Nie wiem czy to wina jesieni, czy tego co ostatnio sie dzieje, ale wyplakalam sie mamie. Nareszcie moge z nia pogadac jak z przyjaciolka, bez krzykow, oskarzen. A moze to tylko ja tak odbieralam?? Moze bylam glucha, zamknieta i zbuntowna?? W kazdym razie tesknie - bardzo. I brakuje mi tego co mialam, brakuje, ze nie mam tego czesto... I wlasnie teraz tez siedze i placze... Chcialabym zeby to wrocilo... Ale chyba to zly objaw i nie powinnam tak mowic, tym bardziej bedac w momencie zycia w ktorym jestem. Ale tak naprawde kto wie w ktorym ja jestem?? Kto wie co sie ostatnio u mnie dzieje?? Prawda jest taka, ze ciesze sie, ze mam Ich - Mame, Tate, Brata ktorym moge sie wygadac, psa do ktorego moge sie przytulic bedac u rodzicow, kota ktory stara sie mnie rozsmieszyc i rybki na ktore patrzac zapominam o swiecie. I szkole, bo zajmujac sie zajeciami, nie mysle o tym czego mi brak...

Chyba poprostu nadchodzi kryzys pierwszego roku, tyle, ze to nawet pol roku nie ma... Widac opadly emocje, fantastyczne uczucia zwiazane ze slubem no i nadeszla zwykla, szara rzeczywistosc. Wczoraj nawet glosno stwierdzilam, ze chyba sie pospieszylismy. Odpowiedzi nie otrzymalam...

Kuchnia wysprzatana, ide dokonczyc pokoju. Aczkolwiek nie wiem na co licze, bo ostatnio nie ma nic. NIC. Nawet buzi, nawet cieplego slowa czy gestu...
Ale zaraz siadam z mlekiem i platkami do "M jak Milosc" jak zwykle pomarze, poplacze, potem wroci on, a ja siade do nauki, bo taka mam ochote...

ps. Zdjecie kota postaram sie zrobic i zamiescic jak tylko znajde akumulator do baterii, a poki co to nie znalazlam od 2 dni... A z komorki nie umiem:|

niedziela, 10 października 2010

Rozczarowana ludzmi....

Tak. I to bardzo. Powod?? Wykorzystanie. Jestem taka, ze kazdemu bym nieba przychylila (wyjatek "slodkie idiotki" napewno kazdy wie jak wygladaja i sie zachowuja. Jak je widze/czytam/slysze to mnie na mdlosci zbiera) i tak robie i juz nie raz ludzie to wykorzystywali (mnie) a ja potem w jakis sposob cierpialam. Jakos nie potrafie wyciagnac wnioskow, nauczyc sie zmiany, zeby juz nigdy nikt tak nie zrobil. Zawsze Magda byla jak Ktos cos potrzebowal, jak juz nie potrzebowal, Magdy nie bylo:( Teraz tez... Bylo dobrze jak wozilam dupsko autem do szkoly. Auta kiedys braklo - kolezanek tez braklo. Albo problemy z ciaza i facetem, mozna sie Magdzie zalic. Ulozylo sie, dziecko na swiece - to juz Magda nie jest potrzebna, nawet sie nie oznajmi - "Sluchaj mam core"!! Albo bylysmy dwie bez pary i bylo ok, ale jak kolezanka znalazla faceta a ja nie, to juz ta gorsza jestem. Bo nie potrzebna, nie ma sie co zalic. Lub obie mialysmy problemy z zajsciem w ciaze i dobrze, mozna sie Magdzie zalic. Ale jak juz tamta dziewczyna zaszla w ciaze i urodzila to i kontakt z Magda urwala, bo po co jej kontakt z wybrakowancem jakim jestem!! Juz nie jestem potrzebna, juz nie spyta co u mnie, jak sie czuje, najwazniejsze, ze ona ma co chciala i juz nie pamieta co bylo kiedys...
Boze przykre to strasznie... :(

wtorek, 5 października 2010

Dopadlo mnie cos...

Problemy z kregoslupem i miesniami, problemy w pracy. Mam ogolnego niechcieja i chyba jesiennego dola:( Plus?? -2,5 kg na wadze. Ciekawe czy utrzymam:/

piątek, 1 października 2010

Kolejny dzien sponsorowany przez... 4:)

Tym razem to tez rocznica:) Jestem juz 4 lata na Forum przez wieeeelkie, ogrooomne F - Forum We-Dwoje:) Najwspanialsi Ludzie i Najwspanialsze Forum na swiecie!!
Tyle przezyc, tyle wspomnien, tyle uczuc - jak w Rodzinie:)
Jeszcze raz ogromne dzieki!!

I tym samym zycze Wam tak wspanialego rozwoju i tak wspanialej atmosfery i tak wspanialych ludzi jak do tej pory, a sobie bym zostala z Wami jak najdluzej!!

Kocham!!:):*

środa, 29 września 2010

4 miesiące małżeństwa...

I znowu, nie wiem nawet kiedy minely 4 miesiace malzenstwa.... Wstalam rano mimo choroby zrobic mężusiowi sniadanko, przy czym On uraczyl mnie komplementem, ze jak bede ciagle myslec o czekoladzie (a dzis mialam na nia ochote) to mi nawet zakupiony sprzet nie pomoze... Ot taki prezencik:( Juz nawet nie wspomne o tym, ze nie pamietam kiedy ostatni raz dostalam od niego jakis bukiecik kwiatow czy cos w tym stylu. No dobra, tydzien temu przyjechal z Chinszczyzna choc nic mu nie mowilam... Ale ja i tak jakos wolalabym bukiecik;)
A pozatym w zwiazku z choroba moja obecna i generalnie czestym chorowaniem ostatnio tj. odkad zaczelam pracowac z dziecmi, jest propozycja zaszczepienia sie przeciwko Pneumokokom ale... No wlasnie jest ale... Trzeba co najmniej na 2 miesiace zrezygnowac ze staran. 2 miesiace to az do konca roku... I teraz nie wiem bo niby marzyl mi sie prezent pod choinke, lub na listopadowe urodziny meza a tak to do kitu... Nie wiem co robic, musze sie zastanowic. Mąż wie o takiej ewentualnosci ale jakos nie pali sie do rozmowy, a i ja nie mam ochoty znowu wychodzic z inicjatywa i rozmawiac... Z jednej strony chcialabym sie zaszczepic i nie chorowac, moze to cos da, a z drugiej wiem, ze sie wszystko odwlecze i nie wiadomo jak to bedzie. Aczkolwiek gdzies tam tez jakis tajemniczy glos mi podpowiada zeby isc na szczepienie i zrobic 2 miesiace przerwy to moze sie uda potem od strzala;) Moze tego potrzeba, sama nie wiem...

wtorek, 28 września 2010

Chora...

Zeby nie bylo, ze sie nie odzywam to napisze cos krotko.
@ przylazla w niedziele - wczesniej niz miala:(
Od niedzieli jestesmy z mężem na L4 przez 8 dni. Dopadla nas infekcja wirusowa z tym, ze u mnie gorzej bo mialam wysoka goraczke ktorej nie moglam zbic... Dopiero dzis lepiej poki co, ale znowu oslabienie i ledwo stoje:(
Sprzet przyszedl wczoraj - fajny:) Juz sie nie moge doczekac cwiczen.
Moi rodzice dzwonia co chwile, tata nawet wpadl przelotem. Szwagierka tez wpada i pisze. Ale z mojej nowej rodzinki najwiecej martwi sie i interesuje Tesc a najmniej... Tesciowa.
Buziam

wtorek, 21 września 2010

Czas sie wziac za siebie!!

Bylam dzis u lekarza, z tymi moimi nieszczesnymi bolami plecow, czy juz sama nie wiem z czym...
Zostalam wymacana, wysciskana, wypukana na lewa strone, okazalo sie, ze nic zlego nie czuc uffff...
Ale wyszlo, ze mam slabe miesnie i krzywy kregoslup... No ja sie nie dziwie, taka jak ja sie ostatnio stalam leniwa to juz dawno nie pamietam... Zawsze sie cos poruszalam i bylo luz, a od pewnego czasu nic tylko siedze i efekty sa:(
Mam mocne postanowienie poprawy i mam nadzieje, ze uda sie, choc troszke, powoli, stopniowo.
Wroci maz to spytam czy mozemy kupic machine do cwiczen... Tansze to niz Fitness a w ziemie nie bede na rowerze jezdzic. Zobaczymy... Poki co - nowy suwaczek :P

piątek, 17 września 2010

Łikendzik

Piatek. Wczoraj 4 godzinna konferencja i zarazem nowe doswiadczenie. Dzis wczesniejsze wyjscie z pracy po odbior dokumentow od auta i prawa jazdy. I... przyjezdzaja jacys ludzie spisac umowe kupna mojego auteczka... Smutno mi troszke :( A pozatym ubezpieczylam sobie nowa furke, fajnie sie jezdzi ale musimy sie jeszcze do siebie przyzwyczaic. Zdjec nie mam bo jest brudna jak nieboski stworek pozatym czekam na ulepszacze foto :P:)
Jutro jade do brata i oblewanie:) Niestety tylko brat i maz, ja zostalam oddelegowana na stanowisko kierowcy:) W sumie mnie to pasuje;)
Siedze i czuje zblizajaca sie @... Jeszcze 9 dni spokoju mi zostalo. Poczekam cierpliwie, skoro tak mnie kocha, ze zyc beze mnie nie potrafi to niech przychodzi, co poradze. Czas sprzatnac akwa:)

środa, 15 września 2010

:))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

Mam mam mam!!
Widzialam mojego nowego KLINTONKA wczoraj, nawet sie przejechalam!! Zabojczy!! Czerwoniutki i te biale sportowe felaski mmmmm jejus zakochalam sie:)))) Aczkolwiek starego tez kocham:))) I dlatego wlasnie dzis zbluzgalam glupia babe bo by w nas wjechala!! Bo ja nie widzi w lusterkach to sie juz babsko nie obroci wrrr:[[[[[[[[[[
No... Moze z czasem dam fotke wraz z zalegla fafluna:P I oczywiscie bede musiala sie jechac pochwalic rodzicom hihihihi
Pozatym odbylam rozmowe z Dyrektorem - mam do pracy chodzic na 7:20... No dobra to tylko 20 minut wczesniej, bardziej przeraza mnie uzeranie sie z gimnazjalistami - zwlaszcza dziewczynami:////
No i... meza nie bolala glowa:P

wtorek, 14 września 2010

Wrrrrrr:[

Dzis juz lepiej. Juz tak nie boli. No moze czasem ale leciutenko i zwlaszcza po lewej stronie. Wierzac wszelkim przeliczeniom i kalkulatorom wczoraj lub dzis przy sprzyjajacych wiatrach powinno sie udac. No ale wczoraj kicha, a dzis... tez cholera kicha!! Bo glowa Go boli:[:/
Jedynie ciesze sie z tego, ze na 19 jedzie do pracy podpisac umowe w sprawie mojej nowej furki i jak wszystko dobrze pojdzie bede miala nowego klintona juz w tym tygodniu!! HURAAAAAAA

poniedziałek, 13 września 2010

Dzien pod znakiem...

... potwornego bolu. Zaczelo sie od prawej strony mocno gdzies okolo 15 cm od biodra w strone plecow. Potem na jajnik przechodzilo. Wzielam NO-SPE i przeszlo. Potem bolala lewa strona. Teraz znowu czuje bok z prawej... Ja nie wiem jak to okreslic co to boli... Biodro, jajnik, kregoslup?? Nie wiem... Ale oczywiscie mysl jedna - wyrostek - i juz sie boje....:|

niedziela, 12 września 2010

Jesiennie...

Chyba jesien coraz blizej...
Od piatku dopadlo mnie chorobsko, dzis az mi slabo bylo a tu praca jutro...
W pracy problemy.
Zimno i okropnie i jeszcze wszedzie mozna uslyszec o zaniku Golfsztromu....:/
Pozatym szkola mojego brata jak zwykle zawalila, wiec trzeba mu pomoc. Matura za pasem, a tu jeszcze musze mu zadanko z religii napisac :D Ogolnie ciesze sie, ze mam z nim taki fajny kontakt:) A wczoraj caly dzien u rodzicow... Tak fajnie, jak dawniej...

poniedziałek, 6 września 2010

Sprzedam...

To jeszcze raz ja.
Sprzedam swojego Klintona... :(
Renault Clio I ph I rok 92. 5 drzwi wersja grafitti, 1.2 Energy benzyna silnik. Po swapie.
Fotki i wiecej informacji na mail, albo napiszcie w komentkach to sie jakos skontaktujemy...
Sprowadzone z Niemiec w 2006 roku.
Auto posiada zamontowane przez Nas:
- autoalarm
- elektryczne lusterka
- elektryczne szyby
- wspomaganie kierownicy
Fabrycznie posiada szyberdach.
Moge dodac rowniez alufelgi.
Wiadomo, ze slady korozji sa. Auto posiada zrobione tylne nadkola. Przednie blotniki rowniez posiadam, jak zdaze to wymienie, jesli nie to dorzuce.
Wymienione amorki z tylu, wydech sportowy. Zajmuje sie nim mechanik renault wiec naprawde polecam :) Fajnie sie jezdzi, nie zawodzi.
Zapomnialam... Przeglad wazny do konca kwietnia 2011 a ubezpieczenie do wrzesnia 2011.

Cena 3 tys do niewielkiej negocjacji.

100dniówka:)))

Dzis mamy slubna 100dniowke:)))) Nawet nie wiem kiedy to zlecialo (pewnie sie powtarzam:P). Pamietam jak sie cieszylam jak mialam 100 dni DO slubu a tu juz 100 dni ale PO slubie... 100 najpiekniejszych dni, z najwspanialszym mężczyzną, z najwspanialszym mężem w calym kosmosie:))))))

Pozatym po pracy super:) Byl dzis bardzo grzeczny az sie dziwilam!! Oby tak dalej:) Moze sie jakos powoli ze soba oswajamy:)
Czas przygotowac sie na jutro;)

piątek, 3 września 2010

Pierwsze dni...

Ufff pierwsze dni za mna. Nie ukrywam jest ciezko, a nawet bardzo ciezko. O ile praca z pozostalymi dziecmi mi sie podoba, dyzury na korytarzu rowniez, o tyle praca z moim podopiecznym jest diabelnie trudna (co nie znaczy, ze mi sie nie podoba). Problem w tym, ze nie ma konkretnej diagnozy co mu jest. Ja widze co innego, wychowawczyni co innego, mama co innego a pedagog... on nie wie nic:/ Dodatkowo wkurza mnie to, bo mam ten sam zawod co on i widze, ze facet sobie nie radzi. Widze co robi zle i wiem jak ja bym to zrobila. Bezsilnosc mnie tlamsi, dlatego po niedzieli ide do niego na powazna rozmowe... Dodatkowo denerwuje mnie, ze nauczyciele traktuja chlopca jak cos dziwnego (sami tak mowia), jak kogos innego i nie zajmuja sie nim tak jak powinni. Wogole na moje oko (i konsultacje ze szwagierka) to powinno inaczej wygladac. Tak niestety nie jest korzystnie ani dla Niego, ani dla reszty klasy. Kazdy sie meczy, wscieka... Kurcze a ja chce tylko dla niego jak najlepiej, chce mu pomoc, bo widze, ze jak nie ja tym rusze, wstrzasne, to sie dziecko zmarnuje a szkoda...

Glowa mnie boli od nadmiaru wrazen chyba... Ale i tak mi sie podoba taka praca:))))))))

wtorek, 31 sierpnia 2010

Hurrrrraaaaa:)))))

Dziekuje za kciuki!! Chyba bardzo mocno trzymaliscie:))))
Dostalam sie na platny staz!! Od jutra zaczynam:))))
Jako Pani nauczyciel w klasie 1 SP:)
I jak bliziutko domku:))

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Kciuki :)

Dzien dobry :)
Wpadlam prosic o kciuki jutro :) Beda baaaaaardzo potrzebne:)

Pozatym... 3 miesiace za nami:) Mimo wszystko (ostatnie problemy, moje wydziwianie) piekne 3 miesiace... NAJPIEKNIEJSZE!!

http://www.youtube.com/watch?v=NSZ5UCwWIf0

czwartek, 26 sierpnia 2010

Szukam pracy

Moze jak tu napisze, to sie uda. Nie sadze zeby duzo osob czytalo tego Bloga, ale staram sie lapac kazdej mozliwosci...

Poszukuje pracy. Na terenie Krakowa (dzielnice poludniowe) lub Myślenic i okolic.
Najchetniej w Szkolach, Przedszkolach, Swietlicach, Klubach malucha, Osrodkach szkolno-wychowawczych, opiekunczo-wychowawczych, interwencji kryzysowej, Domach dziecka, Żłobkach, Poradniach. Ale przyjme tez oferte pracy np w bibliotece, butiku, sklepie, solarium, kwiaciarni, ksiegarni itp.

Jestem tegoroczna absolwentka. Mam tytul licencjata z Pedagogiki opiekunczo-wychowawczej.
Od pazdziernika zaczynam studia zaoczne magisterskie na kierunku Pedagogika wczesnoszkolna.
Ukonczylam szkole srednia poligraficzna, na kierunku Zarzadzanie informacja, redakcja techniczna i dziennikarska.

Posiadam doswiadczenie w pracy z dziecmi i osobami niepelnosprawnymi (uposledzonymi ruchowo i umyslowo w roznym stopniu). Pracowalam rowniez w sklepie, kiosku, biurze i barze, znam obluge kas fiskalnych, komputera i pakietu Office, posiada prawo jazdy kat. B, jezyk angielski - dogadam sie.

Jestem punktualna, odpowiedzialna, zorganizowana, potrafie nawiazac kontakty.

Interesuje sie motoryzacja, przepisami Ruchu Drogowego (kurs na instruktora skonczony nie mam funduszy na egzamin:( a bylaby praca i kolejne marzenie... Moze cos wymysle), fotografia, turystyka, ludzmi, psychologia i zwierzetami (glownie psy).

Gdyby Ktos cos wiedzial, niech da znac...
Dziekuje

środa, 25 sierpnia 2010

Mowisz masz...

Chcialam @?? No to mam...
Szkoda, ze wszystko co powiem tak szybko sie nie spelnia:(

wtorek, 24 sierpnia 2010

Złość, rozgoryczenie, wściekłość - czy coś jeszcze??

Tak... Siedze sobie i rycze. Mam w tym momencie swoj maly swiat w ktorym znowu powoli sie zamykam choc nie powinnam... 11 wyzsza temperaturka. Szanse na babelka sa, ale... Ale wole jednak zeby go nie bylo;( Tak, to prawda. Nie moge sobie pozowlic na bycie mama...;(
Tak prosilam meza zeby jezdzil ostroznie, zeby uwazal bo nie stac nas na mandaty. Ja niestety nie mam pracy, nie mam znajomosci, jest ciezko. No i prosze... Dzis zlamal przepisy, doprowadzil do kolizji... Nie wazne. Wazne, ze jemu nic nie jest. Ale nie potrafie sie z tego cieszyc, gdyz ta radosc przycmiewa mandat w wysokosci 500 zl!! Skad na to kase??!! Nie wiem... On jakby sie tym wogole nie przejal, jest to jest, nie byloby to nie. Nie dosc, ze mandat to zwyzka w ubezpieczalni, to nowa lampa do auta, zderzak i blotnik...
Szukam pracy na gwalt. Nie stac na na spelnienie (jak teraz tak patrze to chyba tylko mojego :() marzenia... Nie teraz i nie wiem za jaki czas...
To okrutne, zwlaszcza po tym co pisalam wczesniej, ale modle sie aby jutro tempka spadla i powitala mnie @... Bo nawet jesli cos kielkowalo, to najprawdopodobniej po tym stresie juz tego nie ma... Tak mysle...
Żal, rozpacz, rozgoryczenie, wscieklosc i sama nie wiem co jeszcze...

niedziela, 22 sierpnia 2010

Zwatpienie...

No tak... Poprzedni post zakonczyl sie entuzjastycznie, powinno byc i tak, ze ten obecny bedzie rownie entuzjastyczny... Pewnie niektore osoby beda sie dziwic, moze nawet smiac, no bo jak to, co to za osoba najpierw pisze, ze jest ok, potem watpi. Ale coz ja jestem bardzo niecierpliwa, to chyba moja najwieksza wada, ze chcialabym miec wszystko tu i teraz i zaraz.

Juz mowie o co chodzi. Lekarz u ktorego bylam, dal mi nadzieje, powiedzial, ze nic mi nie jest jestem zdrowa musze tylko (TYLKO!! Boze jakie to trudne) wyluzowac. Dowiedzialam sie tez, ze mialam dobry czas i jak wszystko sie udalo to byc moze kropeczka nasza pojawi sie juz w tym cyklu. No i teraz tak. Wiadomo, ze nawet calkiem zdrowa kobieta nie zawsze od razu ma tego co chce, czasami organizm sie buntuje i cofa, czasami trzeba czekac. Ja niby tez zdrowa ale moj organizm chyba wlasnie sie zbuntowal...:/ No bo w moim wspanialym NPR wyszlo, ze dzisiaj obnizyla sie tempka. I teraz albo obnizyla sie ale nadal jest wysoka, albo obnizyla sie i czekam na @. Wszystko zapewne okaze sie jutro ale ja oczywiscie nie moge czekac i juz uknulam sobie jakas swoja wlasna teorie. Na czym ta moja teoria polega??
Ano na tym, ze zastanawiam sie czy ten lekarz jest naprawde dobry i czy mnie nie oszukal. No bo mowil o dobrym czasie a tu wychodzi ze wcale tego dobrego moglo nie byc. Albo mowil, ze ze mna ok, a tu wynika ze faza II jest za krotka, co oznacza, ze ze mna wcale nie musi byc ok...

W dodatku maz teraz przyszedl poczytac co pisze, a mnie glupio mu pokazywac wiec odwrocilam lapka no to sie obrazil...
Niech mnie ktos kopnie...

czwartek, 19 sierpnia 2010

Lekarze, rybki i takie tam;)

W domku odrobiona, wiec czekam az nadejdzie odpowiedni czas i zaczne sie zbierac na "przeglad" :)
Mam nadzieje, ze wszystko bedzie dobrze, aczkolwiek boje sie strasznie...

Ale za to po lekarzu jade w odwiedzinki do rodzicow, wysciskam mojego psiuna fafluna, moze uda sie jakas fote mu strzelic (w co watpie:D) a wczesniej po drodze, zakupie kilka nowych domownikow do naszego akwa:) Na cale szczescie (tfu tfu i odpukac) ostatnimi czasy przez 3 tygodnie nic nie zdechlo. Mam nadzieje, ze ostatnia kuracja przyniosla efekt:)
Aaaa oczywiscie mam ochote na zakupienie ryby ducha hehe

Edit:
Po wizycie:) Baaaaaardzo zadowolona i szczesliwa:) Mam nadzieje, nowa sile walki:) Nic mi nie jest, szkoda, ze kiedys straszyli:) I przelamalam sie co do mezczyzn lekarzy;) Tego Pana szukalam:)

środa, 18 sierpnia 2010

I juz :)

Po 3 godzinach czekania udalo mi sie zarejestrowac auto :) Wszyscy dostawali numery tablic 46 lub 62 i inne w tych dziesiatkach. Maz moj ma 53 a ja dostalam tez 53:D Widac ze jak malzenstwo to i auta slub wziely :P:P Ale mi odwala;)

Pozatym zakupione sloiki, przyprawy, ocet, zebrany koper w prywatnym sklepie;) i znowu bede sie zabierac za ogory:) Jeszcze czekam na papryczke zeby zrobic i moze gruchy w syropie o ile oczywiscie beda...

wtorek, 17 sierpnia 2010

Pogodowo

Pogoda ostatnio szaleje. Nie wiadomo w zasadzie w jakim to klimacie mieszkamy. Czasem mam wrazenie, ze moze Afryka, ale cos te pory suche i deszczowe nie trwaja rownomiernie ;)
Wczoraj wybralismy sie z mezem na zakupy. Chmury szly straszne ale mielismy nadzieje, ze jakos nas ominal. I tak sie dzialo na poczatku, ale jak sie rozlalo na ostatniej prostej do samochodu to ja wyjechalam ze swoim wspanialych butow:D Wiec niewiele myslac, buty w reke i biegiem - wzrok ludzi to widzacych bezcenny :))))))
Cali mokrzy wpadlismy do samochodu i kierunek dom. A tam... Pioruny!! Dramatyczne wielkie straszne pioruny tuz za domem i huk, a mamy dom na gorze i bez piorunochronow... Balam sie strasznie, zwlaszcza jak mezyk wyskoczyl otworzyc garaz a tuz obok walily niebieskie strzaly. Na szczescie nic sie nie stalo a my 20 minut przesiedzielismy w samochodzie w garazu. Jak sie uspokoilo to bieg do domu:) Na szczescie jak zwykle nas tu dosyc ominelo, bo jak slysze co sie podzialo w Krakowie czy Wieliczce to az trudno uwierzyc...

A co pozatym?? Porobione sloiki z ogorami na zime, moze uda sie zrobic jeszcze kilka;) Ale jakby mi ktos jakis czas temu powiedzial, ze bede gotowac to bym go wysmiala, a co dopiero piec i robic zapasy zimowe:)))) Jak widac czlowiek sie zmienia, dobrze, ze na lepsze:)

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Poszukiwania pracy i inne zalatwienia....

Jest sie zona, ma sie rodzine, wiec trzeba tez wykazac sie jakas minimalna odpowiedzialnoscia i wspierac domowy budzet... Nie potrafie jakos calego utrzymania domu zwalic na meza, a ja mam siedziec w domku, prac, sprzatac, gotowac - fiksuje z nudow. Ale prace tez ciezko dostac zwlaszcza w moim zawodzie... Wszedzie slysze tylko, ze trzeba miec znajomosci, albo, ze nie maja funduszy... Pozatym jak studiowalam to mnie nie zatrudniali bo studiuje a teraz mnie nie zatrudniaja bo nie mam odpowiednich kwalifikacji - oszalec mozna w tym panstwie!!
Ze spraw poslubnych dotyczacych wymiany dokumentow, poki co jestem zameldowana i mam nowy DO. Dzis zarejestrowalam sie w UP i poszlam wymienic prawko na ktore mam czekac co najmniej 1 miesiac:/ Jakbym wiedziala, ze w Krakowie wyrabiaja i im wysylaja, to bym do Krakowa poszla i szybciej zalatwila. Chcialam tez przerejestrowac auto. Urzad od 8:30 otwarty, a ja o 7:40 juz mialam 35 numerek... Przy czym 1 numerek na 30 minut wchodzil jak nie wiecej, a co sie pozniej okazalo, od tej sprawy bylo 5 pan ale albo przyjmowala 1 albo wcale. I petenci sie gnietli w malym i dusznym pomieszczeniu czekajac kilka godzin a szanowne urzedniczki siedzialy w klimatyzowanym lokum popijajac kawke i plotkujac w godzinach pracy. Jak widac w tym kraju wolno wszystko ale tylko urzedasom, bo zrob sobie przerwe nie bedac urzednikiem a juz masz klopoty...

środa, 28 lipca 2010

Kryzys...:(

Mam kryzys... Nie, nie malzenski, nie osobowosciowy zreszta sama nie wiem jaki...
Jest mi zle bo chce miec dzidziola a tu nic kicha jak cholera i nie zanosi sie na zmiane. Tym bardziej boli jak wszyscy wkolo, kobiety na ulicy, celebrytki w gazetach, wszystkie kobiety nagle sa w ciazy!!

Jeszcze wiekszy jest bol jak slysze ze matka zabila swoje miesieczne dziecko, lub znaleziono noworodka w pojemniku po farbie i pytam - gdzie tu sprawiedliwosc?? Gdzie tu dobro?? Czy Bog tego nie widzi?? Kobieta, malzenstwo tak bardzo pragnace dziecka nie ma go, a zwykla, musialabym mocno zaklac zeby to nazwac, ma dziecko i nie potrafi tego docenic....

Nawet nie potrafie cieszyc sie mezem... Nie umiem i nie mam ochoty z nim rozmawiac, na nic nie mam ochoty tylko na placz;(

piątek, 23 lipca 2010

Stopien drugi - mgr:)))

Skoro bylo o szczesliwej obronie, to niech bedzie tez o tym, ze sie dostalam na studia magisterskie edukacja wczesnoszkolna:)
Kolejne marzenie spelniane:) Niestety to najwieksze nie... Mezu okazalo sie tez marzy...
Hmm widac jeszcze musimy poczekac:(
Sciskam czytajacych;)

poniedziałek, 5 lipca 2010

OBRONILAM SIE!!

Jezzzzuuuuu jak sie ciesze!! Mialam dzis obrone licencjata i mega stres, ale wszystko sie udalo - jest 5 i dyplom na nowe nazwisko :)))))) Oby teraz wszystko tak pieknie szlo:)))) Teraz troche odpoczynku i szukam mgr:)))

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Mini poradniki:)

Mowicie ze chcecie mini poradniki??:) Hmm ciezko bedzie dlatego ze ja do tego wszystkiego podchodzilam jakos inaczej calkiem na luzie:) Napewno radzilabym pewne rzeczy planowac wczesniej a nie na ostatnia chwile. Wiele osob sie dziwilo "Ty juz to masz?? Boze po co tak wczesnie" a ja tak chcialam i potem siedzialam spokojnie podczas gdy inni nerwowo latali...
Napewno nie przejmowac sie pogoda i tym co ludzie powiedza;)
A uwage zwrocic (choc bylam temu przeciwna) na winietki i inne karteczki dla gosci. U nas byly tylko stoly podpisane nazwiskami ale robilismy to w piatek na szybko zeby nie bylo problemu. I nie rezygowac z muzyki typu DJ czy orkiestra (tez chcielismy popelnic ten blad:)) Aaaa i fotografa tez najlepiej dobrze wybrac:) I pamietac ze super drogi nie zawsze znaczy super dobry;) My mielismy cene normalna, a po zapowiedziach zdjec widac ze bedzie i jest fantastycznie:)
Chyba tyle, bo nic innego mi do glowy nie przychodzi w tym momencie;)

A wlasnie siedze sama w domu, mężu w pracy na popoludniu... Nie lubie jak go nie ma a zwlaszcza jak pracuje na popoludnie... Tak mi sie strasznie dluzy:( Wyszedl o 12 wroci 22 lub pozniej... Ale przynajmniej poukladam w szafach bo wkoncu mamy - wykonanie mąż i teść:)

niedziela, 20 czerwca 2010

I juz 3 tygodnie PO - cudownie:)))

Wkoncu dopadlam Komputer

Sobota
Polozylam sie do spania ok 1 w nocy a wstalam o 7 bo dospac jakos nie moglam. Na 8 polecialam do fryzjera. Oprocz mnie czesana byla jeszcze jedna dziewczyna. Szybko (tylko godzine) a super atmosferze, stresiku zero. Brat w miedzyczasie dowiozl mi kwiatka do wlosow - wspanialy Panie zachwycone. Aha fryzurka byla troszke inna niz probna.
W domu bylam na 9 czyli duzo szybciej niz myslalam, pozostalo mi 2 godziny czekania na makijaz. Mama juz przygotowala 1 stol i nastapila nerwowka zwiazana z goscmi ktorzy przyjechali dzien wczesniej. Juz myslalam ze sie nie ubiora i nie wyrobia i bedzie wstyd ale spoko. W domu czekal juz na mnie chlebus dla PMa i na dary w Kosciele, sliczny naprawde piekarnia sie postarala. Czekaly tez bukiety. I tez byl inny niz ten ze zdjecia, ale naprawde Pani sie mega postarala!! Bukiet moj swiadkowej, kosze rodzicow i dekoracja na samochod fantastyczne. Bukiet jeszcze sie trzyma mimo ze bez wody, a dekoracja na aucie wytrzymala predkosc 200 km/h i wisi u nas na lodowce .
Ok 11 przyszla Ewelina - makijazystka. Makijaz szybko minal, przy okazji byl caaaalkiem inny niz probny Ale mocniejszy i podobal mi sie duzo duzo bardziej. Pod koniec malowania przyjechal Tomek - fotograf - cud facet!! Polecam naprawde, tyle co on sie napracowal, naskakal wielkie uklony. Oczywiscie byl niezauwazalny, wesoly i szybko rozladowywal stres. Ok 12:30 przyjechal kierowca po dekoracje i mial jechac do PMa. Pod blok nie wjechal bo mu czarny kot przebiegl droge i sie bal
Ok 13:20 zaczelam sie ubierac. Z obawy przed zsunieciem podwiazki, przyszylam ja sobie do bielizny nitkami Halka zalozona, wparowal fotograf i tata. Tata zakladal od gory suknie, mama poprawiala dol a fotograf robil zdjecia. Jak juz sie ubralam to przyszedl czaas na rodzinke. Ja wtedy cwiczylam klekanie i siadanie. O 13:30 dostalam sms - Jedziemy. Wtedy zlapal mnie stres ktory wyczul Tomek (fotograf) ale staral sie go szybko rozladowac. Przyszla chmura wiec sie zmartwilam, na co Tomek powiedzial ze deszczu nie bedzie - mial racje. Nie moglam usiedziec na miejscu (jak teraz pisze tez mam wypieki ) i tak czekalismy na PMa...
Zaczeli schodzic sie goscie a Pana mlodego nie widac. Fotograf juz w gotowosci stal przy drzwiach, moje zdenerwowanie siegalo najwyzszego poziomu Swiadkowa z tesciami dojechala a auta dalej nie ma. okazalo sie ze zatrzymali sie na osiedlu zeby je ubrac Kazdy z gosci ktory wchodzil do domu jak mnie widzial to rozdziawial buzie i mowil aaaaale pieknie A chrzesnemu usmiech z twarzy nie schodzil, az sie glupio czulam Wkoncu wszedl Pan mlody z rodzicami i swiadkowa. Moi rodzice powitali go chlebem i sola (w miedzy czasie swiadkowa powiedziala ze wygladam cudnie :oops: ) a PM mnie nie widzial jeszcze... Wkoncu wchodzi do pokoju zobaczyl mnie i zrobil baaardzo dziwna mine Rozdziawil paszcze, pocalowal mnie w policzek i... tyle Weszlismy do pokoju i odbylo sie blogoslawienstwo. Moja mama mowila krotko ale i tak spocily mi sie oczy Rodzice PMa i moj tata nic juz nie mowili bo cali sie trzesli z przejecia Po blogoslawienstwie wpielam PMowi przypinke i nastapily podziekowania dla rodzicow. Tez bylo wzruszenie, choc do tesciow chyba malo co docieralo Swiadkowie poszli ubierac we wstazki samochody a my mielismy czas wiec czekalismy. Wkoncu wychodzimy. Nie mialam bramy a mimo to wszyscy stali w oknach :lol: Pan kierowca bardzo mily, podjechal pod klatke zebym nie chodzila, fotel przesunal a PM pomogl sie zapakowac i wzial bukiet Przy wyjezdzie spod bloku nasze BMW rozwalilo sobie lekko felge - coz Podjechalismy pod Kosciol, podeszlismy na gore gdzie czekali juz pierwsi goscie Poszlismy do Zakrystii podpisac papiery, przyszedl Ksiadz Proboszcz, lekko rozladowal sytuacje, a ja poprosilam go o nie klekanie na oltarzu (to co Wam pisalam) powiedzial dobrze. Wyszlismy, po drodze sie wycalowalam z Kasinka (kolezanka z innego forum)
I poszlismy stanac po chorem w oczekiwaniu na Ksiedza...
Przy wejsciu do Kosciola czekali na nas moi rodzice, bo mama musiala mi odpiac tren. Ok 5 minut czekania i to chyba byla najwieksza nerwowka. Wszyscy sie na nas patrzyli obracali, a my sobie gadalismy kogo rozpoznajemy od tylu Nasi swiadkowie natomiast ze moze sie odwrocimy i wyjdziemy bo glupio tak stac Pozniej zobaczylam jak wchodza Rooda i Dacar (tez znajomi z forum) aleeez sie ucieszylam I wyszedl ksiadz. Organista zaczal pieknie grac piesn na wejscie, Ksiadz podszedl do nas powital, powiedzial cos na rozluznienie i w droge. Szlismy wolno jak prosil fotograf i powiem Wam ze mnie okropnie krepuje jak tak ide a ludzie na mnie patrza. Msza byla piekna, kazanie krotkie i jak dla mnie bardzo fajne bo rozluznialo atmosfere .Wszyscy goscie z Ksiedza byli niesamowicie zadowoleni i bardzo im sie podobal .Tak jak prosilam nie musielismy klekac na oltarzu za co jestem mu baaaaardzo wdzieczna Pani solistka tak cudnie spiewala, ale lze uronilam juz na ostatnim slowie "Ave Maria" ku uciesze meza. Przysiega minela szybciutko mowilismy wg relacji obecnych glosno wyraznie powoli i bez zajakniecia czy pomylek. Jak tylko mowilam swoja czesc to PM scisnal mnie za reke, spojrzalam ale zaraz musialam znowu patrzec w bok bo bym sie nie uspokoila ze smiechu patrzac na niego Z obraczkami spokojnie, tylko moj mial maly problem z zalozeniem. Generalnie zero nerwow. Podczas przysiegi mialam w glowie mysli "I czym sie stresowac?? Przeciez to spoko jest" Natomiast po powrocie na nasze miejsca mąż spytal "I to juz??" :lol: :lol:
Nie wiem czemu przy wyjsciu z kosciola wszyscy goscie czekali w srodku i nie mial nas kto powitac na zewnatrz... Dobrze ze byly dziewczyny to zapanowaly nad sytuacja i , ktore wylecialy przed kosciol (nie pamietam czy ktos jeszcze ) i sypnely grosikami .Gdyby nie one to kicha by byla, bo mama nie wziela platkow i inni tez nic nie mieli Zyczonka i maaasa bukietow a potem do auta i w droge. Dekoracja wytrzymala predkosc 200 km/h wiec jest git Teraz wisi u nas na lodowce. Aaaa jeszcze przed odjazdem krotka sesja na forum i w droge. Kierowca oczywiscie musial trabic ale mu wybaczam
Dojechalismy na sale, wyszlo sloneczko, goscie poszli a my po zyczeniach od kierowcow rowniez udalismy sie na zabawe. Tradycyjne powitanie chlebem i sola tluczenie kieliszkow zamiatanie a w szczegolnosci DJ!! REWELACJA!! Pierwszy taniec minal spokojnie choc maz sie bardzo denerwowal. Mielismy grupe wsparcia wiec pomogli No ale nie ukrywam ze najwiecej tanczylismy my mlodzi i 3 dzieciaczkow. Polowa goscie (wszyscy od meza) wyszla juz ok 21 Przemilcze. Najwazniejsze ze i maz i impreza sie rozkrecila. A bylo super bo Panna Mloda hula na bosaka :lol: Nie pytajcie jak wyglada moja suknia. I tak moja rodzina i mlodzi zostalismy sami z DJ do 3 nad ranem wiec cala sala i muzyka dla 18 osob. Wtedy bylo najfajniej Pod koniec wesela mielismy maly plener na gorze sali - teksty fotografa "Madzia zrob focha" - bezcenne :lol:
Co do obslugi wesela - rewelacja. Podobnie jak jedzenie!! I zaskoczylo nas ze za sale menu itp wyszlo 1 tysiac mniej niz liczylismy Jedynie tort byl okropny malo kto go zjadl bo zamiast czekolady dali lukier gruuuby i slodki :evil: No i za duzo kupilismy wszystkiego bo ciast masa zostala wodki sokow wody owocow no wszystkiego... W kazdym razie goscie baaaaaaaardzo zadowoleni. Szczegolnie chwala DJow i Fotografa :) Mowia ze na takim super weselu nie byli, a fotograf pelne poswiecenia, wszedzie go bylo pelno - pelen podziw dla jego pracy :)
Koniec :)

sobota, 22 maja 2010

Juz tylko tydzien:)

Zostal tylko tydzien, rano obudzilam sie ze scisnietym zoladkiem czyli stres jakis jest :) Teraz juz lepiej, suknia odebrana przed chwilka wisi w pokoju, butki wystawione na parapet:) Zyczen dostajemy coraz wiecej, fajne uczucie ale ja nadal nie wierze:D
W zeszlym tygodniu mialam lekkiego stresa w zwiazku z powodzia, na szczescie jest ok. Tylko pogoda mnie martwi, bo za tydzien w sobote zapowiadaja ulewy - APEL: Kto moze niech nam czaruje pogode!!:D:D Bedziemy wdzieczni:)

środa, 12 maja 2010

Coraz blizeejjj ;)

Coraz blizej i coraz mniej czasu. Za nami rozmowa z Proboszczem - 1,5 godziny ale nie bylo tak zle;) Praca licencjacka napisana. Jakies minimalne poprawki wprowadzone i w piatek raz jeszcze mam jechac do Promotor tym razem po podpis. Mam nadzieje, ze sie bede mogla cieszyc:)
Jutro spotkanie z fotografem p. Tomkiem i z wlascicielem sali.
Zmeczona juz jestem tym wszystkim... A ze slub mam za 17 dni nadal nie czuje;)

czwartek, 29 kwietnia 2010

1 miesiac!!

Dzis dokladnie mamy 1 miesiac do slubu - musze sie przyznac, zlapal mnie stres. Mega stres. Stres przez duze "S":D Jakos tak nie wiem... Teraz pewnie czas poleci mega szybko nawet sie nie obejrze... Aczkolwiek nadal nie dociera do mnie, ze slub, ze ja, ze ja mam byc zona?? Przerazenie?? hehe nie, raczej niedowierzanie:)

Siedze ciagle nad ankietami. Bo skoro slub to i czas oddania pracy sie zbliza. Tu mam jeszcze wiekszego stresiora, ze nie zdaze... Juz mi plecy wysiadaja, siedziec nie moge przy kompie zwlaszcza, az mam lzy w oczach:( Ukojeniem jest noc, ale wtedy dretwieja rece i spac nie moge bo wyobrazam sobie dziwne rzeczy:( No i oczy zmeczone, dlatego jak siedze nad ankietami to potem nie jezdze bo strach... Ehhh niech juz sie to napisze. W Chorwacji odpoczne mam nadzieje:D

Aaaaa zapomnialam;) Cena menu zostala zmniejszona;)

piątek, 23 kwietnia 2010

Corazzzz blizej:)

Coraz blizej maj i coraz wiecej zalatwien. Juz nawet nie mam kiedy pisac bloga... Ale staram sie wpasc choc co tydzien:) Mamy juz prawie zlozone podziekowania dla gosci i ustalone menu (poprawione). Niestety szef sali milczy, ale tak to juz jest jak ma sie mniej kasy od klienta... W kazdym razie jestem zla i gotowa zrobic awanture...
Od przyszlego tygodnia zaczyna sie jeszcze wiecej latania, mam nadzieje, ze bede mogla pisac w miare na biezaco;)
Ankiety dalej sa analizowane:)
I nareszcie slonkoooooooo:)

piątek, 16 kwietnia 2010

Mordziuchna usmiechnieta od ucha do ucha:))))

Tydzien mnie prawie nie bylo i pewnie by sie to przeciagnelo, gdybym nie zostala postawiona do pionu (Martusia thank you:*)
Co nowego?? Wczoraj mialam ostatnia przymiarke - calosc juz gotowa i stad tytul wpisu:D:D Mialam takiego banana na twarzy caly czas, jak jakas glupia:) Ale to dlatego ze suknia jest idealna i moja i nikt takiej nie bedzie mial:) Jest wspaniala, przyznaje, ze nawet nie marzylam o takiej... Panie z salonu sa wspaniale - potrafia spelniac marzenia. I najcudnowniejsze jest to, ze uwielbiam sie w niej ogladac w lustrze (jedyna taka rzecz):D Jestem taka... Inna:) Mama jak mnie zobaczyla to sie poplakala, a ja oczywiscie tez majac ciagle banana na twarzy:D I pozniej w domu mama znowu plakala mowiac jak slicznie w niej wygladam i dzwoni do mnie rano, ze spac nie moga i widziala mnie caly czas w tej sukni - to juz zakrawa na jakas manie i histerie;)) Zaluje troche ze zdjec nie zrobilam ale co tam. 29 maj juz nie dlugo:) A jeszcze clizej odbior sukni - 24 maj i juz tata zapowiedzial ze bierze urlop i jedzie ze mna:)
A pozatym wlasnie przepisuje menu i zaraz sie zbieram jade do Przyszlego Małża mego do pracy i na sale ustalic wszystko. Z przezornosci zabieram ze soba maile od Pana w razie gdyby mial zacme albo cos takiego:D
Aaaaa i zapomnialabym:) Przesluchalam muzyke na wesele, czas teraz na ostateczne ustalenie z PMem. Ale wyszlo typowo wiejsko-goralskie balowanie:P Super (wrocilam do dziecinstwa - "Jestes szalona", "Dziewczyno ma" i te sprawy:D:D) a co najlepsze moj brat sie doczekac nie moze balowania przy disco polo i Baciarach:D Zobaczymy co z tego wyjdzie....
Rozpisalam sie, ale tyle w tym tygodniu bylo spraw:) W koncu juz tylko 43 dni...:)

sobota, 10 kwietnia 2010

[*]

Nasz Prezydent zginal w katastrofie lotniczej...
Pokoj Ich duszom... [*]

czwartek, 8 kwietnia 2010

Psik - apsik:)

Wczoraj bylam z Psikiem u weta, bo mial jakas "trzesawice" wieczorem we wtorek. W sumie nie wiadomo co to, mam go obserwowac, bo albo pseudo padaczka albo zostal walniety w lebek jak byl maly... Zal mi go i zaluje ze adoptowalismy go dopiero jak mial rok. Nie wiadomo ile biedak przeszedl u tych potworow:[
Pozatym skubaniec przed lecznica cos wyniuchal:) Okazalo sie, ze to 4 male wiewioreczki ktore wyrodna matka wyrzucila... Zglosilismy technikowi, moze je uratowali bo jeszcze dychaly, a moze nie...

Dzis drugi dzien pisania pracy... Wysiadam, a do tego nie opuszcza mnie stres, ze malpa znowu ja odrzuci... Wtedy to juz tylko kierunek -> dziekan:/ Ale plus dnia?? Za 1 miesiac i 30 dni nasza Podroz poslubna :)))) Juz sie nie moge doczekac:))))

sobota, 3 kwietnia 2010

...

Swieta spedzam sama... Nie, nie z PM... Jemu, jemu sie nie chce, ma setki innych lepszych zajec w postaci samochodow itp. Nawet nie bylo go stac na to zeby mi szczerze powiedziec nie, lub zeby przyjechac choc na 5 minut... Mam taki zal, ze chyba sie go juz nie pozbede....

czwartek, 1 kwietnia 2010

:)

Chcialam tylko Wszystkim ktorzy mnie podczytuja (i nie tylko) zyczyc pogodnych, zdrowych, rodzinny Swiat Wielkanocnych i mokrego Dyngusa!!:)

środa, 31 marca 2010

Swieta??

Strasznie zakrecony tydzien ostatnio byl i masa latania. Zapowiedzi odebrane i dzisiaj razem z papierami z USC zaniesione do Kosciola. Umowiona tez jestem z fryzjerka i makijazystka i to chyba na tyle jak narazie. Dzis jade tez z czescia pracy do promotorki i mam stres... Mam nadzieje, ze nie odrzuci bo sie juz wtedy na amen zalame:/
Swieta... Jakos nie czuje, ze beda. Pomijam fakt, ze Wielkanocy nie lubie, ale w tym roku wyjatkowo nie czuje, ze beda... 1 dzien w domu, bo nie chcialam nigdzie jeach, wkoncu to moje ostatnie swieta w rodzinie;) A 2 dzien swiat spedzamy wszyscy w moim przyszlym domku:)

sobota, 27 marca 2010

:)))))))))

Wczoraj jeszcze kuzyn Małża przyszlego mial maske tlenowa, a dzis juz zrobil sam 2 kroki i zaczyna rehabilitacje!! :))))))))))))))))))) Konsylium orzeklo, ze z takim zawalem powinien nie przezyc.... A jednak Bog dal mu druga szanse - alez sie ciesze:))))))))))))))))

czwartek, 25 marca 2010

;(

Stan sie pogorszyl;(((( Zostal wieczorem wprowadzony w spiaczke;((((( Nie moja rodzina ale siedze i rycze, martwie sie...

Pozatym dzis moj Braciszek ma 19 urodziny, a ja od rana "uwislam" mu na szyi z zyczeniami:) Ale byl zaskoczony:))

środa, 24 marca 2010

...

Wczoraj do pozna pisalam i wkoncu ukonczylam 1 rozdzial pracy... Teraz zabieram sie za przepisywanie i zostaly jeszcze 2 do napisania. Mam nadzieje, ze szybko pojdzie bo czasu coraz mniej a obrona i slub coraz blizej... No i wyjazd do Chorwacji - juz sie doczekac nie moge:))))) Bede lezec i odpoczywac u boku mezusia:))))
Bedac wczoraj po mame w pracy zaszczepilam sie i przy okazji dowiedzialam, ze lekarki juz sie nie moga doczekac slubu. Haha czuje sie jak gwiazda ktorej slub bedzie wydarzeniem roku:)))))
Z kuzynem PMa nadal nic nie wiadomo:((

poniedziałek, 22 marca 2010

Życie....

Padam. W sobote wysprztalam gruntownie cale Nasze mieszkanko, zobaczylam lozko, powiesilam firany i umylam samochod. W miedzy czasie dowiedzialam sie, ze kuzyn PMa do ktorego mielismy jechac w niedziele mial zawal :( strasznie sie martwie, super facet jest z Niego, bardzo go lubie i mam nadzieje, ze uda mu sie i wyjdzie z tego...

Pozatym wczoraj nagle obudzili sie moi tesciowie i szwagierka... Wczas:/ Ale ich mina na Nasze stwierdzenie, ze juz wszystko zalatwione bezcenna:D trudno, trzeba bylo myslec i interesowac sie wczesniej, a jak mieli wszystko gdzies to teraz nie maja glosu...

środa, 17 marca 2010

Szczesliwy dzien??

Czyzby czyzyk?? A tak powaznie - czyzby dzisiaj byl moj szczesliwy dzien?? Narazie zapeszac nie chce, ale byc moze dostane prace dorywcza... Opieka nad maluchem po 2 godzinki dziennie ale zawsze to jakas kasa:) I mama tez wydaje sie sympatyczna a to rownie wazne jak mile dziecko;)

Od rana latalam z mama po sklepach. Na cale szczescie zakupy okazaly sie bardzo owocne:) Ja kupilam 9 metrow firanki do Naszego mieszkanka (i to tylko na pokoj...) a mamcia kupila sobie kreacje na moj slub:)

Wczoraj dowiedzialam sie, ze jak narazie "nici" z moimi ankietami, gdyz szanowne i wspaniale Panie nauczycielki w ramach zawodowej solidarnosci, nie oddaja ankiet. Myslalam, ze mnie potrzaska... W najblizszym czasie lece do szkoly i przedszkola na osiedlu po raz ktorys tam z kolei, moze wkoncu sie im znudze i pozwola na przeprowadzenie ankiet;) A jak narazie musze sie zabrac za pisanie pracy. Obrona za pasem slub juz za szelka:D:D Czas przelatuje mi miedzy palcami w zastraszajacym tempie....

A dzis po 15 musze zadzwonic do swojego nadwornego mechanika;) Potrzebuje ratunku dla clintona:) Chyba nam dziura w wydechu wypadla bo glosno chodzi. Nie powiem, ze to mi przeszkadza bo ta dziura + sportowy wydech sprawia wrazenie sportowego bolida, ale nie chcialabym stracic jakiejs czesci w drodze do Naszego domku w gorzystym terenie;)

poniedziałek, 15 marca 2010

Nowy tydzien...

I po niedzieli. Zaproszenia juz wszystkie rozdane, jak narazie nikt Nam nie odmowil z czego sie bardzo ciesze. Kupilam sobie firaneczki do kuchni - ale mam radoche:)))))))

Wstalam dzis rano i zdebialam.... Za oknem nic nie widzialam tak sypalo. Pozniej wyszlo slonce i jak na noc nie bylo sniegu, tak teraz znowu jest go po kostki, ponawiam moje wolanie - ja chce WIOSNE!!!!

Ostatniej nocy mialam slubny koszmarek :D Ze nie moge utoworzyc z mydla obraczek bo mi sie rozklejaja i jak do slubu pojdziemy;) Ale to i tak nie jest najgorszy koszmarek. Pamietam ze kiedys snilo mi sie, ze zamiast kwiatka we wlosach mialam na glowie... papierowego dzieciola:D

I tym optymistycznym slubnym koszmarkiem, zegnam sie z Wami:) Do nastepnego;)

piątek, 12 marca 2010

W marcu jak w garncu...

Cos sie chyba nie sprawdza.... Wcale nie czuje jakby bylo w garncu, ale wielkim garze stojacym w lodowce... Ja chce WIOSNE!!!!!
Z innych spraw, musialam sprawdzic w Kosciele  liste zapowiedzi i... WISIMY:D:D:D:D Ale smieszne uczucie:) Czasami chodzilam zobaczyc czy nie ma kogos znajomego a teraz sama sie tu widze:P
I pomimo sniegu za oknem spotkala mnie dzis iskierka ciepla - Misiak mnie zgarnal z Myslenic i przywiozl do Krakowa:) Jejuuuuuu uwielbiam tego Pana:)))))

poniedziałek, 8 marca 2010

Polskie urzedy - tak zalatwia sie sprawy...

Dzisiejszy dzien byl straszny. Przezylismy horror, tylko dlatego, ze mielismy w USC zalatwic pozwolenia na slub... I zaczela sie gehenna... Wszedzie byla informacja, ze urzedy czynne sa od godziny 9:30, tak wiec ok 9 pojechalismy i zobaczylismy informacje, ze jednak czynne sa od 7:40... Szczesciem nie bylo kolejek ale i tak kilka godzin w plecy...
Po ok 10 minutach czekania i zagladania do pokoju gdzie jakas bardzo zajeta urzedniczka plotkowala przez telefon, zostalismy zaproszeni. I sie zaczelo... Najpierw zmeczona, zla, ze nie dostala zyczen na Dzien Kobiet Pani, wydarla sie na Nas, ze nic nie wyda jesli jej nie podamy prawidlowego stanu cywilnego... I tu nie wiadomo czy podac Wolny/Wolna czy Kawaler/Panna - jakby nie powiedziec zawsze bylo zle... Kolejna sprawa wywyolujaca zmeczenie i burczenie Pani to wypisywanie mojego Aktu urodzenia, ktory zreszta w ich urzedzie byl... Nastepnie bardzo sie zdenerwowala, ze musi Nam dac karteczke do wypelnienia na temat ewentualnego wyslania odpisow aktow malzenstwa. To wszystko w obecnosci gdakajacej za plecami Urzedniczki nr. 2 - porazka...

Dziwic sie pozniej, ze tak malo jest malzenstw... Gdybym miala zalatwiac to po raz drugi, to juz chyba wolalabym zyc w konkubinacie... Kobieta byla straszna i nie nadawala sie ani do rejestracji malzenstw, ani zgonow a tym bardziej urodzen dzieci...

Krotki podsumowanie dnia wczorajszego.
Moje upatrzone drzwi okazaly sie... zwyklym skrawkiem materialu:/ Ale upatrzylam sobie zazdrostki i za tydzien kupuje:) Kolejne zaproszenie do przodu, winko wypite, piekny storczyk w prezencie od przyszlego Małża - zyc nie umierac:)

piątek, 5 marca 2010

Jak nic moze sprawic radosc...:)

Nie wiem jakim sposobem sie to stalo, ale dopiero dzis, ok. 15 minut temu dotarlo do mnie, ze juz nie dlugo bede... ŻONĄ :D Bardzo fajne uczucie, nie powiem:) Jak pomysle, ze bede miala swoj dom, swoja rodzine, obraczke na palcu....

Nie jestem typowa Kobieta, dlatego tez zaskoczylo mnie ogromnie moje zainteresowanie sprawami domowymi, np urzadzanie wnetrz, dobor kolorow itp. To wszystko sprawia mi ogromna frajde, teraz nie przejde obojetnie obok jakiegokolwiek sklepu z dodatkami domowymi, ogrodowymi, jakbym tylko byla milionerka to wykupilabym wszystko poczynajac od nozykow a konczac na ozdobnych konewkach:)

I juz moge Wam powiedziec, ze czekam na niedziele;) Mam w planie poszukiwanie firaneczek do kuchni i ozdobnych drzwi do szafy...

czwartek, 4 marca 2010

Zaczynamy:)

3 miesiace do waznego dnia, to chyba dobry czas na rozpoczecie spisywania zycia;)
Tak sie tylko zastanawiam od czego zaczac... Od momentu kiedy podjelismy jedna z najwazniejszych decyzji Naszego zycia, czy moze od momentu gdy dowiedzialam sie o swoich problemach??
Moment decyzji, to cofniecie sie o ok 1,5 roku - za dlugo:P
Zaczne wiec tylko troszke spogladajac wstecz, zeby nikt nie usnal na klawiaturze/biurku podczas czytania:)

Jakis rok temu dowiedzialam sie o swoich problemach odnosnie przyszlego macierzynstwa... A dopiero dzis, po roku leczenia, wstalam rano przerazona z jedna mysla - moze ja nigdy nie bede mama... Nie potrafie opisac tego, jak bardzo sie wystraszylam i jak dlugo nie moglam sie pozbyc tej mysli. Niepokoj nadal istnieje, ale przeciez trzeba walczyc, zyc dalej...

Jesli zas chodzi o sprawe druga (a moze pierwsza:)) to we wtorek spisalismy protokol przedslubny:) Czekalam na to, co mowila mi wiekszosc kolezanek juz mezatek, ze wyjde z Kosciola w szoku, z mysla co ja robie, ze nareszcie dotrze do mnie jak wazny krok zrobilismy. Po wyjsciu z Kancelarii nastapilo wielkie rozczarowanie - nic nie czulam:D Smialismy sie tylko jak dwa glupki:) No dobra, przyznaje - podczas skladania podpisow i jednego pytania mialam przebiegajaca przez mozg z predkoscia 0,0001 sekundy mysl, ze teraz to juz tak na powaznie ale nic pozatym:D

Wieczorem tylko dowiedzialam sie od mojego przyszlego Małża, ze ja sie boje przyszlosci i slubu... Chyba cos w tym jest, zwlaszcza z przyszloscia "do slubna" ale zwiazane jest to bezposrednio z moja przeszloscia, o ktorej mowic nie chce choc wraca - a kysz, precz...

Oto ja...


Kobieta... Narzeczona... Polka....

Taka jestem, czasem wesola i zwariowana, czasami powazna, smutna, zamyslona...
Copyright © 2016 www.ciepelkowo.pl | blog
| Magda M. Ciepełkowo